Słodko-gorzkie Igrzyska Igi Świątek
Cały czas kipią we mnie emocje po turnieju olimpijskim Igi Świątek. Nasza Duma powiedziała, że płakała 6 godzin po przegranym półfinale i pewnie płakałaby cały kolejny dzień gdyby nie fakt, że czekał ją wtedy mecz o brąz. Personalnie jestem bardzo wdzięczny Agnieszce Radwańskiej czy Lindsey Vonn, które napisały do Igi wiadomości ze słowami otuchy po prawdopodobniej najbardziej bolesnej dla niej porażce w karierze. Moim zdaniem były niezwykle ważne. Duży szacunek dla Isi, że gdy dziennikarze zapytali ją o treść korespondencji, to nie ujawniła tego. Prywatność i szacunek nade wszystko. Wciąż toczy się jednak we mnie wiele myśli, które zawsze chętnie przelewam na cyfrowy papier. Może ktoś przeczyta, może kogoś zainteresuje, a może ktoś przedstawi mi argumenty, że jest inaczej. W końcu merytoryczna dyskusja z ludźmi o podobnej pasji jest zawsze fajna.
Jaka jest intencja tego tekstu?
Tak oto powstał poniższy tekst, który jest podsumowaniem tego co widziałem podczas olimpijskiego turnieju. Tekst jest słodko-gorzki, a tytuły nagłówków niekoniecznie przedstawiają dokładnie ich smak, bo te emocje się mieszają jak w chińskim daniu z mieszanymi sosami. Ten turniej był jednak dla większości z nas słodko-gorzki - dokładnie taki jak uczucia, które widzieliśmy u Igi Świątek po wygraniu meczu o brązowy medal i jego odebraniu. Zaznaczam, że to tylko moje przemyślenia i odczucia. Chciałbym się podzielić tym co myślę i wysłuchać Waszych przemyśleń, bo pewnie każdy z nas ma je nieco inne. Będzie mi bardzo miło jeśli zdołamy tutaj rozpocząć merytoryczną, pozbawioną afektu dyskusję.
Tekst będzie w dużej mierze dotyczył kwestii mentalnej Igi. Uważam, że mental te można obecnie podzielić na 2 kategorie. Iga ma taki mistrzowskim mental i potrafi jak mało kto wygrywać finały i walczyć do końca. Jej bilans 22-4 w finałach dobitnie świadczy o jej klasie i o tym, że nie pęka w meczach o tytuł. To olbrzymi atut. Taki Felix Auger Alliasime był w stanie przegrać 5 finałów z rzędu, a Roger Federer kiedy miał w finale po drugiej stronie siatki Rafę Nadala, to już widział kłopoty. Za to Iga kiedy wejdzie na właściwie fale, to jest pod tym aspektem nie do ruszenia. Widzę też jednak drugą stronę tego mentalu. Czasami za bardzo emocje oddziałują na nią i nieco wiążą nogi oraz ręce. W największym uproszczeniu - pojawiają się nadmierne nerwy. I teza do której nie jestem do końca jeszcze przekonany - myślę, że to one mogą stanowić blokadę przez którą trudno jej coś zmienić w trakcie meczu kiedy nie idzie (ten słynny plan B o którym wielokrotnie dyskutujemy). Tak więc moim skromnym odczuciu Iga ma dużo lepszy mental niż większość touru, ale nie jest to poziom wybitny. Albo jest wybitny częściowo, lecz pewnym aspekcie nie jest dopracowany.
Piszę o tym głównie dlatego, że widzę ile bólu, smutku i emocji kosztował Igę ten turniej. A widok smutnej Igi sprawia, że automatycznie też robi mi się przykro. Oczywiście jest również przeciwnie. Szczęśliwa Iga, to moja wielka radość. Oto moje słodko-gorzkie przemyślenia dotyczące Igrzysk Olimpijskich 2024 w wykonaniu Igi Świątek.
Słodka część - Ogromny sukces Igi, który trzeba docenić
W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych trwał szalony wyścig między Reinholdem Messnerem, a Jerzym Kukuczką o to kto jako pierwszy w historii zdobędzie Koronę Himalajów i Karakorum (wszystkie 14 szczytów na świecie mające ponad 8000 metrów nad poziomem morza wysokości). Wyścig ostatecznie wygrany przez Austriaka, który miał na to nieporównywalnie więcej czasu (bodajże 8 lat) oraz nieporównywalnie większe zaplecze finansowe. Messner docenił jednak wielki kunszt i wyczyn rywala z katowickich Bogucic, wysyłając mu depeszę o treści “Nie jesteś drugi. Jesteś wielki”. Podobną depeszę wysłałbym najchętniej do Igi: “Nie jesteś brązowa, jesteś wielka”. Brązowy medal Igi Świątek w Paryżu jest wielkim wynikiem polskiego sportu i jeśli ktoś uważa, że inaczej to tylko dlatego, iż za bardzo rozpieścił się jej dotychczasowymi wynikami. Pamiętajmy jednak, że każdy sukces jest efektem ciężkiej pracy, a tenis jest trudnym sportem, gdzie w każdym turnieju walczy kilkadziesiąt, a czasami kilkaset zawodniczek, a finalnie ze zwycięstwa turniejowego cieszy się tylko jedna. To, że tak często jest to Iga świadczy o tym jak niesamowitą jest tenisistką. Patrząc jednak z boku i ma chłodno. 3 miejsce w najpopularniejszej kobiecej dyscyplinie świata jest wybitnym wynikiem i świadczy o jej wielkich umiejętnościach. Chciałbym też podkreślić jak trudnym osiągnięciem jest zdobycie olimpijskiego medalu - nawet jeśli jest się faworytką i znakomitą tenisistką. Podczas ostatnich Igrzysk rozstawiona z numerem 1 Ashleigh Barty odpadła w pierwszej rundzie, a 8 lat temu w Rio de Janeiro wielka Serena Williams przegrała w trzeciej. Iga będącą oczywiście równie wielką faworytką zdobyła brązowy medal. Powtarzam, to jest wielki sukces. Iga zapisała się w historii światowego tenisa pochodząc z kraju, który delikatnie rzecz ujmując - jest tenisowo ubogi w tradycję.
Czy mogło być złoto? Oczywiście, że tak, bo nikt nie potrafi grać na nawierzchni ziemnej jak potrafi Iga Świątek. Czy było o nie łatwo? Absolutnie nie. Było mi szalenie smutno oglądać płaczącą podczas wywiadu Igę po meczu półfinałowym. Byłem podłamany mimo, że dość dobrze kontroluje swoje emocje (nie licząc właśnie tenisa), a co musi czuć ta dziewczyna? Wiedziałem, że bardzo jej zależy na złocie, ale dopiero wtedy dotarło do mnie jak mocno. Jej reakcja na brązowym medal to podręcznikowa definicja słodko-gorzkości. Ale liczę, że z każdym kolejnym dniem kiedy będzie do niej docierać jak wspaniałą drogę do nie przeszła, będzie ją mocniej cieszyć, ponieważ naprawdę nie jest łatwo zdobyć olimpijski medal. Zobaczcie jak długo walczy o niego Novak Djokovic, czyli GOAT dyscypliny. W Tokio, Novak po porażce w półfinale był tak rozregulowany, że w meczu o brąz przegrał z Pablo Carreno Bustą z którym stawiam, że wygrałby kolejne 9 na 10 spotkań. Iga się podniosła i w spotkaniu o brąz dała radę. To duży wyczyn i plus mentalny w tym mentalnym turnieju. Generalnie uważam też, że na tym turnieju Polka rozegrała 2 mecze na wysokim poziomie. Było to spotkanie II rundy z Diane Parry i pojedynek o brązowy medal z Anną Karoliną Schmiedlovą. To, że Iga grając średni jak na siebie turniej robi w nim 3 miejsce świadczy doskonale o jej “poziomie bazowym”. Od czasów Justine Henin nie mieliśmy na ziemi (a osobiście uważa, że Iga jest lepsza nawet od Justine) tak dobrze grającej zawodniczki na clayu. Jej poruszanie się po korcie jest wręcz legendarne i przyczynia się do wygranej kiedy nie działają kluczowe elementy gry. Wracając do pozostałych spotkań, Iga zagrała co najwyżej średnio, ale i tak nie miała większych problemów z ich wygraniem - nawet z Danielle Collins mimo porażki w jednym secie. W pozostałych nie prezentowała się wybitnie, a mimo to wygrywała, ponieważ jest tak znakomitą tenisistką. W drugiej próbie olimpijskiej zdobyła coś o czym marzy większość sportowców i osiągnęła wielki sukces. Z pewnością będzie miała jeszcze co najmniej 2 szanse na zdobycie olimpijskiego złota. Jestem też przekonany, że z czasem ten medal zdobyty tutaj będzie dla niej jeszcze bardziej cenny. Iga, jesteśmy z Ciebie bardzo dumni i dziękujemy!
Gorzka część - nie było formy mentalnej
Po YouTubie chyba cały czas krąży filmik z turnieju rangi 250 w Pradze z 2019 roku, gdzie Iga jest totalnie załamana podczas meczu pierwszej rundy turnieju. Przegrywa w nim 3:4 w trzecim secie z Karoliną Muchovą. Podczas przerwy między gemami jest zapłakana. Serio totalna emocjonalna załamka. Na tymże filmiku rozmawia z Darią Abramowicz. Psycholożka przeprowadza z nią rozmowę budującą. Padają hasła jak “Masz wpływ na to czy będziesz kontrolować to co się dzieje”, “To Ty jesteś bliżej. To Ty masz więcej do powiedzenia”. Ten turniej odbywał się 2 miesiące po rozpoczęciu współpracy z Darią Abramowicz. Dla mnie do dziś jest wzruszający i pokazujący jak wrażliwą dziewczyną jest Iga.
Później podobna, smutna scena, która łamie serce każdemu kto uwielbia Igę Świątek miała jesszcze miejsce w meczu - z Marią Sakkari podczas turnieju w Masters w Guadalajarze, gdzie Iga również była rozbita. Ale! Było też wiele łez radości. Cieszyły szczególnie te po wielkich szlemach czy wygranym drugim turnieju w Rzymie. Fantastyczna też była jej przemowa po finale w Ostrawie, gdzie co prawda przegrała, ale ten turniej miał charakter symboliczny, a wręcz kultowy. Iga mówi tam, że spełniły się jej wszystkie marzenia, a połowa hali jest polska i skanduje “Dziękujemy”. To były jej łzy radości. Piszę o tym żeby zobrazować jak najwięcej przykładów jaką emocje są integralną częścią Naszej Dumy. Emocje i to co z nich płynie, czyli szczerość, autentyczność i empatia, za które wielu z nas ją pokochało. Emocje mają jednak to do siebie, że często działają w 2 strony. Emocjonalni bardziej odczuwają radość, ale też bardziej odczuwają porażki. Te 2 bieguny są niewątpliwie jednym z elementów mających wpływ na jej wyniki sportowe.
Przechodząc do clou i gorzkiej części z tytułu akapitu. Uważam, że Iga nie wygrała tego turnieju, ponieważ nie była do niego odpowiednio przygotowana mentalnie. Powiedzmy, że nie osiągnęła odpowiedniej mentalnej formy. Na Igrzyskach Olimpijskich towarzyszyła jej potężna presja - taka jak nigdy i nigdzie indziej. Było to widać od pierwszego meczu. Presja mająca różne podłoża. Ta którą narzuciła sobie sama, aby Tata olimpijczyk był z niej dumny i dlatego, że jest prze-ambitną osobą. Jasno rzucane deklaracje, że to najważniejsza impreza sezonu i, że jest nią taka która odbywa się raz na 4 lata jest strasznie duża. Presja mediów, którzy mimo że znają (lub powinni znać) specyfikę sportu założyli już jej na szyję złoty medal. Ta mnie irytuje, bo mimo, że jako rzetelni(?) dziennikarze powinni rozumieć specyfikę sportu i zdawać sobie sprawę jak trudno jest zdobyć medal, to patrząc na nagłówki i clickbaity, niekoniecznie to wiedzieli albo nie chcieli widzieć, bo interesowały ich tylko kliki. Wreszcie presja kibiców, bo oczekiwania wielu też były zbyt żądające. Problemem olimpijskim jest, że przeciętny Kowalski nie znajacy specyfiki dyscypliny nagle uważa, że ktoś MUSI zdobyć medal, bo słyszy ciągle w mediach jaki jest dobry/dobra. Co gorsza, to takim “niedzielnym kibicom” najłatwiej przychodzi hejt w sieci. To wszystko sprawia, że ta dziewczyna dźwigałą olbrzymie, niespotykane wcześniej brzemię. Oczywiście duże oczekiwania mieli też sympatycy tenisa, bo Iga dała nam ku temu duże wynikowe podstawy. Na pewno łatwo nam było wyobrazić sobie Igę ze złotym medalem i pozwolić logice za którą idzie znajomość tenisa, pójść na spacer po Montmartre albo Wieżę Eiffla niż zostać na korcie.
Przechodząc już do samej bohaterki. Iga poczyniła w moim odczuciu olbrzymi postęp przez 5 lat współpracy z Darią Abramowicz, a sytuacja z Pragi w zestawieniu z tegorocznymi wygranymi po trudnych meczach z Aryną Sabalenką w Madrycie czy Naomi Osaką w Paryżu są wyznaczkiem tej poprawy. Iga potrafi nie zatrzymywać się kiedy przechodzi przez piekło cytując Winstona Churchilla. Psycholog wykonała doskonałą robotę, którą doceniam i mam dla niej za to duży szacunek. Uważam, że bez wsparcia specjalisty z tej dziedziny Iga nie byłaby teraz w miejscu w którym jest. Jednocześnie w moim odczuciu Iga nie wygrała przez swoją dyspozycję mentalną, a nie sportową. Prawda jest taka, że grając nawet na 60-70% potencjału wygrałaby tutaj z każdą zawodniczką. Nie grała na tyle, bo była zbyt nerwowa. Bardzo dawno nie widziałem tak emocjonalnych reakcji i próśb do sędziego o weryfikację piłki podczas jednego turnieju. Rzadko tyle nerwowych gestów i tak mocno przestrzelonych piłek, które z reguły trafia z zamkniętymi oczami. I co najsmutniejsze - nigdy nie widziałem, aby Iga nie podała ręki sędziemu a tutaj tego niestety nie zrobiła. Banał, ale kiedy szukam przyczyny, to widzę ją w nerwach. To nasuwa mi wniosek, że Iga pod kątem mentalnym nie było do tego turnieju najlepiej przygotowana.
Nie piszę tego by szukać winnych zdobycia brązowego medalu, ponieważ brzmi to absurdalnie i takie jest, ale dlatego, że staram się najbardziej obiektywnie w swojej subiektywności (nie wierzę w pojęcie obiektywizmu) odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego Iga była tak smutna, co łamało mi serce i dlaczego zobaczyliśmy tutaj jej aż tak nerwową wersję. I to po prostu wniosek jaki do mnie dochodzi. Tak jak powinniśmy doceniać ogromną pracę jako wykonała Daria Abramowicz dla Igi, tak samo możemy zwrócić uwagę, że tutaj w dziedzinie w której się specjalizuje i za którą jest (tak sądzę) rozliczana u liderki rankingu, ta wyglądała najgorzej. Iga była na Igrzyskach wulkanem emocji - zapewne większym niż większość z nas się mogło spodziewać, ale jeśli ktoś powinien to wiedzieć wcześniej to właśnie Daria Abramowicz, która zna Igę jak mało kto. Ich relacje i więź między nimi są tak silne, że podświadomie nastawiałem się, że ma tego pełną wiedzę i przygotuje odpowiednie mentalne rozwiązania. Nie wiem - może to nie było możliwe? Tak samo jak czasami najlepszy trener nie jest w stanie odpowiednio sprawić, aby zawodniczka przeniosła umiejętności jakich się nauczyła na kort? Bo oczywiście łatwo się pisze szczególnie po fakcie, bo zadanie było bardzo trudne, ale w moim odczuciu - to w aspekcie mentalnym nie było u Igi Światek przygotowania na poziomie złotego medalu.
Po Igrzyskach na pewno sztab Igi ma materiał do przepracowania i wyciągnięcia wniosków. Teraz duże zadanie (myślę, że największe) również przed Darią Abramowicz - sprawić, aby Iga prezentowała wciąż dobrą dyspozycję mimo, że impreza roku/czterolecia nie wyszła jej tak jak marzyła. Bo talentu i pracowitości liderce rankingu bezdyskusyjnie nie brakuje, ale kwestia mentalna w tenisie jest kluczowa. Wierzę, że po tym turnieju może wrócić jeszcze silniejsza, ale z pewnością najbliższe dni i tygodnie będą dla niej ciężkie. Trzymam kciuki za to, aby dzięki sztabowi były łatwiejsze i żebyśmy niebawem zobaczyli Igę w najlepszej wersji, a w Los Angeles ze złotym medalem na szyi. A przede wszystkim, abyśmy zobaczyli Igę szczęśliwą, bo nie wiem jak Wy, ale dla mnie najważniejsze jest to żeby była szczęśliwym człowiekiem, a w drugiej kolejności wybitną tenisistką. Tak paradoksalnie ze względu na doświadczenie i mniejszą presję może być łatwiej. Jeśli Iga odpowiednio przepracuje najbliższe 4 lata to będzie dobrze. Jest świetna sportowo, poprawiła się mentalnie w poszczególnych meczach, ale nie można spocząć na laurach. Kluczowe moim zdaniem to wciąż rozwijać się mentalnie i jednak urozmaicać swoją grę. Bo w tenisie trzeba się rozwijać, aby być na szczycie, a świetnie to pokazuje metamorfoza jaką przez całą karierę przeszli Rafael Nadal czy Novak Djokovic.
Iga Światek - wielki sportowiec i inspirujący człowiek
Niezależnie od wszystkiego, pewnie się potwarzam, ale lubię to robić kiedy coś jest dla nas szczególnie ważne. Iga osiągnęła wielki wynik i zapisałą się w historii tenisa jako pierwsza persona z naszego kraju z olimpijskim medalem. Tego nikt jej nie zabierze. Tak jak tego, że jest absolutnie wybitną postacią polskiego sportu i światowego tenisa. Pochylmy się na chwilę nad sukcesami 23-latki:
- 5-krotna mistrzyni wielkoszlemowa,
- Zwyciężczyni turnieju Masters,
- 10-krotna zwyciężczyni turniejów WTA 1000,
- Brązowa medalistka Olimpijska,
- 114 tygodni jako liderka rankingu WTA (9 miejsce w historii, ale niebawem będzie 8).
Żadna obecnie grająca tenisistka nie jest tak utytułowana. Powinniśmy doceniać jej wyniki na każdym kroku i zastanowić się nad każdą krytyką, zaprzestając hejtu - to akurat tyczy się każdego sportowca. To cud, że trafił nam się taki skarb, który jest tak cudownym człowiekiem. Doceniajmy Igę zawsze i wszędzie i bądźmy z niej dumni. Biorąc pod uwagę stosunek do tenisa w Polsce i system szkolenia, to ogromne szczęście dla nas, że możemy żyć w czasach Igi Świątek. Polska jest dominatorką w najpopularniejszej kobiecej dyscyplinie świata. Dacie wiarę? Albo dalibyście 10-20 lat temu?
Ale dla mnie kluczowa jest inna kwestia. Ta ludzka. Dla mnie Iga jest naszym skarbem narodowym. W dzisiejszym świecie, gdzie modne są płytkie wartości, mamy w Polsce dziewczynę, która powinna być wzorem dla młodzieży i nie tylko. Osiągnęła olbrzymie sukcesy poparte ciężką pracą, a przede wszystkim dalej jest prawdziwym człowiekiem. Jest mądra, ułozona, pracowita, podchodzi do ludzi z szacunkiem i jest autentyczna. Wzór człowieka i wzór sportowca. Iga powinna być inspiracją i wizytówką Polski na świat. I powinniśmy pamiętać o tym szczególnie wtedy kiedy tego potrzebuje.
Podsumowując!
Moim zdaniem Iga stała się tenisistką unikatową, lepszą niż wszystkie. To sprawia, że rywalki mają ogromny problem żeby ją pokonać i jest to efekt talentu, ale też ogromu wykonanej pracy z Tomaszem Wiktorowskim (wcześniej Piotrem Sierzputowskim), Maciejem Ryszczukiem, Darią Abramowicz i zapewne jeszcze wieloma nazwiskami na różnych etapach kariery. Tutaj jednak nie zdobyła złotego medali, ponieważ Iga na pewnym etapie przegrała z Igą. Tak to niestety jest jak sie za bardzo chce, a presja narzucona jest gigantyczna. Iga w wywiadach pomeczowych mówiła co nie działało, ale ja chciałbym się pokusić o moją opinię dlaczego nie działało. Nie działało, ponieważ były zbyt duże nerwy których tym razem nie potrafiła opanować. To materiał do przepracowania, który powinien sprawić, że Iga w przyszłości stanie się jeszcze silniejsza mentalnie.
Iga już wielokrotnie pokazała, że potrafi się podnosić, na co najlepszym przykładem jest metamorfoza w 2022. Teraz z zespołem czeka ją nowe wyzwanie. Będzie nim podniesienie się po prawdopodobnie najbardziej bolesnej porażce w karierze. Bo prawda jest taka, że Iga jako liderka rankingu wciąż musi rozwijać swoją grę, gdyż konkurencja nie śpi. Spokojna analiza w której Iga jako szefowa powinna wyciągnąć wnioski co jest dobrze, a co źle może sprawić jak wielką tenisistką będzie. Wierzę, że może być nawet jedną z najlepszych w historii, ale wcale nie jest też powiedziane, że o kolejne sukcesy będzie łatwo. Będzie raczej wręcz przeciwnie. Prawda jest taka, że Iga w wieku 23 lat osiągnęła tyle, że już nic nie musi, a i tak prawdopodobnie do końca życia będzie najlepszą polską tenisistką w historii. Biorąc jednak pod uwagę jej ambicję na pewno będzie chciała święcić kolejne wielkie sukcesy. Dla mnie najważniejsze jest to żeby cieszyła się grą, a przede wszystkim była szczęśliwa. Bo jej się to należy.
To tyle z moich przemyśleń. Chętnie też poznam Wasze. Myślę, że emocje już trochę opadły, a z drugiej strony jeszcze pamiętając dobrze co tutaj się działo możemy podzielić się swoimi przemyśleniami. Zachęcam do dyskusji!
Dzięki, że tu jesteś!
Mam nadzieję, że wiedza okaże się pomocna i być może dzięki niej będziecie zwracać większą uwagę na niektóre nazwisko. Warto, bo tam też dzieją się ciekawe rzeczy, a historia Lulu Sun pokazuje, że droga do raju na wielkich kortach nie jest z niej taka odległa.
----
PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16
I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!
Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJ: https://twitter.com/z_kortu
Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJ: https://www.facebook.com/groups/178960806040159
Komentarze
Prześlij komentarz