DailyUS (dzień 4) - Maszyna "Iga" się rozpędza, kolejne wycofanie Eleny Rybakiny
Dziś dla mnie ostatni dzień kiedy unikam Morfeusza będącego Bogiem Snu. Sen przez kilka dni po 4-5 godzin już daje się we znaki, ale przyszły, urlopowy tydzień będzie już na szczęście lżejszy (taką mam nadzieję). Może też dzięki temu przyjdą bardzo wartościowe przemyślenia? A będzie o czym myśleć, ponieważ wkraczamy w III rundę, a dla mnie spotkania III i IV rundy mają duży smaczek. Wtedy już definitywnie zostają odzielone orły od piskląt. Ale to przyszłość, bo dziś zakończyliśmy rozgrywki II rundy. Tak sobie myślę, ale to musisz być fajne kiedy tenisiści grają sobie co 2 dni i mają komfort. Takie rzeczy to tylko w USA! No i może w Australii. A co działo się w najciekwszych spotkaniach 4 dnia? O tym przeczytacie w poniższym podsumowaniu.
Anna Kalinskaya (15) vs Anna Bondar 6:2, 6:4
Dyspozycja Anny Kalinskayi często zagadką, a w przypadku Anny Bondar mam nieodparte wrażenie, że ma nieco gorsze wyniki niż gra (najwyżej w karierze była na 50 miejscu, a obecnie jest 84). Stąd też padł wybór, aby tym meczem przywitać 4 dzień turnieju. Rosjanka świetnie zaczęła spotkanie od 2 przełamań, które ustawiły przebieg seta i sprawiły, że nie miał historii. Faworytka była w nim dużo lepsza. Druga partia to już zdecydowanie bardziej wyrównane spotkanie, choć jej początek niekoniecznie na to wskazywał. Poprawiła znacznie skuteczność swojego forehandu oraz serwisu Węgierka i to pozwoliło nawiązać walkę. Optycznie to rozstawiona tenisistka miała wciąż lekką przewagę, ale wynikowo było remisowo. Z jego upływem Panie miały coraz większe problemy z utrzymaniem serwisu. Pierwsze tego większe oznaki wystąpiły w 7 i 8 gemie kiedy to obie były blisko przełamań swoich rywalek (choć już wcześniej dały sobie po jednym, ale to w luźniejszych momentach). Wtedy się obroniły, a decydujący okazał się 9 gem kiedy Anna Kalinskaya przełamała Anę Bondar. Błędy forhendowe Madziarki zrobiły swoje. Tak więc jak kiedyś Włosi w siatkówce za Lorenzo Bernardiego odskakiwali rywalom w okolicach 20 punktu w secie, tak samo zrobiła to Anna w finalnej części meczu, ponieważ chwilę później bezpiecznie wygrała swój serwis i cały pojedynek. Niezły był występ w jej wykonaniu. W drugim secie była momentami zbyt duża nierówność w jej grze, którą lepsza rywalka może by wykorzystała, ale tu zrobiła co trzeba i kiedy trzeba. Przypominała mi nawet swoją wersję z Melbourne, gdzie zauroczyła mnie trochę swoją grą. Soczyste uderzenia, dobry serwis i technika użytkowa i ta fajna - wcale nie tak często spotykana umiejętność przechodzenia z defensywy czy równej wymiany do uderzenia kończącego lub uzyskującego dużą przewagę. I co też ważne - nie widzę dużych uchybień w żadnym z kluczowych elementów jej gry, co sprawia, że rywalki mają trudniej polować na słabe strony. I jeszcze ten fajny nawyk łapania się za krzyżyk na szyi w oczekiwaniu na returnie. Anna z Moskwy gra swoje i wygląda tu na zawodniczkę, która może zrobić fajny wynik. Anna Bogdan z kolei szybko straciła pewność siebie w pierwszym secie, który odpłynął jej szybko, ale w drugim zagrała już fajnie i powalczyła. Dzięki temu zobaczyliśmy wtedy lepszy mecz, ale generalnie myślę, że wynik w tym meczu jest adekwatny do przebiegu spotkania. Trzecia runda to już najlepszy wynik w karierze na US Open. Teraz walczy o najlepszy ranking w karierze, co jest dość możliwe, ale wiele zależy od jej wyniku. Nie bez znaczenia też będzie występ rywalek z najbliżśzego punktowego otoczenia. I warto też patrzeć na ranking Race, którym jest drogą do Masters na który Rosjanka mimo kontuzji podczas sezonu wciąż ma realne szanse.
Iga Świątek (1) vs Ena Shibahara (Q) 6:0, 6:1
“Królowa Piekarni” wróciła. Czekam kiedy Iga po zakończeniu kariery otworzy taką prawdziwą piekarnie i będą w niej pączki w kształcie piłki i bagietko-oponki przypominające rakietę tenisową. To był dużo lepszy mecze Naszej Dumy niż w pierwszej rundzie, a bajgiel i bagieta to potwierdzają. Mimo, że rywalka była niezbyt wymagająca to jednak należy docenić dyspozycję Polki. Iga przyjechała na ten mecz z doskonałym silnikiem i dojechała dzięki temu szybko do mety pod ładną nazwą “III runda”. To takie spotkanie po którym trudno coś odkrywczego napisać, ponieważ toczyło się szybko i pod dyktando jednej zawodniczki, która jest obecnie sportowo kilka klas lepsza. Na pewno to był najlepszy mecz na backhandzie i przy siatce Igi odkąd tour przeniósł się do Stanów Zjednoczonych. Aż szkliły mi się oczka kiedy udawała się do ataku przy siatce - zresztą tak jak większość tutaj zgromadzonych rabinów. Może nawet to był najlepszy mecz Igi od Igrzysk? Sam nie wiem. Cieszy się, że nie ma elementu, który “kulał”, a Iga była super nastawiona do rywalizacji. Pod względem morali takie spotkanie po wcześniejszych perturbacjach na pewno będzie przydatne. Napiszę parę słów o Japonce, bo budziła pozytywne wrażenie, a będąc szczerym to wcale tak dużo okazji, aby ją obserwować w najbliższym czasie może nie być. Fajne jest to, że wyszła na kort z myślą “będę próbować” i to robiła. Nie bała się, choć zdawała sobie sprawę jak trudne wyzwanie ją czeka. Duże problemy robiła sobie zbyt wysokimi piłamii które nagrywała, a które Iga kończyła niemiłosiernie. Podobało mi się też, że grała odważnie kiedy widziała ku temu okazję, dzięki czemu uraczyła nas kilkoma naprawdę ładnymi forehandami. I szczerze byłoby mi jej szkoda gdyby ten mecz zakończył się wynikiem 6:0, 6:0. Tym bardziej, że uśmiech Japonki i pozytywne nastawienie do meczu były bardzo fajne. Cieszyła się z przygody jaką miała i słusznie opuszczała kort z podniesioną głową. To jednak taki typ rywalki, która nie ma dużo argumentów przeciwko Idze i to dostrzegali zapewne oglądający nie mający nawet dużego doświadczenia w oglądaniu tenisa. Wracając do Igi. Cieszę się jeszcze, że wrócił serwis, bo to moim zdaniem kluczowy będzie to element w kolejnych rundach. Pozostaje nam z niecierpliwością czekać na 3 pojedynek i mieć nadzieję, że to początek dobrego, a Iga będzie imponować jak Ferrari za złotych (czy tam czerwonych) czasów Michaela Schumachera. Wielkie brawa Iga za dzisiejszy występ.
Ashlyn Krueger vs Mirra Andreeva (21) 6:1, 6:4
Ciekawy pojedynek 2 młodych tenisistek których najlepsze lata przed nimi. Mirra już jest bliziutko ścisłej czołówki, a przed tym meczem przyszła mi myśl jaki jest sufit Ashlyn. Ta jakby czytając w mych myślach tak percepcyjnie pokazała, że ogromny. Mecz trwał raptem 65 minut, a w tym czasie rozprawiła się z Mirrą, którą wielu uważało za jedną z kandydatek nawet do wygranej w turnieju. Nie powiem - ja też byłem w stanie sobie to wyobrazić. Gdybym miał wskazać najlepsze występy indywidualne tenisistek jakie oglądałem w 2 pierwszych rundach, to 2-rundowy występ Ashlyn ulokowałbym na drugim miejscu - zaraz po grze Naomi Osaki z Jeleną Ostapenko Ci którzy cieszą się z wygranej Ashlyn, bo Mirra mogłą się naprzykrzyć Polce w potencjalnej IV rundzie powinni nieco ugasić hurraoptymizm. Oczywiście w tenisie kluczowa jest dyspozycja dnia, a Ashlyn zagrała być może najlepszy mecz w swojej dotychczasowej karierze, ale warto zobaczyć czy to aby na pewno wyjątek od reguły. Bo z tak grającą Ashlyn Iga będzie musiała zagrać swój dobry tenis, aby zwyciężyć. Do tego jednak kawał drogi i to mocno daleko idąca teza, za to za dzisiejszy mecz 20-latka z Dallasa zasłużyła na gromkie brawa. Pierwszy set to była rakietowa masakra Mirry, która chyba sama była w szoku jak świetnie radzi sobie jej przeciwniczka. Ashlyn brutalnie wykorzystywała słabsze serwisy Mirry i cudownie operowała swym backhandem oraz atakowała umiejętnie wyższe piłki. Do tego sprytnie grała na ciało Rosjanki, co wyraźnie jej przeszkadzało. Przypomina mi Paulę Badosę wieloma elementami gry, choć w niektórych ma nawet większy potencjał. I trochę Elenę Rybakinę sylwetką i takim poruszaniem się, ale ogólnym a nie po korcie. Do tego bardzo ładnie biega przód-tył - na korcie rzecz jasna.. W drugim secie na początku Panie długo miały problemy z utrzymaniem swoich podań, ale pierwsza tą serię powstrzymała właśnie Amerykanka. Mi i tak najbardziej podobał się stop-volley przy siatce, którym pierwszy raz w tym secie przełała Mirrę. Plus dla 17-latki, że po słabym początku, którym nastąpił dodatkowo zaraz po wizycie w szatni gdzie chciała zapewne złapać rytm, nie załamała się i jeszcze dalej walczyła. Ale Ashlyn w kluczowym momencie seta zbudowała przewagę i jej nie oddała. To był jej w zasadzie perfekcyjny mecz nie licząc rozluźnienia jakie nastąpiło przy 5:2 w drugim secie, kiedy oddała 2 gemy z rzędu. Mirra wtedy grała już typowo na nic do stracenia i przyniosło to efekt. Kiedy jednak na tablicy wyników pojawił się wynik 5:4 i podanie na mecz, to Ashlyn serwowała wybitnie i właściwie tym przypieczętowała swój awans do III rundy. Nie mam jakichś dużych zastrzeżeń do Mirry, ale ewidentnie była zaskoczona poziomem rywalki i nie miała tego dnia na to lekarstwa. Faktem jest, że nie poradziła sobie z jej grą i jej porażka jest niespodzianką, ale trudno tu mieć roszczenia do 17-latki. W tym meczu zawiódł jej przede wszystkim serwis, który starsza-młoda rywalka karciła niemiłosierni i trochę plan, bo nie spodziewała się raczej tego jak dobrze zagra jej rywalka. A tak w ogóle to grała w bardzo fajnych butach. Ashlyn Krueger będą z dużą ciekawością obserwował w III rundzie, zastanawiając się czy to była jednorazowa eksplozja formy czy coś bardziej stałego. Wszak w pierwszej rundzie je statystyki meczowe delikatnie pisząc nie były okazałe. Na pewno jednak zapamiętam ten występ jako pokazujący, że dysponuje dużym potencjałem. Wszystko w głowie i treningu.
Jessica Pegula (5) vs Sofia Kenin 7:6 (4), 6:3
Przed turniejem rzuciłem ultra ryzykowne hasło, że Jessica Pegule jest dla mnie główną faworytką do wygrania US Open i czuję ulgę z każdą jej kolejną wygraną (póki co do ćwierćfinału), bo dzięki temu głaskam swoje ego. Dziś miała rywalkę już z tych groźniejszych, bo wystarczy spojrzeć na dominującą mowę ciała Sofii Kenin, aby tak uznać. Panie dały nam fajny mecz, choć nie z tych, które zostaną w pamięci na lata czy nawet tygodnie. Po prostu przyjemny do zobaczenia. A jeśli coś zapamiętam z niego, to głównie fakt, że serwis nie miał tu znaczenia - choć o ironio JPeg zakończyła pojedynek asem. Niemniej szczególnie w pierwszym secie serwis właściwie był obojętny, bo Panie miały totalnie “rozrzucone” gemy, które wygrywały. Nie przeszkodziło to jednak w dotarciu do tie-breaku. Po drodze były nerwy i co ciekawe - większe nawet po stronie Jessici, bo kiedy 8 gemie pojawiły się problemy przy jej serwisie to widać były niecne myśli o złamaniu rakiety. Utrzymała jednak wtedy podanie, co było bardzo ważne, bo porażka prawdopodobnie sprawiłaby, że musiałaby tutaj grać 3 sety żeby wygrać. A tak to zapisała sobie seta na swoje konto po tie-breaku. W drugim secie zaś kluczowe było przełamanie Sofii przy stanie 3:2 dla niej, po którym poszła za ciosem zdobywając przewagę, której ani myślała oddać. Do tego czasu mieliśmy cały taki mecz na styku z lekkim wskazaniem na rozstawioną z numerem 5 tenisistkę z Buffalo, a nie Nowego Jorku co dobitnie w wywiadzie zaznaczyla. A owy wywiad pomeczowy był bardzo fajny, bo Jessie emanowała w nim dobrą, fajną energią. Mam tak, że zawsze gdy widzę pozytywnie naładowaną zawodniczkę na korcie, to bardziej wierzę w jej dobry wynik na turnieju. Wiadomo - tenis to gra głowy. W trzeciej rundzie zmierzy się z hiszpańską imienniczką o dwuczłonowym nazwisku Boazas-Maneiro i będzie sporą faworytką. A jeszcze słówko o aspekcie tenisowym dzisiejszego meczu. Jessie wyraźnie szukała dużo bardziej gry swoim backhandem, który funkcjonował lepiej. Miała przestoje na serwisie i lekkie trudności ze zepchnięciem Sofii do defensywy. Rozsądnie za to wybierała kierunki i całkiem dobrze czytała grę swojej rywalki. Sofia Kenin zagrała z kolei solidne (choć nie wybitne) grając to co potrafi. Dużo było płaskich uderzeń po crossie, który dawały jej punkt lub chociaż przewagę w akcji. Kąśliwie też atakowała serwis Jess i dopóki ta nie zaczęła zwracać większej uwagi na jakość drugiego podania, to przysparzało to urodzonej w Rosji reprezentantce USA dużo punktów. Zabrakło konsekwencji i ściśle powiązanego z nią spokoju w newralgicznych fragmentach meczu. Jessica po prostu miała solidniejszy poziom wyjściowy i to pozwoliło jej wygrać w 2 setach. Sofia Kenin paradoksalnie ma dość równą formę przez cały sezon, ale myślę, że stać ją na to żeby wrócić do gry na wyższym poziomie. Jessica Pegula z kolei wykonuje kolejny kroczek, aby po raz trzeci z rzędu zagrać w turnieju Masters. W tym roku będzie to tym bardziej godne podziwu, bo jak wyglądał dla niej ten sezon wiemy.
Anastasia Pavlyuchenkova (25) vs Elisabetta Cocciaretto 5:7, 6:1
Tutaj krótszy opis, bo oglądałem głównie dlatego, że zwyciężczyni to rywalka Igi w trzeciej rundzie. W międzyczasie czas tworzyłem ten tekst. Agresywniej grała i przejmowała dość łatwo kontrolę w tym meczu Rosjanka. Niby to jasne, bo jest silniejszą zawodniczką, ale jednak widziałem kilka spotkań w których Elisabetta była ofensywniejsza grając z mocniejszymi rywalkami. I kiedy wydawało się, że Rosjanka spokojnie domknie pierwszego seta (miała w nim 5:2 i wyglądała znacznie pewniej, to wtedy straciła swoje podanie). Ależ pokpiła niesamowicie sprawę Anastasia przegrywając 5 gemów z rzędu i seta. Nie wiem czemu zaczęła się tak śpieszyć i wyrzucać. Bystra Włoszka zauważyła co dzieje się po drugiej stronie siatki, przez co dostała wiatru w żaglu i wygrała. Bravo dla niej za to. Ale i tak od początku miałem wrażenie, że dziś zawodniczka z Ancony nie miała tyle dynamitu w sobie co choćby podczas Rolanda Garrosa. I to się potwierdziło po drugim secie kiedy korzystała z dłuższej pomocy fizjoterapeuty, ponieważ miała problemy chyba z kolanem. Tego seta przegrała 6:1, ale 3-krotnie przy serwisie Anastasii mieliśmy wyrównane gemy i grę na przewagi. Słabo serwowała Rosjanka, ale Włoszka niespecjalnie potrafiła to wykorzystać poprzez złe decyzje lub pośpiech w kluczowych punktach. Właśnie w tych momentach wyglądała jak nie ona, bo bez tej zadziorności, która jest jedną z jej najfajniejszych cech. W trzecim secie optyka meczu się nie zmieniła względem drugiego. Szybko przewagę zdobyła rozstawiona zawodniczka i utrzymała ją do końca meczu wcale nie grając przy tym oszałamiającego tenisa. Próbowała jeszcze w jego końcówce szukać pomocy ponownie u fizjoreapeuty Elisabetta, ale na nic to się zdało. Nie był to mecz na jakimś wysokim poziomie i nie przestraszyła mnie 33-latka przed meczem z Igą. Oczywiście wszystko zależy od Raszynianki, ale poziom jaki musi osiągnąć w spotkaniu trzeciej rundy niekoniecznie musi być wysoki, aby zameldować się w drugim tygodniu turnieju. Scenariusz w którym będzie się mierzyć z zawodniczką z którą zazwyczaj wygrywa bez problemów (przypominam chociażby wynik 6:0, 6:0 z Rzymu), która dodatkowo nie przekonuje fizycznie, a ma za sobą 3 sety jest fajną opcją.
Karolina Muchova vs Naomi Osaka (WC) 6:3, 7:6 (5)
Tyle!
Wielkiego pecha miała Karolina Pliskova, która złapała niefortunną kontuzję już w pierwszym gemie meczu przeciwko Jasmine Paolini i musiała skreczować. Włoszka tym samym w 4 wielkim szlemie w tym roku poprawia swój rekord życiowy. Łatwe zwycięstwa odnotowały Beatriz Haddad Maia i Caroline Wozniacki, a większych problemów nie miały też Anastasia Potapova czy Diane Shnaider. Niespodzianką dla mnie jest za to porażka Katie Boulter z Jessicą Bouzas Maneiro.I oczywiście jednym z wydarzeń dnia było wycofanie się Eleny Rybakiny, ale na ten temat jest osoby wątek. Mam jednak nadzieję, że Elena wróci niebawem zdrowa i szczęśliwa, a wtedy i wyniki powinny przyjść na miarę jej talentu.
Godne odnotowania
Co ciekawego jutro?
Emma Navarro vs Marta Kostyuk
Donna Vekic vs Peyton Stearns
Madison Keys vs Elise Mertens
Ekaterina Alexandrova vs Madison Keys
----
PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16
I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!
Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJ: https://twitter.com/z_kortu
Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJ: https://www.facebook.com/groups/178960806040159
Komentarze
Prześlij komentarz