DailyUS (dzień 3) - Dobre przetarcia Aryny, tenis w (nie)cieniu upałów
Ależ gorąco w Nowym Jorku. Temperatura sięgała 35 stopni i fajnie, że organizatorzy czuwają, oferując możliwość dodatkowych przerw dla zawodników. Zdrowie musi być na pierwszym miejscu. A, że wpływa to zapewne korzystnie na jakość spotkania, to dodatkowa wartość dodana dla kibiców. To tym bardziej cieszy, ponieważ III dnia pojawili się na nich przedstawiciele najlepszej grupy kibicowskiej w Polsce, a komfort członków “Nie śpię, bo oglądam tenis” jest dla każdego tutaj ważny. Co mieli okazję zobaczyć zgromadzeni na kortach Flushing Meadows w spotkaniach, które odbywały się wczoraj i dziś w nocy? Oto opis kilku najciekawszych spotkań w turnieju Pań
Jasmine Paolini (5) vs Bianca Andreescu (WC) 6:7 (5), 6:2, 6:4
Nieco klasycznie jedno zaległe spotkanie z wcześniejszego dnia, które odbywało się w nocy z poniedziałku na wtorek. Jedno z hitowych starć I rundy spełniło nie zawiodło, bo mieliśmy bardzo dobry mecz. Wrzucam je na drugie miejsce w mojej klasyfikacji spotkań pierwszej rundy. Duża jakość z obu stron i trochę szkoda, że chyba przez zmęczenie z czasem więcej prostych błędów zaczęła popełniać Kanadyjka. Włoszka z kolei jest wciąż nie do zajechania, a przynajmniej nie na etapie pierwszej rundy zawodów. Już pierwszy set był wyczerpujący, ponieważ trwał ponad godzinę. Godne uznania zważywszy na fakt, iż była mistrzyni US Open z 2019 robiła tutaj wiele żeby nie wdawać się z Włoszką w dłuższe wymiany. Bianca powinna zakończyć 1 seta szybciej, bo miała 5:3 i piłki na skończenie, ale finalnie Włoszka była w stanie doprowadzić do tie-breaku swoim ostrą grą z defensywy. Zaimponowało mi trochę jak wytrzymała presję Bianca zważywszy na jego wyrównany przebieg i zmarnowane wcześnie okazje. Wygrała pierwszego seta zasłużenie, bo grała odważny i moim zdaniem efektywniejszy tenis. Dużo szukała gry na forehand Jasmine i często przynosiło to efekt w postaci przewag sytuacyjnych. W drugim secie szybko za to przewagę zyskała Jasmine, która zwiększyła trochę siłę uderzeń i często zmuszała do niewygodnej gry Biancę. Konsekwencją było gładkie 6:2 i był to na pewno najgorszy set w tym spotkaniu. W trzecim Kanadyjka przypominała bardziej swoją wersję z pierwszego seta i ponownie częściej miała przewagę w wymianach. Mam wrażenie, że zabrakło jej trochę skuteczności na returnie. Kiedy odłamała na 4:4 doprowadzając do remisu to myślałem, że pójdzie za ciosem i zakończy mecz. Potem jednak popełniła dość proste błędy wynikające z pośpiechu, przez co straciła podanie, a za chwilę przegrała mecz. To był kolejny z tych pojedynków, które żałujesz, że odbywają się w pierwszej rundzie. Nie ukrywam, że liczyłem na Biancę, której życzę jak najlepiej i uważam, że wygrałaby tą swą ofertą z niejedną rozstawioną zawodniczką. Jasmine to jednak nadal klasa i pokazuje ją niezależnie od nawierzchni. Włoszka już wyrównała swój najlepszy wynik w US Open, a jeśli wygra w II rundzie to tradycji stanie się zadość i 4 wielki szlem w tym roku zakończy ze swoim najlepszym wynikiem. Jasmine wciąż jest mocna i basta.
Paula Badosa (26) vs Taylor Townsend 6:3, 7:5
Pamiętam jak Taylor imponująco prezentowała się tutaj rok temu, a jeszcze lepiej w 2019 kiedy dotarła do IV rundy. Bo Taylor to taka zawodniczka, którą przez jej efektowny styl gry i charakterystykę łatwo zapamiętać. I to też tenisistka, która (no może poza klayem) zawsze może być niebezpieczna. Dla mnie to było najciekawsze starcie w 3 dnia turnieju. Faworytką była Paula, ale z powyższych przyczyn nie skreśłałem zawodniczki z Chicago. Pięknie klasycznie potrafiła zagrać przy siatce, a jej forehand potrafi siać spustoszenie - a zwłaszcza jeśli ma chwile czasu, aby wejść 1-2 metry w kort. Do tego naprawdę czasami zaskakuje mobilnością przy swoich warunkach fizycznych. Już mniej uroczo, to z nią jest taki problem, że nie skupia się w pełni na rozgrywkach i przez to ciężko jej będzie osiągnąć najwyższy poziom. Ale to zawodniczka, którą na hardzie - i szczególnie w Nowym Jorku bardzo przyjemnie mi się ogląda. W deblu gdzie zagra w parze z Kateriną Siniakovą na pewno są jedną z par będących głównymi pretendentami do tytułu. Wracając do tego meczu. Hiszpanka podołała roli faworytki zamykając mecz w dwóch setach, choć po prawdzie Amerykanka powinna doprowadzić do trzeciego. Zaczynając od tyłu. Słabo zaczęła drugą odsłonę Paula, której gra wtedy miałem zły moment. Taylor zyskała przewagę przełamania i miałą 5:4 oraz serwis kiedy to zagrała najsłabszy gem w meczu. Nie musiała doprawdy wiele zrobić Paula żeby wrócić do remisowego stanu. Przebudziła ją przepysznym ciastkiem, która Hiszpanka przyjęła i zjadła w całości, bo kolejne 2 gemy też należały do niej. Generalnie Paula Badosa zagrała tutaj bardzo fajny mecz, a lekką skazą na hiszpańskim pancerzu jest ten przestój, który zaczął się pod koniec pierwszego seta i trwał na początku drugiego. Podkreślam to trochę, bo jest to mankament Pauli od dawna, przez który przegrała wiele spotkań - najwięcej korzystała na nich jej przyjaciółka Aryna, która w pewnym momencie odpływała od niej w drodze po zwycięstwo niczym najlepsi wioślarze. Jeszcze 2 zdania o pierwszym secie. Miała w nim kontrolę była wiceliderka rankingu, która grała pewnie i skuteczniej, wykorzystując skrupulatnie błędy Taylor. Ogólnie był to fajny mecz Hiszpanki, która może być tutaj czarnym koniem. Bardzo podoba mi się jak potrafi w biegu uderzyć tym oburęcznym backhandem. Cenne jest to, że w praktycznie każdym kluczowym elemencie gra od jakiegoś czasu na dobrym poziomie - również w tym mentalnym, bo to ona wygrała tutaj większość big pointów. Czysta, ładna gra. Może nieco odważnie pokuszę się o stwierdzenie, że podczas US Swing oglądamy najlepszą Paulę od 2022 roku. Ciekawe na ile to wystarczy. Kolejne rundy Pauli “na papierze” wyglądają dla niej bardzo optymistycznie. Odpadła rozstawiona Barbora Krejcikova i w III rundzie zmierzy się z Gabrielą Ruse, będąc faworytką tego spotkania Drabinka rysuje (drawuje) jej się w dobrych barwach.
Elise Mertens (33) vs Ajla Tomljanovic 6:3, 6:2
Ładny jest ten strój Ajli. Taki australijski, a przez sympatię dla tej urodzonej w Chorwacji dziś “Kangurce” żałuję, że nie zobaczymy go ponownie. Kibicuję tej dziewczynie w turniejach głównie ze względu na fakt, że kontuzje solidnie przemieliły jej karierę, ale ambitnie stara się wrócić do wysokich lokat. Chwała jej za to, bo niejedna by odpuściła. Mam jednak nieodparte wrażenie, że ma wciąż duże problemy, aby wrócić do gry na intensywności w dłuższej przestrzeni i tak było też tutaj. Diametralna była różnica w poziomie jej gry w pierwszym i drugim secie. Kluczowy w meczu był 7 gem pierwszego seta, w którym tak powinna przełamać Belgijkę. Później w myśl zasady futbolowej mówiącej, że niewykorzystane sytuacje się mszczą, szybko straciła swoje podanie, a dalej potoczyło się to wybitnie szybko. Kilkanaście minut i mieliśmy wynik 6:3, 5:1 dla Elise Mertens. Wtedy już było po sprawie. Australijka nadal ma groźny forehand i potrafi zagrać świetnie nawet z niskiej piłki, ale brakuje trochę gry w defensywie i chyba większej siły - to znaczy takiej pozwalającej na przejmowanie częściej kontroli nad wydarzeniami na korcie. Bez tego może mieć coraz trudniej o oczekiwane wyniki. Tutaj pokazała, że może być równorzędną rywalką dla bardzo solidnej zawodniczki, ale jeśli nie zdobędzie przewagi, to z czasem jest coraz trudniej i to nie pierwsza taka sytuacja. Nie wiem do końca czy przyczyną tego runu Elise był fakt, że posypała się fizycznie czy mentalnie Ajla, a może jedno i drugie, bo czuła, że może wygrać mecz jedynie w dwóch setach. Może trochę nieładnie nic nie napisałem o bohaterce tego meczu, czyli Elise Mertens, która zagrała na fajnym poziomie. Tylko, że dla mnie ta Belgijka jest taką, zawodniczką o której mam wrażenie, że przez jej stabilność mógłbym cały czas pisać to samo. CIerpliwy i skuteczny tenis okraszony w pragmatyzm, skupienie na każdym kolejnym punkcie z praktycznie stoickim spokojem, dobry serwis i duże walory przy siatce. Może tak z czasem jak patrzę na jej grę. to trochę rzadziej wybiera się do siatki i jest tam mniej skuteczna. Tak skojarzyłem, bo kojarzę ją jako wybitną deblistką gdy grała z Aryną. Obecnie to naprawdę jedna z najrówniej grających tenisistek w tourze. Ona od 7 lat utrzymuje się w okolicach top 30. To jest naprawdę wynik za który należy się ogromny szacunek i jakaś nagroda prezesa. Teraz zmierzy się z Madison Keys i jeśli Amerykanka będzie popełniać dużą ilość błędów, to Elise bez wątpienia to wykorzysta.
Madison Keys (14) vs Maya Joint (Q) 6:4, 6:0
Surferzy z Australii, oświata przyznająca stypendia w USA i sympatycy Mai z całego świata chcieli niespodzianki, ale niespodzianki nie było. Ja też byłem w stanie sobie ją wyobrazić, a pierwsze sety dawały nawet ku temu podstawy. Weszła 18-latka w spotkanie bez kompleksów i fajnie się oglądało jak odważnie wdawała się w wymiany. Madison grała ofensywnie jak zawsze, ale musiała też trochę pobiegać w defensywie. No dużo siły w rękach jak na swoje warunki Maya ma. Kluczowy moment nastąpił przy 4:4, kiedy obniżyła mocny loty kwalifikantka, a Madison to wykorzystała wygrywając seta. To był początek końca nazwiska, które kocha cała Jamajka, bo w drugim secie mieliśmy teatr jednej aktorki. I nie to, że Madison jakoś poprawiła swoją grę, ale Maya Joint kompletnie wyszła z rytmu. Miała potężne problemy z pierwszym serwisem, a uderzenie forehandowe, które w pierwszym secie działało dobrze już zawodziło. Doświadczona Amerykanka wykorzystała to bez skrupułów wygrywając do 0. Tak naprawdę to trudno mi jednak coś więcej powiedzieć o jej grze, bo zrobiła swoje. Mając tyle lat stażu w WTA, wiedziała co się dzieje po drugiej stronie siatki i co musi zrobić, aby wygrać ten mecz. Nie był to dzień w której wychodziło jest wszystko i kiedy może wygrać z każdą, ale totalnie nie był potrzebny. Teraz przyjdzie próba z Elise Mertens, czyli zawodniczką zdecydowanie stabilniejszą i w nim do Amerykanka będzie musiała rozdawać karty oraz wystrzegać się błędów.
Marta Kostyuk (19) vs Harriet Dart 7:6 (10), 6:1
Eurosport nie transmituje meczu Janka ZIelińskiego na głównych stacjach, a na domiar złego nie pokazuje również pojedynku związanej z Polską Marty Kostyuk na której ławce zasiada nasza Sandra Zaniewska. Jako fan Marty żałuje, ale ma to też swoje plusy, bo jak czasami z rodziną dobrze na zdjęciu, to tak samo niekiedy z polskim komentarzem. Co do meczu. Ukrainka była faworytką starcia z Harriet Dart i również nie zawiodła - swoją drogą mało niespodzianek póki co na US Open. Przyznaję, że w pierwszym secie Marta totalnie mnie nie przekonywała i nawet przed tie-breakiem uważałem, że Brytyjka ma więcej podstaw do jego wygrania. Wojowniczka Marta po raz kolejny pokazała jednak wielki charakter, który mnie w niej zachwyca, broniąc w tie-breaku do którego finalnie oczywiście doszło 3 piłki setowe z rzędu (finalnie 5) i wychodząc ze stanu 3:6. Potem mieliśmy czas w którym odnosniłem wrażenie, że obie tego seta wygrać nie chcą. Podwójne błędy serwisowe i wyrzucony prosty volley kilka metrów w aut to jedne z przykładów. Ostatecznie to Ukrainka wygrała ten bez wątpienia ciężki i nerwowy dla nich gem (szczególnie było to widać po Harriet) meczu. Dobrym pytaniem jest jakby potoczył się drugi set gdyby Brytyjka zdołała wykorzystać szanse jakie miała w pierwszym, ponieważ w drugim mieliśmy na korcie już dużo mniej żwawą i pewną siebie zawodniczkę. I bardzo szybko, wręcz niepostrzeżenie on upłynął. Ani się nie spojrzałem, a już 5:1 prowadziła Marta i za chwilę zakończyła seta oraz mecz. Tak trochę czysto o tenisie. Dość sporo błędów popełniła Marta. Fajnie funkcjonował jej backhand, którym efektownie po linii zakończyła pojedynek. W drugim secie wyglądała dodatkowo na dużą silniejszą fizycznie i pewniejszą od rywalki. Oczywiście wynikało to głównie z tego co się stało parę minut wcześniej w tie-breaku. W tym meczu bardzo dobitnie było widać jak upały przeszkadzają zawodniczkom - pewnie jednym więcej, a drugim mniej, ale tu w tym wypadku na pewno obu. Marta i Harriet były uśmiechnięte kiedy dziękowały sobie przy siatce, a ja miałem nieodparte wrażenie, iż przyczyną jest koniec przebywania w tym lekkim piekiełku. Rozstawiona z numerem 19 Marta melduje się w III rundzie gdzie zaczną się większe schody, ponieważ zmierzy się z wyżej notowaną Emmą Navarro. To może być bardzo dobry mecz. Czekam.
Aryna Sabalenka (2) vs Lucia Bronzetti 6:3, 6:1
Postraszyła kilkoma zagraniami na początku Lucia. Podobałmi się jej występ w pierwszym secie, ale na sensację to było znacznie mało. Aryna wygląda tutaj bardzo dobrze i mam wrażenie, że mecze z takimi rywalkami jak Lucia czy wcześniej Priscilla są tym w co mi graj. Od początku musiała być skupiona, gdyż tenisistka z Rimini ze względu fajną motywacją przeciwniczki, która naprawdę chciała nawet pogrozić Arynie zepchnięciem do defenswymy. Fajnie walczyła grając tymi swoim dużym zamachem zza linii. Miło się ogląda kiedy tenisistka wchodzi na kort w roli underdoga i nie pęka. Aryna jednak włączyła odpowiednią przerzutkę kiedy trzeba i bez problemu wjechała na poziom 6 gemów w pierwszym secie. Świetnie wciąż serwuje, mocno returnuje i ma generalnie wysoką skuteczność uderzeń. Widać też, że częściej próbuje stosować arytmię w swojej grze. Przy dobrej grze Lucii to sprawiło, że mieliśmy 1 set na fajnym poziomie, a w 2 kiedy Włoszka już obniżyła loty, to historii nie było. Trochę analogicznie jak w przypadku powyższego meczu Marty, który oglądałem równolegle - nie wiem kiedy minął 2 set. Może lekko przysnąłem? Choć tak naprawdę to był teatr jednej aktorki. Wiceliderka rankingu wykorzystała bezwzględnie, że uszło trochę powietrza z Włoszki, co fajnie pokazuje jak cały czas trzeba się starać grając przeciwko najlepszym. Bardzo dobry mecz w jej wykonaniu. I jeszcze jedna rzecz na plus Białorusinki. Widać, że ma świetny vibe na korcie i dobrze się czuje w Nowym Jorku. To niezwykle ważne i może zaprofitować w kluczowych momentach. Czekam na jej mecz z zawodniczką z kategorii tych bardzo dobrych, ale póki co Aryna utwierdza ekspertów, którzy typowali ją jako faworytkę do wygranej w swoich przewidywaniach. Ponadto, jej tenis ogląda się tutaj naprawdę przyjemnie. Przypomina to jej wersję z Antypodów.
Ekatarina Alexandrova (31) vs Iva Jovic (WC) 4:6, 6:4, 7:5
Miałem nie pisać na temat tego meczu dedykowanego opisu, ale z szacunku do… przegranej pokusiłem się o parę zdań. Nie powiem - zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie 16-latka, której przed turniejem tak szczerze nie znałem. Jej rywalki co prawda (mam na myśli tutaj również Magdę Linette w I rundzie) nie zagrały przeciwko Ivie swojego najlepszego tenisa, ale młoda Amerykanka grająca z dziką kartą grała tu bardzo dojrzałe i zaprezentowała szeroki jak na tak młodą dziewczynę repertuar zagrań. Dziś po trzech wyrównanych setach uległa bardziej doświadczonej Rosjance, ale mimo tego świetnie pokazała się na swoim debiutanckim szlemie, broniąc chociażby wcześniej 7 piłek meczowych. Swoją skuteczną defensywą doprowadziła również skutecznie do nerwów rozstawioną rywalkę. Jeśli będzie się odpowiednio rozwijać, to będą z Ivy tenisowi ludzie. Ma charakter i lubi walczyć do końca. Swoją grą przypomina mi trochę Mirrę Andreevą, choć ma chyba mniej siły. Potrafi natomiast dobrze dostosowywać się do sytuacji na korcie i dobrze kontroluje emocje. Warto obserwować. Jednak to nie Iva, a Ekatarina zagra w trzeciej rundzie przeciwko Arynie Sabalence. Tak krótko - Rosjanka musi zagrać dużo lepiej jeśli chce nawiązać walkę. Począwszy od serwisu, który musi robić większą krzywdę niż dzisiaj, a skończywszy na potencjalnych winnersach. Dziś wygrała doświadczeniem i dobrym returnem w kilku momentach, ale naprawdę mało brakowało, a Iva sprawiłaby kolejną niespodziankę.
Tyle!
Qinwen Zheng ponownie po przegraniu 1 seta odrobiła straty i awansowała do kolejnej rundy. Śledziłem to mocno pobieżnie w tym momencie skupiając się na pisaniu. Ostatnio miałem przemyślenie, że Erika Andreeva rośnie ostatnio tenisowo i ten mecz to potwierdził. Za to u Qinwen podoba mi się jak potrafi zwiększyć poziom gry kiedy wymaga tego sytuacja. Poza tym pewne wygrane Emmy Navarro i Victorii Azarenki, która na tyle co oglądałem lukałem pokazały dobry tenis oraz spokojne wynikowo zwycięstwa Eliny Svitoliny, Donny Vekic i Coco Gauff. Jeśli ktoś z Was oglądał te mecze (szczególnie Coco) to będę wdzięczny za komentarz ze swoimi przemyśleniami. Dużą niespodzianką była porażka Barbory Krejcikovej, która uległa dobrze dysponowanej podobno tego środowego dnia Gabriele Ruse. Chyba jeszczew większą jest dla mnie porażka Darii Kasatkiny z Peyton Stearns. Jasne, Amerykanka to bardzo solidna zawodniczka, ale Daria bardzo dobrze zagrała w pierwszej rundzie i myślałem, że może tu zrobić dobry wynik
Godne odnotowania
Co ciekawego jutro?
Mirra Andreeva vs Ashley Krueger
Marie Bouzkova vs Ludmilla Samsonova
Karoline Pliskova vs Jasmine Paolini
Iga Świątek vs Ena Shibahara
Naomi Osaka vs Karolina Muchova
----
PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16
I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!
Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJ: https://twitter.com/z_kortu
Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJ: https://www.facebook.com/groups/178960806040159
Komentarze
Prześlij komentarz