DailyUS (dzień 1) - Świetnie zaliczone testy Coco i Pauli, gorzka porażka Magdaleny
Długo miałem dylemat czy pisać podsumowania z tegorocznego US Open 🙈 Bardzo to lubię, ale czas nie jest z gumy, a pisanie i poprawianie tekstu kosztuje go sporo. Kusiło, ale mając świadomość, że w pierwszym tygodniu nie będę miał go jakoś wybitnie długo, to walczyłem ze sobą. Kiedy jednak usłyszałem w tv odbicia pierwszych piłek w Nowym Jorku, to nie potrafiłem odmówić sobie sięgnięcia po notes i spisywania swoich przemyśleń. Zatem cisnę z podsumowaniem turnieju kobiet tak jak miało to miejsce w przypadku Australian Open i Rolanda Garrosa. Może nie zawsze będą wyjątkowo obszerne, ale postaram się przekazać klasycznie jak najwięcej przemyśleń i jak najlepiej przy obecnych mocach czasowych potrafię. Jeśli chcecie przy porannej kawie czy w przerwie w pracy poczytać co działo się pierwszego dnia na kortach Flushing Meadows okiem przeciętnego kibica, to zapraszam do lektury 📜
Qinwen Zheng (7) vs Amanda Anisimova 4:6, 6:4, 6:2
Mecz na który czekałam pierwszego dnia najbardziej będący starciem zawodniczek, które przed losowaniem widziałem w dalszych rundach. Nie było to złe spotkanie, ale też nie wybitne. Będąc szczerym to nieco więcej spodziewałem się po Amandzie, ponieważ uważam ją za duży talent, a do tego to zawodniczka, która potrafi dobrze wchodzić w wielkie szlemy i radzić sobie z czołowymi zawodniczkami. Tutaj dobrze weszła w mecz, ale później nieco spuściła stanu. Do stanu 5:1 w 1 secie w zasadzie totalnie zdominowała na korcie Qinwen Zheng. Kiedy Amanda złapie swoje fale, to przypomina mi trochę Naomi Osakę, niemiłosiernie ze środka kortu rozstawiając sobie rywalki. Przy tym jej gra jest nieco bardziej szalona jeśli chodzi o ryzyko. Od wyżej wspomnianego stanu jednak mecz się wyrównał, a w zasadzie szala zaczęła się przechylać stopniowo na stronę Chinki, która 2 razy odłamała swoją rywalkę doprowadzając do stanu 4:5 i serwisu ze swojej perspektywy. Wtedy jednak wróciła tymczasowo Amanda z początku meczu, uderzając kilka razy świetnie i pięknym forehandem kończąc seta. Dobrze grającą Amandę jest naprawdę trudno odrzucić od kortu i bardzo mi się to podoba. Z upływem minut wydarzyły się 3 ważne rzeczy: coraz mniej celna była Amanda (zaczęło brakować tych piłek zagrywanych pod głęboko pod linie i nogi), Qinwen zaczęła coraz lepiej czytać grę rywalki, a w 2 secie jeszcze cudownie serwować. Mimo tego to w drugiej partii Amanda miała większą lepszą okazję skońćzyć ten mecz i może żałować gema przy stanie 2:3 przy swoim serwisie kiedy w kuriozalny sposób straciła punkt przy siatce poprzez jej dotknięcie wynikające ze złego obliczenia lotu piłki. Śmiem twierdzić, że kosztował ją gema, a chyba nawet seta. Zaś Qinwen w pierwszych 4 gemach drugiego seta wyserwowała bodajże 8 asów i bezpośrednio wygrywających punktów. Później jeszcze Amanda miała szansę na powrót do meczu, bo nawiązała walkę w gemach serwisowych przeciwniczki, lecz druga większa szansa uciekła przy serwisie Qinwen pod koniec seta, gdzie Amerykanka po razu drugi popełniła prosty błąd przy siatce w big poincie. Z czasem niestety tak jak się spodziewałem było widać coraz większą różnicę w jakości poruszania się po korcie. To jest mankamentem zdolnej Amandy. I jest to też element, który chyba najbardziej poprawiła na przestrzeni miesięcy złota medalistka olimpijska z Paryża. To ona bardzo dobrze weszła w trzeci set i szybko objęła wysokie prowadzenie. Później jeszcze próbowała wrócić Amanda, ale zaliczka 3:0 z 2 przełamaniami okazała się nie do odrobienia. I tutaj kolejny plus dla zawodniczki rozstawionej z numerem 7. Widać, że okrzepła w meczach przeciwko mocnym rywalkom, które potrafią grać dobry tenis i w każdej chwili zwiększyć obroty. Qinwen analizuje to co dzieje na korcie i wyciąga wnioski. Ten mecz pokazał, że to duży handicap. Szybko zaczęła cierpliwe przebijać dłuższe piłki i grać konsekwentnie co przyniosło jej profity. A Amanda Anisimova to zawodniczka, która również dobrze gdyby do swojego repertuaru spróbowała wprowadzać plan B. bo to może jej się bardzo przydać w przyszłości. Qinwen melduje się w II rundzie jako jedna z pierwszych zawodniczek i pokazuje się z naprawdę dobrej strony. Zobaczymy co dalej.
Daria Kasatkina (12) vs Jaqueline Cristian 6:2, 6:4
Taki klasyczny mecz w wykonaniu Dashy. Mimo, że w drugim secie Jaqueline dwukrotnie odrabiała straty przełamania, to trudno było nie oprzeć się wrażeniu, że Rosjanka tutaj wszystko kontroluje. Myślę, że jedyną opcją dla Rumunki było wczoraj skrajnie ryzykować i liczyć, że wszystko praktycznie będzie “siadać”. Grała dość mocno, ale Daria skutecznie to amortyzowała. Biegała jak zwykle świetnie Dasha i cierpliwie przejmowała pozycje na korcie. Nie robiły na niej wrażenia te ryzykowniejsze uderzenia rywalki, których było widać, że próbuje. Duży plus dla faworytki, że totalnie nic nie zrobiła sobie z 2 przełamań powrotnych do których doprowadziła Rumunka. A może przeciwnie - robiła, bo zaraz zyskiwała kolejną przewagę przełamania. Doskonałym zwieńczeniem tego było, że przełamała swoją rywalkę w przedostatnim gemie, a potem dopełniła formalności przy swoim serwisie. Jak na faworytkę w pierwszej rundzie przystało, zwiększała obroty kiedy trzeba. To był taki klasyczny dobry mecz Dashy. Popełniła jak na siebie więcej błędów niż by mogła, ale cytując rapera Palucha “wszystko pod kontrolą”. Na mnie wywarła pozytywne wrażenie, bo podoba mi się tu fizycznie. Wiem, że to 1 runda, ale przy tym upale wyglądała jakby jej w ogóle nie ruszał. A przecież Rosja nie jest krajem tropikalnym, a innym. Myślę, że Daria Kasatkina może zrobić tu fajny wynik - zwłaszcza, że ma tu dość fajne losowanie. Chyba mało kto zresztą miałby coś przeciwko.
Julia Niemeier vs Dayana Yastremska (32) 6:4, 6:7 (3), 6:4
Ależ to była antyreklama tenisa. Oglądałem od 2 seta jednym okiem na drugim ekranie, a i się zmęczyłem. Zerkałem głównie z sympatii do Dayany, która notorycznie przypomina mi, że jest nie do resocjalizacji. Wiecie, że obie popełniły w tym meczu ponad 75 niewymuszonych błędów? Nie, nie razem. Osobno. Oczywiście obie ryzykują kiedy się da, a mecz trwał ponad 3 godziny, ale nie przystoi. Dużą rolę w tym meczu odgrywał serwis, którym obie Panie wypracowywały sobie przewagę (a nawet jak tego nie robiły) w akcji po której starały się atakować. Nawet byłem pozytywnie zaskoczony paroma zagraniami backhandowymi Dayany, ale i tak wolała szukać forehandu, a z niego niektóre błędy były porażające. Myślę, że o zwycięstwie Julii zdecydowało to, że dużo lepiej grała w defensywie, a tym samym sprawiała, że jej niezbyt dobrze dysponowana rywalka popełniała błędy, bo miała na to więcej opcji. Mecz trwał 3 sety, ale w każdym decydowały pojedyncze błędy. Okolicznością łagodzącą jest fakt, że widać było, iż obu Paniom doskwierał upał. Do tego przed 3 odsłoną pojawiły się po raz kolejny problemy z lędźwiami u Ukrainki. Dayana w trzecim secie cały czas przegrywała, ale nadrabiała straty (na uznanie zasługuje, że zrobiła to też w drugim gdzie Julie była blisko zamknięcia meczu). W końcu jednak zawiodła podpalając się i robiąc kilka prostych błędów, czyli ehh - to co ma w zwyczaju w końcówce 3 seta. Jeśli ktoś jednak kojarzy Julie Niemeier z meczu kiedy postawiła się na US Open Idze Światek w IV rundzie 2 lata temu, to chciałbym podkreślić, że nadal uważam iż obecnie nie jest to ta sama zawodniczka. Coś stanęło i nie zrobiła progresu przez 2 lata, a dzisiejszy wynik jeśli rankingowo jest niespodzianką, to nie jest efektem jej powrotu do formy. I tak powoli mijają powoli chyba dobre rankingowe czasy dla Dayany, ponieważ jej ranking to głównie półfinał z Australii. Od tego czasu nie pokazała nic czym dokumentuje, że jej miejsce jest w top 30. Szkoda, bo ta dziewczyna ma talent, ale będąc jeźdźcem bez głowy trudno się utrzymać jeśli nie masz cudownej ręki do strzelania. Dayana miała ją tylko w Melbourne, a zdobytej tam zaliczki nie wykorzystuje do poprawy swojej gry.
Coco Gauff (3) vs Varvara Gracheva 6:2, 6:0
Dobra, ale gra z powietrza volleyem przy siatce Coco to jedna z najpiękniejszych rzeczy w tourze. Nie ma co. Ciężko mi się oglądało z komentarzem Pana Wolfke, choć miał wiele gorszych dni. Niemniej nie było mi potrzebne usłyszeć ile Varvara dostanie na otarcie łez za ten mecz i, że to kwota brutto, a nie netto. A sam pojedynek? Bez historii. Co prawda na początku popełniła kilka prostych błędów zeszłoroczna mistrzyni, ale serio traktowałbym je rozgrzewkowo. Miałem też nieodparte wrażenie, że chce być maksymalnie skupiona na tenisie, aby presja odeszła jak najdalej od niej, akysz. Pewnie wie, że na Flushing Meadows będzie coraz bardziej wyczuwalna w powietrzu wokół niej. Szybko i bardzo sprawnie przejęła kontrolę nad meczem, prezentując swój dobry i stabilny tenis. Kiedy rywalka nie ma w sobie dużo tenisowego szaleństwa przełączonego na krztę zadziorności lub mocnego pragmatyzmu (jak np.Daria Kasatkina z którą ma ujemny bilans), to Coco generalnie nie ma problemu robić swoje. Jej mental wzbudza dyskusję, ale to nie jest tak, że ta dziewczyna załamuje się jak nie wyjdzie kilka piłek. Mieliśmy mecz bez historii jakich mnóstwo w pierwszych rundach wielkich szlemów z udziałem faworytów. Osobiście bardzo cieszę się, że 20-latka tak dobrze weszła w turniej, bo zdjęło to na pewno trochę ciężaru z wagi amerykańskiej flagi, która jest dla niej wybitnie ważna i która ją przytłacza. Bo nie ma się co oszukiwać - u niej tutaj więcej jeśli chodzi o wynik zależy od mentalu niż talentu. Oczywiście nie nastawiam się, że obroni tytuł, ale naprawdę będę zaskoczony jeśli nie zobaczymy 3 wciąż rakiety świata w drugim tygodniu US Open. A co mogę napisać o występie Varvary Grachevej? Sprawiała wrażenie jakby szybko pogodziła się z faktem, że nie ma dziś argumentów przeciwko utytułowanej rywalce. Nie sprawiała też wrażenia najlepiej dysponowanej i była zbyt mało energetyczna - co było szczególnie widać na tle świetnie biegającej po korcie Coco. A kolejne mecze nadziei amerykańskiego tenisa będę obserwował z ciekawością licząc na jej dobrą dyspozycją.
Greet Minnen vs Magdalena Fręch 7:5, 7:5
Nie powiem - oczekiwałem więcej po Magdalenie i stawiałem ją w roli faworytki starcia z Greet Minnen. Szkoda tej porażki. To nie jest tak, że Belgijka czymś zaskoczyła lub zagrała bardzo dobry mecz. Raczej to nie był dobry mecz Polki, ponieważ potrafi grać znacznie lepiej. Tutaj obie jak na siebie (choć nie ukrywam, że nie mam obejrzanych bardzo wielu meczów Greet) popełniały sporo nienajlepszych decyzji. Obie też miały swoje przewagi w pierwszym secie, ale w ważniejszych momentach lepiej utrzymywała poziom 4 miesiące starsza rywalka. Mam wrażenie, że Łodzianka z kolei za bardzo się spieszyła i zemściło się to bolesnym przełamaniem skutkującym porażką do 5 w pierwszym secie. W drugim na duże uznanie zasługuje z kolei jej pościg. Pokazała charakter i fajnie, że potrafiła wybić z rytmu Belgijkę, która na początku tej odsłony ewidentnie złapać wiatr w żagle będąc na fali z pierwszego seta. No i niestety po raz kolejny coś nie zatrybiło w kluczowym momencie, ponieważ Magdalena straciła podanie przy stanie 5:6 i swoim serwisie tym samym przegrywając mecz w 2 setach. Nie ma się co oszukiwać. To nie był dobry mecz Magdaleny. Nie wykorzystywała na tyle ile potrafi sprytu, którym często zmusza do błędu swoje rywalki, brakowało jej cierpliwości i popełniła też jak na siebie dość sporo prostych błędów. Belgijka grała natomiast cierpliwie i wygrała więcej big pointów w pojedynku 2 zawodniczek reprezentujących tego dnia podobny poziom. No i tyle. Bardzo szkoda, bo dla niej druga runda wielkiego szlema jest fajnym osiągnięciem i zawsze liczę, że nasza sympatyczna rodaczka będzie się do niej kwalifikować kiedy rywalka po drugiej stronie siatki jest do ogrania. W tym roku jednak nie będzie miała tak dobrych spotkań z innych wielkich szlemów jakie ma w Melbourne (doszła tam do IV rundy, a pozostałych wielkich szlemach odpadła w pierwszej). Trzymam teraz kciuki za dobrą finalną część sezonu w wykonaniu Magdaleny Fręch, ponieważ szykuje się ciekawa walka o zakończenie po raz pierwszy w karierze sezonu w top 50. Walka, która wcale nie będzie łatwa.
Madison Keys (14) vs Katerina Siniakova 6:4, 6:1
Fajnie zapowiadał się dla mnie ten mecz mimo, że obie zawodniczki uważam za nieobliczalne, który ukontentował mnie bardziej w pierwszej odsłonie. Obie zawodniczki w tym starciu preferowały raczej krótkie wymiany i trwał on raptem 64 minuty. Dużo było w nim wycieczek do siatki - co ciekawe znacznie częściej w wykonaniu słabszej deblistki, czyli Madison. Wspomniany pierwszy set pod kątem przełamań przypominał trochę męski, bo ważyły one dużo. W pierwszym secie tej sztuki dokonała jedynie Madison, co przyniosło efekt w postaci seta. To zresztą słaba skuteczność serwisowa była dużym problemem Katki i główną przyczyną porażki. Poza tym w pierwszym secie grała nieźle, a w drugim źle. Z plusów zapamiętam kilka akcji kiedy fajnie skarciła nazbyt ochoczo wybierającą się do siatki rywalkę. Madison klasycznie używała ile się da swojego płaskiego forehandu, który z każdym gemem funkcjonował coraz lepiej. Ryzykowała tyle co zawsze, czyli dużo. U Kateriny to też forehand był największym atutem, ale nie tak potężnym. W drugim secie Panie zaczęły solidarnie od przełamań swojego serwisu, ale za chwilę to Madison solidnie zabrała się do roboty sprawiając, że ten był dużo bardziej ubogi w emocje. Choć tak szczerze to większa w tym “zasługa” Czeszki, która popełniała jeszcze więcej błędów. Jej mowa ciała też nie była najlepsza. A Madison fajnie trafiała i przynosiło to systematycznie kolejne gemy. Myślałem, że jednak bardziej postawi się znakomita deblistka zza naszej zachodniej granicy i jeśli siłowo będzie odstawać, to przynajmniej zmusi swoją rywalkę do innej, bardziej urozmaiconej gry, która mogłaby ją wybić z rytmu. Nic z tych rzeczy. Dwa ostatnie punkty fajnie puentują ten mecz. To odpowiednio podwójny błąd serwisowy Kateriny oraz dobry return Amerykanki. Występ Madison oceniam na duży plus i tylko niepokoi trochę ten dość spory bandaż na lewym udzie, bo o ile mnie pamięć nie myli to jeszcze “pamiątka” po bardzo pechowym dla niej Wimbledonie, gdzie właśnie przez kontuzję uda musiała poddać spotkanie. Oby to była tylko profilaktyka. Przypomnę, że ma tutaj sporo punktów do obrony.
Marta Kostyuk (19) vs McCartney Kessler 6:2, 6:3
Uff, jako kibic Marty bałem się trochę tego meczu. Godzina taka, że nie chciałem horroru, a Marta lubi je czasami serwować. Tutaj miała przeciwniczkę, która dopiero co wygrała turniej w Clevelend i wcale nie byłem przekonany co do łatwego zwycięstwa rozstawionej zawodniczki. Marta Kostyuk zagrała w I rundzie jak na siebie wyjątkowo pragmatycznie i pewnie. Nawet kiedy przyszedł moment kryzysu na początku drugiego seta (zaczęła go od 0:2), to szybko wróciła na dobry poziom i odrobiła straty. Początki setów to zresztą były jedyne momenty, gdzie McCartney Kessler nawiązywała równorzędną walkę. Bardzo podobało mi się grała na returnie podopieczna Sandry Zaniewskiej. Regularnie wykorzystywała krótsze podania Amerykanki, karcąc je głównie crossowym forehandem. W jej grze była widoczna też duża dynamika. Chętnie wybierała się do siatki i sprawnie, żywiołowo poruszała w defensywie. Szukała też gry swoim forehandem przy atakach. A te uderzenia z kolan stają się powoli jej znakiem rozpoznawczym. Podobało mi się też, że z czasem zaczęła bardziej rotować swoją grą i pojawiały się między innymi slicy. Ogólnie była dużo bardziej dynamiczna od swojej rywalki, która jakby jeszcze nieco czuła trudy turnieju w Cleveland. Patrząc na plusy w jej grze Amerykanki najbardziej podobało mi się jak grała na backhandzie, ale przyznaję, że nastawiałam się na lepszy mecze w jej wykonaniu. Amerykańska publika nie pomogła i 25-latka w swoim debiucie w US Open nie zademonstrowała swojego najlepszego tenisa. Bardzo się cieszę, że Marta nie zafundowała mi trzech setów dając więcej godzin snu, a przy tym jej postawa w tym meczu napawa optymizmem przed dalszą częścią turnieju.
Tyle!
Z innych wieści. Bardzo cieszy zwycięstwo Donny Vekic, która wygląda na to, że miala dużą kontrolę w starciu przeciwko Kimberly Birrell. Pokaz mocy jednej z moich cichych faworytek turnieju - Pauli Badosy. Jeśli tutaj dojedzie fizycznie i wyrzuciła na dobre do kosza przestoje, to może być groźna. Cieszy też zwycięstwo Mai Joint, którą coraz uważniej obserwuje, a tego meczu nie byłem w stanie zobaczyć. Pojedynku z Madison Keys już jednak nie zamierzam odpuścić, choć Australijka i tak już zrobiła tu swoje.Top 100 tuż tuż, więc może skusi się, aby kontynuować karierę na całego? Szkoda też kreczu Lulu Sun, bo ostatnio osiągała dobre wyniki i miałem nadzieję, że tutaj podtrzyma serię. Nie miałem niestety możliwości zobaczyć meczu Aryny Sabalenki z Priscillą Hon, bo to jeszcze nie ta pora jak na ten dzień. Planuję jednak nadrobić i podzielić się swoimi przemyśleniami w jutrzejszym podsumowaniu. Do niespodzianek, ale takich których nie lubimy, bo spowodowanej kontuzjami należy zaliczyć pożegnanie się z turniejem Marii Sakkari, która miała problemy z barkiem. Dużo zdrowia Maria i spraw, abyśmy zapamiętali Cię z wielkich szlemów z bardzo dobrej strony! A co do meczu Magdy Linette, to zerkałam na niego głównie w tle, ale nie chciałbym o nim pisać. Gratulacje dla młodej Amerykanki Ivy Jović. Wygrać w wieku 16 lat na swoim wielkim szlemie musi być super przeżyciem.
Dajcie znać jakie są Wasze wrażenia z pierwszego dnia turnieju i co Was najbardziej zaskoczyło - pozytywnie, jak i negatywnie :)
Godne odnotowania
Co ciekawego jutro?
Anastasia Potapova vs Leylah Fernandez
Emma Raducanu vs Sofia Kenin
----
PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16
I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!
Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJ: https://twitter.com/z_kortu
Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJ: https://www.facebook.com/groups/178960806040159
Komentarze
Prześlij komentarz