Podsumowanie Wimbledonu 2024

Kobiecy Wimbledon od dawien dawna kojarzył mi się z turniejem obfitym w niespodzianki. Mimo, że często w Londynie zwyciężała dominująca w tourze Serena Williams, to niezliczoną ilość razy faworytki rozczarowały. Najbardziej pamiętna jest dla mnie edycja z 2013 roku, gdzie Agnieszka Radwańska miała w zasadzie wszystko żeby wygrać (odpadły główne rywalki, a w finale czekała Marion Bartoli z którą miała bilans 5:0), ale w meczu półfinałowym dzień życia trafiła Sabine Lisicki. To smutniejsze wspomnienie, ale jeśli lubisz niespodzianki to będzie mieć ich dużo co roku. Teraźniejszość doskonale to pokazuje.  Niespodzianki były w 2 ostatnich latach, a przecież tak samo zresztą wielu oceniało triumf Eleny Rybakiny w 2022 roku. W tym roku niespodziankę sprawiła Barbora Krejcikova, na którą mało kto stawiał, a która po raz kolejny pokazała swoje mistrzostwo.


Instagram, Barbora Krejcikova


Jana Novotna oklaskuje z sektora Niebo

Na początek lekko nostalgia, bo nostalgia to mocna zawodniczka. Bardzo ładna była ta podróż duchowa Barbory, która na każdym kroku podkreślała jak ważny wpływ na jej karierę miała jedna z najbardziej zasłużonych czeskich tenisistek w historii - Jana Novotna. Zmarła na nowotwór w 2017 roku Czeszka była tutaj mistrzynią w 1998 roku, a teraz piękną wimbledońską paterę wzniosła jej rodaczka, której była mentorką i idolką w jednym. To musiało być pozytywne zaskoczenie dla oglądając gdzieś z góry, z najlepszych trybun tegoroczne mecze Jany. Barbora dokonała czegoś wielkiego w momencie kiedy mało kto tego się spodziewał. Do tej pory to był jej najgorszy sezon od kilku lat, a tutaj zasłużenie sięgnęła w wieku 28 lat po drugi w karierze wielkoszlemowy triumf. Ale Jana Novotna na pewno wierzyła. Oto piękno tenisa. 

Grafika AI

Mistrzowskie forma znaleziona na trawie przy Church Road

7-9. To bilans tenisistki z Brna w 2024 roku przed Wimbledonem. Moim zdaniem grała w tym czasie jak na siebie po prostu i sprawiała wrażenie jakby nie była w pełni zdrowa, co zresztą jest bardzo możliwe. Nie wygrała chociażby meczu od 9 lutego do 26 maja odnosząc w tym czasie serię 5 porażek. Na trawie jej bilans w pre-wimbledońskim czasie też nie był przekonujący, bo w turniejach w Eastbourne miała bilans 2 zwyciestw i 2 porażek. I co? I przychodzi Wimbledon, gdzie w pierwszej rundzie gra nadal nieprzekonująco pokonując nie bez męki słabą w tym sezonie Veronikę Kudermetovą na początek. Potem wygrane z Katie Volynets czy Jessicą Bouzas Mineiro, które też nie robiły wrażenia i game changer w IV rundzie. Wtedy po bardzo pewnym spotkaniu pokonała Danielle Collins, demilitaryzując wszelkie atuty rywalki. To samo też uczyniła z Jeleną Ostapenko, która wcześniej prezentowała się tutaj kapitalnie, a potrafiła ją świetnie od pierwszych piłek wybijać z rytmu. Nie bała się jej siły uderzeń, a zagrywane przez siebie forehandy po crossie były szokująco dobre. Natomiast i tak najlepszy mecz zagrała rundę później w półfinale - przeciwko Elenie Rybakinie, która wydawało mi się wtedy, że jest już nie do ruszenia. Po pierwszym secie byłem tego w zasadzie pewien. Czeszka wygrała ten mecz swoją inteligencję, obserwacją tego co dzieje się po drugiej stronie siatki, sprytem i wyciąganiem wniosków. Wybiła z rytmu reprezentantkę Kazachstanu, utylizując gdzieś jej zabójczy forehand i strasząc returnem. Przejęła w tym meczu kontrolę mentalną i za to jej ogromny plus. Wspomnę, że nie podobały mi się jej krzyki po błędach przeciwniczki, bo to było już poza tenisowym savoir-vivrem, ale nie chciałbym aby z tym był kojarzony jej triumf. W finale zaś po bardzo dobrym spotkaniu pokonała naszą Jasmine Paolini, dając radę wytrzymać presję w trzecim secie, który bardziej rozgrywał się na przestrzeni mentalnej, choć oczywiście mądrość kortowa mistrzyni Rolanda Garrosa z 2021 roku nie była tu bez znaczenia.

Mam po tym Wimbledonie jeden wniosek co jest najważniejsza na trawie. To szeroki repertuar zagrań, umiejętność stosowania arytmii gry i odwaga połączenia z intuicją dobrych momentów wycieczek do siatki. Do tego oczywiście odpowiednia forma serwisowa i returnowa. Jeśli przy tym masz siłę do postraszenia forehandem – najlepiej po kącie to jesteś blisko raju. Od IV rundy Barbora Krejcikova miała praktycznie to wszystko. Do tego inteligencja kortowa i zmysł obserwacji. Myślę, że weszła na takie obroty, że gdyby miała zagrać jeszcze 2 mecze ze specjalistkami od gry od trawy, to jedynie przygotowanie fizyczne mogłoby stanąć na przeszkodzie do zwycięstwa. 


Jasmine Paolini jest wielka i basta

Jak w tytule akapitu. Przecież to co wyczynia Włoszka w tym sezonie jest kosmiczne. Myślę sobie - ok, na ziemi może być mocna, ale na trawie nie ma szans. A tak szczerze to moim zdaniem Jasmine na Wimbledonie wyglądała jeszcze lepiej niż wcześniej na hardzie czy na mączce. Niesamowite i trudny do wytłumaczenia kolejny case pokazujący piękno tenisa. Przecież ona z premedytacją wykorzystywała wszystko co oferuje to główny posiłek krówek. Nawet jej serwis wszedł na wyższy poziom. Doskonale wybierała momenty kiedy wybrać się do siatki, gdzie cudownie posługiwała się swoim backhandem. No i ta wcześniej wspomniana arytmia gry. Tylko jest to niesamowicie imponujące kiedy dziewczyna mająca 163 cm wzrostu i nie pasująca do wyobrażenia klasycznego trawiastego serve&volley daje radę serwisowo i fizycznie na tak trudnej nawierzchni. A wiecie, że ona wcześniej nigdy tutaj nie przeszła pierwszej rundy? To teraz już wiecie. To, że awansowałą do finału Wimbledonu jest wyczynem absolutnie genialnym. Zresztą w nim też nawiązała walkę z mocną rywalką. A to, że 4 tygodnie wcześniej grała w finale Rolanda Garrosa dodaje temu wyczynowi jeszcze więcej mityzmu. Dość powiedzieć, że ostatnią, która dokonała tej sztuki jest Serena Williams. Wierzyć się nie chce. 

Po drodze do finału Jasmine pokonała między innymi po spektakularnym meczu Donnę Vekic, po heroicznym i bardzo pechowym (zakończonym kontuzją) przy stanie 5:5 w trzecim secie Madison Keys i w ćwierćfinale moją faworytkę z dolnej części drabinki, czyli Emmę Navarro. To z nią i wcześniej Biancą Andreescu zagrała według mnie najlepsze mecze na najstarszym turnieju świata..

Dobra, teraz jeszcze chwila na ranking. Po Wimbledonie Włoszka awansowała na najlepsze w swojej karierze 5 miejsce w rankingu WTA. I jest na dobrej drodze, aby ten wynik jeszcze poprawić, bo punktów do obrony w dalszej części sezonu ma doprawdy mało. Występ w kończącym sezon turnieju Masters jest już w zasadzie formalnością. Mało? To jeszcze lepszym przykładem tego jak cudowny ma sezon niech będzie, że w rankingu live wta uwzględniającym wyniki tylko z 2024 roku jest obecnia 3 na świecie! Przed nią tylko Iga Świątek i Elena Rybakina, a za nią takie tuzy jak Aryna Sabalenka czy Coco Gauff.W takim gronie mamy naszego kopciuszka z Toskanii. Jasmine Paolini w tym sezonie jest wielka i basta. 


Najdłuższy mecz w historii kobiecych półfinałów Wimbledonu



Inna życiowa sytuacja półfinalistek

Na etapie półfinałów swoją przygodę z tegorocznym Wimbledonem zakończyły 2 zawodniczki znajdujące się na dość różnych biegunach kariery. Pierwsza z nich ma wszelkie argumenty, aby wygrać tutaj turniej jeszcze niejednokrotnie, a druga może mieć niestety trudno w przyszłości mieć podobną okazję na sukces.

Tą pierwszą jest oczywiście Elena Rybakina, która moim zdaniem jest zawodniczką posiadającą najwięcej argumentów do wygrywania na trawie w całym tourze. Tutaj przez turniej również szła jak burza, a jej występ przeciwko Caroline Wozniacki uważam za najlepszy pojedynczy w całym turnieju. Ten w ćwierćfinale z Eliną Svitoliną nie był w sumie dużo gorszy. W tym roku była tutaj w formie i myślę, że mogła ją pokonać tylko bystra, a wręcz cwana zawodniczka, która potrafi wykorzystywać bez umiaru swoje atuty, a przy tym niszczyć te od rywalek, co też uczyniła w starciu półfinałowym. Podczas tego turnieju przyszła mi do głowy nawet myśl, że Elena Rybakina ma wszystko aby dominować na trawie, jak Iga na ziemi, ale bez jednej zasadniczej rzeczy. Iga ma mocniejszy, mistrzowski mental. I nie chodzi mi tutaj o pojedyncze mecze czy finały, bo Elena pokazała wielokrotnie, że potrafi wygrać z każdą. Ale w przypadku utrzymania regularności stałego poziomu to już tak nie jest  Tutaj Iga jest co najmniej poziom wyżej. Nawet w talencie nie uważam, aby różnica była okazała To ciekawy temat do dyskusji. Pokuszę się o stwierdzenie, że gdyby Elena miała mental Igi, to Barbora Krejcikova nie byłaby w stanie jej zatrzymać. W półfinale jednak od drugiego seta coś pękło w grze 25-latki reprezentującej Kazachstan i nie była w stanie “dobić” będącej wtedy blisko desek Czeszki. Konsekwencją brak kolejnego wielkoszlemowego triumfu. Obecnie Barbora Krejcikova ma zatem więcej wielkoszlemowych triumfów niż Elena Rybkina. Patrząc jednak na korzyści, to jako jedyna z głównych faworytek wytrzymała trudy turnieju i dotarła do jego końcowej fazy. Nagrodą jest awans na drugie miejsce w rankingu live 2024 i dobra ścieżka ku temu, aby taką samą pozycję w swojej karierze zająć po US Open w tym głównym – najważniejszym dla historii.

Drugą półfinalistką była Donna „Mother” Vekic. W jej przypadku dosłownie kilka punktów zabrakło, aby zameldować się w finale. No szkoda. Ależ była naładowana tutaj chęcią zwycięstw i zaopatrzona w forehandowy pragmatyzm. Po linii trafiała pięknie, serwowała pięknie i zabrakło może lekko umiejętności, ale ja bym powiedział, że szczególnie takiego morderczego instynktu. Nawiązuje do stanu 4:4 w drugim secie półfinału z Jasmine Paolini i serwisie Włoszki. Donna mogła spokojnie ten gem wygrać i serwować na mecz. Polecam zobaczyć - zwłaszcza piłkę przy siatce. A tak to w trzecim secie zabrakło już trochę zdrowia, szczęścia i pewnej ręki, czego konsekwencją była porażka po super tie-breaku. Imponowała mi tutaj wolą walki Chorwatka i naprawdę jej żałowałem, bo było widać jak jest świadoma wielkiej szansy, która się pojawiła. Fajnie zademonstrowała ile daje determinacja, pasja i wola zwycięstwa na swoim przykładzie. Smutno, bo biorąc pod uwagę kartę medyczną i wiek Donny, może być trudno o kolejną taką szansę. Na plus, że teraz poprawił się jej ranking, a miała kilka razy w losowaniach pecha. Teraz będzie mógł on mniej zaszkodzić. Niemniej Donna musiałaby mocno trafić z formą, aby mieć w przyszłości podobną okazję na wielkoszlemowy finał jak miała tutaj. Kibicować zachęcam, bo to bardzo charakterna dziewczyna. Tutaj charakter objawiał się szczególnie w trzecim secie czy to przeciwko Pauli Badosie czy Dayanie Yastremskiej zapadał w pamięci.

PAP/EPA


Co myślę o występie Igi? 

Przyznam szczerze, że jestem potężnie zmęczony krytyką Igi po każdej porażce w wielkim szlemie. Przed turniejem jest jasna komunikacja, że nie ma oczekiwań wobec Wimbledonu, ludzie piszą, że co ma być to będzie, a potem krytyka i analiza każdego zagrania w nieudanym meczu. Owszem, też mnie smuci, że po raz kolejny nie widziałem planu B w jej wykonaniu kiedy nie szło, ale na litość… W analizie jak już to szukajmy rzetelnych rozwiązań, a nie filozoficznego onanizmu, A znowu dużo było krytyki tylko po to żeby krytykować. Najbardziej mam nadzieję ze swoim sztabem - który uważam za świetny wyciągnie wnioski, bo czasami gdy nie idzie to można byłoby coś zrobić inaczej, a po drugie dlatego, że na Wimbledonie fajnie byłoby osiągnąć kiedyś duży wynik! Tutaj od drugiego seta Iga nie radziła sobie z energiczną i agresywną Yulią Putintsevą, która znalazła sposób na styl gry Igi i pasowało jej ewidentnie, że Polka go nie zmienia, a przy tym coraz bardziej się irytuje. Efektem była zdecydowana przewaga wynikowa i optyczna na przestrzeni drugiego i trzeciego seta a co za tym idzie - zasłużona wygrana. Oczywiście szkoda, ale ja się przejmuję. Napiszę więcej. Nie będę się przejmował nawet jeśli (odpukać) nie wyjdzie na Igrzyskach. Przecież Iga od 2022 roku wykręca takie wyniki, że powinna mieć u nas kredyt zaufania jak we frankach szwajcarskich w czasie jego prime. Nie powinno być tak, że porażka po 21 zwycięstwach z rzędu jest powodem do wyciągania radykalnych wniosków. I takiej wstrzemięźliwości bym chciał, jednocześnie marząc o tym by Iga tak jak poprawiła w tym roku serwis i grę w big pointach, poprawiła również umiejętność wdrażania w życie planu B kiedy plan A nie działa tak jak powinien.  

Słowo jeszcze o występie innych Polek, bo ciężko coś więcej napisać. Obie miały bardzo trudno losowanie i ciężko było oczekiwać wygranych. Magdalena Fręch uległa w dwóch setach Beatriz Haddad Mai, choć zwłaszcza w pierwszym prezentowała się bardzo dobrze. Magda Linette to nawet lepiej. Rozegrała naprawdę wyrównany pojedynek z dobrze dysponowaną tutaj Eliną Svitoliną i dostrzegam w jej występie dużo pozytywów. Ogólnie lepiej podoba mi się jakoś od maja gra Poznanianki niż wyglądała wcześniej. Myślę, że przy lepszym losowaniu mogłaby tutaj powalczyć może o III rundę, ale nie ma co gdybać. Przed Magdą teraz trudniejszy czas sukcesywnej walki o punkty i ranking, bo z pewnością obecne wyniki nie są szczytem marzeń tej ambitnej dziewczyny.  


Pozytywne zaskoczenia, czyli nadzieje na lepsze dni

Na początek o dziewczynie, której talentu staje się coraz większym fanem, choć (a w zasadzie dlatego) mam lekką wątpliwość czy jest występ na Wimbledonie można uznać za pozytywne zaskoczenie. Mowa o Emmie Navarro, która odpadła w ćwierćfinale. Nie powiem, oczekiwałem dużo więcej po je występie przeciwko Jasmine Paolini. Rundę wcześniej pokonała po bardzo dobrym meczu Coco Gauff i fajnie otworzyła sobie ścieżkę do finału. Kiedyś poświęcę pewnie cały artykuł Emmie, bo jest bardzo interesująca tenisistką, która pokazała na Wimbledonie jak świetnie potrafi grać. Uważam, że będzie to kawał zawodniczki, a potrzebuje jeszcze przełomowego turnieju jak wygrana 1000 czy finał wielkiego szlema, aby na dobre wkroczyć do ścisłej czołówki. Dla mnie to kwestia czasu, bo tenisowo ma wszystko żeby tam być. Bardzo podobała mi się też gra jej imienniczki, czyli Emmy Raducanu, która pokazała czysty, efektywny tenis i była jedną z najlepiej prezentujących się zawodniczek w pierwszych rundach. Nie zapomnę jej, że wykiwała Andy’ego Murraya w jego pożegnaniu, ale tenisowo pokazała, że wciąż to ma. Nie zgodzę się nigdy ze stwierdzeniem, że to zawodniczka na drugą czy trzecią setkę rankingu, bo talent ma serio niemały. Byle inne aspekty były z nim choć częściowo kompatybilne. To był też najlepszy w tym roku występ Pauli Badosy, która w końcu pokazała iskrę i wyglądała dobrze fizycznie. Kolejne nadzieja na lepsze dni. Dużo dobrego tenisa pokazała na trawie też Anna Kalinskaya, ale wróciły demony w postaci kontuzji przez które nie dokończyła meczu IV rundy przeciw Elenie Rybakinie. We wcześniejszych rundach i nawet na jego początku grała fajny tenis. Ma ta dziewczyna duży potencjał. Zresztą w tym roku jest punktowo 12 na świecie. Jeszcze żeby zdrowie było na poziomie top 100, bo do niego brakuje.

Na koniec oczywiście honorowy akapit o największej sensacji tegorocznego Wimbledonu, czyli Lulu Sun. Najpierw przeszła kwalifikacje, a potem w świetnym stylu pokonywała kolejne rywalki począwszy od Qinwen Zheng. To takie objawienie po którym na nowo zakochasz się w tenisie, bo wydaje Ci się, że wiesz o nim już wszystko, a nagle wychodzi dziewczyna znikąd i gra kapitalny tenis dochodząc do ćwierćfinału turnieju wielkoszlemowego. Duża odwaga i siła uderzeniowa, a przy tym wizja tego co dzieje się na korcie należały tutaj do dużych atutów Nowozelandki. Do tego jest leworęczna, co również utrudnia życie kolejnym rywalkom. Zasadnicze pytanie jakie się nasuwa brzmi czy 23-latka utrzyma ten poziom? Jeśli tak, to ma potencjał aby za kilka miesięcy zawitać nawet do top 30. Warto obserwować, bo historia zna wiele przypadków jednorazowych wybryków. Lulu jest sympatyczna, ma super imię i super nazwisko, dlatego mam nadzieję, że w jej przypadku tak nie będzie.

Instagram, Lulu Sun


Kogo występ zawiódł najbardziej?

Trudno nie zacząć od Markety Vondrousovej, która broniła tytułu, a odpadła w pierwszej rundzie. 1990 punktów w plecy. Na usprawiedliwienie – moim zdaniem ewidentnie jej tutaj coś doskwierało. Nie jestem fanem talentu Markety, ale uważam, że zdrowa nie miałaby problemów z przejściem Jessici Bouzas Mineiro. W tym meczu nie było tego jej powera, który przy technicznej, lekko śliskiej grze jest potrzebny. To dziewczyna u której każda ultra sekunda czasu na zagranie, ma znaczenie dla jego czystości, a tutaj nie było tej energii, która jest tego fundamentem. Teraz być może nieco niegrzecznie napiszę, że wróciła w rankingu na miejsce bardziej adekwatne jej potencjałowi wypadając z pierwszej 10. Niespodzianką jest też porażka Caroline Garcii w drugiej rundzie, bo ona na trawie powinna grać dobrze. III runda Igi jest jednak też wynikowo rozczarowaniem. Tak samo porażka w pierwszej Qinwen Zheng. Przegraną Coco Gauff w czwartek rundzie nie traktuje mocno zaskakująco. Emma Navarro to świetna tenisistka i jeszcze bardziej o tym przekonamy się niedługo, a u Coco nie widzę postępu pod batutą Brada Gilberta od wielu miesięcy. 


To tyle!

A Wy co zapamiętaliście najbardziej z Wimbledonu? Czyj występ był dla Was największym zaskoczeniem na plus i na minus?


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odejście Tomasza Wiktorowskiego i moje opinie o sztabie Igi na przyszłosć

Sandra Zaniewska: Tenis na przestrzeni lat stał się bardziej agresywny, ale korty wolniejsze

Skarb Kibica WTA 2024