Byłem na turnieju WTA 125 w Warszawie - oto moje odczucia

Tenisistki które wygrały wielkiego szlema często mówią, że to ekscytujące uczucie które przepełnia nieopisaną radością, ale przy okazji tworzy pokusę i ogromną chęć, aby w przyszłości to powtórzyć. Mam tak samo (choć pewnie na mniejszą skalę) z oglądaniem turniejów tenisowych. Wciąga strasznie. Kiedy widzisz unoszącą się w stronę nieba zieloną piłkę, którą za chwilę zawodniczka jakiej kibicujesz uderzy volleyem, czujesz że żyjesz pełnią życia. To takie przemyślenie po kolejnym turnieju, które było dane mi zobaczyć. Tym razem jego ranga była nieco mniejsza, ale i tak było fajnie. Zapraszam do mojego podsumowania WTA 125 Polish Open 2024, które w tym roku odbywało się w Warszawie.


Trzy przemyślenia na początek nad którymi warto się pochylić:

1.Dysproporcje w zarobkach  - nie jestem pewien czy za zwycięstwo czy finał, ale nagrodą w turnieju singlowym było 8 500 dolarów. Za pierwszą rundę zarobek wynosił 1250 zielonych. A teraz uwaga - za pierwszą rundę singla US Open zawodniczki zarabiają 81 500 dolarów! Piszę o tym, ponieważ dysproporcje w możliwych zarobkach między zawodniczkami - już nawet nie top 10, a top 50 względem okolic 200 miejsca są po prostu kolosalne. Dużo większe niż różnica poziomu sportowego. To taka refleksja, bo mimo, że rozumiem prawa rynku, to uważam, że jest to kłopotliwe i łatwo zniechęcić się do tenisa - szczególnie biorąc pod uwagę ile wymaga inwestycji, aby dojść do zawodowego poziomu. Nieco inny poziom mógłby realnie wpłynąć korzystnie na rozwój tenisa, ale to bardzo złożony temat. Szkoda po prostu, że rynek sportowy jest tak bezwzględny. Na takich turniejach to dociera kiedy słychać jak zawodniczki żyją na walizkach i muszą oprócz robić praktyczną magisterkę z logistyki. Dla mnie zaskakujące też, że wiele zawodniczek (nawet Alycia Parks) było tutaj bez trenera i podejrzewam, że z reguły przyczyną są kwestie finansowe. 

2. Polacy potrzebują tego turnieju w Warszawie  - moim zdaniem poziom WTA 125 jest idealnym doświadczeniem dla młodej generacji polskich tenisistek. Zwłaszcza w swoim kraju. To w nim mają okazję pokazać się polskiej społeczności w dobrze usytuowanym miejscu, a przede wszystkim powalczyć z zawodniczkami, które rankingowo są wyżej, mają większe doświadczenia, ale są też w zasięgu. Duża okazja do zdobycia punktów i doświadczeń, a przy tym poczuć, że przeskok na poziom wyżej jest w ich zasięgu. Bo ja naprawdę uważam, że różnice sportowe pomiędzy zawodniczkami które dzieli 100 miejsc w rankingu i mają lepsze możliwości startowe, często nie są duże. Po prostu będąc młodą tenisistką “na dorobku” bez odpowiedniego wsparcia (narodowego czy medialnego), trudno jest się przebić.

3. Polacy nadal nie potrafią w organizację i promocję - mamy teraz złotą erę polskiego tenisa i odpowiednie organizacje powinny robić wszystko, aby wykorzystać ten czas. Jedną z okazji jest oczywiście promocja takiego wydarzenia. Żeby nie tylko narzekać - na duży plus, że do ćwierćfinałów wstęp był darmowy, ponieważ to na pewno pozwoliło trochę zapełnić trybuny. Ale minusów było niestety więcej. Ostatnie mecze singlowe rozpoczynały się czasami już o 15:00, co w korporacyjnej Warszawie jest bardzo niedostępną godziną. Drugim minusem jest brak profilu na mediach społecznościowych i strony internetowej turnieju. Kurczę, aż się prosi żeby dać opcję oznaczania. Nie zaszkodziłoby też na pierwsze dni zapraszać grupy szkolne, aby młodzież poczuła tenis (chyba raz nawet jakaś była, ale to mało). Jeszcze parę rzeczy by się znalazło, ale to główne które przyszły mi do głowy. Nie jest wykorzystywane zainteresowanie na tenis jakie nastało i to jest zły prognostyk na przyszłość. 


A tak czysto sportowo - jakie są moje obserwacje o tegorocznym Polish Open? To przeczytacie poniżej.


Wyśmienita seria Mai Chwalińskiej 

Ta niezwykle skromna dziewczyna była dla kibiców główną postacią turnieju. Albo inaczej - tenisistką, którą przyciągnęła na trybuny najwięcej widzów. Na korcie sprawia wrażenie bardzo walecznej, energicznej, wręcz zadziornej (oczywiście w pozytywnym znaczeniu), a poza nim? Wręcz emanuje z niej skromność, grzeczność i elegancja - poczułem się lekko staro kiedy zwróciła się do mnie “per pan” i żałowałem, że nie mamy kultury anglojęzycznej, Zwłaszcza, że na Pana trzeba mieć wygląd. Ale to tylko i wyłącznie przejaw kultury Mai. Mai, która miała cudowną serię 13 zwycięstw z rzędu zakończoną na półfinale z Mayą Joint. Bardzo cieszy, bo widać, że złapała wiatr w żagle i gra bardzo dobry tenis. Podoba mi się szczególnie jej arytmia i umiejętne stosowanie slice, który mam wrażenie, że jest dla niej wręcz relaksujący. Rotuje mocno grą i zagrywa piłki z różnych poziomów, proponując to samo swoim rywalkom. Jak to powiedział Marek Furjan w “Break Point” - Maja gra taki old school. Ja old schoolu już nia pamiętam, ale wierzę na słowo, a jej grę ogląda się naprawdę przyjemnie. Tutaj powyżej wspomniane czynniki przyczyniły się w dużej mierze do zwycięstwa w meczu z Celine Naef, gdzie jej rywalka w drugim secie podawała już jak mecz. 

Fizyki nie przeskoczy, ale charakteru nikt jej nie zabierze. Maja niczym Waleczna Merida wzniosła wtedy swój tenis na wyższy poziom. To cenna cecha. Historia zawodniczki z Dąbrowy Górniczej mimo młodego wieku jest dość wyboista, dlatego cieszy, że zdaje się wracać na właściwe tory. Przypominam, że ma już na swoim koncie wygrany mecz na Wimbledonie 2022, ale ostatnio rankingowo wyglądało to gorzej.  Tak trochę płynnie przechodząc przez Wimbledon. Moim małym marzeniem oglądając poczynania Mai było, aby została taką naszą, polską Jasmine Paolini. Przypomina ją pod naprawdę wieloma względami - może mniej ochoczo wybiera się do siatki i bardziej lubi slice i chyba jeszcze bardziej skupia się na kombinacyjnej grze. Ale już sama kwestia aparycji, techniki czy chęci do owej kombinacji wywołują porównanie. Do tego naturalna, dobra energia i oczywiście leworęczność. I choć na razie droga jest odległa, to serio - nie uważam, aby dużo musiała poprawiać w swojej grze, aby osiągać duże wyniki. Do Jasmine nawiązuje też nieprzypadkowo, bo jej historia jest imponująca. Włoszka dopiero w wieku 23 lat dostała się po raz pierwszy do top 100 (to aktualny wiek Mai), a pierwszą rundę wielkiego szlema przeszła w wieku 24 lat. Maja uczyniła to w młodszym wieku. Sky is the limit, a za zawodniczkę z Dąbrowy Górniczej.



Silny polski debel - polski triumf na Polish Open 

Z dużą przyjemnością i uznaniem śledziłem występ Weroniki Falkowskiej i Martyny Kubki w turnieju deblowym, który wygrały. Najpierw w bardzo fajnym stylu pokonały faworyzowaną parę Daria Semintsaja/Alexandrę Eala, a później bez większych problemów w patriotycznym pojedynku Zuzannę Kolonus i Weronikę Ewald. W finale również w dwóch setach pokonały swoje rywalki Nine Stojanovic/Celine Naef. I chyba jedyne do czego mógłbym się przyczepić to trudności z kończeniem piłek meczowych, ale wielki szacun, że do nich dochodziły a przede wszystkim, że finalnie to robiły, bo w tenisie ostatecznie ważne jest tylko to kto wygrywa ostatnią piłkę. Dziewczyny grała tenis na naprawdę wysokim poziomie i miałem w oczach wyobraźni ich występy w turniejach wyższej rangi. Bo czemu nie? Obie bardzo dobrze serwowały, były czujne przy siatce i świetnie komunikowały się. Szczególnie podobał mi się serwis Martyny i czucie kierunków wybieranych przez rywalki przy siatce u Weroniki. I to co zawsze bardzo cieszy, czyli dobra energia na korcie. Błysk skupienia i spojrzenie w kierunku zwycięstwa w oczach. To był ich trzeci z rzędu turniej, gdzie zameldowały się w finale, a ten już waży sporo, bo okrągłą sumkę 125 punktów. Powtórzę się trochę, ale te dziewczyny mają naprawdę spory potencjał deblowy i jeśli będą się rozwijać to uważam, że spokojnie mogą robić fajne wyniki w dużo większych turniejach. Pytanie jak potoczą się ich losy, ponieważ Martyna zaczyna singlowo odjeżdżać rankingowo swojej koleżance, co może mieć wpływ na wybór innych turniejów. Niezależnie Martyna i Weronika również są fajnymi, pogodnymi dziewczynami, które warto obserwować. 


Co u innych Polek? 

Występ innych zawodniczek w turnieju singlowym nie był wynikowo okazały. Oprócz Mai pierwszą rundę przeszły jeszcze Gina Feistel i Urszula Radwańska. Dla młodej Polki mieszkającej na co dzień w Niemczech, to fajny sukces, a ćwierćfinał był na wyciągnięcie ręki. Gina gra dość agresywny tenis pozbawiony kalkulacji i zabrakło trochę regulacji celownika, aby pokonać Mariam Bolkvadze i awansować do ćwierćfinału. A Urszula Radwańska przeszła tu jedno-etapowe kwalifikacje i uległa w II rundzie turnieju głównego rozstawionej z numerem 3 Dariji Semenistaji. Oglądałem ten mecz dość pobieżnie, ale chyba zabrakło nieco stabilizacji poziomu i takiej płynności gry. Niemniej widać, że techniki się nie zapomina. Myślę, że Urszula może jeszcze wrócić do gry na poziomie 125 bez dzikich kart. Na pierwszej rundzie przygodę z turniejem zakończyły natomiast Katarzyna Kawa (krecz po 1 secie), Ania Hertel (przegrana z Alycią Parks), Weronika Falkowska, Weronika Ewald i Martyna Kubka. Szkoda szczególnie tej ostatniej, ponieważ mimo wygranego pierwszego seta, w dwóch kolejnych uległa w tie-breakach Zarinie Diyas, czyli dobrze znanemu w środowisku nazwisku, która teraz wraca do gry po dłuższej przerwie. Duży potencjał widzę w Martynie głównie ze względu na dobry serwis, uderzenie zza linii i pewność siebie. A jak wiemy kilka cennych zwycięstw sprawia, że zawodniczka może “urosnąć”. 


Alycia Parks wraca do formy! Amerykanka zwyciężczynią Polish Open 2024 

Nie można mówić o niespodziance. Turniej wygrała Alycia Parks. Amerykanka w ostatniej chwili zdecydowała się na udział w turnieju, ale też jako ostatnia opuszczała kort centralny po ceremonii za wygraną w Polish Open 2024. W tym sezonie po serii porażek jaką miała (11 z rzędu), teraz wygrywa prawie wszystko co się da i stopniowo odbudowuje ranking. Dzięki zwycięstwu w Warszawie awansowała na 102 miejsce w rankingu WTA. Przypomnę, że była już 40 na świecie, a na swoim rozkładzie ma takie zawodniczki jak Maria Sakkari czy Caroline Garcia (tą drugą pokonała w finale turnieju rangi 250 w Lyonie). Alycia ma jeden z najpotężniejszych serwisów w tourze, a jednocześnie w tym elemencie nie bierze jeńców. Popełnia tytaniczną ilość podwójnych błędów i moim zdaniem musi nad tym popracować kiedy już wróci do gry w większych zawodach, z wyżej klasyfikowanymi rywalkami. To będzie bardzo ważne dla jej wyników. Tenisistka z Atlanty bardzo fajnie posługuje się swoim forehandem i potrafi mocno ukąsić swoim returnem. Technicznie jej warsztat jest w porządku i generalnie nie licząc przestojów w grze i tych podwójnych, to nie uważam, aby odbiegała poziomem gry od zawodniczek z top 50. Myślę zresztą, że wróci do tego grona, ale lepsze wyniki będą wymagały pracy i rozwoju. Kluczowe, że warsztatu i odwagi jej nie brakuje, a dzięki temu może być groźna praktycznie dla każdej. Bardzo mnie cieszy, że zawodniczka o takim potencjale odwiedziła ten turniej. Na korcie czasami dość nerwowa, ponieważ kilka razy zdarzyło jej się podyskutować z sędziami o ich decyzję czy uderzyć piłką o ściankę otaczającą kort, ale poza kortem bardzo sympatyczna - cierpliwie rozdawała autografy czy pozowała do zdjęć nawet kiedy opuszczała korty przeładowana torbami i napojami. Na koniec obiecała, że wróci do Warszawy za rok. No cóż, czekamy :) 



Bardzo utalentowana finalistka z Australli - Maya Joint 

Te nazwisko szczerze rekomenduję zapamiętać. Maya Joint ma dopiero 18 lat, a w tym roku dokonała olbrzymiego progresu rankingowego. Jest to już 4 zawodniczka poniżej 19 roku życia w światowym rankingu (wyżej tylko Mirra Andreeva, Brenda Fruhvirtova i Sara Bejlek). Jak swoja rodaczka Sam Stosur występuje na korcie w okularach, do tego swoim stylem i ubiorem przypomina nieco dziewczynę, która wybiera się na plażę, a nie na kort. Ale to tylko złudzenie, ponieważ ta spokojna, nieśmiała dziewczyna na korcie jest już teraz bardzo dobrą zawodniczką i trudno mi sobie wyobrazić żeby nie była dużo lepsza. Jest bardzo stabilna na linii - mam tutaj na myśli, że trudno ją zepchnąć do defensywy. Kiedy dostaje piłkę do której ma odpowiednią ilość czasu, aby się ustawić to gra celnie, głęboko i skutecznie o czym przekonała się chociażby Maja Chwalińska. Posiada świetną technikę, dobrze porusza się po korcie i gra inteligentnie jak na swoje skromne doświadczenie. Podobnie jak w przypadku swojej koleżanki z finału myślę, że musi popracować nad serwisem. U niej ten pierwszy nie jest specjalną bronią, a drugim zdarza jej się popełniać sporo błędów. W finale te które zrobiła w trzecim secie były dość bolesne dla końcowego wyniku meczu. Ciekawostka, a właściwie fakt, który może rzutować na jej najbliższą karierę. Urodzona w USA reprezentantka Australii na jesień zamierza zapisać się na college, aby kontynuować naukę na psychologii z kryminalistyką. Nie wiem czy dobrze zrozumiałem jej wypowiedź, ale zabrzmiało jakby chciała się na tym skupić kosztem tenisa. To znaczy chce to zrobić, ale nie jestem pewien na jaką skalę. Wiem natomiast, że jeśli będzie się rozwijać, to tenisistka spokojnie na pierwszą 50 na przestrzeni najbliższych 2 lat. Obserwować warto, bo jest ciekawą postacią i dużym talentem. W finale zabrakło nieco doświadczenia i właśnie tego serwisu, ale była w stanie się postawić będącej w dość dobrej formie Alycii Parks i za to duży szacunek. Podobnie jak zresztą za cały turniej.


Inne nazwiska godne uwagi

Z innych nazwisk jakie utkwiły mi w pamięci to mam 2 Szwajcarki - Celine Naef i Leonie Kung. Ta pierwsza odpadła co prawda w pierwszej rundzie z Mają Chwalińską, ale w pierwszej fazie meczu pokazała naprawdę dobry tenis. Później kiedy była blisko zwycięstwa, ale Polka podniosła poziom swój gry, to trochę się posypała, ale biorąc pod uwagę wiek i umiejętności (19 lat), to jeszcze wszystko przed nią. Podobnie w zasadzie rzecz ma się z jej reprezentacyjną koleżanką, która tutaj doszła do półfinału, choć Leonie jest już nieco starsza i wydawało mi się, że rankingowo też jej notowania są lepsze (od poniedziałku 258 miejsce), ale gra fajnie i tutaj pokazała się z dobrej strony nawet w półfinale, gdzie przegrała z późniejszą zwyciężczynią. Potencjał na top 100 widzę też w Dariji Seminstaji. Łotyszka tutaj odpadła w ćwierćfinale. Uważam, że jej serwis mógłby być lepszy, bo nie robi nim dużo krzywdy. Plusem fakt iż jest leworęczna, ma fajny forehand po linii i dobre poruszanie się po korcie. Więcej niż solidna zawodniczka, która dodatkowo stopniowo poprawia swoją grę jeśli spojrzeć na wyniki. 


Dzięki, że tu jesteś! 

Mam nadzieję, że wiedza okaże się pomocna i być może dzięki niej będziecie zwracać większą uwagę na niektóre nazwisko. Warto, bo tam też dzieją się ciekawe rzeczy, a historia Lulu Sun pokazuje, że droga do raju na wielkich kortach nie jest z niej taka odległa.


----

PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16


I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!

Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJhttps://twitter.com/z_kortu

Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJhttps://www.facebook.com/groups/178960806040159

---------

Poznaj mój Skarb Kibica WTA!

Zapraszam Cię serdecznie do zapoznania się z moim "Skarbem Kibica WTA 2024". To 139 stron pasji do tenisa i być może interesujących dla Ciebie informacji. Znajdziesz go klikając poniżej.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odejście Tomasza Wiktorowskiego i moje opinie o sztabie Igi na przyszłosć

Sandra Zaniewska: Tenis na przestrzeni lat stał się bardziej agresywny, ale korty wolniejsze

Skarb Kibica WTA 2024