#IgaMatch - Iga Świątek vs Marketa Vondrousova 6:0, 6:2 (ćwierćfinał)
Trudno się dziwić, że Iga regularnie otwiera piekarnie w Paryżu skoro stwierdziła kiedyś, że najbardziej romantyczne francuskie słowo to croissant. Ale żeby tak to robić w drugim tygodniu turnieju wielkoszlemowego? Dziś spędziła na korcie godzinę i 4 minuty. Królowa Paryża. Jedno przemyślenie, które piszę po dzisiejszym meczu z pełnym przekonaniem. Z tak grającą Igą Świątek na ziemi nie ma szans obecnie żadna zawodniczka w tourze. Bardzo doceniam rywalki, które też prezentują się doskonale, ale to jak zagrała dziś Iga to są po prostu Himalaje tenisa.
Tu nie ma nawet co szukać minusów, bo i tak się ich nie znajdzie. Wygrała 6:0, 6:2 z Marketą Vondrousovą, która od poniedziałku (jeśli Jasmine Paolini nie wygra Rolanda Garrosa) będzie piąta rakietą świata. I to nie jest tak, że jej rywalka zagrała słaby mecz. Iga po prostu wyglądała znakomicie w każdym elemencie, Elementy jej gry można dzielić tylko na bardzo dobre, świetne i wybitne. Mi najbardziej podobał się backhand i poruszenia po linii, czyli klasyka. Oprócz tego przyjemnością dla oczu było obserwowanie tych małych kroczków przed egzekucyjnym forehandem, a najbardziej cieszyła pewność przy siatce, gdzie stop-volleyem zatrzymała dość trudne piłki. Do tego ten kosmiczny return.
Posługując się komentatorami. Wiecie, że Iga Świątek od 2 lat ma statystykę ponad 50% gemów wygranych przy serwisie rywalek? Dla mnie brzmi kosmicznie. Czy jest zawodniczka, która returnowała tak dobrze od czasów Sereny Williams? Nie wydaje mi się. Tutaj wszystkie podwójne błędy Markety były wywołane tym, że wiedziała co się będzie działo jeśli zaserwuje słabiej. Żeby do tego było jeszcze trudniej rywalce, Iga miała w pierwszym secie absurdalną statystykę wygranych 100% punktów po swoim 2 serwisie. To taki mecz, że patrzysz od początku i wiesz, że tutaj nic złego się nie może wydarzyć. Widzisz dziewczynę, która odegra każdą piłkę jaką potrzeba i nie daruje Ci żadnego punktu, zanim nie usłyszy game&set&match. A Ty możesz się tylko starać, aby pokazać z najlepszej strony. Była dziś kilerką jaką zachwyciłem się właśnie w Paryżu w 2020 roku podczas spotkania z Simoną Halep. Kilerką jakby chciała oddać hołd zmarłemu dziś bohaterowi kultowej komedii o ksywie “Siara”. Jeszcze raz podkreślam. Marketa Vondrousova nie zagrała dziś złego meczu i starała się zaskakiwać Igę czy to skrótami czy rotacją, ale nie miała totalnie mocy, która może zrobić krzywde tak dysponowanej Raszyniance. W drugim secie nawet nieco powalczyła w 2 gemach Igi, ale Nasza Duma kiedy było trzeba, włączyła jeszcze wyższe obroty. Nawet gdybym nie chciał się tutaj zachwycać to trudno tego nie robić. Anja Rubik i Agnieszka Radwańska z trybun mogły być dumne z Polki, która pisze niesamowitą historię. Czy ktoś z nas jeszcze pamięta chwile grozy z II rundy przeciw Naomi Osace? Iga zaaplikowała nam solidne środki na uspokojenie i trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w tym turnieju rośnie. Jej kolejne występy klarują się w jasnych barwach analogicznie do coraz lepszej pogody w Paryżu. Ta zresztą też jest powodem do optymizmu, bo myślę, że gra przy korcie zamknięty mogłaby być malutkim handicapem dla jej niektórych potencjalnych rywalek, ale to też niekoniecznie. Zresztą, nic nie wskazuje, aby w Paryżu miał ponownie padać deszcz. A co do Markety, to przyznaję, że nie miałem jej w swoich przewidywaniach na tym etapie rozgrywek, a dostała się tutaj nieprzypadkowo i nie przyniosła wstydu, co chciałbym podkreślić wszystkim, którzy widzieli tylko wynik dzisiejszego spotkania. W półfinale Iga zmierzy się z Coco Gauff i trudno przed tym meczem nie być optymistą. Wszyscy znamy bilans Polki z Amerykanką i widzimy jak się prezentuje na kortach Rolanda Garrosa. Pozostaje cierpliwie czekać na czwartek, choć ja już nie mogę się doczekać.
Komentarze
Prześlij komentarz