Dlaczego Jasmine Paolini osiągnęła najlepszą formę w wieku 28 lat?
Bez wątpienia Jasmine Paolini możemy nazwać czarnym koniem pierwszej części sezonu. To fascynujące jak w wieku 28 lat gra swój najlepszy tenis w karierze i przebojem najpierw wdarła się do czołówki, a podczas Rolanda Garrosa udowodniła najlepiej jak można, że w niej jest jej miejsce. Co takiego się stało, że zawodniczka, która do tej pory tylko raz kończyła sezon pod koniec światowej 30 rankingu nagle jest jedną z najlepszych w tourze? Doszukuje się ku temu kilku powodów z którymi chciałbym się z Tobą podzielić.
Wiara w siebie to klucz
To nie jest tylko moje zdanie, że aspekt mentalny w tenisie pełni kluczową rolę. Włoszka na tym etapie karierze w pełni uwierzyła w siebie i to widać. Zawsze była charakterna i się nie bała, ale to jeszcze nie jest to samo co wiara, że możesz wygrywać mecz za meczem. Przełamała się w wielkich szlemach i wygrała pierwszy duży turniej, a to rzeczy które świetnie działają na morale. Ja jednak myślę, że fundamenty zostały postawione trochę wcześniej i to nie w rozgrywkach typowo indywidualnych. Mam tutaj na myśli zawody Billie Jean King, gdzie Włoszki pokazały się z doskonałej strony, a jedną z wiodących bohaterek sukcesu (Włoszki przegrała w finale) była zawodniczka z Toskanii. Była liderką kadry Italii i pokonała podczas turnieju w Sevilli chociażby Caroline Garcie, a jedynej porażki zaznała w finale przeciwko wybitnej tam Leyli Fernandez. Ok, pozostałe rywalki nie były najlepsze, ale pozwoliły jej urosnąć. Później w Australian Open jeszcze dodała przyprawy to tej pięknej potrawy, jaką był debiut w drugim tydzień turnieju wielkoszlemowego. 28 lat to jak pewnie wiesz nie jest ku temu najmłodszy wiek. Wtedy powstał już znakomity smak, który był jeszcze pyszniejszy niczym najlepsze włoskie spaghetti w Dubaju, gdzie Jasmine osiągnęła największy sukces w swojej dotychczasowej karierze, jakim jest wygrana turnieju rangi 1000. Tutaj można polemizować czy finał Rolanda Garrosa, czyli kolejny duży wynik nie jest jeszcze większym sukcesem. Punktowo może i tak, ale uważam że największym sukcesem jest Dubaj. I też najważniejszym z mentalnego punktu widzenia, ponieważ bez Dubaju nie byłoby Paryża. Tak samo jak nie byłoby prawdopodobnie Melbourne bez Sevilli. Jasmine Paolini w ciągu kilku miesięcy zrobiła kilka wyników, które pozwoliły je znacznie uwierzyć w siebie i to mocno procentuje.
Lepsze rozstawienia dzięki rankingowi
Naturalną pochodną dobrych wyników są punkty, które gwarantują lepsze rankingi, a co za tym idzie - wyższe rozstawienia. Jeszcze rok temu o tej porze były bardzo prawdopodobne, że w pierwszej albo maksymalnie drugiej rundzie trafi na wysoko rozstawioną zawodniczkę. To nie jest łatwe i mimo, że Jasmine ma remisowy bilans spotkań chociażby z Aryną Sabalenką czy Eleną Rybakiną, to jednak przez większość kariery miała trudności w graniu z najlepszymi zawodniczkami. W ostatnich miesiącach nie ma możliwości, aby działo się to w pierwszych rundach. Głównie dzięki rozstawieniu w takim Rolandzie Garrosie przed finałem grała tylko z jedną rozstawioną zawodniczką. To jest spory komfort i udogodnienie. Nie ma co polemizować. A dobra wiadomość dla Jasmine jest taka, że ten komfort będzie miała jeszcze przez dobrych kilka miesięcy. Wszystko wskazuje bowiem na to, że co najmniej do US Open będzie rozstawiona w najlepszej 8 w każdym turnieju. Oznacza to, że z zawodniczkami takimi jak Iga Świątek, Coco Gauff, Aryna Sabalenka czy Elena Rybakina będzie spotykać się najwcześniej na etapie ćwierćfinałów. Drabinki będą korzystniejsze, a Jasmine coraz lepiej potrafi to wykorzystywać. Od Australian Open przegrała tylko 2 mecze z zawodniczkami spoza najlepszej 50 - pierwszą z nich jest Anna Kalinskaya, której ranking w tamtym momencie był mylący, a drugą Mayar Sherif w Rzymie. Jeśli uznamy tą porażkę jako wypadek przy pracy, to mamy zawodniczkę, które zalicza coraz mniej wpadek. To może i nieco daleko idące wnioski, ale dobre rozstawienie siłą rzeczy jest i zawsze będzie komfortem, który w jej przypadku powinien solidnie profitować.
Poprawa w wielu elementach gry
W grze Włoszki o polskich korzeniach widać oczywiście również poprawę. Jest ona na pewno pochodną wspomnianej wiary w siebie, bo w jej uderzeniach widać. że jest więcej pewności i odważnie uderza z backhandu nawet przeciwko mocno grającym rywalkom czym potrafi je solidnie zaskoczyć. Do tego uwydatniła swoje główne atuty, czyli grę na linii i wychodzenie z defensywy. Zastanawiam się czy w tym aspekcie nie jest obecnie nawet lepsza od Darii Kasatkiny. Dla mnie Jasmine jest taką ścianą do squasha której niezależnie jak agresywnie uderzasz piłkę, to istnieje duże ryzyko, że z powrotem dostaniesz jeszcze bardziej nieprzyjemną. Poprawiła też grę przy siatce, gdzie bez wątpienia profitują jej gry deblowe z Sarą Errani. Ma też naprawdę dobrą technikę, a z wiekiem rozwinęło się jej tenisowe IQ. Kiedyś czasami była lekkim jeźdźcem bez głowy, prędzej się podpalała, a teraz to się nie dzieje. Coś nie wejdzie, to szybko dźwiga głowę i jedzie dalej. Potrafi też swoją grą coraz bardziej deprymować rywalki, bo jak to jest, że ta niższa ode mnie od głowa zawodniczka oddaje mi wszystko i to z taką siłą oraz rotacją? Troszkę jest tutaj podobieństw do gry przeciwko Agnieszki Radwańskiej swego czasu.
Na co ją stać?
Jasmine Paolini jest obecnie 5 najlepszą zawodniczką świata biorąc pod uwagę wyniki tylko z tego roku. Ma ponad 1000 punktów przewagi nad 9 miejscem, a mamy już za sobą ponad połowę sezonu. Zmierzam oczywiście do tego, że jej kwalifikacja do turnieju Masters jest bardzo prawdopodobna. A to jest już naprawdę duży sukces i Jasmine ma wszystko w swoich rękach, aby go osiągnąć. Już ma 3010 punktów, a zazwyczaj okolice 3500 punktów były wystarczające. Jasmine w każdym turnieju do końca roku będzie rozstawiona i łatwiej będzie jej te punkty zdobyć. Jeśli nagle nie będzie zapaści formy, to Jasmine Paolini wystąpi w turnieju, który w tym roku po raz pierwszy odbędzie się w Arabii Saudyjskiej. A co jeśli utrzyma swoją formę? Myślę, że może spokojnie wygrać jakiś turniej rangi 500, a jeśli utrzyma dobre przygotowanie motoryczne, to może być bardzo groźna również podczas tournee po Azji na jesień, kiedy wiele zawodniczek jest już na energetycznych oparach. Akurat wzbogacona dużą ilością endorfin w tym sezonie, żywiołowa 28-latka może to wykorzystać. A wtedy to może nawet walka o coś więcej? Póki co trudno mi sobie wyobrazić, aby Włoszka zakończyła sezon na 5 miejscu albo wyżej. Osobiście widzę ją na pozycjach 7-8 i pierwszym w karierze awansie do Masters Cup. Zaś co do 3 największych imprez w sezonie jakie zostały. Z trawą ma najgorsze doświadczenia i sądzę, że ciężko będzie miała w tym roku zrobić coś dużego na Wimbledonie. Na US Open jeśli będzie w dobrej dyspozycji, a losowanie się ułoży przyjaźnie, to kolejny ćwierćfinał będzie jak najbardziej w zasięgu. No i jest jeszcze Paryż 2024. Na tych kortach Jasmine zrobiła już w tym roku finał wielkiego szlema. Wcale się nie zdziwię jeśli na Olimpiadzie powalczy o medal dla reprezentacji Włoch. Odwołując się do początku artykułu i tego jak dobrze radzi sobie w grze dla swojego kraju, jest na to realna szansa. Dobre rozstawienie będzie ku temu mocno pomocne.
A Ty co sądzisz?
A Ty jak oceniasz tegoroczny sezon Jasmine Paolini? Co Cię w nim najbardziej zaskoczyło i gdzie widzisz tą sympatyczną Włoszkę na koniec sezonu?
Komentarze
Prześlij komentarz