#Daily RG (dzień 12) -Tak polskiego finału jeszcze nigdy nie było
Od godziny 15:00 pełne trybuny na meczu kobiet. To tak informacyjnie, bo cieszę się, że Iga nareszcie miała okazję zagrać przy frekwencji na jaką zasługuje. Tym bardziej, że po raz kolejny dostarczyła nam mnóstwo radości, po raz 4 awansując do finału w Paryżu. Ależ ona nas rozpieszcza. Przecież kiedyś 1/5 takich wyników w tenisie bralibyśmy w ciemno i z pocałowaniem ręki. Warto to doceniać i cieszmy się tymi wspaniałymi chwilami, które nam dostarcza. Iga, dziękujemy! W finale Nasza Duma zmierzy się z Jasmine Paolini, której należą się wielkie gratulacje za ten turnieju i trudno się nie cieszyć z jej wielkiego wyniku. Tak więc sobota, godzina 15:00 - tą datę zapisujemy sobie drukowanymi i grubymi literami w kalendarzu, aby oglądać mecz finałowy Rolanda Garrosa Pań, w którym Iga powalczy o 5 (sic!) wielkoszlemowy tytuł. A zanim to nastąpi, zapraszam na podsumowanie dzisiejszych półfinałów.
Ale jeszcze zanim to :) Jedno pytanie. Może mi ktoś wytłumaczyć dlaczego w Paryżu zlikwidowano czujniki netu? Komu to przeszkadzało? Pytam serio czy jest jakiś logiczny powód rezygnacji z tego pomocnego udogodnienia.
Iga Świątek (1) vs Coco Gauff (3) 6:2, 6:4
Autentycznie. Gdyby Coco miała taki bilans z każdą inną zawodniczką w tourze, to trzymałbym za nią mocno kciuki w takiej sytuacji i takim spotkaniu. Tak po ludzku. Ten mecz znowu dobitnie pokazał jak wiele kosztują ją spotkania z Polką i nie mam na myśli aspektu fizycznego. Mamy już 11:1 do jednego. To przypomina jedynie rywalizacje Sereny Williams z Marią Sharapovą. Szacunek Iga, ponieważ to był kolejny mecz o wysoką stawkę w którym spisałaś się mistrzowsko. To był kolejny świetny mecz liderki rankingu w Paryżu. I już tylko jeden mecz dzieli nas od raju i łez radości wielu z nas i tej wspaniałej dziewczyny o prawdziwym, szczerym a kiedy trzeba to i skupionym spojrzeniu.
Iga zrobiła to co robią najwięksi mistrzowie. Zagrała tak jak trzeba. W tym roku doceniam u niej przede wszystkim rozwój trzech rzeczy. Jest to znaczna poprawa serwisu, poprawa gry w big pointach (to nastąpiło w sezonie ziemnym) oraz pragmatyzm trochę a’la Djokovic dzięki któremu bardzo często wchodzi na dokładnie taki poziom gry jaki trzeba, aby cieszyć się ze zwycięstwa. Dziś po raz kolejny to zrobiła, To co wyprawia w Paryżu ta dziewczyna juz zapisuje się złotymi zgłoskami na tamtejszych kortach. Tak jak powiedział Tomasz Wiktorowskim do Marka Furjana po jej pierwszym triumfie tutaj w 2020 roku - cytując “Marek, nic się nie skończyło, to się dopiero wszystko zaczyna” Piękne tenisowe lata zapewnia nam dziewczyna z Raszyna. To jest jej kolejny wybitny turniej w Paryżu w tym roku i można tak wymieniać
Co do samego meczu. Nikt mi nie wmówi, że Iga nie siedzi w głowie Coco Gauff. Dziś zrobiła wszystko, aby w tej - co by nie mówić bardzo inteligentnej głowie Amerykanki znaleźć się jeszcze głębiej. Coco wyszła ewidentnie na ten mecz z planem zademonstrowania Idze, że jest silna i będzie jej grozić w każdym punkcie. Widać, że na początku była bardzo skupiona i chciała pisać nową historię, która nia ma wcześniejszych rozdziałów. Dobre mentalne podejście. Próbowała zyskać przewagę siłową i punktową, ale ani jedno ani nie drugie nie wychodziło. Myślę, że kluczowe dla przebiegu meczu były 2 pierwsze gemy serwisowe Igi. Już mniejsza z tym przełamaniem na otwarcie meczu, kiedy Iga przełamała młodszą rywalkę. W obu wspomnianych gemach mieliśmy wyrównane stany, ale w kluczowych momentach Raszynianka broniła break-pointów. Iga zgodnie z praktyką przywiezioną z Madrytu czy też Rzymu w tych punktach podwyższała obroty przy big pointach. Iga mentality. To zniszczyło nastawienie Coco i jest to zrozumiałe. Plan Coco na ten mecz był dość logiczny, choć Boss Wiktorowski po meczu przyznał, że nie zaskoczył go. Miał on właśnie pokazywać brak strachu, silne wymiany z próbą przejęcia kontroli czy wykorzystywanie swojego top-spinu. Wielokrotnie dążyła też do tego, aby udowodnić, że jej forehand nie jest słaby i nim postraszyć Igę jakby uprzedzając, że się da. I na początku nawet działał fajnie, ale potem generował duże błędy. I wszystko spoko, ten plan gry nie byłby wcale zły gdyby dołożyła do tego serwis, return oraz grę przy siatce (o tym później), bo tutaj braki sprawiły, że nie napiszę iż to był jej bardzo dobry mecz. Nie byłby zły plan gdyby po drugiej stronie siatki nie stała Iga Świątek. Po raz kolejny wyglądała tu świetnie, choć nie uważam, że to był najlepszy jej mecz w tegorocznym Roland Garrosie. Było trochę więcej błędów i serwis pokazała, że może działać lepiej. Generalnie jednak bardzo pewny mecz. A to co robiła Coco wyglądało trochę tak jakbyście zaczepiali starszego kolegę na podwórku, aby pokazać jacy jesteście odważni, ale kiedy spojrzy na Was to już wiecie, że to nie był dobry pomysł. Dlaczego jednak nie próbować dla hartu ducha?
Jeśli chodzi o aspekty sportowe, to o Coco już wspomniałem nieco więcej. W późniejszej fazie meczu grała podobnie, tylko bardziej się spieszyła. Ograniczała trochę grę na forehandzie. Moim zdaniem bardzo słabo w obu setach wyglądała przy siatce i tutaj można mówić o rozczarowaniu. No i popełniała też dużo więcej niewymuszonych błędów niż Iga. W drugim secie próbowała zmian w swojej grze stosując nieco większą rotację i grę kombinacyjną, ale ze średnim efektem. Nasza rodaczka grała z kolei swój typowy, nieosiągalny dla nikogo na ziemi tenis w tourze. W paru elementach nie było perfekcyjnie, ale w niczym nie było źle i nie mam się do czego doczepić. Bo nie zaliczam, że skończyła dopiero 4 piłkę meczową. Klasycznie fantastyczne poruszanie się po korcie i praca na nogach, której już chyba nawet nie zauważamy jakie jest wybitne, bardzo dobry return i świetny forehand , który Lech Sidor trafnie nazwał krosem forehandowym z wrednym kozłem. Minuty mijały i tak sobie cierpliwie i pewnie zdobywała przewagę. Elementy gdzie grała dobrze to raz, ale i tak kluczowe jak potrafiła wchodzić na wyższe obroty kiedy było to najbardziej potrzebne. To trochę jak najlepsi koszykarze w NBA, którzy na ostatnią kwartę meczu właczają mistrzowski tryb.Aaa… jeszcze u obu Pań niesamowicie mi się podoba z kolei ich wytrzymałość fizyczna i praca na nogach. Tutaj powiedzmy, że u Igi jest perfekcyjna, a u Coco doskonała.
Bardzo ważny moment drugiego seta to oczywiście łzy Coco w 4 gemie przy 2:1 dla niej i serwisie Igi, w pozornie zbyt ważnym dla seta stanie 15:15. To fajna sytuacja pokazująca, że to co dla nas może być małym problemem/sytuacją dla kogoś innego może być bardzo ważne, dlatego czasami dobrze wstrzymać się z szybkimi osądami. Chodzi oczywiście o łzy które uroniła Amerykanka kiedy Pani sędzia po korekcie serwisu Igi (uznała, że jest dobry, a nie tak jak sędzia liniowy, że autowy) przyznała punkt Idze twierdząc, że 20-latka niezależnie od reakcji sygnału liniowego popełniła błąd. Coco była w 1000% pewna, że komunikat ten miał wpływ na jej reakcję, ale jak to zawsze bywa decyzja ze stołka sędziowskiego była nieodwołalna. Szczerze? Ja też uważam, że tam powinna być powtórka punktu, ale to nie moje kompetencje, a nawet nie było dobrych powtórek. Piszę o obszernie żeby podkreślić jak wielkie emocje towarzyszyły trzeciej (a od poniedziałku drugiej) rakiecie świata w tym pojedynku. Założę się, że reakcja nie byłaby tak silna przeciwko żadnej innej zawodnicze w tourze. Ostatecznie nawet Coco wygrała tego gema i wyszła na 3:1 - to był zresztą gem, gdzie Polka popełniła najwięcej prostych błędów, Co się stało później? Ano, Iga oczywiście od razu przełamała powrotnie Coco po raz kolejny pokazując kto się czuje pewniej na korcie. Tutaj Amerykanka może żałować, bo powinna zagrać spokojniej. A Iga wiedziała nawet przy 1:3, że tu nie ma powodu do obaw. Była pewna siebie, skupiona, a kiedy było trzeba to się nakręcała - pewnie słyszeliście nie raz nasze kochane “Jazda!:” Uspokajało? Bo mnie całkowicie. Od stanu 3:3 poszło już szybko, bo mimo, że wynik był wyrównany na grafikach informujących o nim, to mentalnie zdecydowanie nie. Po chwili Iga przełamała ponownie Coco grając o klasę lepiej od swoje rywalki i oczywiście następnie jak na wielką mistrzynię przystało - utrzymała swój serwis. Mieliśmy 5:3 i serwis Coco przy którym szacunek dla niej, ponieważ obroniła 2 piłki meczowe. Walczyła do końca i to się ceni. Jednak później, przy swoim serwisie Iga za 4 zakończyła mecz. Kolejny cudowny wynik w Paryżu stał się faktem.
Coco nie zagrała moim zdaniem słabego meczu. Nazwałbym je solidnym. Może niektóre elementy grywała w ostatnich meczach trochę lepiej, ale nie jakość znacznie. A jeszcze wracając do emocji jakie jej towarzyszyły, bo myślę, że to ciekawe case study dla wszystkich zwracających uwagę na ten aspekt. Ciekawe dla mnie było jak prosiła Panią sędzię o sprawdzenie piłki w ostatnim gemie, która była przecież ogromnym autem. Po prostu Coco szukała sposobów i logika czasami schodziła na nieco dalszy plan w tym meczu. Nie widzę w nim oczywiście nic złego. To przejaw ambicji i lekkiej bezsilności w meczach z Igą. Ja nie wiem co ona może zrobić, aby wygrać z Polką nawet jeżeli będzie w dużo lepszej dyspozycji sportowej. Martwić się tym jednak nie zamierzam mimo mojej sympatii do niej.
Absolutnie cudowne jest to co wyczynia Iga Świątek na kortach Rolanda Garrosa. Może nie brzmi to jakoś specjalnie ładnie, ale w NBA zawodników dominujących w jakimś elemencie nazywa się wybrykiem natury. Oczywiście ma to pozytywny przekaz. To co Iga robi na ziemi jest podobne. Przecież ona w Paryżu wygląda jakby się urodziła, a te cegła i siatka były jej pierwszymi zabawkami, z kolei pierwszym słowem Roland albo Garros. Nie wiem co jest prostsze dla niemowlaka. Ona tu nie biega, a fruwa po korcie. Wygląda jakby z nawierzchnią na tych kortach była zaprzyjaźniona bardziej niż Aryna z Paulą. 18 mecz z rzędu wygrany w tym roku na kortach ziemnych. A 19 to bardzo fajna liczba, prawda? W sobotę może nam bardziej utkwić w pamięci.
Jasmine Paolini (12) - Mirra Andreeva 6:3, 6:1
Jak pewnie wielu z Was, spodziewałem się tutaj wyrównanego meczu. Po pierwszym półfinale totalnie nie pomyślałem, że drugi być może bardziej jednostronny. Tak jednak było, a jego bohaterką była 28-letnia Włoszka, która nigdy wcześniej w wielkim szlemie nie przeszła 4 rundy wielkiego szlema. Chcecie więcej? Nie licząc 2024 roku kiedy zrobiła to w Australian Open, wcześniej wystąpiła w 16 turniejach wielkoszlemowych wcześniej ani razu nie przeszła drugiej rundy! No bajkowa historia. Praca, praca i jeszcze wiara w siebie. Jeszcze jedna liczba, która mi imponuje. Jasmine Paolini dopiero w wieku 23 lat zadebiutowała w pierwszej setce. Tyle wiosen ma obecnie nasza Iga Świątek. Mirra Andreeva uczyniła to jako 7 lat młodsza zawodniczka. Oczywiście w tym przypadku piszemy o dwóch złotych dzieciach tenisa, ale mimo wszystko różnica jest kolosalna. Patrząc na taki mecz uświadamiasz sobie jak niewygodna musi być gra przeciwko Jasmine Paolini. Nawet jak masz właściwie wszystkie elementy gry na dobrym poziomie to i tak jest ciężko kiedy po drugim ścianie porusza się ściana ze squasha, która będzie nieprzyjemnie tą piłkę oddawać. Widać, że Mirra nie ma za bardzo doświadczeń gry z takimi rywalkami, bo tutaj wyraźnie nie była w stanie zaproponować i finalnie to nie był jej udany mecz. Jasmine Paolini jest też zawodniczką, która potrafi się znakomicie nakręcać w najlepszym możliwym tego słowa znaczeniu. Mam nawet odczucie, że to jest klucz jej progresu w tym sezonie. Nakręca się, ma włoską ekspresję, ale przy tym chłodną głowę na korcie. Ciekawe połączenie, prawda? Pierwszy set był jeszcze dość wyrównany i zaważyły pojedyncze punkty. Chwała Jasmine za to, że po przełamaniu Mirry na 3:1 w pierwszym secie potem dwukrotnie utrzymała swój serwis mimo, że nie to nie były łatwe gemy. Mirra uderzała mocniej, miała na rakiecie przewagi, ale Włoszka umiejętnie wychodziła z opresji. Wygrała tego seta 6:3 zawodniczka rozstawiona z numerem 12 i dała jasny znak, że waga meczu, która jest dużo potężniejsza niż jej filigranowa sylwetka nie jest jej straszna. Jasmine Paolini po raz kolejny fantastycznie poruszała się po korcie i zwracała nastolatce z Rosji naprawdę trudne piłki. Najbardziej podoba mi się jak umiejętnie porusza się wzdłuż linii. Interwały jej nie straszne. Do tego szybka ręka i nadgarstek. Świetnie nim operuje. Dziś szukała też dużo więcej forehandu, ale widać, że działał dobrze i to pewnie dlatego. Zresztą świetnie to świadczy o jej kortowej inteligencji, którą w tym sezonie pokazuje regularnie.
Dość spokojna i podejmująca z reguły na korcie przemyślane decyzje Mirra zaczęła tu z czasem podejmować bardzo nieprzemyślane decyzje, Na początku drugiego seta te błędy były wręcz potężne. Pojawiły się również nerwy u tej młodej dziewczyny, choć kojarzę ją jako dość mocno opanowaną. Nie oglądałem może jakoś bardzo dużo spotkań Mirry w jej krótkiej karierze, ale nigdy nie widziałem jej tak zniechęconej jak dziś w drugim secie. Nawet podczas wcześniejszych spotkań z Aryną Sabalenką. Dziś bardzo słabo returnowała i średnio funkcjonował jej backhand, który we wcześniejszych meczach był dużym argumentem. Często kiedy wyrzuciła jednym zagraniem Włoszkę poza kort, to potem gdy aż się prosiło zagrać piłkę kończącą bliżej linii, zagrywała w okolice środka i pozwoliła Jasmine wrócić do gry. Nie doceniała motoryki Włoszki? Jeśli tak, to duży błąd taktyczny. Ogólnie trochę nie udźwignęła tego meczu, bo wyglądała znacznie słabiej niż z Victorią Azarenką czy Aryną Sabelenką. Jej czas jeszcze przyjdzie.
Jasmine Paolini od poniedziałku będzie minimum 7 rakietą świata, a w rankingu uwzględniającym tylko wyniki z tego roku jest 5. Wyniki więcej niż imponujące. Ona przed tym sezonem najwyżej na świecie była na 29 miejscu! Tutaj liczy się jeszcze w grze o wygraną w deblu i nie pogniewałbym się gdyby tam wzniosła w górę trofeum za zwycięstwo, ale w singlu mówię “Jasmine, finito”. Ciekawe swoją drogą czy nie odczuje trochę intensywności tego turnieju Jasmine, choć wątpię - ona płynie na fantazji.
Co w finale?
Obie Panie grały ze sobą 2 mecze w których Iga oddała swojej rywalce łącznie 6 gemów. Nie ma co ukrywać, że faworytka wielkiego finału jest tylko jedna i pochodzi z Raszyna. Nie ma też co zapominać, że to jest tenis, a w nim wszystko możliwe. Ja jednak klasycznie jestem optymistą i cieszę się, że nastąpi finał do którego tak niewiele brakowało w Dubaju. I (nie)cierpliwie czekam na sobotę. Jak Wy sobie go wyobrażacie? Jakie elementy gry będą dla Was w nim najbardziej ciekawe?
Komentarze
Prześlij komentarz