Podsumowanie pierwszej części sezonu na nawierzchni ziemnej
Trochę mnie nie było, ponieważ kwiecień miałem mocny zabiegany, ale czas na powrót do regularnego pisania. Jestem mocnym optymistą, ale nawet zakładając bezbarwne okulary myślę, że z czasem na tworzenie będzie znacznie lepiej. A nie ma to jak zacząć od obszernego podsumowania. To będzie podsumowanie skupiające się głównie na Brudnym Wielkim Szlemie, jak nazywane są turnieje w Madrycie i Rzymie. Na świeżo i z dużą dawką dopamin, ponieważ to były dwa wspaniałe dla nas turnieje, gdzie znowu mogliśmy sobie zastanawiać czym sobie zasłużyliśmy, że w Polsce narodziła się tak wspaniała o utalentowana dziewczyna. Będzie jednak również o innych tenisistkach i o turnieju w Stuttgarcie, bo przecież nie samą Igą człowiek żyje. Choć w sumie nie widzę nic złego w życiu samą Igą.
Mecz sezonu za nami
Na początek kilka słów o jednym meczu, ponieważ mam dla Was złą wiadomość. Prawdopodobnie najlepszy mecz jaki był do obejrzenia w tym roku mamy już za sobą. To jakie widowisko stworzyły Iga Świątek z Aryną Sabalenką w Madrycie jest nie do opisania. Po prostu trzeba zobaczyć. Obie miały piłki meczowe, ale przede wszystkim spektakularne zagrania. W kluczowych momentach wznosiły się na wyżyny swoich możliwości i pokazywały dlaczego od 2 lat zdominowały kobiecy tenis. Iga obroniła 3 piłki meczowe, doskonale radziła sobie we wszystkich kluczowych elementach gry i nie dała się zdominować silnej i skutecznej tego dnia Białorusince. Aryna wyszła na ten mecz ze zdrową, piekielną chęcią zwycięstwa i o każdy punkt walczyła jak o życie - często z imponującym efektem. Dała też radę fizycznie przeciwko fenomenowi motorycznemu. Finalnie po 3 godzinach i 11 minutach zwieńczonych tie-breakiem w trzecim secie lepsza była Iga, a ja Was serdecznie zachęcam do wygospodarowania sobie takiej ilości czasu i zobaczenia tej batalii jeszcze raz albo po raz pierwszy. Jeśli jeszcze nie widzieliście, to szczerze zazdroszczę tego co przede Wami. Tak samo jak wszystkim, którzy jeszcze nie mieli okazji obejrzeć Breaking Bad. Serio jeśli chcecie kogoś zaszczepić miłością do tenisa, to Panie IŚ i AS dostarczyły Wam ku temu idealny content. Ja miałem szczęście oglądać ich spotkanie z córkami kuzynki i mam nadzieję, że choć w małym stopniu tenisowa szczepionka się przyjęła. Wielki mecz, wielkie zawodniczki, mistrzowska Iga Natalia Świątek.
Iga Świątek jest wybitna - dowód numer tysiąc
Iga jest niekwestionowaną mistrzynią turniejów rangi 1000. Jest maj, a wygrała już 4 takie turnieje (na 6 możliwych). Ma 22 lata, a z obecnie grających zawodniczek jest liderką pod względem wygranych takich turniejów ze wszystkich aktywnych zawodniczek. Nie Caroline Wozniacki, nie Victoria Azarenka ani nie Simona Halep posiadające grubo ponad 10-letni stać w tourze. Tylko nasza Iga Najlepsza 1. W Rzymie wygrała po raz trzeci, a w Madrycie po raz pierwszy. W Italii wygrała patrząc z boku łatwo i przyjemnie. Wiem, że Iga kategorycznie by się z tym nie zgodziła i tak nie było, ale z perspektyw kibica zwyciężyła na Foro Italico w zasadzie bez żadnych problemów, bo ciężko za takie uznać trudności z wywalczeniem sobie przewagi przełamania z Angelique Kerber. Niesamowicie jej pasują te korty - chyba najbardziej zaraz po Doha. W najpiękniejszym mieście w Europie, Iga gra najwspanialszy tenis jaki można grać na ziemi. Czy może być coś lepszego? Świetnie wykorzystuje swoje atuty backhandowe, bez problemu dobiega do trudnych piłek na i za linią, ale i tak najbardziej podoba mi się jak przy wyrównanych wymianach, stopniowo zdobywa przewagę sytuacyjną, a później zagrywa stosunkowo bezpieczne zagranie pod linię końcową, generujące sporą przewagę sytuacyjną. Następnie egzekucja silnym, ale bezpiecznym forehandem lub backhandem przy linii. Czekanie na to jest czystą przyjemnością i chciałbym oglądać to na slow-motion. Najfajniejsze jest w tym elemencie obserwowanie małych kroczków, które pozwalają jej przygotować się idealnie do puntu. Pięknie to się ogląda. W mieście Remusa i Romulusa nasza gladiatorka w każdym spotkaniu zagrała dobrze. Popełniała naprawdę mało błędów, a kiedy było to konieczne, wchodziła na naprawdę wysoki poziom. Optymizmem napawają słowa Dawida Celta, że po Idze Świątek nie widać zmęczenia, co jest świetnym prognostykiem przed Rolandem Garrosem, czyli najważniejszym turniejem w tej części sezonu.
Cofając się w czasie do Madrytu. Wybaczcie, ale chronologia w tym tekście będzie zaburzona. Oprócz cudownego meczu finałowego, Iga również wyglądała świetnie. Co prawda Beatriz Haddad Maia była w stanie wykorzystać przestój Polki i wygrać z nią seta, ale, że Madryt to Hiszpania, podziałało to na Igę jak płachta na byka i następnie w świetnym stylu wygrała kolejne 2 sety. Mam natomiast przemyślenie, że Brazylijka jest jedną z zawodniczek w tourze, które będąc w formie mają najwięcej argumentów, aby spróbować postawić się Raszyniance. Doskonały mecz w Madrycie Iga przeciwko Madison Keys, gdzie była w zasadzie perfekcyjna. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że to był jej najlepszy mecz na ziemi w tym roku.
Jedna istotna rzecz, która imponuje mi u Igi na tyle, że chciałbym poświęcić jej dedykowany akapit. Coraz lepiej radzi sobie w sytuacjach kiedy nie do końca idzie i trzeba zdobyć punkty w trudnych momentach. 7 obrobionych break-pointów na początku drugiego seta z Aryną Sabalenką są tego doskonałym przykładem. To dzieje się zresztą w większości ważnych meczów, że kiedy rywalka rozgrywa dobry gem czy kilka gemów i ma szansę na przełamanie czy zyskanie przewagi, to “złośliwa” Iga włącza bezbłędny poziom i zagrywa świetnie lub zniechęcona jej grą rywalka popełnia błąd. Wyobraź sobie sytuacje. Robisz wszystko najlepiej jak potrafisz, czujesz że wychodzi Ci świetnie coś co ostatnio nie wchodziło, dostajesz się do tego tenisowego ogródka (jak chociażby w Beverly Hills, gdzie kort i basen w rezydencji są socjalnym standardem) i już prawie witasz się z gąską, ale w ostatniej chwili okazuje się to niemożliwe przez emanującą dobrą energią, ale zabójczą w swoim fachu 22-latkę. Naprawdę idzie się zniechęcić. Doskonała postawa w trudnych momentach i taki mistrzowski pragmatyzm jest cechą, która zawsze imponowała mi u Novaka Djokovica. Jeśli Iga będzie miała ją na dłużej, to będzie jeszcze bardziej niebezpieczna. Wyobrażacie sobie to?
Jeszcze chwila na inne przemyślenia, bo pisanie/rozmawianie/myślenie o Idze nigdy nie jest nudne. Pięknie rozwinął się jej pierwszy serwis na przestrzeni kilku miesięcy i to nie tylko pod kątem szybko, choć regularne 180 cieszy oko. O wielu innych elementach nie chcę pisać, bo już wiele o tym było, ale czy widzieliście return kończący Polki w meczu z Coco Gauff kiedy ta zaserwowała 201 km/h? Himalaje tenisa. Mamy do czynienia z tenisistką w zasadzie kompletną. To też jest imponujące. Od ćwierćfinału Rzymu Iga musiała bronić 19 break-pointów. Nie jest to mało jak na 3 spotkania w kobiecym tenisie. Wiecie ile wybroniła? 18 z nich. Kosmos i oprócz 2000 punktów za Madryt (tam broniła nawet match-balli w finale) oraz Rzym uważam, że to najwspanialsze co wydarzyło się w ostatnich tygodniach. W tenisie, który jest grą mentalną zachowanie zimnej (a może tylko chłodnej?) głowy w trudnych momentach jest gigantyczną umiejętnością. Oczywiście kilka rzeczy da się jeszcze rozwinąć czy poprawić. Dawid Celt z którym zaczynam chyba coraz bardziej sympatyzować, bo już drugi raz o nim wspominam, zwrócił uwagę, że Iga jeszcze czasami ma kłopoty z czytaniem zagrań rywalek, co faktycznie było widoczne przy skrótach, gdzie co prawda dobiegała, ale zabrakło czasu żeby dobrze odegrać. Iga z kolei powiedziała też, że chciałaby wziąć od Coco Gauff volley gdyby miała taką możliwość. Kiedyś gdy zapytałem Joanny Sakowicz-Kosteckiej o jedną cechą, którą chciałaby przekazać Idze od innych zawodniczek, to wybór padł na serwis Eleny Rybakiny. W serwisie jest dużo lepiej, więc może czas na volley Coco? No ja bym się nie pogniewał. Zawsze zresztą idzie coś poprawić, a Iga jako perfekcjonista na pewno o tym wie. Nie zmienia to jednak faktu, że jej warsztat tenisowy jest obecnie na poziomie jaki w XXI wieku było w stanie osiągnąć raptem może kilka zawodniczek. Cieszmy się, że żyjemy w czasach Igi Natalii Świątek.
Aryna Sabalenka wraca na właściwe tory
Wróciła. Forma Białorusinki po Australian Open zapadła się gdzieś pod ziemię i przebywała tam długo. W Europie Aryna zdołała ją jednak wykopać. Przegrane finały w Madrycie i Rzymie to wyniki których nie powstydziłaby się żadna zawodniczka na świecie. W Hiszpanii mimo nieprzekonująco początku, gdzie przecież blisko pokonania jej w drugiej rundzie była Magda Linette rozpoczęła swoje lepsze dni. Z rundy na rundę, wiceliderka światowego rankingu prezentowała się lepiej, a w finale Madrytu zagrała jedno z najlepszych spotkań jakie widziałem w jej wykonaniu - nie tylko w tym roku. To taki mecz, gdzie przegrana może czuć się ultra dumna, bo zrobiła wszystko zrobiła i jestem przekonany, że kibice to docenili.
W Rzymie Aryna na początku wyglądała pewniej niż w Madrycie, ale najbardziej w pamięci utkwił mi mecz z Eliną Svitoliną. Napiszę tak. Elina Svitolina powinna go mecz wygrać, ponieważ problemy z plecami jakie towarzyszyły Białorusince były zauważalne. Co wiecej, Ukrainka miała wygranego pierwszego seta i w trzecim wszystko na wyciągnięcie ręki (szczególnie meczowa pod siatką przy 6:5 i 40:15). Mam nieodparte wrażenie, że Elina trochę za bardzo chce wygrywać z tenisistkami z Rosji i Białorusi, co oczywiście jest zrozumiałe, ale przynosi lekko odwrotny efekt. Czasami kiedy za bardzo chcesz to pojawia się jakaś blokada i taką upatruje u tej sympatycznej 29-latki. Jest dla mnie tenisistką o wyjątkowo dużym tenisowym IQ, a tutaj jakby czasami go oraz zimnej krwi zabrakło w ważnym momencie. Żałuję, bo pamiętam że w Rzymie radziła sobie zawsze bardzo dobrze i nie kryję do niej sympatii. Wracając jednak do Aryny. W kolejnych meczach nie było już widać śladu po problemach zdrowotnych, za co duży respekt dla jej sztabu. To były spotkania na wymiany ciosów, bo tak trzeba traktować jej pojedynki z Jeleną Ostapenko i Danielle Collins. Dobrze dysponowana Aryna przeciągała linę na swoją stronę i rywalki popełniały więcej błędów. W finale przeciwko Idze zaprezentowała się dużo słabiej niż w Hiszpanii. Chyba trochę za bardzo chciała, bo nerwowość była ewidentna. Do tego ten kort leży jej mniej niż w Madrycie. A najważniejsze, że miała po prostu miała mniej argumentów tenisowych.
Myślę, że turnieje w Madrycie i Rzymie były piekielnie ważne dla wiceliderki światowego rankigu. Wykorzystywała w nich wszystko co ma najlepsze, czyli potężna siła uderzeniowa, charakter i głód zwycięstw. Dodała też do swojego repertuaru element który praktycznie z nią nie był kojarzony, a mianowicie skróty. Pięknie działały w Rzymie i zdobyła nimi wiele punktów. Szacunek. Miała ostatnio trudne momenty 26-latka o których wszyscy wiemy. Tutaj wróciła jej wersja, jaką mogliśmy oglądać chociażby w zeszłym roku. Można zaobserwować, że jej życie prywatne też zaczyna się układać, co przekłada się na wyniki. Zmotywowana Aryna jest dla mnie jedną z głównych faworytem zbliżającego się Rolanda Garrosa i powinna być bardzo groźna w tej części sezonu.
Kto jeszcze zasługuje na wyróżnienie?
Co ciekawe, 2 kolejnymi tenisistkami których nazwiska uważam za godne odnotowania są Amerykanki. Uważam, że jest to interesujące, ponieważ Jankeski nigdy nie były specjalistkami od gry na nawierzchni ziemnej, a teraz poradziły sobie tutaj świetnie. Mowa o Madison Keys oraz Danielle Collins.
Jeszcze niedawno (kiedy nie grała na początku sezonu) wydawało mi się, że Madison Keys , zdecyduje się na urlop macierzyński, ponieważ jej relacja z Bjornem Frantangelo bardzo rozkwita, a akurat zmaga się z urazami Niesłusznie, ponieważ Madison w marcu wróciła, a na nawierzchni ziemnej złapała bardzo fajną formę. Wiecie jak z nią jest - jak trafia to jest groźna dla każdego, ale potrafi też sama przegrać mecz. Obie te wersje mogliśmy zobaczyć nawet podczas jednego meczu, a mam tutaj na myśli półfinał US Open 2023 przeciwko Arynie Sabalence Jej uderzenia z linii są zazwyczaj ryzykowne, ale potrafią być zabójcze. W tym sezonie na rozkładzie w Europie ma naprawdę dobre zawodniczki, jak Coco Gauff, Ons Jabeur czy Beatriz Haddad Maię. Wszystkie z nich sklasyfikowałbym jako top 15 najlepiej grających na ziemi tenisistek. A Maddy je pokonała na krótkim odstępie czasu. Zabójcza Keys nie miała jednak odpowiedniego klucza, aby ustrzelić Igę Światek. W Madrycie Polka zagrała doskonale i szybko zutylizowała jej argumenty, a w Rzymie poszło jej jeszcze łatwiej.
Aryna chyba z kolei umówiła się z Igą, aby wspólnie utemperować groźne Amerykanki, ponieważ odpowiednio w 1/8 i półfinale turniejów zatrzymała Danielle Collins. Danimal to w ogóle zasługuje na osobny artykuł, ponieważ jej postawa w tym roku jest jednym z najciekawszych zjawisk w tourze. Nie wierzyłem do końca, że 31-latka na ziemi utrzyma poziom jaki prezentowała w Miami czy Charleston, a tutaj nie było widać dużej różnicy. Napierała wciąż na swoje rywalki i przejmowała kontrolę. Backhand i return wciąż działały znakomicie, a pewność siebie aż kipiała po jej stronie kortu. Na rozkładzie ma takie zawodniczki jak Caroline Garcia czy Victoria Azarenka. Może mniej imponująca lista jak u koleżanki z kadry. ale rok temu na pewno bym nie postawił w starciu z nimi na Amerykankę. Polecam też odświeżyć sobie jej spotkanie z Olgą Danilović w Madrycie, ponieważ jest pokazem charakteru Danimal i taką definicją jej żądzy zwycięstw w tym sezonie. Swoją drogą Olga też ma spore papiery na granie - szczególnie na tej nawierzchni i szkoda, że nie była w stanie do tej pory wykrzesać więcej ze swojego talentu, a przypomnę, że swego czasu wyzwania tego podejmował się nie kto inny jak Sir Tomasz Wiktorowski. Danielle Collins na stan 20 maja jest 4 najlepszą zawodniczką na świecie w tym roku i najlepszą z Amerykanką. Przed nami jeszcze czas w USA, gdzie będzie piekielnie naładowana pozytywną energią i nie wiem czy ktoś w tourze będzie miał tyle motywacji, aby tam zrobić duży wynik jak Danielle. Jej walka o udział w turnieju Masters na zakończenie sezonu może być bardzo ekscytującą, będąc przy tym jedną z najciekawszych rzeczy w tym sezonie.
O kim jeszcze chciałbym wspomnieć? O kolejnej Amerykance. Tej najbardziej znanej i wokół której są największe oczekiwania. Coco Gauff w Madrycie odpadła dość szybko z wyżej wspomnianą Madison Keys, ale w Rzymie doszła do półfinału gdzie uległa Idze Świątek. Po meczu powiedziała, że z taką grą wygrałaby z każdą inną zawodniczką, ale Polka jest za mocna. Ja się nie do końca z tym zgadzam. Zagrała dobrze, ale uważam, że kilka innych zawodniczek w bardzo dobrej dyspozycji byłoby w stanie wygrać z tą wersją Coco. Podczas 2 omawianych turniejów podobał mi się jeszcze jej drugi i trzeci set przeciwko Pauli Badosie (ale trzymam kciuki aby Paula zaczęłą nareszcie grać tak jak 2 pierwszych setach tego meczu!). Więcej niż solidnie, a przede wszystkim z małą ilością prostych błędów zagrała również z Qinwen Zheng, ale dla mnie to wciąż nie jest przekonująca wersja tenisistki z Atlanty. Po prostu stać ją na więcej. W tym roku nie gra zbyt ładnie i często jej wyniki są lepsze niż sama gra. Takie wygrywanie meczów oczywiście się przydaje, ale nie widzę tutaj rozwoju umiejętności. Co więcej, pojawia się jakby więcej negatywnej mowy ciała i nerwowości. Liczę, że to się zmieni, bo bardzo lubię Coco i moim zdaniem ma ogromny talent i wszelkie argumenty, aby przez lata walczyć o najwyższe trofea. Niezmiennie gdyby w kobiecym tenisie miało powstać na lata Big 3 lub Big 4 na lata, to w skali talentu stawiam ją jako główną oprócz Igi kandydatkę do tego grona. Zobaczymy jak będą wyglądać kolejne miesiące. Teraz 2 szlemy, które będą dużą próbą, a bardziej nerwowo może być jeśli podczas Cincinnati i US Open nie zrobi dużych wyników, bo broni tam potężnej liczby punktów. Duży plus za występ w Madrycie dla Mirry Andreevej, choć oczekiwałam więcej po jej występie przeciwko Arynie Sabalance. W poprzednich rundach pokonała za to dobre zawodniczki i choć niekoniecznie stawiały poprzeczkę wysoko (jak np.Marketa Vondrousova) to jest to wynik godny odnotowania. Mirra ma dużo argumentów na ziemi i się nie boi, a to ważne. Gdyby nie to, że ma jeszcze problemy z utrzymaniem wysokiego poziomu przez kilka spotkań, to upatrywałbym w niej czarnego konia najbliższych wielkich szlemów. Bez wątpienia jest jednym z największych talentów w tourze. Dla mnie większym niż chociażby znajdująca się obecnie wyżej w rankingach Linda Noskova.
To chyba tyle z wyróżnień. Może jeszcze Yulia Putintseva o której piszę niechętnie, ale faktem jest, że gra najlepszy sezon w karierze. Bardzo ładnie wychodzą jej te skróty, co na ziemi jest dużym atutem. Na własne życzenie przegrała ćwierćfinał Madrytu z Eleną Rybakiną, a to punkty które zbliżyłyby ją do wielkoszlemowych rozstawień. Dużo sobie obiecuję po pozytywnych przesłankach jakie ostatnio wysyłają Paula Badosa oraz Ons Jabeur, ponieważ długo grały poniżej swoich umiejętności. Fajnie ogląda mi się na ziemi Soranę Cirsteę, choć dostała małe łomoty od Madison oraz Igi. Również te 2 Panie były pogromczyniami Beatriz Haddad Mai, która caly czas gra nierówno, ale kiedy wejdzie na najwyższy poziom to jest bardzo mocna. To zawodniczka na którą będąc w czołówce najbardziej nie chciałbym mieć w drabince na 4 rundzie Rolanda Garrosa (to możliwe przy jej rozstawieniu).
Słowo o Stuttgarcie
Nie napiszę dużo o turnieju Porsche i to bynajmniej nie z powodu słabszego niż zwykle wyniku Igi, ale dlatego, że praktycznie go nie oglądałem ze względu na wakacyjny trip jaki miałem w tym czasie. Oglądałem tylko skróty. Z przemyśleń. Elena Rybakina coraz bardziej przyjaźni się z nawierzchnią ziemną i potwierdziła po raz kolejny, że jest świetną tenisistką i potrafi grać z Igą. Rozwinęła się w defensywie i nawet potrafi już się nieco ślizgać. Do tego mocny mental. Na pewno Iga będzie miała wyzwanie przy kolejnym spotkaniu z przyszywaną Kazachszką, bo mam wrażenie, że Elenę motywuje gra przeciwko Idze i nawet delikatnie bardziej się uśmiecha kiedy z nią wygrywa kolejne spotkania. Jeszcze słówko o występie Eleny w Madrycie i Rzymie, bo trochę ważnych rzeczy tam się działo, a z racji, że Elena jest przedstawicielką wielkiej trójki tego sezonu, to zasługuje na wyróżnienie. Zacznę od końca, czyli Rzymu gdzie straciła 1000 punktów za wygraną z poprzedniego sezonu. Teraz przed turniejem wycofała się z powodu silnej alergii. To bardzo ciekawe, że reprezentantka Kazachstanu nie ma totalnie problemu wycofywać się z turnieju kiedy wie, że nie czuje się najlepiej, ale ma świadomość, że jest o co walczyć. Mam wrażenie, że podchodzi do tego totalnie przeciwnie niż chociażby Aryna Sabalenka. Żeby było jasne - nie chcę negować żadnej z tych postaw. Mam natomiast szczerą nadzieję, że Elena w drugiej części sezonu będzie w lepszej dyspozycji niż miało to miejsce rok temu, bo ma sporo do zyskania. Może nawet pierwszy raz w karierze numer 2? O jedynkę póki co trudno mi sobie wyobrazić. Wracając do Madrytu to zrobiła tam półfinał, ale oprócz meczu z Aryną Sabalenką (który przegrała), nie miała tam wymagających rywalek. Mi zaimponowała jak mimo w pewnym momencie fatalnej sytuacji i gry, która się nie kleiła, była w stanie wyciągnąć mecz z Yulią Putintsevą. I choć w tym roku na nawierzchni ziemnej zdobyła mniej punktów niż rok temu, to uważam, że radzi sobie coraz lepiej na tej nawierzchni, stając się niejako tenisistką kompletną przy swoim stylu gry.
Powracamy do Stuttgartu. Nie oglądałem meczu Markety Vondrousovej z Aryną Sabalenką. Oglądał ktoś i ma opinie czy to była słaba wersja Saby czy Czeszka zaskoczyła? Wynik jednak intrygujący. Jeszcze słówko o mojej drugiej ulubionej zawodnicze w tourze, czyli Marcie Kostyuk. W Stuttgarcie pokazała, że to będzie zapewne jej najlepszy sezon w karierze. Cieszy jej progres gry w trudnych momentach, bo jest coraz bardziej efektywna. Pięknie pokazała to w ćwierćfinale z Coco, gdzie wzięła rewanż za Australian Open kiedy też spokojnie mogła wygrać na tym samym etapie turnieju. Ukrainka gra coraz lepiej szczególnie w defensywie i przy siatce. Za zawód uznaję trochę jej wyniki z Madrytu i Rzymu gdzie odpadła w pierwszych meczach, jednak z tego co czytałem zmagała się tam z problemami zdrowotnymi. Jeśli tendencja zwyżkowa w jej grze zostanie zachowana, to widzę tenisistkę z Kijowa w tym roku na turnieju Masters. Trzymam za taki sukces Marty kciuki. O ostatniej z półfinalistek Stuttgartu, czyli Markecie Vondrousovej nie napiszę zbyt dużo, ale przyznam, że jej wynik był dla mnie zaskoczeniem, bo nie przekonuje mnie w tym sezonie. Chętnie poznam Wasze odczucia.
A Wy co zapamiętaliście z początku sezonu na ziemi? Dajcie znać jakie macie odczucia względem tej części sezonu i czy już czekacie na Paryż.
I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!
Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJ: https://twitter.com/z_kortu
Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJ: https://www.facebook.com/groups/178960806040159
Komentarze
Prześlij komentarz