#IgaMatch - Iga Świątek vs Naomi Osaka 7:6, 1:6, 7:5
Parafrazując Billa Shankly’ego: “Niektórzy ludzie uważają, że wiara w Igę Świątek jest sprawą życia i śmierci. Jestem rozczarowany takim podejściem. Mogę zapewnić, że to coś znacznie ważniejszego.” Cieszę się, że jestem w gronie, która zawsze wierzy i mam nadzieję, że dzięki takim pojedynkom ta grupa będzie znacznie wzrastać. A mam satysfakcję, ponieważ widziałem wiele komentarzy z brakiem wiary. Iga pokazała jednak kolejny raz, że jest wielką mistrzynią i wytrzymała mimo, że było ciężko i nie szło. Na start coś co bardziej pasuje mi na tezę, ale napiszę ją w formie pytania. Czy pamiętacie mecz Igi w którym sytuacja była odwrotna? Mam na myśli, że Polka ma już właściwie wygraną w kieszeni, a przegrywa mecz. Ja nie. Co najwyżej porażki po przegranym pierwszym secie. To świadczy jak mocną jest liderką i zawodniczką. W drugiej rundzie Rolanda Garrosa 2024 Nasza Duma dokonała prawdopodobnie największego comebacku w karierze. To było większe niż to co wydarzyło się w Rzymie przeciwko Barborze Krejcikovej. Większe niż z Belindą Bencic na Wimbledonie czy Aryną Sabalenką w Madrycie. Moim zdaniem sytuacja i obciążenie psychiczne były znacznie trudniejsze.
Kilka najbardziej urzekających mnie faktów:
🤯 Naomi Osaka w każdym z 3 setów miały piłki na jego wygranie (co za tym idzie, w ostatnim również meczową), a mimo to wygrała tylko jednego seta,
🤯 Iga Świątek wygrała mecz ze stanu 2:5 i 0:30 w trzecim secie,
🤯 w pierwszych 2 gemach 3 seta nie wykorzystała 8 piłek na przełamanie, rozpoczynając go od stanu 0:3. Mimo to nie poddała się i podniosła.
Komentarz
Zanim jeszcze przejdę do opisu meczu, chciałbym poruszyć jeden wątek. Byłem zachwycony poziomem komentarza duetu Marek Furjan & Dawid Celt podczas tego spektaklu. Obserwacje i przemyślania - szczególnie tego drugiego to światowy top. W zasadzie pod wszystkim, co powiedział Dawid Celt w trzecim secie podpisałbym się obiema nogami. To był poziom niczym tenisowy Igi w jej najlepszych momentach. Do tego Panowie wiedzieli kiedy coś powiedzieć, a kiedy się wstrzymać. Ważyli idealnie momenty słów, jak i ich wagę. Różnie to bywa z poziomem jakości komentatorów, co zresztą często jest poruszane na tej grupie, ale cieszę się, że taki mecz przypadł fachowcom, którzy podołali wyzwaniu. Piękny duet. Oprócz Joanny Sakowicz-Kosteckiej, którą bardzo cenię i Macieja Synówki za jego analitykę są to persony, które wiem, że zawsze będę słuchał z przyjemnością. Oczywiście nie wszystkie, ale u tego kwartetu gwarancja ku temu jest najpewniejsza.
Opis ogólny meczu
To jak - “Victory belongs to the most tenacious”? To oczywiście napis widniejący na korcie Phillipa Chartier oznaczający w tłumaczeniu na polskie “Zwycięstwo należy do wytrwałych”. Iga dziś była odporna i cały czas wierzyła w zwycięstwo i ta wiara była absolutnie niezbędna. Bo był bardzo trudny dla Polki mecz, w którym wiele nie wychodziło, a rywalka postawiła znacznie trudniejsze warunki niż chyba wszyscy się spodziewaliśmy.
Co do samego przebiegu meczu. Faktem jest, że procentowo Iga była w nim krócej zawodniczką przeważającą niż Naomi Osaka. Działo się to moim zdaniem jedynie w pierwszej połowie pierwszego seta, podczas gdy Naomi miała kontrolę podczas całego drugiego. W pozostałych momentach nie uważam, aby któraś z zawodniczek miała przewagę zbliżoną do słowa "dominacja." Trzeci set traktuje nieco inaczej. Naomi prowadziła 3:0, ale te gemy były na styku. W tej części miała przewagę przede wszystkim mentalną, czego zarówno skutkiem, jak i przyczyną były obronione break pointy czy dobre piłki przy równowagach. Generalnie uważam, że w wielu momentach tego meczu aspekt mentalny pełnił kluczową rolę, co nie jest oczywście zaskoczeniem. W tenisie nie ma punktów za styl i nieważne kto ile wygra punktów, a ważne kto wygrywa ostatnią piłkę. Zresztą w większości ważnych statystyk Naomi Osaka lepiej wygląda w tym meczu, ale co to ją obchodzi. Marnym pocieszeniem jest, że zdobywasz w ciągu meczu 5 punktów więcej, ale schodzisz z kortu przegrana. Wygrała Iga Świątek, ponieważ jest wojowniczką, która walczy do końca i nie zwątpiła w wygraną mimo, że nie zawsze wszystko wychodziło. Rozbijając mecz na poszczególne sety, widzę go mniej więcej tak:
I set
Niezłe pierwsze gemy na wysokim poziomie z obu stron. Już przy pierwszym swoim podaniu w meczu Iga mogła zostać przełamana gdyby nie czujne oko, ponieważ dostrzegła niewielki aut po zagraniu Naomi którego nie zauważył sędzia liniowy. Nie chce pomyśleć jakie to finalnie mogłoby mieć konsekwencje. Później, przy stanie 2:1 przełamała rywalkę i w tym momencie mecz układał się w zasadzie podręcznikowo. Nie było wielkiej dominacji faworytki, ale wyglądało to dobrze. Naomi wysyłała sygnały, że tego dnia jest dobrze dysponowana, ale powody do obawy były niewielkie. Coś się zacięło przy stanie 4:3 i serwisie Polki, kiedy chwilę po tym jak zaserwowała 195km/h (chyba najszybciej w historii) i przewadze 40:0 w gemie pojawiły się gorsze chwile, skutkujące przełamaniem powrotnym. To był pierwszy newralgiczny moment, których jak się miało okazać było w tym meczu sporo. Japonka swoje z wielkimi rywalkami w życiu pograła (i wygrała), zatem szybko wyczuła, że Iga może być tutaj do ruszenia i dążyła ku temu jeszcze mocniejszą grą, Po chwili mieliśmy na tablicy wyników nie tylko 5:4 dla niej, ale w następnym gemie piłkę setową przy serwisie Raszynianki. Iga serwisem z prędkością 195 km/h w tym punkcie zyskała wielką przewagę sytuacyjną, wymuszając błąd rywalki. Niezły serwis jak na taki moment, prawda? To był pierwszy pokaz wojowniczki - tak sobie myślę, że skoro nie ma wojownika z Hiszpanii, to słowo, które powinien ktoś przejąć. Polka wygrała tego gema mimo, że wciąż nie był to moment dobrej gry. Mimo tego jak doskonałą tenisistką jest Iga, to jedną z rzeczy, gdzie moim zdaniem jest pole do poprawy to czytanie gry rywalek. W tym elemencie na przestrzeni całego meczu, Naomi wyglądała lepiej, Nie można być jednak perfekcyjnym, choć to oczywiście Idze z całego touru do perfekcji najbliżej. Wracając jednak do końcówki pierwszego seta. Później na szczęście dla naszego zdrowie, 2 nieco nudniejsze gemy wygrane przez podające i tie-break. W nim na większe obroty weszła szybko Polka, która mocnymi i skutecznymi uderzeniami na początku zyskała przewagę której nie wypuściła do końca. Myślę sobie: “Teraz już pójdzie z górki”. Zazwyczaj przecież jeśli faworytka wygrywa pierwszego seta, w którym wytrzymuje presję i jest generalnie dużo lepszą kondycyjnie zawodniczką, to drugi set jest łatwiejszy. W tym przypadku nic bardziej mylnego.
II set
Jeden z dwóch najbardziej zaskakujących momentów w spotkaniu. Jak Naomi potrafiła wznieść się na tak kosmiczny poziom gry zaraz po przegranym secie, gdzie do wygranej było blisko? Była światowa jedynka od jego początku wskoczyła na doskonały poziom i trzeba sobie powiedzieć jasno, że to był set w którym była duża lepsza od Igi. Zagrała wręcz perfekcyjnie i przypomniały mi się słowa Coco, która po meczu z Igą w Rzymie powiedziała, że tak grając wygrałaby z każdą inną tenisistką oprócz Igi. Nie zgadzałam się z nimi, ale nie wiem czy jest na ziemi zawodniczka, która nie grając na bardzo dobrym (może nie perfekcyjnym, bo uważam że Iga grając na swoim bardzo dobrym mogłaby wygrać nawet tego seta) poziomie byłaby w stanie wygrać wczoraj na Rolandzie Garrosie z Naomi Osaką grającą tak jak w drugim secie. Jest się nad czym zachwycać, a najbardziej tym jak dobiegała do piłek w defensywie i chętnie oraz skutecznie wdawała się wymiany z Polką. Stawiam, że to było zaskakujące nawet dla sztabu Polki. Naomi Osaka w tym meczu grała w defensywie wybitnie! Bez wątpienia jeden z najlepszych występów w jej wykonaniu jaki widziałem jeżeli chodzi o ten element. Martwiło za to, że u Igi nie było widać za bardzo pomysłu na zmiany i szybko stało się jasne, że osiągnięcie dobrego wyniku w 2 drugiej odsłonie może być niemożliwe. Tak też się stało, ponieważ Naomi Osaka wygrała seta z Igą Świątek w Paryżu. Tylko w debiucie Polki na Rolandzie, obecna liderka rankingu rozegrała seta, gdzie zdobyła tak niewiele gemów w secie. Było to z Simoną Halep. Wybitny set Naomi i słaby w wykonaniu Igi Świątek, Konsekwencją 3 set, gdzie lepiej było dla swojego spokoju zdjąć smartwatche, aby nie sprawdzać pulsu.
III set
Niezależnie od tego co tutaj napiszę, to po prostu warto zobaczyć jeszcze raz. Nawet na powtórce lepiej z meliską, ale mimo wszystko. I wsłuchać się w obserwację Dawida Celta, ponieważ ładnie pokazywały jak tutaj było ciężko mimo happy endu. Tak jak powiedział po 4 gemach - gdyby było po nich 4:0 dla Igi, to Naomi nie mogłaby narzekać, bo były tak wyrównane. Ale faktem jest, że 3:1 prowadziła Japonka głównie za sprawą obronionych break-pointów o których pisałem powyżej. Wiele z nich 26-latka obroniła kapitalnym serwisem, ale były tutaj też piłki w grze, gdzie obecna światowa jedynka miała przewagę sytuacyjną. Nie potrafiła Iga tego skończyć i to, że mimo tego się nie zniechęciła jest dla mnie kolejnym świadectwem jaką jest wojowniczką. Nie chcę nazywać tego mentalnym mistrzostwem, bo wydaje mi się, że akurat w tym meczu nie byłyby to słowa do końca adekwatne. To były bardziej takie big pointy, które w zdecydowanej większości w Madrycie czy Rzymie wygrywała, czym się tak zachwycaliśmy. Ale ten wątek jeszcze poruszę później.
Było to niepokojące, że Polce nie idzie w ważnych punktach. Sytuacja robiła się nieprzyjemna i wiele zawodniczek w tourze prawdopodobnie zaczęłoby wątpić. Co gorsza, w kolejnych gemach nie było za bardzo możliwości ukąszenia tenisistki urodzonej… w Osace, a był to już warunek konieczny do wygrania seta. W piłce nożnej jest takie powiedzenie, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Tutaj trochę tak to mogło wyglądać, ponieważ do stanu 5:2, Japonka przy swoim podaniu nie pozwalała Idze zupełnie na nic. Uff, wtedy zaczęły się najważniejsze rzeczy. Iga raz po raz pokazywała jaką jest wojowniczką i że zawsze wierzy. To, że wygrała swoje podanie to jeszcze mniejsza (mimo, że w tym momencie naprawdę łatwo było się zniechęcić do walki, a Naomi zaczęła go dobrze), ale to że wybroniła piłke meczową przy serwisie Naomi Osaki chwilę później pokazuje to idealnie. Obroniła ją świetnym kątowym i płaskim returnem z backhandu, który nie jest łatwym zagraniem. W tym momencie trudno było o lepszą decyzję i wykonanie. To był oczywiście najważniejszy gem meczu i widać, że do Naomi zaczęło docierać jak blisko jest sprawienia sensacji, z czym do końca sobie nie poradziła. Wpuściła Polkę do meczu kilkoma błędami, która wynikały nie z braków warsztatowych, ani nawet nie ze zmęczenia. Najlepszym na to dowodem jest zepsuta piłka blisko siatki przy stanie 5:3, 30:15. Nie chcę gdybać co wtedy, bo raz, że byłyby to 2 piłki, a co kluczowe - inny poziom nastawienia mentalnego do nich. Z jednej strony patrzę na to jako nerwy Naomi, a z drugiej klasę Igi u której w tych momentach głowa wyglądała lepiej na korcie i to właśnie tym moim zdaniem wygrała ten mecz. To tym bardziej świadczy jaką jest wielką mistrzynią, Jeszcze kolejny gem przy serwisie Polki był dla nas na pewno stresujący (3 z rzędu z tych, które musiała wygrać, aby utrzymać się w meczu), ponieważ prowadziła 40:15, a potem prosty błąd, ale wytrzymała to Iga, gwarantując nam i sobie chwilę wytchnienia. Prawda jest taka, że to był pierwszy moment - jakoś od połowy drugiego seta, w którym można było obiektywnie stwierdzić, że Iga jest bliżej zwycięstwa. Fajnie jest też to, że od gemu przy stanie 3:5 Iga stopniowo poprawiła swoją grę - z naciskiem na to co dzieje się w ważnych punktach. Od tego czasu większość z nich było zapisywanach na jej korzyść, a lepszego momentu ku temu nie było.
O występie Igi Świątek
Powtarzam się, ale wielka chwała dla Igi Świątek, że cały czas wierzyła w wygraną. Bez tego by jej nie było (wiem, że to banał), a momentów gdzie mogła wątpić było sporo (szczególnie te niewykorzystane break-pointy na początku 3 seta). Jest niesamowicie waleczna i ambitna, a na kortach ziemnych to duża wartość dodana. Plusów tenisowych w tym meczu było może nieco mniej, ale na uwagę zasługuje serwis. Tutaj radar wskazywał nawet 195 km/h, a ponad 180 kilometrów to standard. Niepostrzeżenie Iga stała się jedną z najszybciej serwujących zawodniczek w tourze. Wooow. Bardzo dobrze też funkcjonował backhand po linii. Return momentami dobrze, choć czasami za bardzo się spieszyła. Gra z powietrza przy siatce też coraz lepsza, ale w tym meczu akurat pojawiły się 2 proste błędy.
Uważam jednak, że nie byłoby tez wygranej gdyby ręka drżała w kluczowych
momentach. Polka grała wtedy zazwyczaj ofensywnie, ale z umiarkowanym ryzykiem
i to działało. To wielka rzecz, którą już kilkakrotnie pokazała odkąd jest
liderką, a ostatnio pokazuje jeszcze częściej. Wysyła tym samym rywalkom
sygnały, że nie tylko olbrzymim wyzwaniem jest zdobyć z nią przewagę, ale
jeszcze większym żeby zakończyć mecz. Trochę jak Novak Djokovic, prawda? Oj,
będzie coraz bardziej siedzieć rywalkom w głowie Nasza Duma. Przecież Iga w
tym meczu była już jedną nogą w Warszawie, a drugą na skórce od banana, który
przepchałby ją do samolotu mającego lądować na Okęciu. A wygrała ten mecz.
O występie Naomi Osaki
Mogę przyjąć zakład o dużą stawkę, że to był najlepszy mecz jaki Naomi Osaka rozegrała w swojej karierze na nawierzchni ziemnej. Robię to w ciemno, a nie oglądałem zapewne wielu z nich. Natomiast w tych, które oglądałem nie zbliżała się nigdy do poziomu jaki prezentowała tutaj. Już pomijam, że serwis który jest jej dużym atutrem działał doskonale. Pomijam, że doskonale wybierała kierunki, a forehand z linii był znamienity. ZA TO JAK ONA BIEGAŁA? Jak czytała grę Igi i radziła sobie przy siatce? Wytrzymała 3 godziny fizycznie na korcie z Igą Świątek. Przecież to było na poziomie z najlepszych lat w najlepszych szlemach. Tenisowy poziom top na nawierzchni ziemnej. To taka moja opinia. Kończąc zachwyty, nie ma się co oszukiwać, że końcówki nie udźwignęła. Miała Igę przy praktycznie idealnym wyniku (stan 5:2, 30:0 w 3 secie), ale pojawiły się nerwy. Piłkę przy siatce przy 30:15, 5:3 normalnie by zapewne skończyła. Serwis jeszcze dalej funkcjonował w miarę dobrze, ale ręka przy zagraniach, gdzie miała przewagę sytuacyjną ważyła znacznie więcej. I to kosztowało wiele.
Myślę też, że bardziej jej pasowały te warunki, czyli gra w nieco halowym klimacie. W ciągu ostatniego roku wydaje m się, że tylko Aryna Sabalenka w Madrycie i Beatriz Haddad Maia rok temu tutaj wytrzymały takie obciążenia fizyczne przeciwko Idze. Tak po francusku, bo piszemy o Paryżu - Chapeau bas 👏
Wiele razy Naomi pokazała, że jest silna psychicznie na dużych turniejach, ale tutaj jednak kiedy przyszła myśl o tym, że zaraz może wyeliminować najlepszą zawodniczkę światą, to ewidentnie pojawił się stres. Możemy być dumni, że Iga wygrała tą wojnę nerwów, bo tak trzeba nazwać właściwie cały trzeci set. Przed sezonem typowałem, że Naomi wróci w tym roku do pierwszej 10 (mam nawet ku temu dowody w postaci Skarbu Kibica), ale trochę w to ostatnio zwątpiłem, ponieważ do tej pory nie wysyłała ku temu większych przesłanek. Oczywiście nastawiałem się, że mocniejsza będzie w drugiej części sezonu, ale spodziewałem się lepszych wyników już teraz, a ich za bardzo nie było. Tym jednym meczem pokazała, że wciąż jest stworzona do wielkich rzeczy i ktokolwiek oglądał ten mecz, będzie tego świadomy. Ja już nie chce, aby Iga była blisko Igi w pierwszych rundach dużych turniejów bez względu na nawierzchnię. Lubię Cię Naomi, ale graj gdzie indziej. Już wolę Lindę Noskovą.
Red alerty
Żeby nie było zbyt kolorowo, chciałbym jeszcze poruszyć kilka takich lekko czerwonych flag na jakie zwróciłem uwagę podczas tego meczu po stronie Igi. Chętnie poznam również Wasze odczucia na ten temat:
- bardzo zaniepokoiła mnie bezsilność Naszej Dumy zaraz na początku drugiego seta, kiedy zwracała się do boksu z myślami co ma robić, a nie był to jeszcze jakiś bardzo niepokojący wynik. Oczywiście nie ma w tym nic złego, że się konsultuję (wręcz przeciwnie!), ale niepokoił mnie trochę wyraz jej twarzy i lekka panika. Miałem wtedy deja vu z meczu z Lindą Noskovą kiedy też plan A przestał działać i pojawiło się rozzłoszczenie, a może nawet irytacja. Myślę, że fajnie w takich momentach mieć gotowy plan B i wdrażać go w życie, ponieważ wtedy mogłaby bardziej się skupić na tym co może zmienić w swoim tenisie niż zastanawiać nad tym co robią rywalki. A Iga jest na tyle kompletną zawodniczką, że ma ku temu spore argumenty. Arytmia gry, skróty, dłuższe przebijanie - to wszystko rzeczy .które potrafi doskonale. A może był wdrażany lub po prostu nie miało to sensu? Zastanawiam się czy to głównie moje subiektywne odczucie,
- trochę pochodna pierwszego punktu, ale osobiście boli mnie kiedy Iga nie rusza do piłek, które są realnie w jej zasięgu. Nawet do tych gdzie gdyby dobiegła, to pewnie przez trud zagrałaby źle, to mimo wszystko chciałbym zobaczyć taką determinację. Nie trafi do mnie argument, że to oszczędność fizyczna, bo nawet gdyby takich piłek było kilkanaście w ciągu meczu, to i tak będzie fizycznie lepsza od przeciwniczki niezależnie kto to jest. Zdarza się to rzadko, ale widziałem to w meczu z Lindą i rok wcześniej z Eleną w Australii. Nie do końca wiem jaka jest przyczyna, ale pojawia się to kiedy jest zirytowana dobrą dyspozycją rywalki. A to przecież Iga jest najlepszą i najbardziej kompletną zawodniczką na świecie,
- już tak typowo oceniając aspekt sportowy. Zachwycam się postawą Naomi w tym spotkaniu, ale uważam też, że Iga w kolejnych trudnych pojedynkach (takie przyjdą) musi grać lepiej jeśli ma wygrać Rolanda Garrosa 2024. Doceniam bardzo Japonkę, ale to nie był najlepszy mecz w wykonaniu Polki. Oceniłbym go jako średni z niewielkim minusem biorąc pod uwagę co potrafi na clayu. Zresztą Iga jest tego świadoma, ponieważ w pomeczowym wywiadzie przyznała, że nie zagrała dobrego spotkania.
Żeby była jasność, to nie jest tak, że chce się czepiać i budzić kontrowersje. Po prostu uważam, że Iga cały czas dąży do perfekcji i robi to sukcesywnie z coraz lepszym skutkiem, ale tutaj są aspekty, gdzie widzę pole do działania. Co istotne, ta presja szczególnie pojawia się w spotkaniach na wielkich szlemach, gdzie Iga ostatnio ma jednak nieco gorsze wyniki porównując do 1000.
Co jeszcze?
Na koniec polecam jeszcze zerknąć na twitta Andy’ego Murraya, który był zachwycony tym pojedynkiem nazywając go brylantowym. Wbił też nieco szpileczkę WTA dodając, że takie spektakle powinno się bardziej wykorzystywać. Podobało mi się to:) Steven Simon, mam nadzieję że przeczytałeś.
Dajcie znać jakie Wy macie przemyślenia względem tego spotkania i co myślicie już bardziej czy też mniej na chłodno, bo wiem że emocje mogą nadal trzymać. Bardzo chętnie poznam Wasze odczucia i obserwacje :))
I pamiętajcie. Nigdy, przenigdy nie wątpcie w Igę Świątek 💓
----
PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16
I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!
Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJ: https://twitter.com/z_kortu
Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJ: https://www.facebook.com/groups/178960806040159
Myślę też, że kanał na YouTube oraz profil na Instagramie Rolanda Garrosa mogą być również dobrym miejscem dla Ciebie.
Komentarze
Prześlij komentarz