Dlaczego Last Dance Danielle Collins jest tak imponujący?
Odpowiedź jaka nasuwa mi się jako pierwsza przy postawionym w tytule pytaniu brzmi “Nie wiem”. Zastanawiając się jednak trochę bardziej, jest kilka powodów, które sprawiają, że Danielle w tym sezonie jest wybitna. I kilka innych, które sprawiają, że jej postawa intryguje i budzi ciekawość. To zrozumiałe, że Danielle stała się inspiracją do popełnienia tekstu do którego przeczytania serdecznie Cię zapraszam.
Filmowa historia Amerykanki
Australian Open 2024. Danielle Collins po bardzo dobrym w swoim wykonaniu meczu ulega w II rundzie Idze Świątek. Na konferencji prasowej nieco rozgoryczona porażką w pojedynku gdzie zwycięstwo było bardzo blisko ogłasza, że to jej ostatni rok w tourze. Nie deklaruje konkretnego terminu, ale ma to nastąpić w tym roku. Później kilkukrotnie potwierdza, że to nie były słowa wypowiedziane w afekcie, a przemyślana decyzja od której prawdopodobnie nie będzie odwrotu. I mogłoby to być zakończenie kariery jak wiele innych, gdyby nie to co Danielle zaczęła później wyprawiać na korcie. Zawodniczka, która najwyżej w karierze była na 7 miejscu w rankingu, po 5 miesiącach tego sezonu jest 4 najlepszą zawodniczką na świecie. Ponadto, jej gra jest bardzo ekscytująca, a turnieje wygrywała w swoim kraju, blisko swojego domu. Z jej wypowiedzi aż kipi energia i wygląda jak nastolatka, która dopiero wkracza do touru, a nie wykonuje w nim ostatni taniec. Historia jak z filmu. Tym bardziej jeśli mówimy o dziewczynie z kraju Hollywood.
Bardzo barwna postać
Danielle, nie przeczytasz tego, ale cieszę się, że jesteś, ponieważ dodajesz sporo kolorytu WTA. Cieszy kiedy zawodniczka po 30 roku życia gra tak znakomicie w sezonie w którym ma kończyć karierę, Szczególnie jeśli jest to zawodniczka, której można zarzucić wiele, ale na pewno nie to, że jest bezbarwna. Danielle Collins jest kontrowersyjna, ale konformizm jest nudny, a gdyby każdy był taki sam to telewizji kablowe by upadły. Ja najbardziej lubię wywiady Danielle po wygranych spotkaniach. Ależ ona potrafi mieć w nich powera! Polecam każdemu jej rozmowy na korcie po półfinale czy finale Miami. Takie przeciwieństwo Eleny Rybakiny. Na korcie zresztą jest również niezwykle energiczna. Pisze również ciekawą historię, ponieważ w tym roku jest autorką serii 15 zwycięstw z rzędu. Nikt nie miał w AD 2024 takiej serii i gdyby nie to co Iga wyczynia na brudnym wielkim szlemie (Madryt i Rzym), gdzie wygrała 12 meczów z rzędu, to napisałbym, że będzie to bardzo trudny rekord do pobicia. Czy się lubi Danimal, czy też nie, to trudno polemizować z tym, że jej historia jest obecnie jedną z najciekawszych w tourze.
Nic do stracenia jako siła uderzeniowa
To argument, który często można przeczytać i usłyszeć jako odpowiedź na
tegoroczną dyspozycję Danielle. Oczywiście jest nie do podważenia. To trochę
tak jak z filmami typu Joker, gdzie najbardziej niebezpieczne są osoby, które
nie mają nic do stracenia. Amerykanka weszła na tryb “co ma być to będzie” i
jest więcej niż dobrze. Jej styl gry w sumie za bardzo się nie zmienił, bo
zawsze grała agresywnie, wykorzystując głównie swoje backhandowe atuty. Tylko,
że mało kiedy to działało na dłuższą metę tak jak teraz. Ostatni raz chyba
podczas Australian Open 2022, gdzie pokonała nawet Igę Świątek przed jej
cudownym zwycięskim runem - z tym, że to był jeden turniej. Później pojawiły
się urazy, ale Danielle nawet jak grała regularnie, to nie wyglądała
imponująco. Imponująco za to wygląda od marca 2024 roku. Wygrała w znakomitym
stylu 1000 w Miami i chwilę później 500 w Charleston. Sądziłem, że to będzie
taki krótszy epizod - trochę jak Jeleny Ostapenko na początku sezonu. Myślę
sobie - na europejskiej ziemi będzie dużo gorzej. No nie. W dwóch
tysięcznikach zrobiła odpowiednio 1/8 i półfinał, ulegając dwukrotnie
znakomicie dysponowanej Arynie Sabalence. A przecież Danielle nigdy nie
radziła sobie jakoś wybitnie na ziemi - delikatnie to ujmując. Nie dostrzegam
tutaj spadku jakości gry - tu zaskoczenie, bo o lekkich przemyśleniach z tym
związanych napiszę poniżej. Dalej wykorzystuje “ile wlezie” swoje atuty i
wygląda bardzo pewnie. Efektem jest, że po 5 miesiącach sezonu jest 4
zawodniczką świata i najlepszą Amerykanką. To warto podkreślić, że jej
rezultaty w tym roku są znacznie bardziej imponujące niż Coco Gauff.
Imponujące zwycięstwa
Wymienię kilka nazwisk, które Danielle ma na rozkładzie w ostatnim czasie. Caroline Garcia, Elena Rybakina, Ons Jabeur, Maria Sakkari czy Daria Kasatkina to niektóre z zawodniczek jakie pokonała od marca. Jeszcze lepsza jest inna statystyka. Wiecie jaki w tym roku bilans ma Danielle Collins nie licząc meczów z wielką trójką 2024 roku, czyli Igą Świątek, Aryną Sabalenką i Eleną Rybakiną? 32:4 wliczając w to jeden krecz. Jeśli trochę nagniemy statystyki i zaczniemy liczyć wyniki od lutego, pomijając krecz, to jest tylko jedna taka porażka (z Anastasią Pavluchenkovą). W tym czasie więcej porażek z najlepszą 3 (w tym wypadku konkurencyjną 2) ma nawet Iga (porażki z Anną Kalinskayą i Ekatarina Alexandrovą), która jak gra obecnie wszyscy wiemy.
W ostatnich dwóch miesiącach tenisistka z Florydy uległa tylko 2 zawodniczkom, które od 2 lat wymiatają w kobiecym tourze. Tutaj mam przemyślenie, które tyczy się jej porażek. Mam mam teorię, że nie zmęczenie jest kluczowe, choć oczywiście to istotny czynnik. Na ostatnie 25 meczy przegrała 3 - dwa razy z Aryną i raz z Igą. Dla mnie ksywa “Danimal” tutaj pasuje jak ulał, ponieważ Danielle jest jak taki zwierz, który kiedy złapie ofiarę, to męczy ją swoją grą (i powerem), aż zniszczy do końca. W skrócie - napędza ją krew. A jest obecnie w formie, która pozwala na to z większością touru. Kiedy jednak rywalka ma silną skorupę, jak te dwie Panie, to jakby para z niej schodziła i gra dużo bardziej niemrawo - bez tego instynktu kilera. Trochę jak lew któremu nie chce się polować na bawoła ze względu na trud walki. Jeśli to jest kluczowe, to najważniejszy obecnie będzie mental. Czująca się dobrze fizycznie i pewna siebie 30-latka może dzięki temu zrobić kolejne imponujące wyniki, a ma ku temu 3 wielkie szlemy i ponadto tysiączki na swoim kontynencie, więc całkiem fajne pole do popisu. Biorąc pod uwagę, że lubi grać z trybunami, to mogą być piękne i medialne momenty. To sprawia, że tenisistka rośnie i czuje, ze może przenosić góry. Jedno zwycięstwo generuje kolejne, bo tenis to gra gdzie głowa pełni kluczową rolę. Wiecie zresztą jak to działa.
Nareszcie jest zdrowa
Wiele miała problemów ze zdrowiem podczas swojej kariery Amerykanka. Nie zawsze były związane z tenisem, bo miały chociażby podłoże ginekologiczne. Zdaje się nawet, że te drugie i chęć macierzyństwa są jedną z głównych przyczyn rezygnacji z tenisa w stosunkowo młodym wieku. Za to teraz Danimal zdrowotnie wygląda jak bogini. Totalnie żadnych oznak problemów, co przekłada się na wyniki. Zazwyczaj zanim wrócisz do rytmu po kontuzji to potrzebujesz czasu, a ona w tym czasie łapała często kolejne urazy i powstawała taka kwadratura koła. Odpukać liczę, że druga część roku zdrowotnie będzie dla niej tak dobra jak pierwsza. Tak po prostu, aby wszystko zależało od czynnika sportowego. Naprawdę uważam, że to powinno wystarczyć, aby zakończyć sezon w pierwszej 10, A nawet jeśli przyjdzie duży kryzys, to przynajmniej uczucie niedosytu, że było tak samo problematycznie jak przez całą karierę się nie pojawi.
Atuty sportowe Danimal
Dla mnie największą siłą Danielle jest jej mocny backhand. Świetnie zagrywa go po crossie i potrafi generować wybitne kąty. Jej dużym atutem jest również return oraz odporność na ciosy w siłowych wymianach. Technicznie jest troszkę mankamentów, co widać zwłaszcza przy siatce. Amerykanka też nigdy nie będzie wybitną defensorką, ale na dobrą sprawę nie wiem czy kiedyś grała tak dobrze w obronie (gdzie przecież trzeba się trochę nabiegać) tak dobrze jak w tym roku. Przypomnę, że piszemy o roku w którym kończy karierę. Mam też wrażenie, że nigdy tak świadomie nie wykorzystywała geometrii kortu jak teraz. Ma też jeszcze jedną ważną cechą. Lubi grać ważne mecze i nie przegrywa z presją. To plus duża motywacja do zwycięstw sprawia, że potrafi zdominować mentalnie na korcie swoje rywalki nawet jeśli te są w formie. To dużo cech pozwalających na znakomite wyniki.
Czy zagra w Masters?
To pytanie, która pojawia się prawdopodobnie najczęściej w dyskusjach o ostatnim sezonie Danielle Collins. Moim zdaniem jeśli będzie zdrowa przez cały sezon, to na jego koniec będzie w najlepszej 8. Nawet jeśli nie pójdzie jej w Roland Garrosie oraz Wimbledonie, to już sobie wyobrażam jak naładowana będzie podczas US Swing. Przecież ona w Nowym Jorku będzie wulkanem jaki Amerykanie widzieli tylko jeśli byli w Pompejach. Nam wypada to obserwować, ponieważ to taki tenisowy Last Dance, który budzi emocje i zainteresowanie. Tym bardziej jeśli mówimy o zawodniczce z kraju, gdzie media mają ogromny przekaz.
A Ty jak widzisz dalszą część sezonu Danielle Collins?
Komentarze
Prześlij komentarz