#DailyRG (dzień 6) - Piękny sen Olgi Danilovic, Włoszka z Ancony ulubienicą paryskiej publiki
Lekko zwalniamy tempo meczowe, ponieważ to już III runda Rolanda Garrosa 2024. Kończy się więc powoli oglądanie na dwóch ekranach jednocześnie spowodowane kłopotem bogactwa, ale widzę w tym dużo plusów. Na tym etapie przydatne jest więcej fokusu, aby delektować się coraz bardziej zaawansowaną fazą turnieju. Trochę wytchnienia dla oczu i skupienia ich na oglądaniu najlepszych. Za to jeśli Wy macie trochę czasu (i może ciastko w zanadrzu), to zapraszam Was do przeczytania tego co moim odczuciu najciekawsze działo się dzisiejszego dnia. Koniecznie też dajcie znać jakie są Wasze odczucia.
Olga Danilovic (Q) vs Donna Vekic 0:6, 7:5, 7:6 (8)
Blisko 6 godzin na korcie w ciągu 24 godzin. W trudnych warunkach. W pojedynkach zmuszających do znacznej ilości biegania i wysiłku fizycznego. Rywalki ze znacznie większym doświadczeniem i tenisowym CV. To poprzeczka jaką pokonała największa bohaterka (oprócz naszej wspaniałej solenizantki, która jest kimś więcej niż bohaterką rzecz jasna) dzisiejszego dnia. Bo w tym opisie mowa oczywiście o energicznej i wrażliwej 23-latka z Belgradu, która właśnie realizuje swoje marzenia. Jeśli miałbym Wam polecić obejrzenie z odtworzenia jednego meczu z 31 maja 2024 roku, to propozycja padłaby właśnie na ten. Nawet z pierwszym setem, który był nudny (trwał niecałe 30 minut), ale to aby zrozumieć jak wielką drogą do triumfu pokonała w tym spotkaniu Olga Danilovic. Typowy mecz pod hasło “Never give up” (“Nigdy się nie poddawaj”). Jej łzy wzruszenia udzieliły się też nieco mi. Czułem tutaj większe emocje niż przy pożegnaniu Alize Cornet i tylko nieco mniejsze, niż po tym jak widziałem łzy u Igi w szatni po wygranym meczu z Naomi Osaką. Będąc szczerym, to nie bez powodu nawiązuje do tego starcia, ponieważ pod wieloma względami to co zrobiła Olga przypomina mi to czego dokonała Iga w II rundzie. Przez dużą część meczu jej nie szło, było wiele trudnych chwil, gdzie była bliziutko porażki, a w ciągu mecz zdobyła mniej punktów od swojej rywalki (aż o 9). Ostatecznie to ona cieszyła się ze zwycięstwa, po którym padła na plecy z zaszklonymi oczami. Wiara do końca w zwycięstwo to wspólny mianownik jakim oczarowały Panie Świątek i Danilovic. A Donna? W jej przypadku widzę podobieństwa do Naomi, ponieważ przegrała spotkanie, która tak po prawdzie powinna wygrać. Serbka moim zdaniem fizycznie naprawdę mocno odczuwała jeszcze starcie z Danielle Collins. To tutaj upatrywałem w dużej mierze przyczyny tak słabego pierwszego seta w którym wyrzucała dużo, była nieco nerwowa i nie miała argumentów przeciw głębokim, dość ostrym uderzeniom Chorwatki. Doskonale widziała to bardziej doświadczona zawodniczka, ponieważ konsekwentnie trzymała się planu z pierwszych gemów. Co się stało w szatni do której udała się Olga Danilovic po secie przegranym 0:6? Nie wiem, ale chciałbym się wiedzieć. W drugim secie mieliśmy już bowiem inną, bardziej zmotywowaną i energiczną wersję zawodniczki, która zaczęła coraz bardziej ofensywnie kąsać swoją rywalkę. Nie było już widocznej większej siły uderzeniowej po stronie Donny, która nie miała takiego komfortu do zagrywania głębokich piłek. Optycznie młodsza zawodniczka z Bałkanów była w tym secie odrobinę lepsza, ale do stanu 6:5 dla niej nie mieliśmy przełamań. Chwilę wcześniej popełniła bardzo kosztowny błąd, ponieważ przy piłce setowej (przy podaniu Donny) trafiła nieczysto w stosunkowo prostą piłkę. Nie złamało jej to. W kolejnym gemie serwisowym Chorwatki dopięła swego i wyrównała stan meczu, pierwszy raz w ogóle przełamując Donne Vekic. Mieliśmy zatem 1:1 i ostatniego seta. W nim cały czas lekką, ale istotną przewagę wyniku miała tenisistka z Osijeku. Na początku 3:1, potem 5:4 i serwis, następnie 6:5 i serwis - za każdym razem będąc 2 piłki od meczu. I za każdym razem głównie za sprawą walki i zrównoważonej odwagi (jak Iga z Naomi w ważnych punktach) leworęczna tenisistka doprowadzała do wyrównania. Fakt, że Donna w kilku momentach popełniała naprawdę łatwe błędy, których będzie żałować. U obu Pań było widać w tym secie również spore zmęczenie. Olga już na początku seta często szeroko otwierała usta, aby wyregulować oddech i złapać rytm, a Donna w końcówce również przykucała, aby odpocząć. Zmienił się też wtedy trochę styl gry, ponieważ Panie częściej zaczęły grać tak zwane balony, do tego Serbka częściej topspinowała. Chciały też skracać wymiany, które pachniały przerodzeniem się w te z kategorii mordercze w trzeciej godzinie pojedynku. Finalnie Olga Danilović doprowadziła do super tie-breaku, który rozpoczął się totalnie nie po jej myśli. Złe zagrania przy serwisie, odważny forehand Donny i mieliśmy 5:2 dla wyżej notowanej zawodniczki. Dużo nawet kiedy gra się do 10. Potem jeszcze 6:3, 7:5, ale stopniowo Olga swoją zajadłością łapała rywalkę i to ona jako pierwsza przy stanie 9:8 wywalczyła piłkę meczową. Tutaj nie było już więcej emocji. Olga Danilović wytrzymała presję i ładnym forehandem po linii, który staje się jej uderzeniem markowym zakończyła to spotkanie. Idealne zakończenie.
Miałem już długo zanotowaną Olgę Danilovic w swoim umysłowym kajeciku z młodymi i ciekawymi nazwiskami. Przypomnę, że w wieku 18 lat wygrała naprawdę solidnie obsadzony turniej w Moskwie. Później było już tylko gorzej, a ja stopniowo zacząłem ją stamtąd wymazywać, bo jej kariera od dłuższego czasu nie układała się najlepiej - ani nawet dobrze. Nawet próba współpracy z bossem Tomaszem Wiktorowskim okazała się fiaskiem. Wiele znaków wskazywało, że zapadnie się gdzieś w okolice 2 czy nawet może 3 setki. Od tamtego roku dostrzegalna jest jednak poprawa, a to jak gra na nawierzchni ziemnej w tym roku zaskoczyło zapewne nawet zapewne bliskich jej fanów. Obecnie jest już o jedno zwycięstwo od powrotu do top 100 i najlepszego rankingu w karierze.
Mam jeszcze kilka powodów dlaczego warto jej kibicować. Przede wszystkim jest to jedna z zawodniczek, którą widać, że niesie tłum. Doping ją ładuje, a ona odwdzięcza się żywiołowymi reakcjami po wygranych ważnych piłkach. Po drugie będzie tego dopingu potrzebować, ponieważ widać, że jest już potężnie zmęczona i jutrzejszy dzień odpoczynku będzie dla niej nieoceniony. Ponadto, kto z nas nie lubi historii kopciuszków spełniających marzenia? Olga z pozostałego grona zawodniczek jest bajkowej historii najbliżej. A po czwarte - czy nie chcielibyśmy zobaczyć jej pojedynku z Igą Świątek w ćwierćfinale wielkiego szlema? Dla Serbki byłoby to wybitne przeżycie. Ja tak bym widział zakończenie tej bajki. Jej kolejnym epizodem będzie pojedynek z Marketą Vondrousovą w IV rundzie.
Elisabetta Cocciaretto vs Ludmilla Samsonova (17) 7:6 (4), 6:2
Kibice we Francji chyba mają nową ulubienicę. Jeśli żadna Francuzka nie dostanie się do IV rundy, to stawiam, że przeleją swoją miłość na Włoszkę z Ancony. Słyszeliście jak próbowała mówić po francusku w pomeczowym wywiadzie? To było przesłodkie. Tak w ogóle to z reprezentantek Francji została tutaj tylko ta “przyszyta” w tamtym roku, czyli Varvara Gracheva. Zobaczymy jak będzie zatem układał się doping. Ten mecz miał kilka faz i kiedy na początku Włoszka objęła prowadzenie, a następnie faworytka z Rosji (która jest zresztą blisko związana z Włochami) doprowadziła do wyrównania, to wydawało mi się, że mamy do czynienia z częstą sytuacją, a mianowicie, że następnie wyżej notowana dopnie seta. Tutaj mimo, że Elisabetta straciła prowadzenie 4:0, a potem mieliśmy 5:6 z jej perspektywy, doprowadziłą do tie-breaku, gdzie była lepsza. Jak opisać jakość tego seta, pomijając jego sinusoidalny przebieg? Dużo większa dynamika ze strony Włoszki, ale to nie było zaskoczeniem. Tylko nieco większa siła uderzeniowa Ludmilly porównując do rywalki, co było delikatnym zaskoczeniem. Włoszka popełniała jak na siebie dość dużo błędów. Forehand Rosjanki nie był skuteczny jak potrafi być nawet w 50%. Zatem tak ogółem co najwyżej średni set. W drugim popłynęła na fali Włoszka. Bardzo ładnie grała w nim głównie po stronie backhandowej i z dużym zapasem dobiegała nawet do dość trudnych piłek. Trochę przypomina pod tym względem Jasmine Paolini. Szybko wypracowała sobie przewagę niejako zniechęcając do gry swoją rywalkę. Ta w drugim secie wyglądała mało energicznie, co było zaskakujące chociażby dlatego, że w I i II rundzie nie spędziła specjalnie dużo czasu na korcie. Włoszka wygrała 2 seta pewnie - 6:2 i w pełni zasłużenie kwalifikuje się po raz pierwszy w karierze do 2 tygodnia wielkiego szlema. Widać, że w Paryżu czuje się doskonale nie tylko ze względu na publikę, ponieważ do tej pory tylko raz była na etapie III rundy wielkiego szlema i to właśnie tutaj. Teraz jeszcze poprawiła ten wynik, a to wcale nie musi być koniec. W spotkaniu o ćwierćfinał czeka ją pojedynek z Coco Gauff i choć na papierze znaczną faworytką jest Amerykanka, to jednak tylko papier.
Coco Gauff (3) vs Dayana Yastremska 6:2, 6:4
Mecz z cyklu tych, które oglądasz i czekasz na błąd, bo wiesz, że zaraz będzie miał miejsce. Coco na początku popełniała ich jeszcze mniej, ale z czasem jakby pozazdrościła ułańskich uderzeń swoje rywalce i popełniała również sporo prostych błędów (szczególnie uderzeń w siatkę), które sprawiły, że w tym meczu mogłoby jeszcze nerwowo. W końcówce fazie 2 seta nawet pewniej wyglądała Dayana. Zaskoczyło mnie też trochę, że w tym pojedynku więcej długich wymian (+9 uderzeń) wygrała Ukrainka. O czym to może świadczyć w grze Coco? Trudno powiedzieć. Obie Panie miały tutaj znacznie więcej niewymuszonych błędów niż winnerów. Doprawdy trudno mi tutaj jakoś mocno chwalić Amerykanką, że wygrała ten mecz, ponieważ rywalka bardzo w tym pomagała swoją zdecydowanie nadto ryzykowną grą. To nie jest Australian Open kiedy była w tak doskonałej formie strzeleckiej, że wszystko trafiała. Tutaj ten element działa gorzej i naprawdę warto w tym momencie pomyśleć o planie B. Cały czas wierzę, że Dayana kiedyś zacznie to robić ze względu na moją sympatię do niej, choć nadzieja matką… Z plusów jednak, to mieliśmy kilka robiących wrażenie zagrań, które mogły cieszyć oko. Skupiając się jeszcze na zwyciężczyni tego spotkania. Na plus napewno serwis o prędkości 200 km/h. To chyba rekord tegorocznego turnieju. Jedna jaskółka jednak wiosny nie czyni, ponieważ ogólnie był to słaby serwisowo mecz Amerykanki, a tylko 47% skuteczności pierwszego serwisu jest red alertem nad którym powinna popracować przed kolejnymi rundami. Tak sobie myślę, że może powinna zacząć bardziej chodzić do siatki, gdzie jest świetna. Wiem oczywiście, że to ziemia. Jej uderzenia z głębi kortu wyglądały w tym meczu poprawnie, a lepiej wyglądała w defensywie. Poruszania się na najwyższym poziomie nie można jej odmówić. Uważam natomiast, że Coco potrafi grać na ziemi lepiej i musi zacząć grać lepiej, aby zrobić tu duży wynik. Kolejny pojedynek może być naprawdę ciekawy, ponieważ zmierzy się z przeciwniczką, która będzie grała odwrotnie niż Dayana i pilnować liczby niewymuszonych błędów. Coco ma oczywiście ogromne argumenty, aby zdominować Elisabettę Cociaretto, ale jest naładowana energią i coś czuję, że będzie w stanie doprowadzić 3 zawodniczkę światowego rankingu do nerwów. Jako plusik do nazwiska tej niesamowicie uzdolnionej nastolatki zapisuję też, że opanowała znakomicie sztukę grania meczów na poziomie na jakim potrzeba kiedy po drugiej stronie jest rywalka popełniajaca sporo błędów. Coco jest chyba też równiejsza niż kiedyś była, ale czekam kiedy jej czysty tenisowy talent, który pokazywała nam przede wszystkim rok temu podczas sierpniowych zawodów w USA ponownie będzie widoczny.
Ons Jabeur (8) ve Leylah Fernandez 6:4, 7:5 (5)
Raj dla ceniących efektowny, techniczny tenis i doceniający w tourze Panie których natura nie obdarzyła idealnymi dla tenisa warunkami fizycznymi. Poszukująca cały czas optymalnej formy Ons Jabeur mierzyła się z Leylah Fernandez, która też potrafi grać lepiej niż pokazywała to w tym sezonie. Napiszę tak. Obie Panie zagrały sporo ładnych punktów, ale stać je na więcej - jak to wychowawcy mówili na zebraniach w szkołach. Trochę bardziej ofensywnie starała się grać od swojej rywalki Leylah. Uważam, że to był dobry plan. Sprowadzał się głównie na returnie, ponieważ pierwszy i drugi serwis Ons nie funkcjonował znowu najlepiej. Tunezyjka, co było dla mnie lekkim zaskoczeniem lepiej czuła się przy długich wymianach. Umiejętnie wybierała kierunki i stosowała arytmię. To sprawiało, że mieliśmy dość sporo błędów Kanadyjki. Ale generalnie pierwszy set stał na wyrównanym poziomie w którym trudno było wskazać faworytkę. Ons przełamała jako pierwsza (na 4:3), lecz chwilę później Leylah odłamała. Kiedy w kolejnym gemie Ons wyszła ponownie na prowadzenie przy serwisie Kanadyjki, to wcale nie byłem przekonany, że zaraz wygra seta. Tym razem wykonała zadanie serwisowe bardzo dobrze, pieczętując zwycięstwo w 1 secie. Druga odsłona, którą oglądałem już z odtworzenia wyglądała dość podobnie, choć lepsze wynikowo sytuacje miała w nim Leylah i pewnie troszkę zostanie z nią poczucie niedosytu, ponieważ miała w nim nawet piłkę setową (po drugim serwisie Ons piłka była w grze, a wymiana dość wyrównana, lecz zagrała na aut Leylah). Kanadyjka próbowała tutaj nieco bardziej zmuszać Tunezyjkę do biegania i myślę, że to był dobry pomysł. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że przy trzecim secie Leylah Fernandez byłaby faworytką. Ons jak na bardziej doświadczoną zawodniczkę przystało w ważnych momentach wyglądała pewniej. Leylah grała nieźle swoim forehandem i z niego próbowała ryzykować, ale w stosunku do jej profilu, który kojarzę, to dość rzadko wybierała się do siatki. A, jeszcze jedno. Ons Jabeur bardzo rozsądnie używała skrótów, bo wiedziała, że przeciwko Leyli może to być broń, która wróci rykoszetem. Tunezyjka była tutaj jak cwany lis, który wypunktował rywalkę kiedy trzeba. Tak po boksersku - to była wyrównana walka w której skutecznie wyprowadziła najważniejsze ciosy Ons. Wygrała zasłużenie, ale myślę, że dobrze zdaje sobie sprawę, iż jeszcze dość sporo brakuje jej do formy w jakiej chciałaby być
Co jeszcze?
Widziałem dosłownie fragment meczu Clary Tauson z Sofią Kenin, ale bez większych obserwacji. Dominowała siłowo Dunka. Widać, że jest naładowana i rośnie na tym turnieju. Pierwsza 4 runda wielkoszlemowa musi dla niej wiele znaczyć. Ciekawy może być jej pojedynek z Ons Jabeur. Na daną chwilę szanse oceniam 50/50. Najbliższa rywalka Igi, czyli Anastasia Potapova po bardzo długim i dziwnym meczu wygrała z Chinką Xinyu Wang (Rosjanka wygrała pierwszego seta w którym przegrywała 0:5). Nie widziałem tego meczu, więc trudno ocenić mi dyspozycję Anastasii. W ostatnim pojedynku tego dnia Marketa Vondrousova wygrała z Chloe Paquet z Francji. Markecie krok po kroku przechodzi dalej i kluczowe dla mnie pytanie w jakim stanie fizycznym przystąpi do mecz z nią Olgą Danilovic. Mecz, który warto obserwować, ponieważ będą to potencjalne przeciwniczki Igi w ćwierćfinale.
Godne odnotowania
Co ciekawego jutro?
Paula Badosa vs Aryna Sabalenka
Bianca Andreescu vs Jasmine Paolini
Madison Keys vs Emma Navarro
----
PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16
I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!
Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJ: https://twitter.com/z_kortu
Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJ: https://www.facebook.com/groups/178960806040159
Myślę też, że kanał na YouTube oraz profil na Instagramie Rolanda Garrosa mogą być również dobrym miejscem dla Ciebie.
Komentarze
Prześlij komentarz