#DailyRG (dzień 3) - Pożegnanie Alize w deszczu i przy formie faworytek

Nostalgicznie się zrobiło w Paryżu, co? Wczoraj wielkie momenty wzruszenia ze względu na Rafaela Nadala, a dziś ostatni mecz w karierze rozgrywała w Paryżu Alize Cornet. Smutne to momenty również dla mnie, bo są generacją zawodników z którymi czuję się nieco jakby dorastał. Wchodzili odważnie w tour kiedy jako dzieciak zacząłem oglądać pierwsze spotkania na poważnie. A byli wtedy tacy młodzi! Czas jednak płynie bardzo o czym przekonuje się pisząc te artykuły. Wiem też, że czytanie ich również kosztuje trochę czasu, dlatego bardzo mi miło, że wracacie z feedbackiem, bo to motywuje do działania. Nie kradnąc już jednak więcej Waszego czasu na niekoniecznie meczowe przemyślenia, zapraszam do przeczytania mojego podsumowania co działo się trzeciego dnia turnieju w rozgrywkach kobiet. Dnia w którym zakończyliśmy pierwszą rundę zmagań. Już od jutra rozpoczniemy pojedynki drugiej, gdzie powinno być jeszcze ciekawiej. 


Instagram, Alize Cornet


Elena Rybakina (4) vs Greet Minnen 6:2, 6:3

Pamiętacie jak na rozprawkach z polskiego uczono nas, że tekst powinien składać się z 3 części - wstępu, rozwinięcia i zakończenia? Takie 3 części miał moim zdaniem dzisiejszy występ Eleny Rybakiny. Dwie z nich były słabe w wykonaniu reprezentantki Kazachstanu, ale środkowa - ta zdecydowanie najdłuższa już wręcz perfekcyjna. Gorsze były pierwsze 2 gemy, gdzie chyba lekko zaspana była jeszcze faworytka tego spotkania. Można to zresztą zrozumieć, ponieważ był to pierwszy mecz tego dnia, a na zegarze godzina dopiero 11:05. Budzik zadzwonił jednak bardzo szybko. Od stanu 0:2 w pierwszym secie Elena Rybakina zdobyła 10 gemów z rzędu. Takie serie z reguły załatwiają sprawę meczu. Imponujący był to czas w wykonaniu światowej czwórki. Duża różnica w sile i krzywda, jaką robiła serwisem rywalce nie była zaskoczeniem, ale bardzo pewna gra przy siatce i właściwie bezbłędna postawa ogólna już lekko tak. W pewnym monecie miała bodajże 22 na 24 skuteczne zagrania z forehandu! A wiecie, że Elena z forehandu lubi przyłożyć. Ona nie pieści piłki. Świetnie też kryła kort przy siatce i w pewnych momentach wyglądała jak rasowa deblistka. Generalnie znakomicie wyglądał jej stosunek winnerów do niewymuszonych błędów. Nie ma się absolutnie do czego się doczepić. Szybko przechodząc do końcowej fazy, to przyszedł w lekki kryzys, ponieważ błędy się pojawiły i oglądaliśmy na etapie zakończenia wersję Eleny z początku meczu. Przewaga była w tym momencie na tyle duża, że tutaj nie mogło się nic niespodziewanego wydarzyć. Finalnie Belgijka była w stanie urwać 3 gemy, dzięki czemu finalnie mamy wynik 6:2, 6:3, który nie brzmi źle. Moją uwagę zwróciło w tym meczu jak swobodnie i luźno Elena Rybakina czuła się na korcie jakoś od połowy pierwszego seta. Odważnie próbowała zagrań, których używa zazwyczaj mniej, a niech tego najlepszym potwierdzeniem będzie, że pierwszą piłkę setową próbowała skończyć skrótem. Przy drugiej zrobiła gigantyczny aut, a można było ją spokojnie skończyć piłkę w mniej ryzykowny sposób. Do trzech razy sztuka i przy tej próbie już potwierdziła kto tego dnia był lepszy na korcie. Co można za to napisać o Greet Minnen? Widać, że jakościowo jest obecnie znacznie słabszą zawodniczką od rywalki, ale uznanie, że próbowała kombinować. Raz grała bardziej siłowo, raz technicznie, a raz cierpliwie. Przy tak dysponowanej rywalce nie robiło to jednak dużej różnicy i doświadczona Belgijka na pewno to widziała. Bardzo fajne jest też, że do końca walczyła, dzięki czemu wynik drugiego seta jest lepszy niż mógłby być przy zawodniczce, która przy tak dysponowanej rywalce jak dziś Elena Rybakina, byłaby już głową w szatni. Choć był to mecz pierwszej rundy, to Elena zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że jej akcje na giełdzie finałowej znacznie wzrosły. Może faktycznie w tym roku na Rolandzie Garrosie zrobi świetny wynik? Dla przypomnienia napiszę, że najwyżej tutaj była w ćwierćfinale i był to jedyny raz kiedy przeszła 3 rundę.

PAP/EPA


Qinwen Zheng (7) vs Alize Cornet (WC) 6:2, 6:1

Ponieważ ten opis będzie tyczył się trochę bardziej upływającego czasu niż gry, to niczym Benjamin Button zacznę od tego co wydarzyło się już meczu. Prawda jest taka, że najładniejszym, najpiękniejszym, a przy tym i najciekawszym, co działo się na korcie Philipa Chartiera miało wtedy, ponieważ miałą miejsce ceremonie zakończenia kariery przez Alize Cornet. Na telebimie pojawiły się jej wspaniałe wspomnienia - były chociażby związane z Igą (powstrzymanie jej epickiego runu zwycięstw podczas Wimbledonu 2022) i jeśli dobrze dostrzegłem to również z Katowic, gdzie Alize wygrała turniej. Mi osobiście podobał się fragment, kiedy w francuskich barwach cieszyła się ze zwycięstwa w meczu Fed Cup. I oczywiście prawdziwe piękno sportu, jakim były łzy wzruszenia oraz emocjonalna przemowa. Obok niej Amelie Mauresmo - czyli chyba najlepsza francuska tenisistka, w historii co? Z kolei na trybunach najbliżsi, którym dziękowała najpiękniej jak potrafi. Ja żałuję tylko, że mecz odbywał się jako pierwszy w sesji dziennej. Przecież granie po 17 znacznie zwiększa szanse na większą frekwencję. Byłoby jeszcze emocjonalniej. Niestety Francuzi mają trudne chwilę, bo niewykluczone, ze swój ostatni Last Dance ma także Richard Gasquet (to w zasadzie pewne), a być może też Gael Monfils. W ogóle trójkolorowym w tym pokoleniu obrodziło w wirtuozerię oraz technikę tenisową. Alize i Richard jako przykłądy, często wyglądali choćby rakieta była przedłużoną częścią ich ręki i panowali nad nią lepiej niż elektryk nad śrubokrętem. Wracając do bohaterki dnia. 34-latkę z lazurowej Nicei zapamiętam przede wszystkim z wygranego turnieju w Katowicach, pokonania Igi, wygranej z Sereną na jakimś tam Wimbledonie oraz imponującej serii 70 rozegranych wielkich szlemów. Zawsze była solidna i nie schodziła poniżej pewnego poziomu. Cechą rozpoznawczą świetna technika użytkowa. Jej gra była elegancka, a w zachowaniu była widoczna klasa. W swoim CV 6 wygranych turniejów. 11 miejsce na świecie i jeden ćwierćfinał wielkiego szlema - raptem 2 lata w Australii. Dziękujemy Alize, to była piękna przygoda! Takich ludzi nam potrzeba.

Zaś co do samego meczu, to tutaj będzie nieco mniej tekstu. Był to klasyczny pojedynek z jedną faworytką, która ma widoczną przewagę tworzącą dość łatwo kontrolę nad wynikiem i przebiegiem wydarzeń. Alize starała się i parę razy zagrała naprawdę fajnie i agresywnie, czym nawet zaskoczyła rywalkę, ale generalnie nie miała w tym spotkaniu zbyt wiele argumentów przeciwko Qinwen Zheng. Chinka zagrała dobre zawody, przede wszystkim wykorzystując swoje główne atuty, jakimi jest serwis i uderzenie z forehandu. Podobało mi się też jak returnowała, ale nie ma się co oszukiwać, że serwis Alize do tego zachęcał i pomagał. Grała swój dobry tenis i mam wrażenie, że gra pod dachem, który sprzyja silnie uderzającym zawodniczkom, był dla niej dodatkowym handicapem. Wynik 6:2, 6:1 to takie idealnie odzwierciedlenie co się działo na korcie. Ten pojedynek nie sprawił jednak, że mam bardziej wyrobione zdanie na temat potencjału tutaj Qinwen w tegorocznej edycji. Bardziej zwraca moją uwagę, że jej drabinka wygląda dość przyjaźnie. Jeszcze słówko o występie Alize Cornet. Starała się przede wszystkim zostawić po sobie jak najlepsze wrażenie i to z czego słynęła, czyli charakter i piękna technika, bo więcej nie będzie okazji Mogliśmy tu zobaczyć ładne slice’y ,czy podcięte zagrania z backhandu, czego pewnie wielu zgromadzonych na trybunach oczekiwało. 



Daria Kasatkina (10) vs Magdalena Fręch 7:5, 6:1

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony postawą Magdaleny Fręch w pierwszym secie. Drugi mógł być na pewno lepszy w jej wykonaniu, dlatego skupię się bardziej na pierwszej odsłonie. W niej mieliśmy byliśmy świadkami przyjemnego do oglądania spotkania dziewczyn, które potrafią na korcie grać i myśleć. Zwracały uwagę, aby ograniczyć do minimum nie tylko liczbę niewymuszonych błędów, ale też zagrań sprawiających, że rywalka zdobędzie większą przewagę sytuacyjną. Przyjemnie się to oglądało biorąc pod uwagę, że obie świetnie poruszają się w defensywie, potrafią grać rotacyjnie i się nie poddają kiedy akcja układa się źle. Na plus, że Polka starała się być nieco bardziej agresywna od swojej rywalki, ponieważ było to potrzebne. Wiem, że z reguły sytuacja w jej pojedynkach jest odwrotna, ale z Darią trudno byłoby w pełni wejść w taką grę. Rosjanka w tym meczu również dokumentowała wielokrotnie, że jest jedną z najlepszych zawodniczek na świecie w grze defensywnej na linii i specjalistką od wychodzenia z trudnych sytuacji. Niezależnie jednak od tego potrafi wykorzystać łatwiejsze piłki i sprawdzić czy rywalka tak dobrze czyta grę jak ona. Mimo, że 27-latka z Rosji grała dobrze, to przez długi czas naprawdę wierzyłem w zwycięstwo Łodzianki w pierwszym secie. Mieliście też takie odczucia? Jeśli odpowiedź brzmi tak, to moim zdaniem dobry dowód na poziom jej gry. Bardzo szkoda tego gema przy 5:5, kiedy serwowała i miała 40:0, by ostatecznie dać się przełamać. Daria oczywiście chwilę później wykorzystała sytuację zamykając seta. 

Drugi set od początku układał się po myśli faworytki. Był jeden groźny moment kiedy na jego początku Daria przy doślizgu niefortunnie postawiła nogę i przeprostowała kolano, ale patrząc czysto sportowo, na szczęście nie miało to wpływu na jakość jej gry. W tej odsłonie wyglądała dużo lepiej od naszej rodaczki. Bardzo dobry ma ten top spin i podoba mi się jak potrafi płasko uderzać z defensywy na tym korcie. To typ zawodniczek jedynych w swoim rodzaju, bo nie ma dla mnie w czołówce tenisistki z podobnymi parametrami, która potrafi je tak dobrze wykorzystywać. Tak sobie myślę, że gdyby Magdalena planowała jeszcze rozwijać swój warsztat tenisowy, do czego zapewne niezmiennie dąży, to podglądanie Darii przy jej warunkach fizycznych mogłoby być dobrą praktyką. Szkoda trochę, że w drugim secie bardziej zaczęła się spieszyć Polka, a to była woda na młyn dla Dashy. Wypracowała przewagę, której nie miała zamiaru wypuścić. Powtórzę, że ta niezwykle sympatyczna Rosjanka zagrała dobry jak na ten sezon mecz. Magdalena Fręch nie może mieć do siebie większych pretensji, ponieważ walczyła, ale trafiła na rywalkę, z którą bardzo trudno wygrać w takiej dyspozycji - szczególnie jeśli nie jesteś zawodniczką mającą łatwość w dominacji na korcie.

Jimmie48/Tennis Photography


Anna Blinkova vs Sorana Cirstea (28) 6:3, 3:6, 7:6 (5)

Mecz z kategorii tych trochę dziwnych i jakościowo słabszych. Obie tenisistki popełniały dużo prostych błędów i tak “przepychały” się siłowo w wymianach i gemach. Nie wykorzystywały tu odczuwalnie swoich praktycznych narzędzi. Mam na myśli przede wszystkim serwis, który o obu nie działał dobrze przez większość meczu. Zza linii końcowej też nie wyglądały jakoś przekonująco. Ostatecznie kolejna z zawodniczek, którą widziałem w zaawansowanej części turnieju, odpada już w pierwszej rundzie. Sorana Cirstea zagrała słaby mecz i mimo, że być może wpływ na to miał uraz (korzystała z przerwy medycznej w pierwszym secie), to taka ilość prostych błędów nie powinna się zdarzać. I tutaj plus dla Anny Blinkovej, która dysponuje na ziemi mniejszym potencjałem, ale popełniała mniej błędów w ważnych puntach. Konsekwentnie starała się grać długą piłkę, dla bezpieczeństwa bardziej po crossie. Wiedziała, że ryzykowne gra jej tutaj nie wychodzi. Myślę, że kluczowym elementem, który pozwolił jej wygrać była postawa na returnie. U Sorany Cirstei najbardziej podobało mi się jak działał backhand po linii i to jedne z uderzeń, które było na odpowiednim poziomie w ważnych momentach. Często kiedy wydawało mi się, że już wchodzi na wyższy level Rumumka, to nagle zagrała takie piłki jakby chciała powiedzieć “Kamil, nie, nie!” Mimo, że wyglądała nawet lepiej siłowo, to często brakowało też wykończenia. Albo inaczej, wykończenie było po prostu złe. Gdybym miał ocenić poziom gry obu to uważam, że Sorana zagrała jak na siebie słabo, a Anna średnio. To drugie wystarczyło, aby wygrać po tie-breaku w trzecim secie, gdzie przy stanie 5:5 (przypomnę, że jest rozgrywany do 10 wygranych punktów w decydującym secie), stanęła Sorana mimo, że to Rosjanka wyglądała od pewnego czasu fizycznie gorzej. Uważam, że w końcówce zaczęła też za bardzo kombinować Sorana. Niepotrzebne skróty w złych momentach, pośpiech kiedy warto przebić spokojniejszą piłkę i zbyt rzadkie wykorzystywanie backhandu, który działał lepiej. Myślę, że nie musiała go nawet dawkować po linii, a kątowo przy zmęczonej rywalce robiłby dużą krzywdę. Zabrakło planu B w jej grze, co zresztą wydarzyło się nie pierwszy raz. W kolejnej rundzie Anna Blinkova zmierzy się ze swoją rodaczką Eliną Avenysan i moim zdaniem będzie musiała zaprezentować się lepiej, aby awansować do trzeciej rund. Biorąc pod uwagę jej dyspozycję na nawierzchni ziemnej byłby to dla niej duży sukces, ponieważ ewidentnie widać, że to nie jest jej ulubione środowisko.


Aryna Sabalenka (2) vs Erika Andreeva 6:1, 6:2

Nie mam tu zamiaru za dużo pisać, bo nawet jeśli nie oglądaliście tego meczu, to wyglądał tak jak prawdopodobnie sobie to wyobrażacie. Zdecydowana dominacja Aryny Sabalenki od początku do końca. Faworytka wyszła na kort główny maksymalnie skoncentrowana i robiła swoje. Nie potrafiła sobie poradzić z jej wielką siłą w żaden sposób Erika Andreeva. Odnosiłem wrażenie, że nieco bała się każdej kolejnej piłki kiedy zagrała wolniej, bo Białorusinka zazwyczaj nie miała skrupułów, aby szybko to wykorzystać. Czuła się bardzo dobrze w tych warunkach Aryna i grała bardzo agresywnie, ale nie popełniała dużej ilości błędów. Jeden wielki “babol” przy siatce o tym na pewno nie świadczy. Wiceliderka rankingu podobnie jak inne najwyżej rozstawione zawodniczki zrobiła swoje najlepiej się da, czyli krótko i bez nerwów. Występ jak najbardziej na plus, jednak poważniejsza weryfikacja dopiero zapewne przyjdzie. Bo Erika była trochę jak wiadro wody, które ma gasić spory ogień, jakim jest będąca w dobrej pozycji ofensywnej Aryna Sabalenka. Czasami była w stanie nieco ostudzić grę wiceliderki rankingu, ale różnica poziomów była bardzo zauważalna. Rosjanka odkąd pamiętam ma problem w grze z lepszymi zawodniczkami, a jeśli po drugiej stronie siatki staje jedna z najlepszych zawodniczek na świecie, to trudno oczekiwać niespodzianki. Tutaj jej nie było, a Erice nie chciałbym zarzucać braku starań i docenić kilku ładnych uderzeń z defensywy, ale to póki co nie ten pułap. 


Yulia Putintseva vs Sloane Stephens 6:1, 6:2 

Spodziewałem się tutaj w miarę wyrównanego meczu, a reprezentantka Kazachstanu zdominiwała byłą finalistkę tego turnieju. Pierwszy set trwał tylko 24 minuty. Drugi niedługo dłużej. Yulia Putintseva wyglądała zdecydowanie lepiej na tle rywalki - to taka sytuacja kiedy widzisz, że jedna zawodniczka wygląda pewniej, zdrowiej, silniej. Tak kompleksowo jakościowo. Mam nadzieję, że wiecie o czym piszę, a nie są to tylko moje wymysły. Kurczę, no świetne są te skróty 29-latki. Nawet jak rywalka spodziewa się ich częstotliwości, to robią sporo krzywdy. W tym roku krnąbrna Yulia gra też wyjątkowo czysto (mam na myśli oczywiście uderzenia, a nie zachowanie kortowe) i chyba też poprawiła serwis. Bardzo podoba mi się również jej praca na nogach. To sprawia, że z reguły jest idealnie ustawiona do piłek.  Po drugiej stronie siatki była Sloane w wersji której zupełnie się nie spodziewałem. Sloane, która dała się łatwo zdominować i popełniająca bardzo dużą ilość niewymuszonych błędów w pierwszych punktach wymian. Wyglądało to jakby nie była w pełni sił. Po korcie poruszała się dość anemiczne i bez powera do jakiego przyzwyczaiła. Yulia, która nie jest cierpliwą tenisistką tutaj widziała, że warto chwilę warto poczekać i przynosiło to efekt. Ogromna dominacja jednej z zawodniczek względem drugiej. Szkoda, bo lubię Sloane i pamiętam jak w tamtym roku była w stanie powalczyć z Aryną Sabalenką na tych kortach. Neutralni widzowie cieszyli się na pojedyncze punkty zawodniczki z Florydy, dopingując i motywując ją, aby mecz trwał trochę dłużej. Nie przynosiło to specjalnie efektu. Żal było też patrzeć jak uderza rakietą o kort. Naprawdę im dłużej piszę ten tekst, tym bardziej nie chce mi się wierzyć, że Amerykanka była dziś w pełni sił. Wiem, że często w tym sezonie gra poniżej swoich umiejętności, ale nie żeby aż tak. Jeszcze wracając do zwyciężczyni. Niezależnie od postawy Sloane, Yulia zagrała bardzo dobry mecz, prezentując pokaźnie atuty jakimi błyszczy w tym sezonie. Obecnie to zawodniczka na top 30 i może być tutaj groźna mimo trudnej drabinki. Jak już wspomniałem kilkakrotnie w swoich tekstach, to jest jej najlepszy sezon w karierze.


Paula Badosa vs Katie Boulter (26) 4:6, 7:5, 6:4

Czy Panowie Alex De Minaur oraz Stefanos Tsitsipas byli na trybunach? Przyznać się, który mocniej kibicował? W tym meczu nie podobał się inny wspólny mianownik niż romantyczne życie bohaterek widowiska. Obie występowały w identycznych strojach. Na weselu to byłoby przecież nie do pomyślenia. W sumie na korcie też bym wolał, aby jak w piłce nożnej - w takiej sytuacji były stroje domowe i wyjazdowe. Dla komfortu oglądania kibiców. Przechodząc płynnie do fanów, to ci zgromadzeni na trybunach i dopingujący głównie Hiszpankę sprawili, że napięcie podczas meczu było bardziej wyczuwalne. 

Zaś już co do samego meczu. Był to najbardziej emocjonujący pojedynek dzisiejszego dnia. Raczej nie najlepszy, ale emocji w nim nie brakowało. Uważam, że duża w tym robota Pauli i może ciut jej kibiców. Nie jest to jakiś komplement, a bardziej wstęp do lekkiego przemyślenia. Jak bardzo lubię Paulę za to jak przyjaznym wydaje się być człowiekiem, tak męczy często, to co dzieje się w jej meczach. Te częste krecze czy niezrozumiałe obniżki formy w czasie spotkania. O co chodzi? Przy pierwszym secie poczułem lekkie zmęczenie przez to jak przebiegał. Dla mnie tenisistka z Hiszpanii była sporą faworytką tego pojedynku, bo Katie Boulter nawierzchnia ziemna totalnie nie leży i nie pokonała na niej żadnego dużego nazwiska. Początek 1 seta to duża przewaga optyczna Pauli, która w każdym gemie serwisowym była bliska przełamania Brytyjki. Kiedy w trzeciej próbie w końcu tego dokonała, to nagle coś się odpauliniło i przegrała w mig 6 gemów z rzędu. Przegrała 1 seta dużo bardziej niż rywalka go wygrała mimo, że nie lubię używać tego sformułowania. Banalne błędy, uderzenia w pół siatki i tym podobne. To wszystko paręnaście minut po tym jak grała naprawdę dobry, mądry tenis. A nagle 4:6, 0:2 i nieprzyjemna sytuacja. Huśtawka Hiszpanki trwała dłuższy czas i kiedy już wydawało mi się, że polegnie w dwóch setach, to zaczęła grać solidnie. Co ciekawe, mam wrażenie że w drugim secie Katie też grała lepiej niż w pierwszym. Efektem było, że widowisko weszło na wyższy, przyjemniejszy do oglądania poziom. Paula była w stanie odwrócić jego losy, doprowadzając do decydującego seta. Katie Boulter przyjęła dość ofensywną taktykę na ten mecz. Ciężko mi się odnieść czy była skuteczna czy nie, bo tutaj próbnik poziomu gry Pauli był kluczowy. Z dużą ciekawością czekałem i śledziłem trzeciego seta. Myślę, że stał na lepszym poziomie niż drugi. Bardziej zauważalny w nim był już rozsądek niż fantazja. Panie jakby wyciągnęły wnioski po dwóch setach - to znaczy co powinny zrobić żeby ten mecz wygrać. Paula starała się zwracać uwagę na unikanie przestojów i kiedy nie szło, to cierpliwie przebijała (na plus, że dość fajnie płasko), a Katie polowała na okazję kiedy może zaatakować w dobrym momencie. Delicjami było kiedy Hiszpanka broniła się w obronie piłką graną na wyciągniętej rakiecie. Zaczęły też mocno w trzecim secie pilnować swojego serwisu. Kluczowy był gem przy 4:4 i serwisie Pauli, kiedy mieliśmy kilka wymian, które mogły pójść w obie strony, ale finalnie Paula obroniła swoje podanie. No i w tym gemie Panie grały bardzo ładny tenis! Duży szacunek dla Hiszpanki, że była w stanie go wygrać, a później odebrać serwis Brytyjce. Nagrodą awans do drugiej rundy.

Jeszcze na koniec chwila uzasadnienia. Trochę narzekam na postawę Pauli, bo kiedy gra dobrze, to jest to naprawdę bardzo przyjemny do oglądania tenis. Podoba mi się jak uderza w biegu z bachhandu porusza się w defensywie czy urozmaica grę zróżnicowanymi praktykami i sprytnie, tak niewidocznie zyskuje przewagę w wymianach. Technikę użytkową ma bardzo ładną, co pokazywała chociażby gasząc trudne piłki przy siatce czy broniąc czysto trudno ataki rywalki. Tylko dlaczego tak rzadko tak wykorzystuje? Z Yulią Putintsevą musi zagrać znacznie lepiej jeśli chce myśleć o zwycięstwie. A Katie Boulter jak na to co prezentowała do tej pory na pomarańczowej nawierzchni, zagrała nieźle i myślę, że to może być krok w lepszym kierunku. Natomiast teraz jestem przekonany, że skupi się na jak najlepszym przygotowaniu do trawy, gdzie jako gospodyni Wimbledonu zapewne ma spore ambicje. 



Co jeszcze?

Z nieco smutnych niespodzianek, chciałbym odnotować porażkę Angelique Kerber. Rozbudziła nasze apetyty bardzo dobrym spotkaniem przeciwko Idze Światek w Rzymie, Myślę, że wielu z nas życzy jej jak najlepszych wyników na tym etapie kariery. Męczyła się Peyton Stearns, która wyrasta powoli na mistrzynie horrorów (raczej jeszcze niezbyt znana tenisowemu światu Lucija Ciric Bagaric miała w trzecim secie 5:4 i serwis). Swoje zrobiły Madison Keys, Emma Navarro, Mirra Andreeva czy Victoria Azarenka. Cieszy też awans wiecznie młodej Sary Errani.


Godne odnotowania


Sensacje: brak

Niespodzianki: porażka Angelique Kerber z Arantxa Rus

Co ciekawego jutro?

Katie Volynets vs Marketa Vondrousova
Sofia Kenin vs Caroline Garcia
Camila Osorio vs Ons Jabeur
Danielle Collins vs Olga Danilovic
Donna Vekic va Marta Kostyuk
Iga Świątek vs Naomi Osaka
Ludmilla Samsonova vs Amanda Anisimova


----

PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16


I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!

Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJhttps://twitter.com/z_kortu

Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJhttps://www.facebook.com/groups/178960806040159

Myślę też, że kanał na YouTube oraz profil na Instagramie Rolanda Garrosa mogą być również dobrym miejscem dla Ciebie.

---------

Poznaj mój Skarb Kibica WTA!

Zapraszam Cię serdecznie do zapoznania się z moim "Skarbem Kibica WTA 2024". To 139 stron pasji do tenisa i być może interesujących dla Ciebie informacji. Znajdziesz go klikając poniżej.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odejście Tomasza Wiktorowskiego i moje opinie o sztabie Igi na przyszłosć

Sandra Zaniewska: Tenis na przestrzeni lat stał się bardziej agresywny, ale korty wolniejsze

Skarb Kibica WTA 2024