#DailyRaportRG (dzień 2) - Porażką Marii w cieniu pożegnania tenisowego Boga

Dziś nieco mniej obszerne podsumowanie przede wszystkim z 2 powodów. Po pierwsze ze względu na obowiązki, bo czas niestety nie jest z gumy, dlatego nie ukrywam, że w pierwszym tygodniu kiedy meczów jest multum czasami może być trudniej. A po drugiej i nawet ważniejsze, to dlatego, że podsumowanie skupia się na WTA, a najważniejszą postacią dzisiejszego dnia był dla mnie pewien Pan z ATP. Rafael Nadal. I tak trochę o tym meczu rzucę “unpopular opinion”, że ten mecz był nawet do wygrania.  W pewnych momentach 2 i 3 seta wyglądał znacznie lepiej i zabrakło takiego wyssania Saschy Zvereva i utrzymania tego (wiem, że to nie jest mało), a przy 2:1 w setach wierzę, że ta publiczność przeniosła by go siłą najwyższej mocy (kto oglądał Dragon Balla ten wie) do kolejnej rundy. Skoro o publiczności mowa. Iga Świątek, Novak Djoković i Carlos Alcaraz, czyli obecna liderka oraz były i obecny lider światowego rankingu na trybunach meczu pierwszej rundy. Wszyscy w czasie kiedy są w rytmie meczowym czy treningowym, decydują się przybyć na kort centralny. To jest naprawdę rzadki widok. Ale są rzeczy ważne i ważniejsze, a tutaj pisała się historia tenisa. Rafael Nadal rozgrywał prawdopodobnie swój ostatni mecz na French Open i mimo, że przegrał to pokazał jaki jest wspaniały. Ten charakter, temperament i szacunek, a do tego czysto sportowo wiele cudownych zagrań. Wszystko za co go pokochaliśmy. Co tu można napisać: RAFA DZIĘKUJEMY ZA TO KIM JESTEŚ DLA TENISA!  Na koniec trochę marzycielsko. Wyobrażacie sobie, że Iga wygrywa 10 razy szlema w Paryżu i ma taki swój ostatni Last Dance jako zasłużona, ale już po najlepszych latach zawodniczkach na kortach Rolanda Garrosa? Płakałbym ja, zapewne wielu z Was i płakałby Paryż tak jak płacze dziś. Na pewno dzisiejsza data jest jedną z ważniejszych w historii współczesnego tenisa, dzięki matadorowi z Mallorki. Ale teraz już pora poświęcić cyfrowe kartki, aby opisać co działo się podczas drugiego dnia w turnieju kobiet. Zapraszam!

PAP/EPA


Iga Świątek (1) vs Leolie Jeanjean (Q) 6:1, 6:2,

Nie będzie dużo o tym meczu, bo wierzę, że będziemy o Idze jeszcze tutaj pisać, a ten mecz nie był jednym z 50 najciekawszych w karierze liderki rankingu. Prochu tu nie wymyślę. Graliście za młodzieńczych lat w piłkę, siatkówkę albo jakikolwiek inny sport z przeciwnikami silniejszymi, starszymi o kilka lat, przez co mimo starań nie byliście w stanie nawiązać równorzędnej obawy? Tak trochę wyglądał dla mnie ten pojedynek Igi z Leolie. Francuzka widać, że chciała i miała nawet kilka ładnych zagrań, ale nie trzeba być wielkim obserwatorem, aby dostrzec jak wiele na danym etapie dzieli obie zawodniczki. Dla mnie dobrze, że Iga miała takie lekkie przetarcie, aby oswoić się z paryskimi kortami w meczu, gdzie nie musiała się wspiąć na wyżyny, ale opcja gry z zawodniczką z kraju gospodarzy mogła pozwolić trochę bardziej wczuć się jej w klimat tenisowego święta, które się rozpoczęło. Co tutaj można powiedzieć o grze Polki? Zagrała tak jak potrzeba, w ważnych momentach uruchamiając wyższe obroty. Nawet kiedy dała się przełamać na początku drugiego seta to chyba nikt nie mógł obawiać się o wynik. Różnica poziomów była na tyle spora, że trudno tu mi ocenić formę liderki rankingu na danym etapie. Nie jest to zresztą moment w którym jest sens to robić. Próba powinna przyjść w środę, bo Naomi jako mistrzyni wielkoszlemowa postawi Idze trudniejsze warunki, chociażby ze względu na wachlarz umiejętności jaki posiada. Czekam niecierpliwie, ale spokojnie. Jeszcze chwila o Leolie Jeanjean. 28-latka przeżyła na pewno jedną z najlepszych przygód w karierze i nie przyniosła wstydu. Czytałem, że obawiała się meczu z Igą, ale te spotkanie nie było ujmą na honorze. Wpadł ładny skrót do którego Iga zupełnie nie ruszyła, co jest fajnym wpisem do CV. Parę razy też ładnie obroniła się w defensywie, co zapewne Iga jako jej mistrzyni doceniła. Pozostaje życzyć powodzenia w dalszej karierze. Do tej pory najwyżej była 102 na świecie, więc czemu nie życzyć debiutu w top 100. My tymczasem możemy oczekiwać środy i pojedynku Igi Świątek z Naomi Osaką, gdzie może być ciekawiej, choć ten mecz będzie miał wciąż tylko jedną faworytkę.

Jimmie48/Tennis Photography


Ludmilla Samsonova (17) vs Magda Linette 6:1, 6:1

Nie będę ukrywał, że nastawiałem się na znacznie lepszy występ Magdy. Od jej dyspozycji, większy znak zapytania stawiałem przy postawie Ludmilly, która rozegrała świetne zawody. Taki rozjazd dyspozycji w stronę plusową u faworytki i minusową u tej dysponującej na daną chwilę mniejszym potencjałem w 99% przypadkach kończy się zdecydowaną wygraną. Tak było w tym przypadku. Ludmilla w tym spotkaniu oddała Magdzie mniej gemów, niż Iga oddała Leolie Jeanjean. Dlaczego tak się wydarzyło? Mam wrażenie, że Poznanianka była na tym meczu jakby lekko rozproszona, co było widać już w 2 czy 3 gemie, gdzie ewidentnie się spieszyła i robiła duże auty. A to była ważne momenty, ponieważ pozwoliły zawodniczce rozstawionej z numerem 17 na zdobycie dużego komfortu sytuacyjnego. Nie wiem czy Rosjanka bardziej nerwową grę Magdy, ale zachowywała się przeciwnie - konsekwentnie grała swoje, w żaden sposób nie podpalając się. Ona jest naprawdę silna, a jej forehand tutaj może zrobić dużą krzywdę kolejnym rywalkom. Mimo, że w tym sezonie tego nie pokazała, to nadal twierdzę, że jej czas może przyjść w każdym momencie i zrobi znakomity wynik w tym roku. To jedna z tych zawodniczek, która przy dobrym dniu może wygrać z każdą. Gdybym pod względem nieprzyjemności gry dla rywalek miał ją porównać do jakiejś zawodniczki to wybór padłby na Barborę Krejcikovą. Różni je głównie to jak radzą sobie z liderką rankingu. W tym meczu Rosjanka bardzo wypracowała sobie dobry wynik i widziała, że w tym meczu może jedynie sama przegrać, bo to ewidentnie nie był dobry mecz Polki. Do myślenia daje chociażby, że nasza rodaczka 2 razy przegrała gemy w których prowadziła 40:0 przy w swoim serwisie. To dużo biorąc pod uwagę, że w całym meczu serwowała tylko 7 razy. Nieco liczyłem tutaj na niespodziankę, ponieważ Magda ostatnio wysłała oznaki dobrej formy, a Ludmilla jest nieobliczalna. Tutaj jednak zagrała najgorszy mecz na ziem w ostatnim okresie i pozostaje żałować oraz liczyć, że przepracuje dobrze sezon przed trawą, co sprawi, że druga część sezonu będzie lepsza w jej wykonaniu. Z pewnością ją na to stać. A Ludmillę warto obserwować w kolejnych spotkaniach, ponieważ to zawodniczka, którą stać na duże wyniki. Tak samo zresztą jak na porażkę w słabym stylu w drugiej rundzie. 


Marketa Vondrousova (5) vs Rebeka Masarova 6:1, 6:3

Podobnie jak w przypadku pojedynku opisywanego powyżej. Lepiej niż się spodziewałem zagrała faworytka, a słabiej underdog. Czeszka zaskoczyła mnie fajną grą, bo przyznaję, że brałem tutaj pod uwagę nawet scenariusz z niespodzianką jaką byłoby jej pożegnanie się z turniejem w I rundzie. Aktualna mistrzyni Wimbledonu dała mi jednak do myślenia czy nie oceniać wyżej jej szans w kolejnych rundach. I piszę to ze świadomością, że Rebeka Masarova zagrała dziś słaby mecz. Zaskoczyło mnie przede wszystkim, że Marketa wyglądała na silniejszą fizycznie w tym spotkaniu i Hiszpanka nie próbowała przejmować kontroli. To był moim zdaniem lepszy sposób na urwanie większej ilości gemów. Ładnie amortyzuje tutaj piłkę tym swoim giętkim nadgarstkiem Marketa. Była też widoczna kąśliwość uderzeń (i odbić piłki po od ziemi po jej zagraniach), która może sprawiać problemy rywalkom. Technika to ona ma świetną jak mało kto, ale tutaj pokazała też kilka innych atutów - w tym nawet siłowych i serwisowych (mam na myśli jego skuteczność). W drugim secie co prawda mecz się wyrównał, ale nie miałem wrażenia w żadnym momencie żeby zwycięstwo Czeszki w 2 setach było choć przez chwilę zagrożone. Nieco się powtarzając, nadal nie nastawiam się, że Marketa Vondrousova zrobi tutaj duży wynik, ale jej kolejne pojedynki będą obserwował baczniej i być może będę zmuszony wypluć kilka słów sprowadzających się do braku wiary w wielkoszlemową mistrzynię. Teraz zmierzy się z Katie Volynets. Zobaczymy czy będzie ona w stanie zaplamić czarno biało-czerwono-niebieską flagę obecnych Mistrzów Świata w hokeja. 


Jasmine Paolini (12) vs Daria Saville 6:3, 6:4

Wiecie, że nie licząc tegorocznego Australian Open (IV runda) Jasmine Paolini nigdy nie przeszła drugiej rundy wielkiego szlema? Ten rok jest jednak dla niej przełomowy i tak sobie myślę, że ten turniej jest również niezwykle ważny, ponieważ to pierwszy raz kiedy w pierwszych 3 rundach będzie występowała prawdopodobnie w roli faworytki. W pierwszej z nich miała rywalkę, która nie jest łatwa do pokonania, ale nasza Włoszka poradziła sobie bardzo dobrze. Potrafiła zagrać nieco agresywniej o co prosiło się w tym spotkaniu, ale przy tym zachowywała zimną krew. Nie jest odkrywcze, że Daria Saville dobrze czuje się w defensywie, chociaż na ziemi jest to u niej akurat mniej widoczne. Gdybym miał coś zarzucić grze Darii w tym spotkaniu, to jedynie że niczym nie spróbowała zaskoczyć Włoszki, która grała to co potrafi, ale próbując dodatkowo wchodzić w bardziej ofensywny świat. W tym meczu było więcej przełamań niż wygranych swoich gemów serwisowych, ale to też nie jest jakąś wielką sensacją. Po prostu obie grają tak, że serwis niekoniecznie musi być atutem. Nie zmienia to jednak faktu, że w obu setach cały czas przewagę miała rozstawiona Włoszka. Największy problem miała z zakończeniem meczu, co dodatkowo powstrzymał deszcz, ale ogólnie oceniam jej występ in plus. Teraz pojedynek z Hailey Baptiste, gdzie będzie sporą faworytką, a zatem drzwi do pierwszej w karierze III rundy Rolanda Garrosa otwierają się dla niej otworem. Z ciekawością obserwuję, bo kopciuszkowa w tym sezonie historia tej dziewczyny jest jedną z najfajniejszych w tourze. 

Jimmie48/Tennis Photography

Anna Kalinskaya (23) vs Clara Burel 7:6 (3), 7:5

Gdybym miał wskazać zawodniczkę, którą zacząłem znacznie bardziej śledzić po (w sumie to już w trakcie) tegorocznego Australian Open to wybór padłby na Anne Kalinskayą. Niestety później nie licząc występu w Dubaju, zazwyczaj nie prezentowała się tak dobrze. Szkoda, bo odpukać - przechodzi przez ten sezon jak na siebie wyjątkowo w zdrowiu. Po prostu jej forma ze wschodniej części świata nie przeleciała jeszcze do zachodniej czy centralnej części globu. Paryż jest jednak blisko Greenwich, więc może tutaj? Aby to zrobić i osiągnąć dobry wynik, na początku konieczne było pokonanie reprezentantki gospodarzy i cel ten został zrealizowany. Ta zresztą też najlepszy turniej w tym roku rozegrała w Melbourne, a potem było już słabiej. Mimo, że Anna ma jak dla mnie znacznie większy potencjał, to mieliśmy tutaj głównie z powodu jej dużej ilości niepotrzebnych błędów tie-break w pierwszym secie. Tam już potrafiła zagrać ładnie i w miarę bezbłędnie. Ciekawe jest dla mnie to, bo nie wiem czego jej brakuje, aby regularnie grać tak dobrze jak potrafiła tutaj w tie-breaku czy kilku innych momentach. Warsztatowo jej gra wydaje się być płynna i zrównoważona, ale regularnie pojawi się jakiś błąd czy zła decyzja - tych właśnie w Melbourne było mniej. Mam na myśli taki rodzaj wyważenia, że wszystkie kluczowe elementy są na dobrym poziomie i nie wymagają skrajnego ryzyka, a jednak błędów jesr sporo w jej wykonaniu. I jak to jest, że przegrywa większość swoich serwisów by za chwilę odłamać rywalkę, której serwis jest dużym atutem? To nie jest tak, że Clara nim dziś demolowała, ale jest jednak jej zaletą. Drugi set nie różnił się wizualnie specjalnie od pierwszego. Niezrozumiałe były te auty na szerokość. Anna tak fajnie grała w defensywie podczas Australian Open, a tutaj powinna jeszcze bardziej próbować top-spinu. Prawda jest taka, że to był co najwyżej średni mecz do oglądania. Uważam, że Francuzka też mogła zagrać lepiej i wtedy byłaby w stanie wygrać ten mecz. Moim zdaniem nie wykorzystuje swoich największych atutów, jak serwis, forehand z kortu czy warunków fizycznych. Tutaj nie wykorzystała też okazji, jakimi w pierwszej secie był setpoint, a w drugim serwis na wygranie seta. Z perspektywy jakości sportowej fajnie, że awansowała Anna, bo jest ciekawszą zawodniczką. Ale to trochę jak z uczniami w szkole o których mówi się, że jakby chcieli to mieliby lepsze oceny. Oczywiście nie twierdzę, że Anna nie chce, ale oglądając jej grę trochę żal, że nie wygląda na korcie tak jak może i to od dobrych kilku miesięcy.


Varvara Gracheva vs Maria Sakkari (6) 3:6, 6:4, 6:3

Oglądałem z odtworzenia i w skrócie. Ktoś powie co ta Maryśka znowu zrobiła? Moją uwagę zwróciły duże błędy z forehandu i masa błędnych decyzji. Po drugiej stronie kortu był spryt przyszywanej Francuzki, która zwietrzyła swoją szansą i ję wykorzystała. Już w pierwszym secie Greczynka nie przekonywała. Miała jeden fajny moment, gdzie wyszła na prowadzenie i utrzymała je do końca, ale była to była co najwyżej średnia gra. Mam wrażenie, że Varvara zrobiła dobry ruch pozwalając jej grać swoje. Bystrze zauważyła, że to nie jest dobra postawa i da jej nieco więcej uderzać, a to zacznie działać. Sprawdziło się, bo zaczęło przynosić efekt w postaci zyskiwania przewagi punktowej. Tak oto coraz bardziej poirytowana złym wynikiem Maria zaczęła robić coraz większe błędy i nieprzyjemnie zaskakiwać, do czego przyzwyczaiła nas w wielkich szlemach. A ja naiwny wierzyłem, że to może być jej turniej. Nie wiem co tutaj więcej napisać. Brawa dla Varvary za konsekwencje i ponad solidność. Wynik Marii mimo wszystko rozczarowujący, ponieważ w tym roku korty Rolanda powinny jej pasować. Porażka w pierwszej rundzie i kolejny zawód swoich kibiców oraz argument dla przeciwników, że miejsce w 10 jest niezasłużone. 


Elisabetta Cocciaretto vs Beatriz Haddad Maia (12) 3:6, 6:4, 6:1

Najlepszy mecz kobiecy jaki dziś oglądałem. Fajny do oglądania szczególnie dla fanów tenisa ceniących dużo biegania i przebijania (choć głównie przez środek siatki). Myślałem, że Beatriz nie będzie chciała się wciagąć w taką grę, która pasuje jednak dużo bardziej Włoszce, ale na to poszła. Początkowo można było stwierdzić, że z dobrym skutkiem pomimo, że pierwszy set był wyrównany. W jego końcówce jednak zwiększyła obroty i agresję, wygrywając tą partię 6:3. Dużo była tutaj wymian i gry kątowej zza linii. Fakt, faktem głównie przez środek i to się tyczy wszystkich setów. W drugim z nich, ważnym momentem była piłka na odłamanie ze strony Beatriz (na 2:3), ponieważ Elisabetta była święcie przekonana, że to był aut. Sędzia jednak klasycznie był nieugięty. Ale w sumie ważniejsze co wydarzyło się chwilę później. Szacunek dla 23-latki z Ancony, że nie załamało jej to i już w kolejnym gemie ponownie przełamała Beatriz. Ponadto, później ze zdwojoną sportową złością dopilnowała, aby wygrać tego seta. Bardzo podobało mi się jak obie tenisistki są dobrze przygotowane motorycznie do biegania. 10-15 uderzeń w kilku punktach w gemie? Nie ma problemu! Fajne też, że obie potrafiły je wygrywać i trudno było przewidzieć, która przejmie kontrolę po kilku uderzeniach. Oczywiście częściej próbowała to robić Brazylijka, ale nawet kiedy zagrała mocną piłkę pod linię to Włoszka naprawdę często odpowiadała świetną obroną. Potrafiła nawet wykorzystać siłę uderzenia rywalki i nie bała się zaatakować będąc z metr za linią. Drugi set mimo, że miał dość podobny przebieg do pierwszego, to jego zwyciężczynią była Włoszka, co mnie ucieszyło, gdyż był to pojedynek w którym obie Panie zasłużyły na trzeci set. W nim na początek 2 bardzo długie gemy, które miały decydujące znaczenie dla losów spotkania. W obu lepsza była niezwykle energiczna młoda Włoszka. Ja nawet mam wrażenie, że wyżej wspomniana sytuacja sporna z drugiego seta podziałała na nią jak płachta na byka. Wierzę to, bo przecież Włosi są podobni mentalnie do Hiszpanów. W sumie nagle z 2:0 zrobiło się 5:0. Później był honorowy tenisistki rozstawionej z 12, ale za chwilę głównie dzięki ładnym backhandom z głębi kortu przypięczętowała zwycięstwo Elisabetta.

Ciekawe jest to, że to Włoszka wyglądała tutaj na tenisistkę, która ma więcej czasu, aby ustawić się do uderzenia. Utrzymuję, że Bia źle podeszła taktycznie do tego meczu i powinna narzucić większą ofensywę, częściej wybierać się do siatki i wchodzić głębiej na return rywalki. Tym bardziej, że miała przewagę seta i mogła kombinować, bo tutaj nie było w żadnym momencie jej sporej optycznej przewagi. Szkoda jej porażki, ale Elisabetta Cocciaretto w meczu znacznie bardziej zasłużyła na zwycięstwo. W tych chyba nieco chłodnych warunkach (wnioskowałem to po ubiorze Brazylijki), a internety pokazywały mi 12 stopni w Paryżu mieliśmy kolejną sporą niespodziankę. Bynajmniej dla mnie, bo Bię Haddad Maię podobnie jak Marię Sakkari typowałem wysoko w moich przewidywaniach. Tyle człowiek może oglądać tego tenisa, a i tak jest brutalnie weryfikowany w pierwszych rundach. Na koniec jeszcze słowo o kibicach z Brazylii. Dodają tutaj sporo kolorytu, bo mimo że są nieliczną grupą to niezwykle żywiołową. Ich wsparcie z trybun sprawia, że mecz staje się jakby bardziej intrygujący i dodają kolorytu. Fajnie się ich oglądało i trochę szkoda,  że ich dwie reprezentantki odpadły z turnieju Pań tak szybko.



Godne odnotowania


Sensacje: porażka Marii Sakkari z Varvarą Grachevą i Beatriz Haddad Mai z Elisabettą Cocciaretto

Niespodzianki: porażka Ekateriny Alexandrovej z Viktorią Tomovą, 

Co ciekawego jutro?

Qinwen Zheng vs Alize Cornet 
Katie Boulter vs Paula Badosa
Magdalena Fręch vs Daria Kasatkina 
Yulia Putintseva vs Sloane Stephens


To tyle!

Poza tym oglądałem trochę meczu Ons Jabeur, ale nie na tyle żeby ocenić poziom jej gry. Bardziej aby zobaczyć jak nadal potrafi czarować. To będzie robić zapewne do końca świata i jeden dzień dłużej. I nie uważam jak to stwierdził komentator meczu, że musi się uczyć gry skrót-lob od Agnieszki Radwańskiej - oczywiście nic Isi nie ujmując, bo też była w tym świetna. Po prostu Tunezyjka to potrafi. Mimo, że uwielbiam ile materiału daje nam Eurosport, to te niektóre komentarze potrafią być również nie do przetrawienia. 

Na mojej liście wstydu jest dziś pojedynek Eliny Svitoliny z Karoliną Pliskovą na który nie zdołałem poświęcić czasu. Chętnie poznam również Wasze opinie na temat dyspozycji Coco Gauff i Danielle Collins. Czytałem tylko pobieżnie, że nie można mieć zastrzeżeń do ich gry, ale rywalki nie postawiły poprzeczki na poziomie trudnym do przeskoczenia. W drugiej rundzie na pewno będę chciał zobaczyć zawsze uśmiechniętą Camilę Osorio, która zmierzy się z wyżej wspomnianą Tunezyjką,

Za niespodziankę, lecz z kategorii tych małych traktuję porażkę Ekatariny Alexandrovej z Viktorią Tomową. Tym sposobem z 4 rozstawionych na samej górze drabinki pozostała sama Nasza Duma. Potwierdziło się, że wiele nazwisk w tej części jest jednak pod formą.  

Chętnie też poznam Wasze opinie na temat spotkań z drugiego dnia turnieju!


----

PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16


I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!

Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJhttps://twitter.com/z_kortu

Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJhttps://www.facebook.com/groups/178960806040159

Myślę też, że kanał na YouTube oraz profil na Instagramie Rolanda Garrosa mogą być również dobrym miejscem dla Ciebie.

---------

Poznaj mój Skarb Kibica WTA!

Zapraszam Cię serdecznie do zapoznania się z moim "Skarbem Kibica WTA 2024". To 139 stron pasji do tenisa i być może interesujących dla Ciebie informacji. Znajdziesz go klikając poniżej.


---------

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odejście Tomasza Wiktorowskiego i moje opinie o sztabie Igi na przyszłosć

Sandra Zaniewska: Tenis na przestrzeni lat stał się bardziej agresywny, ale korty wolniejsze

Skarb Kibica WTA 2024