#DailyRaportRG (dzień 1) - Marta Kostyuk największą wojowniczką w tourze

Nareszcie się zaczęło! Moje serce, jak i pewnie wielu z Was zmienia na 2 tygodnie kolor na pomarańczowy i jest owładnięte paryską miłością. W tym czasie puls będzie bił mocniej głównie z powodu tego co będzie działo się na kortach imienia Rolanda Garrosa. Już pierwszy dzień dostarczył nam dość sporo emocji i fajnych (może nie świetnych, dawkujemy te słowo) pojedynków. Zapraszam Was na podsumowanie najciekawszych w moim odczuciu spotkań z pierwszego dnia turnieju wśród Pań.

PAP/EPA


Dayana Yastremska (30) - Ajla Tomljanovic 3:6, 6:3, 6:3

Pierwszym pojedynkiem jaki odpaliłem na ekranie telewizyjnym było spotkanie którego ciekawiło mnie głównie ze względu na obecną dyspozycję zawodniczek. To jak w danym momencie będzie prezentować się Dayana jest zresztą zawsze pod znakiem zapytania. Za to poturbowana przez liczne kontuzje Ajla próbuje dopiero wrócić do formy. Ten moment nie jest dla niej łatwy, bo ceglana mączka nigdy nie była ulubioną nawierzchnią 31-latki. Tutaj wystąpiła dzięki dobrym układom między francuską, a australijską federacją, które wręczają sobie wymiennie po jednej dzikiej karcie wymiennie na szlemy w swoich krajach. Faworytką była dla mnie Dayana, ale z Dayaną niczym z mającym podobne imię Dario ze “Ślepnąc od świateł” (kto nie oglądał, to szczerze polecam) to wiadomo jedynie, że nic nie wiadomo. Przechodząc do meczu. Bardzo fajnie taktycznie przygotowała się do niego reprezentantka Australii. Grała cierpliwie (tą cechę charakteru jeszcze poruszę, bo pełniła w spotkaniu dużą rolę) fajnie poruszała się po korcie i konsekwentnie zagrywała dłuższe piłki. Działało. Dayana Yastremska o ile stała blisko Tenisowych Bogów w kolejce po talent, to do kolejki o cierpliwość raczej w ogóle się nie podeszła, co udowodniła już wielokrotnie. Klasycznie grała oczywiście swój ofensywny tenis, starając się zepchnąć rywalkę do możliwie głębokiej obrony, co udawało się jej mniej więcej połowicznie. To jedna rzecz, która mnie zaskoczyła mimo, że zdaje sobie sprawę jak to jest na ziemi (w sensie, że trudniej o uderzenia kończące). Ta moc uderzeń Dayany nie przynosiła takiego efektu jakiego się spodziewałem. Cierpliwą jak na swoje predyspozycje, solidną grą Ajla doczekała się na przełamanie (a nawet 2) i wygrała seta pierwszego. W miejscu zalet, chciałbym też wspomnieć o funkcjonowaniu returnu przy drugim serwisie mimo, że statystyki wygranych punktów jakoś tego nie pokazywały. Drugi set też na początku wyglądał pewniej ze strony tenisistki grającej z dziką kartą, ale rozstawiona z numerem “30” 24-latka przetrzymała opór. Kluczowe dla tego meczu były 4 i 7 set drugiego seta. W tym pierwszym Dayana obroniła 2 break-pointy a w 7 sama przełamała rywalkę. O ironio, w dużej mierze przełamała ją solidną i cierpliwą grą w ważnych punktach. Z kolei Ajla zaczęła się lekko podpalać, bo 7 gema zakończyła podwójnym błędem serwisowym, na który był to jeden z najgorszych momentów. Od tego momentu wzrosła pewność siebie i skuteczność wyżej notowanej zawodniczki, dzięki czemu wygrała 6 gemów z rzędu. Przewaga z przełamaniem w trzecim secie (3:0) kiedy Ajla ponownie zdobyła swojego gema była już pokaźna - szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że jednak fizycznie nie przekonywała do końca 202 obecnie tenisistka świata. Co jeszcze o tym meczu? Nie przystoi mającej takie dobre uderzenie z głębi kortu Ukraince robić tak często prostych błędów z backhandu. Te uderzenia w pół siatki czy kilka metrów w aut aż kłują po oczach kiedy widzisz jaki ma atrybut i jak go pożytkuje. Wynikają one zazwyczaj z pośpiechu czy złego ustawienia nóg, które w sumie też pochodzi zapewne z pośpiechu. Niestety choć po Australii byłem optymistą co do dalszej części sezonu w jej wykonaniu, to wciąż niewiele się zmienia jeśli chodzi o wizję grę. Miernikiem jest tylko poziom skuteczności uderzenia, a ze względu na sympatię do niej bardzo chciałbym zobaczyć bardziej urozmaicony tenis. Taką arytmię, do jakiej potrafi doprowadzić swoich kibiców wahaniami poziomu podczas turniejów. A Ajla? Tak sobie myślę, że jeśli forma nieco wzrośnie w najbliższych tygodniach, to na trawie przy dobrych układach może zrobić przyjemny wynik. Pokazała kilka razy, że wciąż pamięta jak się gra w tenisa i mogła nawet zakończyć ten mecz w 2 setach. To cieszy, ponieważ ostatnie wyniki nie napawały optymizmem. Zobaczymy jak poradzi sobie w warunkach przyjaźniejszych swojej grze, gdzie zapewne już od następnego turnieju przeniesie swoje talenty.

Jimmie48/Tennis Photography

Marie Bouzkova vs Veronika Kudermetova (29) 6:2, 6:4

Śledziłem na mniejszym ekranie i z trochę mniejszym skupieniem, ale zaciekawieniem, ponieważ to rejony blisko Igi. Najlepszy mecz Marie jaki oglądałem w tym roku mimo lekkiego przestoju w jego końcowej części. Kapitalnie kilka razy zagrała z backhandu po crossie, a za linią końcową poruszała się jakby miała motor i to lepszy niż czeska Java. Fajnie też wybierała momenty kiedy wejść w kort - często z jego środka zagrywając skuteczny forehand czy nawet volley pod linię boczną. Tylko zastanawiam się czy ta optyka nie była nieco myląca przez słabą postawę Veroniki Kudermetovej. W największym skrócie - mam wrażenie, że Rosjanka gra w każdym elemencie gry o 2-3 poziomy gorzej niż w tamtym roku. Oczywiście czasami jej błędy było wymuszone dobrą postawą rywalki, ale uważam, że jej wersja sprzed kilku miesięcy nie dałaby sobie tak wejść na głowę. Wiecie, że w tym sezonie Veronika Kudermetova ma bilans 7-13? Za niedługo rozstawienia odejdą w zapomnienie i jeśli nie poprawi swojej gry, to mogę być kłopoty. Dziś zupełnie nie przekonywała ani grą, ani mową ciała. Co prawda, gdy w drugim secie rozluźniła się Marie, to doceniam, że poczuła krew Rosjanka i ze stanu 1:4 doprowadziła do 4:4, ale późniejszy swój gem serwisowy zagrała już bez pazura i mocy, co zawodniczka z Czech skrzętnie wykorzystała. Wystarczyło jej do tego zagrać nieco odważniej i agresywniej. Szacunek właśnie za to do Czeszki, że weszła ponownie na wysoki poziom gry i skupienia w momencie kiedy mogła wkraść się nerwowość.  Jeśli za bardzo pochwaliłem 25-latkę z Pragi, to uspokajam, że nie jest dla mnie poziom którym mogłaby zagrozić Idze, ale z racji, iż w tym sezonie gra znacznie poniżej swojego potencjału, to fajnie kiedy na dużych turniejach można się pozytywnie zaskoczyć jej postawą. W drugiej rundzie może mieć teoretycznie łatwiejszą przeprawę, a w trzeciej je drogi przecinają się właśnie z częścią na której górze ulokowana jest światowa numer 1. 


Naomi Osaka vs Lucia Bronzetti 6:1, 4:6, 7:5

Co sądzicie? Ja zacząłem oglądać w zasadzie od drugiego seta (pierwszy nadrobiłem, więc o tym później) i będąc szczerym to bardziej podobała mi się w nim Lucia. Grała ładny i czysty tenis nie bojąc się zagrać odważnie piłkę w biegu po linii kiedy mogło to dać winnera. Naomi za to w swoim stylu starała się trzymać końcowej linii i zmuszać Włoszkę do gry w defensywie. Wrócę teraz do pierwszego seta, gdzie przynosiło to doskonały efekt, ponieważ Japonka trafiała. Mam wrażenie, że uderzała wtedy mocniej i skuteczniej. A może po prostu jej rywalka w drugim zaczęła lepiej przyjmować te uderzenia? Niezależnie od tego pierwszy set to nudna historia, a w drugim mieliśmy mieliśmy naprawdę wyrównany pojedynek w którym Włoszka kiedy tylko się nie śpieszyła, to dawała radę wynikowo i jakościowo. Efekt? Zniecierpliwienie i lekka dekoncentracja Naomi w ważnym momencie. Przy prowadzeniu 5:4 Lucia przełamała utytułowaną rywalkę, a co za tym idzie wygrała seta. Wszystko co najbardziej emocjonujące działo się właśnie w trzeciej odsłonie spotkania, choć na początku niewiele na to nie wskazywało. Podrażniona Naomi zagrała kilka fajnych zagrań w ofensywie i od razu przełamała Włoszkę. Potem doszło jeszcze drugie przełamanie i w tym momencie widać było różnicę poziomów w grze obu Pań. Przy 4:0 zdarzyło się coś niespodziewanego. Naomi zaczęła wyrzucać właściwie wszystko co się da - nawet bardzo proste smecze zaraz przy siatce, o forehandach nie wspomnę. I tak krok po kroku, Lucia zaczęła coraz bardziej wierzyć, że tutaj wygrana jest do wyciągnięcia (zresztą to ona przegrała z Peyton Stearns mimo prowadzenia 5:0, 40:30 w trzecim secie) i wyszła nawet na prowadzenie 5:4. Wierzyć się nie chciało, ale już solidnie pachniało niespodzianką. Solidna gra i wiara pozwoliły objąć prowadzenie, ale nie na zwycięstwo. Następne 3 gemy wygrała Japonka, tym samym finalnie całego seta 7:5. Czy zagrała wtedy bardzo dobrze? Nie, ale w porę zaczęła pilnować serwisu, nie popełniać błędów i skupiła się na tym co wychodzi najlepiej czy kontrolowaniu wymian i uderzeniach z linii. Tak w ogóle to zwróciliście uwagę jak często Naomi biła brawo rywalce po zagraniach? Zastanawiam się co jest przyczyną. Kultura Japonki i szacunek do rywalek jest powszechnie znany, ale nie wiem czy to był główny powód. Może zaskoczyła ją Wloszką swoimi stylem gry lub po prostu nie spodziewała się takiego oporu po pierwszym secie. W drugiej rundzie 4-krotna zwyciężczyni wielkiego szlema może się zmierzyć z inną 4-krotną zwyciężczynią wielkiego szlema. Moim zdaniem jeśli chce w takim spotkaniu nawiązać rywalkę, to nie może sobie pozwolić na przestój, który miał miejsce w 3 secie, bo zostanie potężnie i boleśnie zweryfikowana. Poza tym nawet poziom z pierwszego seta nie będzie generował jej przewagi. Jeszcze słowo o Luśce Bronzetti i nie tylko. Podoba mi się ta generacja tenisowa Włoszek. Bardzo dobrze wyglądają motorycznie i pracują na nogach, uderzają soczyście i sprawiają, że rywalki muszą się solidnie pomęczyć przy zdobywaniu punktów. To fajne, bo nadrabiają w ten sposób braki fizyczne. Zauważyliście, że żadna z nich nie jest wysoka i wszystkie są zawodniczkami lepiej czującymi się w defensywie? Myślę też, że Lucia pokaże nam się jeszcze wielokrotnie z dobrej strony i fajnie, bo ma przyjemny do oglądania styl gry.


Marta Kostyuk (18) vs Laura Pigossi 7:5, 6:7, 6:4

Strasznie dużo myśli kłębiło się w mojej głowie podczas tego spotkania, ale to chyba zrozumiałe, ponieważ sytuacja zmieniała się w nim jak w kalejdoskopie. W sumie było w nim praktycznie wszystko. Emocje, piękne zagrania, bardzo złe zagrania, przerwy medyczne obu zawodniczek, przerwa z powodu deszczu et cetera. Nawet zakończenie było emocjonujące, bo nie byłem pewien czy zmieściła Marta to piłkę w korcie, a przecież gdyby tego nie zrobiła to 5:4, po 40:40 i kolejne nerwy. Nie ma się też co oszukiwać, bo nie był to wybitny tenisowo mecz, a złych zagrań było tu sporo. Jak ja się cieszę, że Iga nie serwuje nam takich meczów (wynikowo), bo wyglądałbym już znacznie starzej.Na początek słowo o tym co działo się podczas tego spotkania. Niewielki kort boczny, a emocje jak na dużych sportowych arenach. To za sprawą grupy kibiców Laury, którzy dopingowali swoją ekspresyjną zawodniczką. Kocham brazylijski mental i miałem lekki dysonans, ponieważ fajnie się tego słuchało, ale kibicowsko byłem po drugiej stronie barykady. Na plus, że publiczność mimo towarzyszących emocji była w stanie utrzymać głosy na wodzy podczas wymian. Jednocześnie mam lekką wątpliwość czy zachęty Laury do oklasków szczególnie kiedy jej rywalka grała jednak z lekkim urazem, nie naruszały już zasad tenisowego savoir-vivre’u? Pewnie co rabin, to opinia. Co do samego meczu w “erze przed deszczowej” (do stanu 4:2 dla Laury Pigossi w trzecim secie), to od początku męczyła się Ukrainka. Wygrywanie gemów nie przychodziło jej łatwo. Bardzo dobrze z jej forehandem radziła sobie rywalka, serwis nie pomagał, a najbardziej efektywny i efektowny był return. Z czasem Marta coraz częściej zaczęła chodzić do siatki i trudno mi powiedzieć czy było to spowodowane chęcią szybszego zakończenia wymiany czy planu B mającego zadziałać kiedy gra nie idzie zbyt dobrze. Sęk w tym, że z reguły ciężko miała też przy siatce skończyć punkty. Wynikało to z faktu, że często pozycje do ataku nie były dobre, a rywalka bardzo dobrze biegała i odgrywała trudne piłki - nawet jeśli te wpadały na rakietę Marty, to zazwyczaj nie były proste do zakończenia. Za to duże słowa uznania należą się dla Laury Pigossy. Bardzo dynamiczna na korcie i świetnie radząca sobie na linii. Dobrze lobowała i pograła top-spinem. To nie była gra w defensywie zawodniczki z drugiej setki, a bardziej z poziomu top 50. Dynamit jaki miala w nogach na wolnych kortach ziemnych jest niezwykle cenny i to było widać. Nawet w trzeciej godzinie gry, na korcie wyglądała bardzo dobrze motorycznie. I takie mieliśmy 2 sety, które były wyrównane. Faworytka próbowała złamać defensywę rywalki, ale z różnym skutkiem. Ostatecznie pierwszego zdołała wygrać, ale w drugim poległa w tie-breaku. I tutaj jest czego żałować, ponieważ Marta popełniła w tym dość proste błędy, które pozwoliły rywalce wypracować solidną przewagę. A trzeci set?

Istny thriller! Zaczął się od stanu 4:0 dla Laury. Podopieczna Sandry Zaniewskiej w międzyczasie wzięła przerwę medyczną z powodu odcisku jaki pojawił się na jej prawej stopie. Dość ryzykowną grą w obfitą w wycieczki do siatki i grę po linii doprowadziła do stanu 2:4 ze swojej perspektywy. W tym momencie potężnie lunęło nad Paryżem. Aż się wystraszyłem jak zobaczyłem tak szybką ewakuację z kortu. Ta przerwa posłużyła jednak ewidentnie Marcie. Chwila refleksji, odpoczynku i zapewne rozmowy z naszą Sandrą Zaniewską sprawiła, że po powrocie dokonała wręcz spektakularnego comebacku. Kluczowy był gem pierwszy gem po powrocie kiedy ponownie przełamała Brazylijkę. Wiara, charakter to potężna moc Marty i jeden z powodów dla których mocno kibicuję tej dziewczynie. Potem pojawiły się jeszcze problemy u Laury, która przy stanie 4:5 poprosiła o pomoc fizjoterapeutę, zgłaszając problem mięśniowy uda. Po powrocie mimo niezbyt łatwego gema serwisowego Marta zakończyła mecz odważnym zagraniem pod linie końcową. Taktyka ofensywy plus zapędów pod siatkę w tym przypadku opłaciły się. Uff, spora ulga. A wiedziałem żeby w pierwszych rundach dawkować sobie grę Marty, która “lubi” się w nich pomęczyć, ale odpaliłem i cytując Herberta “Nie dialoguj z pokusą, bo przegrasz” zostałem do końca. Zobaczymy jak ze zdrowiem i przygotowaniem fizycznym Marty, bo myślę, że po takim meczu może urosnąć. To typ zawodniczki, która z każdą rundą potrafi poprawiać swoją grę i mam nadzieję, że tak będzie i tym razem. 

Portal X


Caroline Garcia (21) vs Eva Lys 4:6, 7:5, 6:2

Przyznam Wam, że im dłużej myślę i czytam o tegorocznym Rolandzie, tym bardziej dopinguję Caroline. Generalnie to bardzo sympatyczna zawodniczka i niejednokrotnie fajnie wypowiadała się o Idze. Ale przede wszystkim dlatego, że fajnie byłoby aby Francuzka była w zaawansowanej fazie zawodów. Wtedy trybuny żyją. Innej dużej kandydatki na drugi tydzień raczej nie ma, bo przecież nie jest nią Leolia Jeanjean. Co do meczu. Na początku dość szybkie przełamanie ze strony faworytki i nagle bum. Od razu odłamanie powrotne, a później znacznie solidniejsza i lepsza gra młodej reprezentantki Niemiec. Nie umniejszając jej jednak ani trochę, bo grała bardzo nieustępliwie i skutecznie, to był słaby set w wykonaniu Caro. Wiem, że jej styl jest ultra ryzykowny, ale 21 niewymuszonych w jednym secie? Serwis trochę pomagał, ale i tutaj bywało lepiej. Przy siatce cienko, return też bez większej mocy. Bez dwóch zdań zdecydowanie lepiej wyglądała urodzona w Ukrainie reprezentantka Niemiec w pierwszym secie. W drugim Caroline zaczęła popełniać nieco mniej błędów i mecz się wyrównał. Ona przy swojej ofensywnej grze dyktuje warunki przeciwko słabszym fizycznie rywalkom i to norma. W tej odsłonie miała przewagę wynikową nad rywalką, ale wynik do końca była na styku, ponieważ kiedy serwowała na mecz to serwowała źle i dała się odłamać. Niemniej finalnie dzięki skutecznej grze na returnie przełamała ponownie rywalkę i wygrała seta 7:5. Gdyby w kluczowych momentach zagrała trochę gorzej, to tutaj naprawdę mogła być niespodzianka. Caro była trochę nerwowa i nie powiedziałbym, że w tie-breaku byłaby faworytką. To Eva Lys wyglądała na bardziej opanowaną. Faworytka jednak wygrała i to fakt, a nie opinia. Powiedziałbym, że stopniowo przeważyła szalę zwycięstwa na swoją korzyść Francuzka, ponieważ w trzecim wyglądała ponownie trochę lepiej na tle młodszej rywalki. Więcej też było akcji przy siatce, gdzie ogląda się ją niesamowicie przyjemnie. Choć na początku mieliśmy w nim przełamanie, to jego druga część należała już do 31-latka z okolic Paryża. Duży plus dla niej, że kiedy było to konieczne to weszła na odpowiednie obroty. Na przestrzeni meczu większy plusik daje jednak przy nazwisku Lys, która starała się grać bardzo precyzyjnie i rozsądnie. Powalczyła jak równa z równą z rywalką, która ma naprawdę dużo argumentów. W trzecim secie doświadczenie i jakość byłej światowej czwórki zrobiły robotę, ale może być z siebie zadowolona. Nie był to przekonujący występ Caroline (po prostu oczekiwałem więcej) i kluczowe pytanie jakie się nasuwa: Czy będzie w stanie wejść na wyższy poziom w kolejnych pojedynkach? Wielu kibiców na trybunach zapewne bardzo na to liczy. Ja też. 



Amanda Anisimova vs Rebecca Sramkova 7:6(7), 6:4

Fajny mecz. Na taki zresztą liczyłem. Słowaczka ostatnio bardzo fajnie gra na ziemi i pewnie przeszła kwalifikacja, a Amanda ma duży talent i potrafi motywować się na wielkie szlemy. Początek spotkania był jeszcze nieco słabszy, ale z czasem się rozkręcił i dziewczyny weszły na naprawdę dobry poziom. Lepsza w dwóch setach okazała się Amerykanka. Ma coś wyjątkowego w sobie. Coś co sprawia, że nie potrafię jej porównać do żadnej innej zawodniczki w tourze. Najbardziej podoba mi się jej zagranie z backhandu z zamachem właściwie zza pleców. Bardzo silne ma też uderzenie i strasznie ciężko zepchnąć jej do defensywy nawet po dobrym, mocnym zagraniu. Z kolei naprzeciw bardzo energiczna i widać, że dobrze czująca się na nawierzchni ziemnej Słowaczka, która w pierwszym secie miała nawet piłkę setową w tie-breaku i to przy swoim serwisie. Podoba mi się jej bojowe nastawienie do każdej piłki - nawet jeśli zagrywa ją z defensywy. Tutaj nie bała się wchodzić w wymiany z silniejszą rywalką, co dostarczyło nam wielu ciekawych akcji. Duży plus dla Amandy, że wytrzymywała dłuższe wymiany. Do tego w ważnych momentach grała swój najlepszy tenis. Przy stanie 4:4 w drugim secie wygrała 8 kolejnych piłek i co za tym idzie - cały mecz. W tie-breaku pierwszego seta zresztą też zagrała naprawdę dobrze. Ciekawe co będzie dalej. Myślę, że Amandę stać tutaj na dobry wynik, choć przy jej stosunkowo niewielkiej tenisowej aktywności zawsze nie wiem czego się spodziewać. Słowaczka powinna budować swój ranking i może nawet dalej szukać gry na ziemi, bo ta nawierzchnia ewidentnie jej służy. Myślę, że gdyby trafiła na gorzej dysponowaną zawodniczkę tego dnia, to świeciłaby dziś pierwszy w swojej karierze awans do II rundy wielkiego szlema.


Olga Danilovic (Q) - Martina Trevisan 6:1, 6:2

Postawa kwalifikantki jest dla mnie najlepszym indywidualnym występem pierwszego dnia turnieju. Daje mi nieskrywaną satysfakcję, ponieważ typowałem ją na czarnego konia tej części drabinki i pokazała, że może nim być. Oczywiście, Martina Trevisan nie jest obecnie w najlepszej formie, ale ten mecz to był teatr jednej aktorki. Uderzenia z forehandu Serbki robiły tu dzisiaj większą krzywdę niż chociażby Dayany Yastremskiej mimo, że jego siła jest u niej znacznie mniejsza. Pięknie wyglądają te jej uderzenie przy linii. Ładnie wykorzystuje top spin w odpowiednich momentach, dobrze porusza się po korcie i wygląda dobrze motorycznie. Nie ma się do czego doczepić w jej pokazie mocy. Straciła zresztą tylko 3 gemy w tym pojedynku. Wcale nie jestem przekonany czy jeśli Danielle Collins wejdzie do drugiej rundy, to będzie faworytką tego starcia. Zresztą ta 23-letnia dziewczyna już dawno wysyłała znaki, że ma duży talent, ale do tej pory tego nie potwierdziła, gdyż najwyżej w karierze była raptem na 93 miejscu. Z tym, że jest duża różnica w tym co pokazuje na ziemi, a na innych kortach. Baza jednak jest stworzona i po prostu teraz należy pracować, rozwijać swoje umiejętności i mogą przyjść naprawdę duże wyniki. Nie muszę chyba pisać jakie jej kraj ma tenisowe tradycje i ma się od kogoś uczyć. Zresztą z wyglądu przypomina nawet ostatnią mistrzynię wielkoszlemową z Serbii, czyli Anę Ivanovic. Dziś w pojedynku dwóch leworęcznych zawodniczek pokazała również swoją pewność siebie i dobrą energię. To ważne, bo widać, że ta dziewczyna wie jak tutaj potrafi dużo. Nie mam natomiast za wiele do napisania o jej rywalce. Sympatyczna Włoszka jest obecnie w słabej formie i czeka ją trudny okres, bo już za niedługo może wypaść po raz pierwszy od 3 lat z pierwszej setki. Pozostaje jej życzyć odbudowy formy, ponieważ na pewno stać ją na znacznie więcej.



To tyle z pierwszego dnia!

To tyle z opisów pierwszego dnia. Dajcie znać co Wam najbardziej utkwiło w pamięci? Mi kapitalny powrót Marty Kostyuk w którym pokazała jak znakomitą jest fighterką. Wcale się nie zdziwię jak takiego powrotu nie zobaczymy już przez cały turniej. Ale mam nadzieję, że emocji będzie jeszcze dużo wiecej! 


Godne odnotowania


Sensacje: brak

Niespodzianki: brak

Co ciekawego jutro?

Rebecca Masarova vs Marketa Vondrousova
Ludmilla Samsonova vs Magda Linette
Daria Saville vs Jasmine Paolini
Anhelina Kalinina vs Camila Osorio
Iga Światek vs Leolia Jeanjean
Elina Svitolina vs Karolina Pliskova


----

PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16


I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!

Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJhttps://twitter.com/z_kortu

Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJhttps://www.facebook.com/groups/178960806040159

Myślę też, że kanał na YouTube oraz profil na Instagramie Rolanda Garrosa mogą być również dobrym miejscem dla Ciebie.

---------

Poznaj mój Skarb Kibica WTA!

Zapraszam Cię serdecznie do zapoznania się z moim "Skarbem Kibica WTA 2024". To 139 stron pasji do tenisa i być może interesujących dla Ciebie informacji. Znajdziesz go klikając poniżej.


---------

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odejście Tomasza Wiktorowskiego i moje opinie o sztabie Igi na przyszłosć

Sandra Zaniewska: Tenis na przestrzeni lat stał się bardziej agresywny, ale korty wolniejsze

Skarb Kibica WTA 2024