Podsumowanie marca w WTA - Iga po raz kolejny najlepsza punktowo, upragnione dobre dni Danielle i Marii

To podsumowanie miesiąca będzie oczywiście skupione głównie na Sunshine Doubles, ale będziemy też w San Diego. Jak co roku praktycznie wszystkie najlepsze zawodniczki świata przylatują w marcu do USA, by wziąć udział w 2 prestiżowych turniejach, gdzie poziom organizacji, liczba tenisistek i tenisistów oraz zarobki są już zbliżone do tego co mamy w wielkich szlemach. Jak to wyglądało sportowo w tym roku podczas 1000 Indian Wells i Miami i ich prequelu w San Diego w rozgrywkach Pań? Przede wszystkim był to drugi miesiąc z rzędu, gdzie najwięcej punktów ze wszystkich zawodniczek w tourze zdobyła Iga Natalia Świątek. Zatem to dla nas był kolejny udany miesiąc, w którym liderka rankingu dołożyła kolejny kwiat do ogrodu o nazwie “wybitna tenisistka”. Zapraszam na podsumowanie tego co oglądaliśmy w ostatnich tygodniach moim wzrokiem.

PAP/EPA


Iga Świątek ponownie najlepsza punktowo

Na początek oczywiście nieco o Idze, bo to Polka zdobyła podczas trzeciego miesiąca rozgrywek najwięcej punktów. Jej przygodę z USA dzielę jak pewnie wielu na 2 części. Pierwszą jest absolutnie cudowne w jej wykonaniu Indian Wells, gdzie wygrała po raz drugi w karierze. Iga wygrała już wiele turniejów w których totalnie dominowała, ale ten należy ulokować w czołówce tej listy. Żadna zawodniczka nie zdobyła w meczu (w ciągu meczu, a nie seta) więcej niż 4 gemów przeciwko Idze Świątek. Na dobrą sprawę tylko Yulia Putintseva potrafiła jej nieco nadszarpnąć nerwów, ale było to wywołane jej zachowaniami, które - powiedzmy, że były na styku tenisowego savoir-vivre’u. Światowa numer 1 straciła z Kazachszką tylko 3 gemy, ale ten wynik nie odzwierciedla do końca tego co działo się na korcie, bo były momenty gdzie Iga popełniła nieco więcej błędów. Ten mecz może być ciekawym case study szczególnie dla Darii Abramowicz jak grać w spotkaniach kiedy po drugiej stronie siatki dzieją się dziwne rzeczy. Natomiast najfajniejsze jest, że w kluczowych momentach Iga robiła swoje i pokazała rywalce, że nie z nią takie numery. Moment kiedy przy siatce chciała nawiązać kontakt wzrokowy z rywalką, a ta nie była skora do takiej konfrontacji był wręcz symboliczny. Co jeszcze napisać o meczach Naszej Dumy w Indian Wells? Dla mnie fajnym przykładem dominacji jest, że w każdym ze spotkań dodała jeden produkt do swojej piekarni (wynik 6:0 lub 6:1). Wyniki można łatwo sprawdzić, dlatego słów kilka o grze. Bardzo podobało mi się, że forehand zaczął działać lepiej, bo jeszcze w lutym czasami zawodził. Myślę, że możemy się też powoli przyzwyczajać do jej coraz groźniejszego serwisu. Myślicie, że to już obecnie czołówka touru? Jak dla mnie zaczyna aspirować do top 10 w tym elemencie i to ogromnie cieszy. Iga dzięki temu będzie jeszcze mocniejsza. Z progresów na przestrzeni ostatnich miesięcy, to chciałbym odnotować jeszcze grę z powietrza. Jest w niej coraz skuteczniejsza i pewniejsza. Nawet gdybym chciał napisać o jakiś mankamentach w grze Raszynianki w Indian Wells to naprawdę nie mam o czym. Jeśli Wy macie to chętnie przeczytam.

Jimmie48/Tennis Photography


W Miami sportowo było już dużo gorzej. Przyznaję, że po pierwszym meczu z Camilą Giorgi byłem optymistą, bo nie widziałem dużej różnicy względem Indian Wells. Nie mogę jednak tego napisać o spotkaniach z Lindą Noskovą czy Ekateriną Alexandrovą. W tych 2 pojedynkach oglądaliśmy dużo gorszą wersję Igi. Przede wszystkim popełniającą bardzo dużą jak na siebie ilość niewymuszonych błędów. Na Lindę Noskovą, która nie grała dobrego meczu, to wystarczyło, ale na Rosjankę już nie. Mecz z Czeszką, która w pierwszej części roku jest turniejowo Idze przeznaczona, to był mecz błędów, ale widzę w nim pozytywy. Iga pokazała, że potrafi wygrywać kiedy po prostu nie idzie i wiesz, że nie idzie. A do tego masz świadomość, że rywalka wygrała z Tobą na wielkim szlemie co pewnie gdzieś zostaje. Oprócz poziomu spotkania najbardziej zapamiętam z niego coś bardzo pozytywnego, a mianowicie kiedy przy stanie 5:4 i serwisie na mecz w trzecim secie, Iga zaczyna go od 0:40, a potem serwuje 5 doskonałych pierwszych serwisów (w meczu którym nie idzie co chciałbym, aby wybrzmiało) i zamyka mecz. To było ważne, bo w tym momencie Linda jakby rosła sportowo. Podoba mi się to, że Iga coraz częściej wygrywa mecze w których mało co wychodzi. Tak było z Danielle Collins w Melbourne i tak tutaj było z Lindą. Swoją drogą zwróćcie uwagę, że Iga “ma szczęście” trafiać regularnie w pierwszych fazach na zawodniczki dla których to będzie (prawdopodobnie) dobry sezon, gdzie ranking będzie szedł do góry. Mam na myśli 2 przed chwilą wspomniane Panie, które mimo dość niskiego rankingu głównego są po 3 miesiącach sezonu w najlepszej 20, jeśli bierzemy pod uwagę tylko wyniki z tego roku. I o ile w przypadku bardzo utalentowanej, młodej Lindy jest to nie zaskoczenie, a realizacja talentu, to w przypadku Danielle Collins to mała niespodzianka, ale o tym napiszę w późniejszym akapicie. To nie pierwszy taki przypadek, bo tak samo zapamiętałem jej starcia z Darią Kasatkiną w 2022 roku kiedy Dasha odpaliła na dobre. Dość podobnie było zresztą z Jessicą Pegulą. Przygoda Igi z Miami zakończyła się na IV rundzie, gdzie grająca naprawdę dobry mecz Ekaterina Alexandrova była znacznie lepsza od Polki, wygrywając pewnie w 2 setach. Trochę zastanawia ta duża obniżka jakości gry na przestrzeni kilku dni, ale tenis pokazuje, że takie sytuacje się zdarzają. Iga w Miami narzekała na prędkość piłek i to była jedna z przyczyn, których stawiam, że było więcej. Na pewno jedną z nich mogło być też zmęczenie i tutaj cieszy, że Iga znalazła kilka dni na odpoczynek przed sezonem na ziemi, który zapowiada się równie intensywnie. Paradoksalnie element gry, który zasługuje na pochwałę w Miami to dla mnie serwis. Główne argumenty Igi w Miami funkcjonowały gorzej niż zazwyczaj.

Mam nadzieję, że 22-latka odpocznie i wróci do gry na świetnym poziomie w najważniejszych turniejach tej części sezonu. Oczywiście moje marzenie to wygrana Rolanda Garrosa abyśmy mogli jeszcze śmielej pisać Królowej Paryża. Teraz coś dla kibiców z Polski. Zaczyna się okres sezonu w którym nie będziemy musieli nie spać, aby oglądać tenis i kolejne zapewne zwycięstwa Igi. Może Rzym będzie wyjątkiem jeśli zostanie zorganizowany jak w zeszłym roku. To oczywiście pewna uszczypliwość, bo wiem, że teraz ma to się zmienić. Kończąc na serio, doceniajmy że to już drugi rok dominacji Igi (przez nieco ponad 2 lata przegrała tylko 19 spotkań!), a to, że była najlepszą punktowo zawodniczką w lutym i marcu powinno niesamowicie cieszyć.


Wielki sukces Danielle na ostatniej prostej

Drugi akapit poświęcę zawodniczce o której najwięcej w tym sezonie mówiło się wcześniej w kontekście jej decyzji o zakończeniu kariery w 2024 roku. Danielle Collins wyszła z założenia, że jak kończyć to z przytupem i co najfajniejsze szybko wdrożyła ten plan w życie. Szczerze - czy ktoś z Was typowałby ją przed Miami w gronie 20-30 głównych faworytek do wygranej? A Danielle wygrała ten turniej w pięknym stylu, tracąc seta tylko w pierwszym spotkaniu z Bernardą Perą. Potraktujmy to jako rozgrzewkę, bo dalej było tylko lepiej. Danielle Collins grała przez cały turniej świetny tenis. Nie wiem czy pamiętam, aby wyglądała tak dobrze, bo jej największym sukcesem był finał Australian Open, ale moim zdaniem tutaj prezentowała się lepiej. W finale pokonała Elenę Rybakinę będąć przede wszystkim lepsza w kluczowych momentach. W pierwszym secie przełamała ją na zwycięstwo tuż przed tie-breakiem, a w drugim wyszła na prowadzenie również w końcówce seta i potem mimo, że Kazachszka nie chciała jej dać łatwo zakończyć meczu, to Danielle wytrzymała presję. Wcześniej po bardzo dobrych meczach pokonała chociażby Caroline Garcię czy Ekaterinę Alexandrovą. Można zatem powiedzieć, że serwis rywalek jej nie straszny, ponieważ pokonała 3 z 5 najlepiej moim zdaniem serwujących zawodniczek w tourze. Trochę z premedytacją do tego nawiązuję, bo imponował mi return Amerykanki w tym turnieju. Doskonale wykorzystywała słabszy serwis, przechodząc dość łatwo do kontroli wymian nawet przeciwko silnym rywalkom. To niewątpliwie jedna z ważniejszych składowych jej triumfu. Do tego fantastyczny bachand, którym zresztą zachwycam się od dawna. Ogólnie jej uderzenia tutaj były bardzo soczyste i mam wrażenie, że jak mało kto była w stanie regularnie uderzać dokładnie tam gdzie chce. Czy te czynniki były głównym powodem wygranej Danielle Collins w Miami? No właśnie nie jestem do końca przekonany. U 31-latki niesamowicie imponowało mi naładowanie pozytywną energią i wielka chęć zwycięstwa każdego meczu, gema, punktu. W każdej wymianie walczyła z wielką pasją i widać, że jej mentalne podejście do tego turnieju było na bardzo wysokim poziomie. A, że tenis to w dużej mierze głowa, to układała się w całość. Uwolniła w pełni swój potencjał i efekt jest wspaniały. Jej wypowiedzi po meczu i niespożyta energia fajnie pokazują jak bardzo była zmotywowana, aby zrobić tutaj świetny wynik. Nie pamiętam kiedy mistrzyni turniejowa tak płynęła w pozytywnym tego słowa znaczeniu po wygranym turnieju.

Wspomnę jeszcze o Indian Wells, bo wypada jedno zdanie. W zachodniej części USA Danielle odpadła już w drugiej rundzie, ale kto wie czy by to się wydarzyło tak wcześnie gdyby nie fakt, że mierzyła się z Igą, która w tak zwanej piątej lewie wielkiego szlema była nie do zatrzymania. Ciekawe co dalej. Na pewno ten sukces da dużego powera Danielle na dalszą część sezonu chociażby dlatego, że awansowała na 22 miejsce w rankingu, a patrząc na tylko tegoroczne wyniki jest 7. Lampeczka z myślą, że fajnie byłoby zakończyć sezon turniejem w Masters mogła się już zapalić w jej głowie Danielle, choć oczywiście droga do tego długa i wyboista. Teraz jej najtrudniejsza, taka brukowa dla Danielle część, ponieważ gra na nawierzchni ziemnej na której nie czuje się tak dobrze jak na hardzie czy trawie. I to tak delikatnie to ujmując. Jeśli na pomarańczowych kortach będzie robić dobre wyniki z wymagającymi przeciwniczkami, to może jeszcze sporo namieszać w dalszej części sezonu. Z pewnością będę śledził jej występy - szczególnie jeśli rzeczywiście  to są ostatnie tygodnie w tourze dość pechowej zdrowotnie (choć z reguły są to problemy nie związane typowo z dyscypliną, którą uprawia) Danimal.   


Elena Rybakina wciąż ma się dobrze

Czas na akapit dedykowany Elenie Rybakinie. Może trochę w formie wyczyścienia swojego sumienia, ponieważ uważałem, że dużą intensywność gry w styczniu i lutym, w Sunshine Doubles odbije się to czkawka. Trochę się myliłem. Ok, Elena wycofała się z Indian Wells, ale w Miami już mogliśmy oglądać Elenę w prawie najlepszym wydaniu. Rozegrała bardzo dobre mecze z rywalkami, które pokazały swój świetny tenis (Taylor Townsend, Maria Sakkari) czy pokazała świetny mental w półfinale z doświadczoną i czującą się to znakomicie Viką Azarenką kiedy to nie zniechęciła się przegranym setem do 0 czy kiedy w trzecim secie miała trudności z zakończeniem meczu. Dopiero w finale lepsza była Danielle Collins, gdzie popełniła jednak jak na siebie sporo prostych błędów w ważnych momentach. Gdyby doszukiwać się minusów ogólnie w turnieju to wskazałbym na pewne przestoje w grze, które zdarzały się właśnie w dość ważnych momentach. O grze Eleny nie mam zbyt wiele odkrywczego do napisania. Korzystała ze swoich głównych atutów, które zresztą opisywałem w dużej mierze w dedykowanym tekście na moim blogu. Bardzo doceniam u 24-latki jak potrafi serwować w ważnych momentach (wiem, że to zaprzeczenie to kilku zdań powyżej, ale serwis traktując jako indywidualna umiejętność rzadko zawodzi) i to, że coraz lepiej pracuje na linii, co profituje i będzie profitować. Jedna ważna rzecz. Podobnie jak w lutym, reprezentantka Kazachstanu była drugą najlepszą zawodniczką ze ścisłej czołówki biorąc pod uwagę osiągnięte wyniki. Efekt? Jest już obecnie 2 w rankingu live 2024, czyli uwzględniającym tylko wyniki z tego roku. Top 3 na tym etapie sezonu wygląda zatem dokładnie tak samo jak rok temu, choć kolejność jest nieco inna - przyjemniejsza dla nas, a dla Eleny tak sama, ponieważ wtedy też była 2. Za to jej bezpośrednie rywalki, czyli Iga i Aryna zamieniły się z kolei miejscami. W przypadku Eleny podobnie jak w przypadku Danielle Collins jestem bardzo ciekaw jak będzie wyglądał jej sezon na ziemi. Rok temu wynikowo wyglądało to co najmniej dobrze - może nawet nieco ponad stan i zastanawia mnie czy utrzyma dobry dla siebie trend, ponieważ tenisowo ma wciąż tam najmniej argumentów. Żeby osiągnąć podobne wyniki jak 2023 roku musiałaby grać według mnie nawet lepiej, dlatego jej postawy na ziemi jestem bardzo ciekawy. Dla mnie Elena Rybakina jest zawodniczką, która w przyszłości może spokojnie być numerem 1, ale poprawa na tej nawierzchni jest wskazana To i utrzymanie zdrowia oraz odpowiedniej motoryki przez cały rok,


Powrót do tamtych dni Marii Sakkari

Finał Indian Wells i ćwierćfinał Miami. Maria Sakkari to jedna z 3 najlepiej punktujących zawodniczek w marcu. Wiem, że w tenisie efekty pracy z nowym trenerem przychodzą z reguły po kilku tygodniach, ale ja już tu widzę efekt nowej miotły, czyli Davida Witta. Może chodzi tylko o odzyskanie wiary we własne umiejętności, ale działa. Widzieliśmy nareszcie na dłuższej przestrzeni czasu Marię w wersji z 2021 i 2022. W jej grze znowu było więcej uwagi i przebojowości, którą gdzieś z czasem zatraciła. Na rozkładzie w USA ma takie zawodniczki jak Caroline Garcia, Emma Navarro, Coco Gauff czy Dayana Yastremska. Oprócz ostatniej co do której nie mam pewności na ile będzie wykorzystywać swój potencjał, to wszystkie typuje do minimum top 20 w tym sezonie, a na pewno nimi są w tej jego części. Podkreślam to, bo Maria Sakkari ze stycznia czy lutego to tenisistka, której zupełnie nie widziałem w tym gronie, Bardziej zastanawiałem się czy będzie się łapać na rozstawienia wielkoszlemowe, bo zupełnie nie przekonywała. Zresztą nie przekonywała mnie już dużo wcześniej. ponieważ od dobrych kilku miesięcy, stąd też oglądanie takiego progresu w grze w krótkim czasie jest godne odnotowania. U Marii, jak w przypadku Eleny nie dostrzegam poprawy w jakimś konkretnym elemencie, ale kompleksowy wzrost poziomu. Jest siła, działa forehand, motoryka bez zastrzeżeń i maszyna z Aten robi pierwszy raz od dawna wyniki na poziomie top 10. Typuję, że zakończy sezon w tym gronie, a może to będzie sezon kiedy w końcu zrobi coś dużego w wielkim szlemie? Choć paradoksalnie ma obecnie trenera do którego jedynie największa zastrzeżęnia są w tej materii, ponieważ mimo tego, że niesamowicie rozwinął tenis Jessici Peguli, to nie potrafił z nią osiągnąć dużego wyniku w tych najważniejszych turniejach. Myślę, że Maria na ziemi powinna być jeszcze groźniejsza. a jeśli tak będzie, to uwierzy mocno w siebie. Jako wróżbita Kamil widzę najbliższe miesiące Marii w bardzo jasnych barwach, czyli totalnie przeciwnie jak widziałem miesiąc temu. Wychodzi na to, że zmiana trenera była bardzo dobrą decyzją.


Pozytywne marcowe zaskoczenia

Jeszcze kilka nazwisk, które chciałbym wyróżnić za postawę marcu. Victoria Azarenka w Miami wyglądała jak młoda tenisistka, która ma okazję osiągnąć pierwszy duży sukces w karierze, a nie jak wielokrotna mistrzyni wielkoszlemowa. To ile miała energii i głodu zwycięstwa jest godne podziwu. Fajnie się ogląda taką pasję po latach wszystkiego co najlepsze. Tenisowo było dobrze, choć myślę, że Vika może grać jeszcze lepiej na tym etapie kariery. Było kilka przestojów i prostych błędów (szczególnie w meczu z Yulią Putintsevą), ale generalnie jej serwis czy forehand spełniały swoje zadanie. Do tego duże doświadczenie i tenisowy spryt. Niewiele zabrakło w półfinale przeciwko Elenie Rybakinie, gdzie wiara w zwycięstwo była duża, a decydowały pojedyncze błędy w tie-breaku trzeciego seta. Yulia Putintseva pokazała się z dobrej strony zarówno w Indian Wells, jak i Miami. Pokonała między innymi Ekatarinę Alexandrovą, Madison Keys Anhelinę Kalininę, Ludmilę Samsonovą czyli mocne nazwiska. Dobrze wygląda przede wszystkim motorycznie, a jej uderzeń była ostatnio bardziej nieprzyjemna dla rywalek.

Już wspomniane raz w tym tekście Caroline Garcia i Emma Navarro też oglądało mi się dobrze. Podoba mi się postawa w tym sezonie Caroline Garcii mimo, że nie zawsze przekłada się to na wyniki. W Indian Wells odpadła szybko z Marią Sakkari, ale to był mecz który powinien odbyć się później. W Miami mimo urazu barku doszła do ćwierćfinału, a po drodzę pokazała Naomi Osakę i Coco Gauff. Myślę, że zdrowa Caroline będzie bardzo groźna też na ziemi, a jej dotychczasowe wyniki w 2023 roku (29 w tym roku) są gorsze niż gra. Francuzka potrafi grać z najlepszymi i będzie to pokazywać. Druga zawodniczka jaką chciałbym wyróżnić to Emma Navarro. Amerykanka od jakiegoś czasu ładnie się rozwija, wręcz podręcznikowo i wygląda na to, że ten sezon będzie dla niej przełomowy. Ładne ma te stosunkowo płaskie uderzenia przy których pilnuje długości piłki i jak na swój wzrost zaskakująco dobrze radzi sobie w grze na ugiętych nogach czy nawet z kolan. Obecnie coraz odważniej kwateruje się w czołówce i nie widzę powodów, aby nie miała się coraz bardziej się w niej pokazywać. Najlepsze przed nią, a marcowe zwycięstwa z takimi zawodniczkami jak Elina Svitolina, Aryna Sabalenka czy Jasmine Paolini są naprawdę świetnym prognostykiem na przyszłość. Gdybym miał teraz typować jaka zawodniczka z USA będzie numerem 2 (jako #1 typuję Coco) na koniec sezonu, to wybór padłby właśnie na Emmę Navarro. Jeszcze słowo o jedynej w marcu pogromczyni Igi, czyli Ekaterinie Alexandrovej. Jeśli będzie grała tak jak w Miami to myślę, że wygra w końcu duży turniej w swojej karierze. Tenisowo ma wszystko oprócz stabilizacji. Kłopotem jest, że nie ma stabilizacji nawet na poziomie pojedynczych spotkań, a tym bardziej turniejów. Tutaj niewiele brakło, a zagrałaby w finale, bo w całym turnieju grała naprawdę świetnie. Jeśli kiedyś wstrzeli się z podobną formą w innym turnieju, to może spokojnie go wygrać. Będą decydować detale.


Marcowe rozczarowania

Aryna Sabalenka ze stycznia, a Aryna Sabalenka z lutego czy marca - czy to te same zawodniczki? Na korcie wyglądają zupełnie inaczej. Nie będę tutaj pisał o sytuacji jaka miała miejsce w życiu Białorusinki, ale napiszę o poziomie sportowym w Miami i Indian Wells, bo skoro Aryna grała to można ocenić jej grę z perspektywy kibica. Była liderka rankingu zupełnie nie przekonywała ani w Indian Wells ani w Miami. Było dużo prostych błędów i nierozsądnych decyzji. Nie było tygrysiego pazura, którego wciąż ma na ciele, a który jakby pozostał w Australii. Nie działa nic z głównych atutów zawodniczki z Mińska na poziomie jaki pokazywała na Antypodach. Tutaj po prostu nie ma formy albo skupienia na tenisie i wielką zagadką jest dla mnie jaką wersję 2 zawodniczki świata będziemy oglądać na ziemi. Jeśli taką jak w ostatnich tygodniach, to nie ma szans na dobre wyniki, Jeśli wróci do formy, to oczywiście będzie groźna. Znaków zapytania jest jednak dużo i wcale nie jestem taki pewien czy za niedługo nie zobaczymy na drugim miejscu rankingu Coco Gauff o której… teraz dosłownie jedno zdanie. Od jakiegoś czasu zgodnie z książkową maksymą swojego trenera (Wygrywaj brzydko) gra brzydko, ale stosunkowo skutecznie. I myślę, że to może być czas przejściowy, bo mocno wierzę w jej talent. Jeśli trochę poprawi swoją grę, a przy tym będzie pragmatyczna to na ziemi wyniki będą lepsze, a to może dać awans na drugie miejsce. Rywalizacja do Rzymu o tą pozycję będzie intrygująca, ponieważ trudno sobie wyobrazić, aby Iga nie została liderką co najmniej do Rolanda Garrosa.

Jak lubię pogodę ducha Ons Jabeur, to jej ostatnie tygodnie tenisowo kojarzą mi się tylko z ciemnymi barwami. Sympatyczna Tunezyjka gra po prostu słabiutko. Tutaj 2 porażki w II rundach (w drugich tylko dlatego, że w pierwszych miała wolny los i nie musiała grać). Dla mnie jej drastyczny spadek formy to temat na osobną dyskusję. Na jej miejscu poważnie rozważyłbym skupienie się na swoim zdrowiu i zmianę trenera, a także zmianę stylu. To samo mógłbym napisać o Pauli Badosie. Kto jeszcze zawodzi? Dla mnie mocno rozczarowująca jest wciąż dyspozycja Ludmilly Samsonovej. Qinwen Zheng po wyniku jaki osiągnęła w Australian Open też nie przekonuje. Ja zresztą z tych którzy uważają, że był to wynik nieco na wyrost względem dyspozycji. Jelena Ostapenko też zaczęła mniej trafiać i są gorsze wyniki. 


Pamiętajmy o San Diego!

Cofnijmy się jeszcze w czasie do początku miesiąca, lecz nie będzie to intensywny opis, bo moja obserwacja tego turnieju była ogólna. Wstępem do 2 tysięczników były zawody rangi 500 w San Diego. To liczba punktów, gdzie jest o co walczyć, więc przyciąga z reguły ciekawe nazwiska. San Diego to nie Stuttgart, ale też nie Linz. Dużo mówiło się o tym turnieju w kontekście powrotu po kontuzji Jessici Peguli. Dotarła w nim do półfinału, więc całkiem nieźle. A kto był w finale? Dwie lubiane przeze mnie zawodniczki, które w tym sezonie notują duży postęp. Katie Boulter sięgnęła po największy tytuł w karierze pokonując Martę Kostyuk. Fajnie, że Brytyjka łapie solidny rytm i pewność siebie na korcie. Widać to od początku roku i myślę, że będzie widać w jego późniejszych etapach. Fajną ma technikę i lubi odważną grę dzięki czemu miło się ją ogląda. Teraz czas na sezon na ziemi i ciekawostka trudna do wyobrażenia. Katie Boulter nie rozegrała jeszcze meczu w głównych rozgrywkach na ziemi w swojej karierze! Grała w kwalifikacjach Rolanda Garrosa czy challengerach, ale nic z turniejów rangi minimum 250. Wierzyć się nie chce. O Marcie Kostyuk i jej grze już napisałem wiele dobrego i bardzo cieszę się kiedy z każdym kolejnym turniejem potwierdza moje przemyślenia. Tym bardziej, że duża w tym zasługa Sandry Zaniewskiej. Oprócz plusów, które już wcześniej opisywałem, to podoba mi się, że Ukrainka coraz lepiej radzi sobie przeciwko czołówce rankingu, a w San Diego pokazała to wygrywając właśnie z Jessicą Pegulą. W marcu dwukrotnie pokonała też Anastasię Pavlyuchenkovą, która rozgrywa świetny sezon. W półfinale San Diego była jeszcze Emma Navarro, która właściwie w ogóle nie schodzi poniżej dobrego poziomu, co w kobiecym tourze jest dużą wartością. 


Obserwacje innych zawodniczek

Jasmine Paolini i Anna Kalinskaya wciąż wyglądają dobrze i szkoda tylko ponownych problemów zdrowotnych tej drugiej. Dokładnie takie same odczucia mam w przypadku wspomnianej wyżej Marty Kostyuk, która po półfinale w Indian Wells wycofała się z Miami. Celowo piszę o tych 3 zawodniczkach, bo ich progres w tym sezonie jest bardzo widoczny. Może jeszcze 2 wspomniane Panie z San Diego, czyli Katie Boulter i Emma Navarro o których mogliście trochę przeczytać powyżej. Ciekawa 5 do obserwacji, ponieważ na daną chwilę wszystkie kręcą się w okolicach 10 i zapowiada się najlepszy sezon w karierze. Ja zastanawiam się, która z nich w tym sezonie będzie miała okazję zadebiutować w turnieju Masters, bo podejrzewam, że choć jedna jeszcze na tyle poprawi swoją grę, że to zrobi.

Światełko w tunelu do lepszych wyników zapaliło się u Jessici Peguli, która w Miami zagrała lepiej. San Diego trudno mi ocenić. Niepokojąco póki co wygląda sytuacja o Czeszek, ponieważ Karolina Muchova i Barbora Krejcikova są kontuzjowane, a z przyczyn osobistych nie grała ostatnio Marketa Vondrousova, która i tak zresztą nie jest w najlepszej formie. Honoru naszych południowych sąsiadów z coraz lepszym skutkiem stara się bronić Linda Noskova, a siostry Fruhvirtove zapadły się coś pod ziemię patrząc na główne turnieje. In plus oceniam jeszcze dyspozycję Anastasii Pavlyuchenkovej, a in minus jednak Beatriz Haddad Mai i Eliny Svitoliny, ale to jednak takie bardziej symboliczne plusiki i minusiki. 

Co sądzicie?

A Wy co sądzicie? Co najbardziej zapamiętaliście z marca w kobiecym tenisie? 


---------

Poznaj mój Skarb Kibica WTA!

Zapraszam Cię serdecznie do zapoznania się z moim "Skarbem Kibica WTA 2024". To 139 stron pasji do tenisa i być może interesujących dla Ciebie informacji. Znajdziesz go klikając poniżej.


PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16


I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!

Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJhttps://twitter.com/z_kortu

Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJhttps://www.facebook.com/groups/178960806040159

Myślę też, że kanał na YouTube oraz profil na Instagramie Australian Open mogą być również dobrym miejscem dla Ciebie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odejście Tomasza Wiktorowskiego i moje opinie o sztabie Igi na przyszłosć

Sandra Zaniewska: Tenis na przestrzeni lat stał się bardziej agresywny, ale korty wolniejsze

Skarb Kibica WTA 2024