"Zmory gwiazd", czyli zawodniczki będące dużym wyzwaniem dla czołówki rankingu

W Polsce strach wielką Jeleną Ostapenko nabrał już charakteru w zasadzie memicznego. Oczywiście składa się na to kilka czynników, a jednym z nich jest barwność Łotyszki. Niemniej faktem jest, że bilans tenisistki z Rygi przeciwko Idze Świątek wynosi 4:0. Spowodowało to, że zacząłem się zastanawiać czy taka sytuacja jest powszednia w czołówce czy raczej wyjątkowa sprawdzając czy takie bilanse mają inne najlepsze obecnie tenisistki. Na potrzeby tego artykułu przyjąłem nazewnictwo “zmory gwiazd”, bo choć może nie brzmi zbyt ładnie, to jest w jakimś stopniu to nazwa intrygująca. A zatem czy ktoś oprócz Jeleny może się tytułować w ten sposób wobec ścisłej czołówki rankingu? Okazuje się, że większość zawodniczek ma oponentkę, której raczej nie wywołuje u niej miłych skojarzeń. Dla ścisłości - w tym tekście nie skupiałem się tutaj na pojedynkach bezpośrednich między najlepszymi, a przeciwko takim rywalkom, które oczywiście są wysoko w rankingu, ale nigdy nie były uznawane za takie, które są faworytkami do wielkich tytułów. Dla drugiej ścisłości. Ten tekst ma charakter analizujący taki stan rzeczy, lecz pokuszę się w nim również o wyciągnięcie paru wniosków.

PAP/EPA


Jelena Ostapenko dla Igi Świątek

Na początek zacznę od rywalizacji, która mnie zainspirowała, ponieważ chcę też nieco ją przeanalizować. Dlaczego Iga ma bilans 0-4 z Jeleną Ostapenko? Jak to zwykle ma miejsce w sytuacjach zaskakujących - wpływ na to ma kilka składowych. Przede wszystkim pierwsze porażki miały miejsce jeszcze w czasie kiedy różnica talentu i formy zawodniczek nie była jeszcze tak zauważalna. Tak bym uzasadnił wyniki z 2019 roku kiedy Iga miała dopiero 18 lat czy też z 2021 roku w Indian Wells, kiedy dopiero “oswajała” sie z czołówką i jej średni poziom gry nie był jeszcze tak imponujący. Później było jednak nieco inaczej, poniewaz trzecia porażka miała miejsce w Dubaju i poprzedziła serię 37 zwycięstw z rzędu. To był dziwny mecz w którym Iga popełniła jak na siebie sporo niewymuszonych błędów i który był do wygrania. Była w nim najbliżej zwycięstwa spośród 4 spotkań i nie uważam wcale, aby Łotyszka prezentowała się w nim jakoś wybitnie. Nie zwalniała ręki jak to ma w zwyczaju i kilkukrotnie przynosiło to efekt. Mecz ten mógł równie dobrze potoczyć się w drugą stronę i pytanie czy wtedy mówilibyśmy o Jelenie jako zmorze Polki. To już by zależało od tego czy 4 mecz potoczyłby się tak samo i to jest dobre pytanie. Fakt, faktem jednak zawodniczka z Rygi wygrała w Zatoce Perskiej poprawiając bilans na 3:0, bo była skuteczniejsza w ważnych momentach. Za to najtrudniejsza do przełknięcia była ostatnia porażka podczas US Open, gdzie Iga wcześniej wyglądała naprawdę dobrze, a Łotyszka w Nowym Jorku nie błyszczała. Potwierdziło to się zresztą doskonale w jej kolejnym spotkaniu. Zastanawiam się ciągle czy kwestia mentalna nie była tu bez znaczenia, a może nawet była kluczowa. Oglądałem wszystkie mecze “Naszej Dumy” w poprzednim sezonie i mam wrażenie, że to jedyny pojedynek gdzie pod tym względem nie wyglądało to najlepiej (może jeszcze z Eleną Rybakiną w Melbourne). Bojowo nastawiona Jelena Ostapenko uderzała mocno i wyprowadzała z równowagi Polkę. Być może emocje, a być może brak wprowadzenia w życie planu B sprawił, że mówimy o coraz bardziej smutnej dla nas statystyce. 

Co zrobić, aby odwrócić sytuację? Myślę, że tutaj musi nastąpić przełamanie, ale nie te gemowe, a meczowe. Coś podobnego miało miejsce w przypadku Marii Sakkari z którą Iga przegrała 2 pierwsze mecze, a 3 kolejne już wygrała. Na pewno przed Raszynianką wyzwanie jakie sama postawiła wielu zawodniczkom (przede wszystkim Coco Gauff), czyli może nie, że przegrać - bo to dużo słowa, ale nie oddać inicjatywy w szatni. Nie oszukujmy się. Jelena Ostapenko jest bardzo nieobliczalna i bardzo odważna. Nie poddaje się też w żadnym momencie i po prostu koncentruję się na celu jakim jest wygranie kolejnego punktu, gema, seta i meczu. Jej sposób gry przeciwko liderce rankingu jest do przewidzenia, a właściwie jedynym znakiem zapytania jest skuteczność trafiania winnersów Łotyszki. Wydaje mi się, że Iga w dobrej (nie rewelacyjnej) dyspozycji wciąż posiada dużo więcej argumentów w potencjalnym starciu i będzie jego faworytką. Życzyłbym sobie, aby następny pojedynek tych dwóch zawodniczek miał miejsce kiedy Polka będzie w solidnej formie. Albo na ziemii gdzie jeszcze ze sobą nie grały, a ilość przewag 22-latki nad starszą rywalką jest jeszcze bardziej okazała.


Dayana Yastremska i Donna Vekic dla Aryny Sabalenki

Przyznam się, że dopiero po Australian Open zyskałem kolejny argument przez który żałuję, iż w finale nie znalazła się Dayana Yastremska. Jest nim jej bilans z Aryną Sabalenką, który do tej pory wynosi 3:0. Być może mielibyśmy zatem podobną sytuację do tej opisywanej powyżej z US Open, ale w meczu o wyższą rangę? Oczywiście to tylko dywagacje, ale od tego też tu jestem. A skąd się wziął ten wynik? Po pierwsze - argument do którego będę się pewnie jeszcze niejednokrotnie odwoływał, czyli czas w jakim odbywały się mecze. Dobrze wiemy, że kiedyś mieliśmy do czynienia z mniej stabilną Aryną Sabalenką i to się sprawdza, ponieważ ostatnimi czasy przegrywa najczęściej z wysoko notowanymi rywalkami. Pewnie jednak pamiętasz czas kiedy na kort wchodziła mniej przewidywalna zawodniczka, która częściej miała przestoje w grze przejawiające się olbrzymią liczbą wyrzuconych piłek. To nie jest jednak tak, że była to słaba Białorusinka, a o tym, że te porażki można traktować jako niespodzianki niech świadczy, że w każdym z meczów była ona wyżej notowaną zawodniczką. Drugi ważny fakt również jest takim do którego zapewne będę wracał. Jest nim oponentka, ponieważ Dayana Yastremska jest zawodniczką, która na korcie nie bierze jeńców. Uderza mocno zza linii kiedy tylko zobaczy okazję, a jeśli trafia swoje markowe uderzenia to jest groźna dla każdego. Na podstawie moich obserwacji tych spotkań wychodzi na to, że potrafiła na korcie przetrwać napór rywalki, odpowiadając skutecznie tą samą bronią. Jestem bardzo ciekawy jako nowa wersja Aryna podeszłaby do spotkania z rywalką z którą jej head to head jest bezwzględny w finale tak prestiżowego turnieju jak w Melbourne. Bo Dayana na pewno by nie kalkulowała.

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną zawodniczką z którą Białorusinka ma dość słaby bilans. To Donna Vekic, która wygrała 5 z 7 spotkań z bardziej utytułowaną rywalką. Tutaj pierwsze porażki miały miejsce, gdzie te starcia mogły być traktowane jako w miarę wyrównane (lepsza forma Donny i gorsza Aryny, choć już wtedy miała większy potencjał), ale podczas Igrzysk Olimpijskich czy turnieju w San Diego (2022) było już inaczej. Z kronikarskiego obowiązku zaznaczę jednak, że w ostatnim spotkaniu Białorusinka jakby odwróciła ten trend, ponieważ dość łatwo wygrała z Chorwatką w ćwierćfinale Australian Open. Celowo jednak chciałbym poświęcić więcej czasu na Donnę Vekic, ponieważ nie nazwałbym jej big hitterką jak wyżej wspomniane tenisistki. Owszem, potrafi mocno uderzyć, ale to nie jest ten poziom siły, a jej atutem jest fajna gra zza linii i coś więcej niż solidność we wszystkich elementach gdy jest w formie. Trochę przypomina mi pod tym względem Jessicę Pegulę. To pokazuję, że nie trzeba wcale mieć potężnej siły uderzenia, aby wygrywać regularnie z faworytką. Myślę, że tutaj ważną rolę pełni dobry plan i konsekwencja w jego zrealizowaniu, a także element zaskoczenia..W ten sposób również można wyprowadzić rywalkę z równowagi i to też potrafi czynić Donna. Dlatego warto trzymać kciuki za jej powrót do formy, ponieważ to ciekawa zawodniczka. Turniej w Linzu jest dobrym prognostykiem na przyszłość po niezbyt udanych ostatnich miesiącach.


Podczas Australian Open wiele mówiło się też o Amandzie Anisimovej, ale Aryna Sabalenka dość łatwo obaliła “zmorową teorię: pokonując Amerykankę bez większych problemów. Myślę jednak, że Amanda ma taki styl przy którym jeśli złapię jeszcze trochę lepszą formę - szczególnie fizyczną, to praktycznie zawsze będzie groźna dla zawodniczek jak Aryna, bo jest silna, a przy tym odporna na uderzenie i ewidentnie nie boi się faworytek. Praktycznie, bo w Melbourne Białorusinka była w takiej formie, że byłaby trudna do zatrzymania nawet dla Amandy w swojej najlepszej wersji. Na słowa uznania zasługuje również Ludmilla Samsonova, która ma z Aryną bilans 2:1 mimo, że wszystkie mecze odbywały się na przestrzeni ostatnich 15 miesięcy, co jest z kolei zaprzeczeniem głównej teorii dotyczącej czasu rozgrywania pojedynku. I w ten płynny sposób chciałbym jednak przejść do akapitu z kolejną bohaterką.


Ludmilla Samsonova dla Eleny Rybakiny

Swoją agentkę 04 ma również Elena Rybakina, a jest nią właśnie Ludmilla Samsonova. Ależ mi imponowała kiedy podczas turnieju w Pekinie swoją ostrą, destrukcyjną grą, którą utylizowała wszystkie ofensywne argumenty znakomitej Kazachszki. A przypominam, że ta rundę wcześniej pokonała w znakomitym stylu Arynę Sabalenkę. Zresztą w 2023 roku Ludmilla 2-krotnie w półfinałach 1000 pokonała Elenę Rybakinę i jest to wynik godny odnotowania. Nie chcę się mądrzyć, ale akurat obecność Ludmilly Samsonovej w gronie “zmór” dla rywalek z czołówki nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem. Rosjanka potrafi grać mocno, a przy tym bardzo kąśliwe. Do tego jeśli działa jej forehand, to potrafi rozstawiać po korcie nawet silniejsze rywalki, przechodząc przy tym płynnie z defensywy do ofensywy. Na Ludmille warto mieć plan B, a nawet C. Generalnie 25-latka ma bardzo duży potencjał, który w moim przekonaniu zostanie dopiero udowodniony. A jak mogą wyglądać najbliższe mecze tych zawodniczek urodzonych w Rosji, ale posiadających podwójne obywatelstwa? Dużo zależy od ich formy sportowej w danym momencie. Wydaje mi się, że obie mogą mieć przed sobą bardzo dobry sezon, a to jaka będzie ich forma - nawet głównie fizyczna będzie miało kluczowe znaczenie. W przypadku rywalizacji kiedy obie będą w optymalnej dyspozycji, to delikatną faworytką będzie dla mnie bardziej utytułowana reprezentantka Kazachstanu, choć na ziemi poważnie bym się nad tym zastanowił. Na plus Eleny jednak powinien zadziałać fakt, że nie jest to zawodniczka, która wychodząc na kort będzie miała w głowie ich dotychczasowy bilans. Niemniej mocny charakter Ludmilly też na pewno spowowoduje, że będzie przed pojedynkiem czuła się pewnie.


Daria Kasatkina dla Coco Gauff

Oczywiście pierwszym skojarzeniem jako “zmory” dla Coco Gauff jest Iga Świątek, ale nie taki jest zamysł tego artykułu, aby skupiać się na pojedynkach ścisłej czołówki touru między sobą. Poza tym cieszę się, że mogę tutaj omówić inną zawodniczkę, ponieważ jest to zupełne zaprzeczenie teorii, że dodatni bilans z faworytkami mają odważnie grające big hitterki. Bilans 3:0 z Amerykanką ma Daria Kasatkina, czyli niezbyt silna, a bazująca na motoryce zawodniczka. Ok, ich pierwszy mecz odbył się 2019 roku, kiedy Coco miała 15 lat i trudno oczekiwać, aby wtedy wygrała z zaprawioną w tourze Dashą. Zwycięstwa w 2022 roku można już jednak uznać za niespodzianki. Ponadto, do tej pory Amerykanka nie zdołała jeszcze urwać swojej rywalce seta. Wygląda na to jakby styl Rosjanki faktycznie jej nie leżał i jest to ciekawe. Coco przecież też potrafi grać na przetrzymanie, a ma argumenty żeby stopniowo spychać rywalkę do defensywy, chociażby swoimi umiejętnościami gry przy siatce. Wniosku doszukuje się w tym, że styl Darii jest nieprzyjemny dla atletycznych tenisistek, ponieważ dobry bilans ma również z Marią Sakkari. Kto wie, może to przez sposób uderzeń? Niemniej to już taki bilans, który może nieco zostać w głowie i na pewno przy kolejnych spotkaniach Coco musi być dobrze przygotowana, bo Daria poniżej dobrego poziomu nie zwykła często schodzić.

PAP/EPA


Kto zmorą dla innych zawodniczek z czołówki?

Jeszcze chwilka o innych zawodniczkach z topu rankingu. Nie doszukałem się żadnego super przykładu “zmory” Jessici Peguli. Ciekawe są bilanse 0:3 z Elise Mertens oraz 1:5 z Petrą Martic, ale większość składowej pochodzi z czasów kiedy Jessie nie prezentowała jeszcze takiej jakości. Od 2021, kiedy gra regularnie na bardzo wysokim poziomie zdarzają się jej oczywiście wpadki, ale zasadniczo nie z jedną zawodniczką. Jeden mały wniosek jaki mi się nasuwa to, że może nie przepadać za zawodniczkami lubiącymi grę przy siatce i o dobrych warunkach fizycznych. Z Ons Jabeur świetny bilans ma Ekaterina Alexandrova (6:2), a więc big hitterka i Sofia Kenin (5:2), ale w jej przypadku spotkania miały często miejsce kiedy była faworytką i prezentowała się dużo lepiej. Wziąłem jeszcze pod lupę Borę Krejcikovą, która już dłużej jest w czołówce, a do tego ma ciekawy styl. Czeszka może się solidaryzować z Igą, ponieważ też specjalnie nie leży jej Jelena Ostapenko (bilans 2:5). Nienajlepiej wygląda również bilans z Martą Kostyuk (1:3). No i ma też 0:3 z Paulą Badosą, a w meczach z nią wyżej notowana była Bora. Tak więc big hitterki lub potrafiące mocno uderzyć zawodniczki, które dobrze czują się te w defensywie. Ciekawych przykładów zapewne będzie więcej, ale to już nie temat na ten teksty. 


Wnioski

Nasuwa mi się kilka wniosków, które nie są zbyt odkrywcze, ale chciałbym je spisać. Oczywiście najczęściej zdarza się, że zaskakujący bilans z największymi gwiazdami touru mają big hitterki lub zawodniczki uderzające mocno, które nie mają zamiaru oddawać łatwo inicjatywy. Tak bez wątpienia jest w przypadku Jeleny Ostapenko, Amandy Anisimovej czy Dayana Yastremskiej. Ludmilla Samsonova też potrafi tak grać. Przypadki Donny Vekic i Darii Kasatkiny pokazują jednak, że nie trzeba nimi być, aby mieć dobre bilanse z faworytkami. Wtedy jednak potrzebna jest umiejętność utrzymania dobrego wysokiego poziomu i moim zdaniem technika, które pozwala ostudzić zapędy i doprowadzać do błędów rywalki. Drugim faktem, który powinien ostudzić trochę fanów statystyk oczekujących niespodzianki tylko na podstawie wcześniejszych spotkań jest właśnie czas. Bo data, dacie nierówna i często zwycięstwa sprzed 2-4 lat nie mają dużego znaczenia w kontekście najbliższego pojedynku. Niemniej z drugiej strony coś w tym jest, że dana zawodniczka może nie pasować innej mimo, że jest faworytką, bo tenis jest tak złożony, że składa się na niego multum elementów z których pewnie wiele nie dostrzegamy. A ostatnim elementem jest sfera mentalna, która być może jest nawet barierą najtrudniejszą do przeskoczenia i najbardziej intrygująca. Taki oto jest nasz tenis. 


---------

PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16


I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!

Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJhttps://twitter.com/z_kortu

Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJhttps://www.facebook.com/groups/178960806040159

Myślę też, że kanał na YouTube oraz profil na Instagramie Australian Open mogą być również dobrym miejscem dla Ciebie.

---------

Poznaj mój Skarb Kibica WTA!

Zapraszam Cię serdecznie do zapoznania się z moim "Skarbem Kibica WTA 2024". To 139 stron pasji do tenisa i być może interesujących dla Ciebie informacji. Znajdziesz go klikając poniżej.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odejście Tomasza Wiktorowskiego i moje opinie o sztabie Igi na przyszłosć

Sandra Zaniewska: Tenis na przestrzeni lat stał się bardziej agresywny, ale korty wolniejsze

Skarb Kibica WTA 2024