Podsumowanie lutego w WTA - Dobry czas Igi i Eleny, wyjątkowy moment Jasmine

Czy ogladając ten sezon WTA odczuwacie nieco Dnia Świstaka do poprzedniego sezonu? Dominiująca w Australian Open Aryna Sabalenka, imponująca w Zatoce Perskiej Iga Świątek i pokazująca naprawdę doskonałą dyspozycję oraz grająca bardzo często Elena Rybakina. Konsekwencją jest, że po 2 miesiącach top 3 wygląda dokładnie tak jak rok temu, a i nawet różnice między nimi są dość zbliżone. Myślę, że z perspektywy Igi możemy być optymistycznie nastawieni na najbliższe miesiące, ponieważ jej występy w lutym pokazały, że gorszy występ w Melbourne był wypadkiem przy pracy. Z racji, że o Melbourne i rozgrywkach w Australii popełniłem już sporo zdań, to teraz chciałbym zaprosić Was na podsumowanie lutego w kobiecym tourze moimi oczami.

PAP/Marcin Nowak


Iga Świątek i Elena Rybakina bohaterkami drugiego miesiąca

Większość kibiców śledząc zmagania w dużych turniejach jest przede wszystkim ciekawa jak będzie radzić sobie światowa czołówka. To nazwiska najbardziej znamy i z reguły najczęściej w ostatnim czasie przyzwyczaiły nas do prezentowania wysokiego poziomu. Z tego elitarnego grona na wyróżnienie w lutym bezwzględnie zasługują 2 tenisistki. To Iga Natalia Świątek i Elena Rybakina. Polka wygrała turniej w Doha i doszła do półfinału w Dubaju, zdobywając tym samym 1390 punktów, a Reprezentantka Kazachstanu wygrała w Abu Zabi, przegrała w finale Doha i na etapie ćwierćfinału wycofała się z zawodów w Dubaju. Efektem 1365 oczek dopisanych do tegorocznych osiągnieć. 

Najpierw kilka słów o Idze. Choć Raszynianka przyzwyczaiła nas do tego, że potrafi wyciągać wnioski i szybko wracać do rewelacyjnej dyspozycji, to jednak co by nie mówić - po rozczarowującym wynikowo Australian Open większość z nas zapewne miała lekkie obawy. Pustynna Zatoka Perska je rozwiała. Trzymając się piaskowego klimatu, Iga w Doha czuje się jako skorpion na pustyni, a poziom jaki tam prezentuje jest wybitny. Nasza duma po raz trzeci z rzędu wygrała ten niezwykle prestiżowy turniej i po raz kolejny zrobiła to w znakomitym stylu - bez straty seta, ze świetną dynamiką, a przy tym też pokazując charakter, bo w meczu finałowym przeciwko drugiej bohaterce tego akapitu wyszła ze stanu 1:4 z 2 przełamaniami. Ten wynik bardzo cieszy biorąc szczególnie pod uwagę fakt, że to nie jest jej ulubiona rywalka. Wcześniejsze spotkania również wygrywała w bardzo dobrym stylu. W Dubaju oprócz pierwszego meczu przeciwko Sloane Stephens, gdzie popełniała dość sporo błędów to też wszystko wyglądało bardzo dobrze. aż do pojedynku półfinałowego z Anną Kalinskayą. Przyznaję, że na tym etapie, kiedy w grze oprócz nich pozostały Jasmine Paolini oraz Sorana Cirstea już oczyma wyobraźni dość wyraźnie widziałem Igę z kolejną paterą za turniejowe zwycięstwo. To jednak duże piękno tenisa, że wciąż potrafi zaskakiwać niespodziewanymi rozstrzygnięciami i fajnym historiami. Niestety czasami również smutnymi dla nas. Iga uległa w 2 setach Rosjance w półfinale mimo, że początek meczu na to zupełnie nie wskazywał, ponieważ rozpoczęła go bardzo dobrze prowadząc 4:2 i mając piłki na 5 gem. W tym momencie byłem dość spokojny, ponieważ w pierwszych gemach Polka zneutralizowała w moim odczuciu największą broń Anny, jaką są siłowe i płaskie uderzenia, skutecznie wchodząc w potężne wymiany, które często wygrywała. A tutaj widziałem główną broń, którą 25-latka może zagrozić Idze. Później stało się jednak coś dziwnego, czego u Igi nie widziałem od bardzo dawna (nie pamiętam od kiedy), a mianowicie przestój trwający w zasadzie ponad połowę meczu. W tym czasie 22-latka przegrała 6 gemów z rzędu i robiła naprawdę duże jak na siebie auty oraz psuła proste forehandy. Rywalka w tym okresie wyglądała na korcie znacznie lepiej i doprowadziła do stanu 5:2 w drugim secie. W tym momencie Iga jakby przebudziła się, a pomógł brak działającego dobrze jak wcześniej serwisu Anny Kalinskayi. Kurczę, bardzo żałuję kiedy przy stanie 5:4 dla Anny Iga miała piłkę na wyrównanie i ją przestrzeliła. To był forehand, który jestem przekonany, że trafiłaby z 95 na 100 razy podczas treningów. A przy wyrównaniu stanu tego seta uważam, że Iga by “urosła” i stała nawet faworytką do wygrania całego meczu. Takie też piękno tenisa, że jedna piłka ma czasami potężne znaczenie. No nic, to był gorszy mecz Igi i nie ma co rozpocząć, a akceptować, że takie będą się zdarzać. I wyciągać wnioski. Niezależnie od tego, był to znakomity czas Igi w krajach arabskich, gdzie po raz kolejny pokazała jak wielką jest tenisistką. Z plusów jeszcze, podoba mi się bardzo, że Iga coraz pewnie gra volleyem i właściwe znormalizowała swój serwis na poziomie 180km/h, a czasami nawet wiecej. To olbrzymia wartość dodana do jej gry, która jestem przekonany, że przełoży się na wiele łatwiejszych wygranych. Imponuje też mi jej backhand. Z minusów, to na forehandzie nie gra póki co obecnie jak potrafi najlepiej. No i szkoda, że w meczu z Anną Kalinskayą trochę podobnie jak w starciach z Jeleną Ostapenko na US Open czy Eleną Rybakiną w Australian Open nie próbowała wprowadzać w życie innego planu kiedy nie wychodziło. Myślę, że takimi zawodniczkami to może pomóc. Niezależnie od tego to była dobra wersja Igi Świątek w Zatoce Perskiej i powinniśmy się cieszyć z kolejnych dużych wyników.

Elena Rybakina również po raz kolejny pokazała, że jest znakomitą tenisistką. Powtórze się, ale uważam, że jeżeli będzie w stanie popracować nad swoją motoryką tak, aby była w zdrowiu i na siłach przez cały sezon, to spokojnie może walczyć o numer 1 na świecie. Podoba mi się przede wszystkim jej mental. O serwisie i potężnych uderzeniach z głębi kortu nie będę pisał, bo to nie ma sensu. Są wspaniałe. Chciałbym się jednak skupić na jej grze w defensywie. Już w tamtym roku wspominałem wielokrotnie, że widzę w tej materii progres, ale teraz jest jeszcze bardziej zauważalny. Skończyć przeciwko niej piłkę nie jest wcale łatwo, a zagrasz trochę krócej i możesz od razu mieć kłopoty. W wygranej 500 w Abu Zabi pokazała, że dobrze czuje się w finałach, a wcześniej pokonała swoją zmorę Ludmillę Samsonową (miały bilans 0:4) i wygrała mecz kiedy bardzo nie idzie i to nie jest Twój dzień - tutaj mam na myśli spotkanie z Danielle Collins. W Doha prezentowała się bardzo skutecznie i w bardzo fajnym stylu dotarła do finału mimo, że Anastasia Pavyluchenkova i Emma Navarro na pewnym etapie spotkań potrafiły ją wybić z rytmu. W Dubaju z kolei od początku miałem wrażenie, że jest na oparach siłowych. Przyznaję, że byłem zaskoczony jej występem w tym turnieju, ponieważ stawiałem na wycofanie się i odpoczynek. Elena jednak uznała inaczej i nagrodą jest kolejne blisko 200 punktów. Do ćwierćfinału jednak nie przystąpiła z powodu problemów żołądkowych. Wcześniej zdołała nie bez trudu pokonać między innymi naszą Magdalenę Fręch, ale w Dubaju to już zdecydowanie nie była ta sama Elena Rybakina co wcześniejszych turniejach. Mocne tempo narzuciła sobie 4 obecnie rakieta świata w lutym. Cały czas myślę czy nie za mocne, bo pamiętam jak doskonale sobie radziła w pierwszej połowie 2023 kiedy sił było więcej, a jak w drugiej połowie roku kiedy tych sił zabrakło. Teraz jeśli chodzi o intensywność gry, to wybrała ponownie tą samą ścieżkę. Zobaczymy jak będzie wyglądać dalej komunikacja z jej organizmem. Jej kolejne występy to 1000 w Indian Wells i Miami, gdzie w tamtym roku wygrywała i była w finale. Tak więc ilość punktów do obrony jest potężna, ale myślę, że nie ma co się na to nastawiać, a bardziej żeby odpowiednio przygotować się do tych turniejów, jak i dalszej części sezonu. 


Słów kilka o Arynie Sabalence

A co można powiedzieć o lutym w wykonaniu Aryny Sabalenki? Właściwie nic, bo zagrała tylko jeden mecz w Dubaju, w którym nie pokazała się z najlepszej strony. Fajnie grająca i ewidentnie potrafią z nią rywalizować Donna Vekic przetrzymała jej napór i umiejętnie zaczęła zmuszać do błędów wiceliderkę rankingu. W tym meczu była też akcja przełomowa kiedy Aryna odpuściła piłkę, która wylądowała w korcie w drugim secie, co skutkowało powrotem do gry Donny Vekic i wpłynęło ewidentnie na poprawę poziomu charakternej Chorwatki i obniżeniu poziomu u Białorusinki. To był pierwszy mecz od dawna w którym miałem wrażenie, że oglądam Aryne sprzed jej metamorfozy, która nastąpiła w styczniu 2023 roku. Widać, że przerwa jej nie posłużyła, ale trudno tutaj się doszukiwać przyczyn czy większych wniosków. Można wyczytać, że w tym czasie nie skupiała się odpowiednio na treningach, a bardziej na sferze estetycznej życia (np.założenie licówek), ale nawet jeśli tak było to jestem przekonany, że nie jest to stały trend. Aryna jest zbyt ambitna, aby nie dokonać starań by w najbliższych turniejach prezentować się lepiej. A to jaką formę będzie prezentowała podczas Sunshine Doubles jest jednym z ciekawszych pytań na marzec. Jakby nie patrzeć, to do gry wróci w okolicach 8-10 marca, a więc można stwierdzić, że w ciągu 1,5 miesiąca rozegra 1 mecz. 


Zaskakujący finał w Dubaju i wielki sukces Jasmine Paolini

Najwyższy czas, aby wspomnieć o 2 pozostałych wielkich bohaterkach miesiąca. Są nimi finalistki z Dubaju, który był największym wynikiem w ich dotychczasowej karierze Jasmine Paolini i Anna Kalinskaya występy w mieście z największym budynkiem świata będą wspominać wyjątkowo. Piękny czajnik za wygraną w turnieju wywalczyła Jasmine Paolini dla której to dopiero 2 wygrany turniej w karierze po zwycięstwie w słoweńskim Portoroz, którego skala jest jednak nieporównywalnie mniejsza. 

Mam odczucie, że Włoszka wygrała ten turniej tym co ma najlepsze czyli charakterem, wolą walki i jakimś motorkiem, który ma w sobie umożliwiającym jej dobieganie do piłek szalenie trudnych, kiedy jest w głębokiej defensywie. Jest dla mnie trochę Jasmine takim połączeniem Sary Errani i Agnieszki Radwańskiej. Pięknie wróciła mimo ciężkich sytuacji w spotkaniu z Beatriz Haddad Maią oraz Anną Kalinskayą w finale. Po drodze do sukcesu pokonała też Leylę Fernandez, Marię Sakkari oraz Soranę Cirsteę - czyli nie wchodząc w szczegóły bardzo dobre zawodniczki. Moim zdaniem jej wygrana tutaj jest konsekwencją pracy i rozwoju na przestrzeni kilku sezonów. Pokazuje, że przy nałożeniu się kilku czynników, to nawet zawodniczki ze słabymi warunkami fizycznymi czy też mniejszą skalą talentu, mogą osiągać wielkie rzeczy. Jak to napisała Iga Świątek gratulując finalistkom, ten wynik jest świetnym przykładem historii, która może być inspiracją dla wielu. Włoszka o polskich i ghanijskich korzeniach 26 lutego zadebiutuje w top 20 i wchodzi tam dość ostro, bo od razu na 14 pozycję. Zdobyte tutaj 1000 punktów daje Jasmine naprawdę fajną sytuację rankingową przed najbliższymi miesiącami. Zobaczymy jak to wykorzysta, ale bez wątpienia jest to jej czas, ponieważ w wieku 28 lat osiągnęła najlepszą formę w swojej karierze. Czy to jej peak? Wydaje mi się, że tak, ale rok temu pewnie odpisałbym tak samo i byłbym w błędzie. Tak więc warto obserwować co dalej będzie pokazywać najlepsza obecnie tenisistka z Italii. 

Jimmie48/Tennis Photography


Czas na kilka zdań o jedynej w lutym pogromczyni Igi Światek, czyli Annie Kalinskayi. Przyznam, że od Australii stałem się dość sporym fanem jej talentu. Niezwykle podobają mi się jej płaskie forhendowe uderzenia i bardzo nieprzyjemny pierwszy serwis, który rzadko kiedy kończy się asem, ale bardzo często daje sporą przewagę w wymianach. Ogólnie Rosjanka według mnie w większości kluczowych tenisowych elementów radzi sobie bardzo dobrze. Dobrze czuje się między innymi przy siatce, potrafi wykorzystać geometrię kortu i ma duże tenisowe IQ. Jak tak sobie myślę to chyba z głównych elementów return nie robi jakiegoś dużego wrażenia, a Wy co sądzicie? Chciałbym podkreślić, że w Dubaju Anna Kalinskaya doszła do finału mimo, że musiała brać udział w kwalifikacjach (wynika to z faktu, że do udziału był uwzględniany ranking sprzed Australian Open). Wygrała zatem aż 7 spotkań - z czego 3 z zawodniczkami top 10, bo oprócz Igi na jej rozkładzie są też Coco Gauff i Jelena Ostapenko. I szczególnie w meczu z Łotyszką wyglądała naprawdę świetnie, bo to nie był słaby mecz Jeleny. Anna wytrzymała jej napór i wielokrotnie zmuszała do defensywny. To nie jest łatwe, a wręcz przeciwnie. Zwłaszcza, że Anna nie ma wybitnie imponujących warunków. 175 centymetrów, a sylwetka chyba nawet mniej atletyczna od Igi, a mimo to imponuje siłą zagrań i odpornością na tenisowe ciosy. Nie ukrywam, że staję się coraz większym fanem przeżywającej najlepszy czas w karierze Rosjanki, Przypomnę, że zawodniczka z Moskwy doskonale prezentowała się już w Melbourne i nie ukrywam, że w mojej ocenie gdyby nie problemy zdrowotne to ona, a nie Qinwen Zheng zameldowałaby się w półfinale Australian Open. Tutaj też pojawiły się problemy z barkiem w meczu przeciwko Coco, ale nie przeszkodziły one w wygranej (choć trzeba przyznać, że to był słaby mecz Amerykanki). Jeszcze chwila o zdrowiu, ponieważ jestem przekonany, że będzie miało kluczowy wpływ na dalszą karierę Anny. Dla mnie Anna Kalinskaya w pełni sił to tenisistka na top 10 i obecnie najlepsza Rosjanka w tourze mimo dość sporej konkurencji. W rankingu live z tego roku jest 8, a tym głównym uwzględniającym wyniki z 12 miesięcy jest 24 (4 z Rosjanek), ale i w nim zanotowała ogromny awans, poprawiając swoją najlepszą dotychczasową pozycję o 14 oczek. Teraz już nie będzie mowy o kwalifikacjach, a tylko o turniejowych rozstawieniach. Chętnie poznam Wasze opinie gdzie widzicie Annę za kilka miesięcy. Szczególnie przy założeniu, że jest zdrowa i czy podobnie jak ja sądzicie, że jej potencjał jest bardzo duży.


One nie będą wspominać Zatoki Perskiej najlepiej

Są też zawodniczki których występy w Dubaju i Doha uznaję za zawód. Przede wszystkim mam tutaj na myśli Coco Gauff oraz Qinwen Zheng. Amerykanka wyglądała bardzo niepewnie, a wręcz nerwowo i popełniała bardzo dużo prostych błędów. A szkoda, bo to fajny dla niej czas, aby zdobywać rankingowe punkty, które mogłyby pozwolić się zbliżyć do Aryny Sabalenki i Igi Światek. Nie przekonywała również Chinka na której po finale Australian Open uwaga jest skupiona bardziej. Zarówno w starciach z Igą Świątek i Leylah Fernandez była dużo gorsza od oponentki i nie przekonywała grą. Zresztą nie ukrywam, że 7 obecnie rakieta świata jeszcze mnie do końca nie przekonała, iż to miejsce adekwatne do jej obecnych umiejętności, ponieważ w Australii jednak drabinka była nieco przychylna, a mam tutaj na myśli głównie urazy wyżej wspomnianej Anny Kalinskayi, jak Dayany Yastremskiej. Fajnie serwuje i gra z głębi kortu, ale jakby czegoś brakowało w jej tenisie żeby uważał ją za faworytkę dużych turniejów w najbliższych miesiącach. Niemniej warto obserwować, bo to młoda i zdolna tenisistka, która ma ze sobą dobry sztab i na pewno spore możliwości rozwoju. 

Nie będę tutaj się zbyt pastwił nad Marią Sakkari, dlatego napiszę, że jest obecnie bez formy i być może zmiana trenera pozwoli jej wrócić do najlepszej 10. Dla mnie od kilku miesięcy jest tenisistką, którą nie umieściłbym w top 30 power rankingu. Zawodzi trochę Ludmilla Samsonova i Beatriz Haddad Maia, które miały fajną końcówkę poprzedniego sezonu. Ons Jabeur też również powinna popracować nad swoim zdrowiem, ale mam nieodparte wrażenie, że również nad swoją grą, bo zupełnie nie przekonuje w tym roku, a na pewno miała spore oczekiwania po turniejach w Zatoce Perskiej, gdzie w zasadzie były gospodynią.


Wracać do formy można w każdym wieku

Przechodząc jeszcze do pozytywów, bo to zawsze jest fajniejsze, a jest tutaj kilka nazwisk, które cieszą, ponieważ Panie wysyłają znaki formy jak za najlepszych latach. Największym zaskoczeniem jest 32-letnia Anastasia Pavlyuchenkova, która borykała się z poważnymi problemami zdrowotnymi stawiajacymi pod znakiem zapytania jej dalszą karierę, a w Doha zaszła do półfinału gdzie walczyła z Eleną Rybakinę. W Dubaju bez większych problemów pokonała Marie Bouzkovą i szkoda, że kolejny mecz oddała walkowerem, bo to zawsze niepokoi w przypadku zawodniczek wracających po kontuzji. Wciąż niebezpieczna potrafi być też rok starsza Sorana Cirstea, która dokonała czegoś epickiego wracając ze stanu 2:6, 1:5 i broniąc 6 piłek meczowych w ćwierćfinale z Marketą Vondrosouvą. Rumunka wciąż nie kalkuluje, a kiedy trafia to jest bardzo groźna. Półfinał w Dubaju jest tego dowodem, a myślę, że i w Doha zaszłaby wyżej gdyby nie to, że w drugiej rundzie trafiła na Igę Świątek. Dużo pozytywów widać też w grzę Donny Vekic i Leyli Fernandez, które znajdują się w okolicach 30, a myślę, że obecnie grają na poziomie zbliżonym do top 20. W kolejnych tygodniach mogą zresztą tam śmiało zagościć przy dobrych występach. Cieszy, bo to dziewczyny grające fajny, techniczny tenis. Optymizmem napawa też dyspozycja w Doha Naomi Osaki, która zaszła do ćwierćfinału tego dużego turnieju. Teraz czas na kolejne dzikie karty, które będą weryfikacją jej potencjału. Budowa rankingu nie jest łatwa, ale myślę, że Japonka w tym sezonie może zrobić naprawdę duże wyniki jeśli zdrowie dopiszę. Nie można też zapominać o jej pogromczyni z Kataru, czyli Karolinie Pliskovej, która jest kolejnym fajnym przykładem tego jak wracać do gry po gorszych momentach. Pisałem o jej świetnym występie w Cluj, a już dzień później przeniosła się na inny kontynent, by w Doha pokonać odpowiednio Annę Kalinskayę, Anastasię Potapovą, Lindę Noskovą i Naomi Osaką, co dało jej półfinał turnieju rangi 1000. A na rozkładzie same dobre zawodniczki. Doświadczona Czeszka wskoczyła na 38 miejsce w rankingu, a biorąc pod uwagę tylko ten rok, to jest to 12 lokata - najwyżej z Czeszek. Wielki szacunek dla Karoliny.

Jimmie48/Tennis Photography


Magdalena Fręch w 2024 lepsza od świetnych zawodniczek

Na koniec jeszcze akapit o dwóch Polakach z pierwszej 100. Są to 2 inne historie, ponieważ jedna jest znacznie bardziej pozytywna, a druga niekoniecznie. Magdalena Fręch kontynuuje swój run w górę rankingu, który jest tylko i wyłącznie potwierdzeniem jej znakomitej formy w tym roku. Ta dziewczyna wygrala w lutym z Ekateriną Alexandrovą i Petrą Martić i była w stanie zagrać wyrównane spotkanie z Eleną Rybakiną. Nie jest zbyt ważne, że ta nie grała dobrego meczu. Postawić się takiej zawodniczce trzeba potrafić prezentując sporo tenisa. Liczby doskonale świadczą o zawodnicze z Łodzi, ponieważ w tym roku więcej punktów zdobyło od niej tylko 21 zawodniczek, a zatem Magdalena w pierwszych 2 miesiącach 2024 roku jest 22 tenisistką świata. Za nią takie nazwiska jak Beatriz Haddad Maia, Caroline Garcia czy Maria Sakkari czy Marketa Vondrousova. Cieszy oko, prawda? Tak samo jak najlepszy rankingi w karierze, ponieważ od 26 lutego 2024 Magdalena Fręch będzie 42 zawodniczką globu!

Niestety zgoła przeciwna jest sytuacja Magdy Linette, która mimo 3 występów w Zatoce Perskiej nigdzie nie zdołała wygrać więcej niż 1 meczu. 2 pojedynki z Nao Hibino, z których jeden był zwycięski, a drugi przegrany zapamiętam najbardziej z tego okresu. Plusem Magdy jest to, że potrafi grać jak równa z równą z naprawdę dobrymi tenisistkami. Minusem, że często ta walka nie kończy się happy endem. Tak było z Beatriz Haddad Maią i Qinwen Zheng. Zwłaszcza Chinka była do ogrania gdyby Magda była w stanie w trzecim secie zagrać tak jak w drugim. Z Brazylijką to był typowy pojedynek na fizycznie wykończenie, a pod tym względem ciężko dotrzymać tempa Bii z Sao Paolo. Niestety Magda jest już poza 50 rankingu, a jej zdrowie budzi wciąż małe znaki zapytania. To niepokojące, ponieważ teraz będzie trzeba grać więcej, aby zdobywać punkty, które pozwolą jej się piąć w rankingu. Przyda się kilka dobrych wyników i tego życzę Magdzie.


Co najbardziej zapamiętam z Emiratów i Kataru?

Przede wszystkim powrót Igi Świątek w znakomitej formie i fakt jak nas rozpieściła, bo mamy niedosyt gdy wygrywa i robi półfinał tysiączki tydzień po tygodniu. Oczywiście nawet biorąc pod uwagę okoliczności, bo patrząc z na chłodno to były świetne wyniki. Ponadto, świetna ale odczuwająca już zmęczenie w końcówce tego perskiego touru Elena Rybakina i niespodziewany finał w Dubaju między Jasmine Paolini a Anną Kalinskayą. Pomijając to, że chciałem tam zobaczyć Igę, to jednak fajnie, że czasami mamy takie turnieje, gdzie finał ma dość zaskakującą obsadę. A Wy co najbardziej zapamiętaliście z tego ostatnich tygodniach? 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odejście Tomasza Wiktorowskiego i moje opinie o sztabie Igi na przyszłosć

Sandra Zaniewska: Tenis na przestrzeni lat stał się bardziej agresywny, ale korty wolniejsze

Skarb Kibica WTA 2024