5 zaskoczeń Australian Open 2024
To nie było zaskoczenie. Tegoroczne Australian Open jak zwykle obfitowało w ekscytujące wydarzenia. Organizatorzy zadbali również abyśmy mieli więcej emocji, oferując nam po raz pierwszy 15, a nie 14 dni tenisowego święta. Tak więc jeszcze lepiej - szczególnie, że turniej odbywał się przez aż 3 niedziele. Mieliśmy zatem większe możliwości, aby śledzić to co dzieje się na Antypodach, gdzie zawsze dzieje się dużo. Jednym z największych plusów tej lewy wielkiego szlema jest dla mnie, że potrafi bardzo zaskakiwać. Tak było oczywiście również w tym roku. Postanowiłem zebrać 5 wspomnień, które utkwiły mi w pamięci, ale nie skupiając się na czołówce rankingu. Dlatego nie będę tutaj pisał o zwycięstwie w świetnym stylu Aryny Sabalenki czy dość szybkich porażkach Eleny Rybakiny czy Igi Świątek, ponieważ na ten temat napisano już wiele tekstów i dokonano wszelkich analiz. Skupię się natomiast na 5 mniej oczywistych, ale moim zdaniem wartych odnotowania aspektach, które zapamiętam z tegorocznego turnieju kobiet. Zapraszam Cię do przeczytania moich zaskoczeń z Australian Open 2024 z turnieju Pań, ale też tych ogólnych!
Anna Kalinskaya, czyli objawienie turnieju
Kiedy przy okazji wywiadu jaki miałem przyjemność przeprowadzić z Joanną Sakowicz-Kostecką zadałem jej pytanie o 2-3 zawodniczki, które w tym roku mogą zaskoczyć w tourze. Usłyszałem celną odpowiedź, że takich zawodniczek może być z 70. Po chwili refleksji pomyślałem - Pani Joanna ma rację! Zawodniczek, które mogą być objawieniem w najbliższych miesiącach wszak również przychodziło mi do głowy kilkadziesiąt. I mam na myśli tylko te, przy których po znakomitych występach mógłbym z czystym sumieniem mówić, że znając ich potencjał i możliwości, ten wynik nie jest dla mnie zaskoczeniem. Będąc szczerym mam jednak wątpliwość czy wymieniając 30,40, a może i nawet 50 takich nazwisk znalazłoby się w nich jedno. A to ćwierćfinalistka tegorocznego Australian Open - Anna Kalinskaya. 25-letnia Rosjanka była dla mnie jednym z największych zaskoczeń tegorocznego turnieju. Dlaczego? Przede wszystkim przy wielkiej konkurencji jaką ma w swoim kraju, cały czas była w cieniu. Ot, solidna zawodniczka, która potrafi ładnie zagrać. Teraz tą opinię warto zmienić i osobiście przyznaję się, że nie doceniałem jej możliwości. Podczas tego turnieju Rosjanka pokazała, że jest naprawdę bardzo dobrą tenisistką. Jak na swoje warunki fizyczne, świetnie radzi sobie w grze defensywnej i potrafi dobrze operować swoim forehandem oraz backhandem granym wzdłuż linii, co jest cenną umiejętnością. Podobało mi się również jak mądrze potrafi wykorzystywać sytuację na korcie. Dodając do tego bardzo dobre warunki fizyczne oraz technikę mamy zestaw na zawodniczkę do czołówki. Jak to się zatem stało, że jeszcze nigdy w niej nie zagościła? Niestety odpowiedź mogliśmy znaleźć już na tym turnieju. Jest nią oczywiście zdrowie, które dało o sobie znać podczas pojedynku ćwierćfinałowego z Qinwen Zheng. Naprawdę mam duże wątpliwości czy Chinka zdołałaby pokonać tenisistkę z Moskwy gdyby nie jej uraz. Niestety przyglądając się bliżej karierze Anny można dostrzec, że kontuzje skutecznie uniemożliwiają jej rozwinięcie skrzydeł. Do tego stopnia, że przed tegorocznym Australian Open nigdy nie była w top 50. Oglądając jej grę na tym turnieju było to zdumiewające i bardzo cieszy, że przyszła pora na jej znaczny awans - na 38 lokatę. Jestem przekonany, że jeśli zdrowie będzie dopisywać to jeszcze nie jest ostatnie słowa tej bardzo stonowanej na korcie zawodniczki, ponieważ ma tyle rozwinięty warsztat tenisowy, iż niewiele stoi na przeszkodzie, aby to był początek drogi ku czołówce rankingu. Niewiele oprócz kwestii zdrowotnych rzecz jasna. Niezależnie od tego, wiem że będę znacznie staranniej obserwował jej karierę w najbliższym sezonie i nie tylko. Nowe nazwisko do i tak już obszernego tenisowego notesu zostało wpisane.
Znakomita gra z głębi kortu Dayany Yastremskiej
Pamiętacie Robina Solderlinga i jego słynne gwoździe podczas Rolanda Garrosa 2009? Po 15 latach podobne skojarzenia wywoływało u mnie to co czyniła Dayana Yastremska podczas tegorocznego turnieju w Melbourne. Oczywiście mowa o turnieju głównym, bo gdyby tenis był za mało przewidywalny to tylko przypominam, że Ukrainka z niemałym trudem przeszła kwalifikacje, aby się w nim znaleźć. Za to od pierwszej rundy turnieju głównego imponowała swoim potężnym forhendem. Przyznam, że byłem w niemałym szoku kiedy zobaczyłem jak doskonale potężnymi uderzeniami z głębi kortu rozrzucała po nim rozstawioną z numerem 7 Marketę Vondrousovą. Oczywiście, lokata Czeszki może budzić kontrowersje, ale jednak kiedy o 1:00 w nocy podczas drugiego dnia turnieju zobaczyłem, co robi 24-latka z Odessy, to dość szybko się pobudziłem. Wtedy jednak myślałem, że to świetna kandydatka, aby sprawić niespodziankę genialnym pojedynkiem, ale równie dobrze może przegrać w nienajlepszym stylu z niżej notowaną rywalką rundę później, ponieważ Ukrainka zasłynęła jednak kilkukrotnie jako zawodniczka dość nieobliczalna. Nic bardziej mylnego, ponieważ dyspozycja Dayany w pierwszej rundzie to nie był (co chciałbym zaznaczyć, że mnie bardzo ucieszyło) pojedynczy wybryk, a początek doskonałego turnieju, który zakończył się dopiero na półfinale. Chyba już dawno nie było zawodniczki, której tak obce jest słowo jak kalkulacja, a niezależnie od tego potrafi grać tak skutecznie. Słuchaj, to jak Dayana potrafiła grać z forehandu kiedy rywalka zagrała tylko nieco krótszą piłką jest godne podziwu i dlatego mocno polecam Ci zobaczyć highlightsy z jej spotkań. Nie miały na to sposobu różne zawodniczki. Niezależnie od tego czy cechowały się dobrą grą siłową, defensywna czy cierpliwością, to wszystko nie było lekarstwem na fenomenalne uderzenia Ukrainki. Podobnie jak w przypadku powyższego akapitu - można jedynie dywagować czy półfinał był sufitem możliwości Dayany w tym turnieju, ponieważ w pojedynku z… Qinwen Zheng również borykała się z urazem. I ponownie się powtórzę, ale również w przypadku niezwykle zdolnej Dayany Yastremskiej warto obserwować jak będą wyglądały najbliższe tygodnie.
Życiowy sukces Magdaleny Fręch
Nie mogło tutaj obyć się bez akapitu o Polkach, ale skupię się na tej mniej znanej, która zaskoczyła nas chyba najbardziej pozytywnie. Mowa oczywiście o pewnej 26-latce z Łodzi. Magdalena Fręch podczas tegorocznego Australian Open zaprezentowała się wprost wybornie. W każdym meczu imponowała mi grą w defensywie oraz determinacją, ale to co zobaczyliśmy w Melbourne, to było coś więcej. W meczu z Caroline Garcia pokazała jak groźną przy swoim stylu gry może być zawodniczką. Imponujące jak swoim stylem gry wybijajała z rytmu, a wręcz zniechęcała do tenisa Carolinę Garcię, która rundę wcześniej wygrała przecież z Naomi Osaką i prezentowała się w tym starciu naprawdę dobrze. W spotkaniach z Darią Savill oraz Anastasią Zakharovą, Magda pokazała również walkę do końca i konsekwencje mimo, że warunki były trudne. Nie można mieć też żadnych zastrzeżeń do przegranego pojedynku w IV rundzie z Coco Gauff, gdzie zawodniczka KS Górnika Bytom zagrała z Amerykanką tak jak potrafi i walczyła, ale na daną chwilę po prostu jeszcze brakowało argumentów przeciwko 3 tenisistce świata. Niemniej liczę, że ten udany występ jeszcze zaprofituje, a przed nami najlepszy sezon w karierze tej ambitnej dziewczyny. Top 50 tuż, tuż, a Ty Magdo zdecydowanie na nie zasługujesz!
Rekordy frekwencji i klimat turnieju
Tak. Też mnie bardzo wkurzało, że kibice między gemami wchodzili na trybuny i niejednokrotnie przemieszczali się po nich między punktami. Przy tak pięknym sporcie jak tenis, jest to swojego rodzaju skaza. Najbardziej irytowało mnie to, że deprymowało to zawodniczki. One powinny być skupione tylko na tym co dzieje się na korcie, a nie na parę metrów wyżej. Patrząc jego z drugiej strony perspektywy, liczby są jednak nieubłagane. Jeśli chodzi o frekwencję, to tegoroczne Australian Open biło kosmiczne wyniki. Jeszcze przed samymi finałami singlowymi, frekwencja łączna na kortach przekroczyła milion ludzi! I nie ukrywam, że widzę tutaj zależność biznesową. Sam jestem ciekaw ile osób gromadziło się, aby oglądać spotkania na pobliskich terenach spotkaniach. Zresztą sam bardzo chciałbym tam być, ponieważ klimat wydaje się być niesamowity. Cały turniej w Melbourne ma niepowtarzalny klimat. Owszem, pewnie wpływ ma też na głód tenisa na początku sezonu, ale Australian Open ma w sobie coś, co potrafi przyciągać. Organizatorzy robią kawał dobrej roboty, aby atmosfera na obiekcie była jak najlepsza. Do tego przyjemne zaskoczenia, jak chociażby w tym roku ultra wesoła delegacja z Francji, którą podejrzewam, że ochoczo obserwowali kibice z całego świata. Ten klimat turnieju czuć nawet zza ekranu. Nazwa Happy Slam nie wzięła się z niczego, a wypowiedzi Aryny Sabalenki czy Jannika Sinnera w końcowych przemowach dobrze to potwierdzają.
Billie Jean King, Rod Laver i inne legendy czyli pasja do tenisa na zawsze
Wiem. Ta wspaniała dwójka odwiedza regularnie duże turnieje, ale niezmiennie mi to imponuje. Nie zaglądając w metrykę - są to osoby w zaawansowanym wieku, a ich pasja do tenisa wciąż wydaje się być niezmienna. Rod Laver przylatuje z Kalifornii, aby w australijskim słońcu z pasją oglądać mecze tenisistów i tenisistek dla których wielu zapewne był idolem. Billie Jean King zawsze ogląda spotkania w jednej ze swoich par okazałych okularów w skupieniu, a następnie w jej social mediach zazwyczaj można znaleźć gratulacje dla tenisistek czy ujęcia zza kulis, gdzie składa gratulacje młodziutkiej Qinwen Zheng. Świetna sprawa! Nie będę już specjalnie wymieniał innych wybitnych sportowców, którzy wizytują w styczniu Australię, bo Mats Wilander czy Rennae Stubbs to pewnik, ale jest to bardzo fajne, że legendy tej dyscypliny dużym gronem zostają przy niej na na lata. To pokazuje, że tenis może zostać z nami na zawsze. Natomiast wielki szacunek dla Pani Billie Jean King oraz Pana Roda Lavera, że mimo ponad 80 wiosen nadal tak chętnie odwiedzają w styczniu gorącą Australię. A mimo możemy oglądać wielkich mistrzów nie tylko na korcie.
A Ty co pamiętasz z Melbourne?
To moje 5 wspomnień z tegorocznego Australian Open, które zostaną ze mną na dłużej. Mam nadzieję, że i Ty masz w pamięci pozytywne wspomnienia, ponieważ to piękno wielkich szlemów. Dzieje się w nich tyle ciekawego, że łatwo znaleźć coś dla siebie. Tego też Ci życzę przy kolejnych turniejach wielkoszlemowych i nie tylko, bo przecież dużo interesujących rzeczy będzie się działo już niebawem. Podziel się też swoimi wspomnieniami z tegorocznej edycji!
Komentarze
Prześlij komentarz