#IgaMatch - Iga Świątek vs Danielle Collins 6:4, 3:6, 6:4
Jest 5:31. Startuję z pisaniem tego tekstu, bo i tak już nie zasnę. Może to i dobrze, bo w emocjach jest więcej serca. I myślę sobie ile mniej emocji byłoby we mnie - człowieku naprawdę opanowanym gdyby nie nocki zarywane dla Igi Świątek. Może nawet kosztuje mnie to nawet trochę miesięcy życia przez stres jaki czasami powodują jej pojedynki, ale jedno wiem na pewno. Nigdy żaden sportowiec nie dawał mi tyle radości co 22-latka z Raszyna. A takie mecze jak dziś zostają na długo. Tak jak Iga zostaje w Australian Open, choć w pewnym momencie wydawało się to odległe bardziej niż samoloty na niebie obierajace kierunek na zachód.
W jednej kwestii pozwolę się wyjątkowo nie zgodzić z Igą, która w swoich wypowiedziach praktycznie zawsze trafia moim zdaniem w punkt. Nie uważam, że Danielle z tego meczu byłaby bardzo trudna dla pokonania dla praktycznie każdego w tourze (o ile dobrze usłyszałem tłumaczenie komentatora na ten temat - jeśli nie to prośba o korektę). Moim zdaniem tyczy się to tylko 2 seta. W pierwszym i trzecim grała na poziomie, który jest w zasięgu dla wielu zawodniczek. W nich to Ty Igo - co oczywiście w pełni naturalne miałaś gorsze chwilę, ale to jak pokazałaś charakter w wygranym od stanu 1:4 decydującym secie, było absolutnie wielkie. Wygrałaś choć realiści i matematycy nie dawali Ci już większych szans. A… no i pamiętaj Iga. Jesteś wielką mistrzynią, bo tylko mistrzynie wychodzą z tak tarapatów, wznosząc sie nagle na genialny poziom gry. Po prostu sobie to wyrwałaś. Jak to kiedyś mówił Włodzimierz Szaranowicz o Adamie Małyszu “Przeciwko naturze, przeciwko rywalom” albo bardziej współcześnie, jak napisała Emilia Ciołczyk na grupie Nie śpię, bo oglądam tenis “Nie wiem, nie wiem naprawdę jak ta dziewczyna wyciągnęła mecz. Ze spuszczoną głową, darciem się Collins i jej boksu, w nienajlepszej dyspozycji. NO RYCZĘ 🥺❤️”
Zapraszam więc po dłuższym niż zwykle wstępie na podsumowanie nie na chłodno
tego thrilleru, bo tutaj w pełni się zgadzam z “Naszą Dumą” i hasła napisanym
przez nią niebieskim flamastrem na kamerze po turnieju, które właśnie tak
brzmiało.
SET 1
Pierwszy set przypominał pojedynek 1 rundy z Sofią Kenin. Iga grała bez większych zastrzeżeń, ale też polotu, a jej rywalka dobrze weszła w mecz. Dobrze to znaczy agresywnie i naładowana energią oraz odpowiednim nastawieniem na zwycięstwo. Wtedy wydawało mi się, że Iga popełnia błąd wdając się w szybkie tempo wymian z rywalką, której taki styl pasuje. Z perspektywy czasu jednak nie wiem czy to był błąd. Chętnie poznam Wasze zdanie. Danielle szybko przełamała w tym secie Polkę, ale zaraz nastąpiło odłamanie. Później stan 3:3 i 15:15 jest momentem godnym odnotowania, ponieważ nad Melbourne rozpoczęła się ulewa, co zmusiło organizatorów do zamykania dachu i około 20-30 minutowej przerwy. Słowa Tomasza Wiktorowskiego podczas niej o trzymaniu gry i rozgrywaniu piłki po bokach jak zwykle w punkt. Myślę, że wymuszony odpoczynek zadziałał lepiej na liderkę rankingu, ponieważ w drugiej części seta wyglądała pewniej od swojej rywalki. Kluczowy był oczywiście gem w którym przełamała Danielle, a ściślej ujmując punkt przy stanie 40:15 dla rywalki. To był gem w którym Iga pokazała duży charakter po raz pierwszy i na szczęście nie ostatni dzisiaj, ponieważ bez tego nie byłoby wygranej. Następnie dość pewna wygrana przy swoim serwisie i co za tym idzie w całym secie 6:4. Na plus zaliczam w nim przede wszystkim serwis, który działał fajnie. Pozostałe elementy gry były na powiedzmy poziomie “ok”, ale Polka na pewno potrafi grać lepiej. W dość wyrównanym secie Iga okazała się przede wszystkim lepsza w ważnych punktach. Trochę podobnie jak w meczu z Sofią Kenin, nieprawdaż? Pierwsza moja myśl była taka, że teraz pójdzie za ciosem, a Danielle obniży loty, dzięki czemu dalej będzie już “z górki”. A jak było? Całkowicie przeciwnie.
SET 2
Myślę, że nie wyolbrzymię. To jak grała Danielle Collins w drugim secie do stanu 5:1 to był jakiś niebotyczny level. Jeśli zdarzyło Ci się grać na konsoli w grę przeciwko komputerowowi na na najwyższym poziomie i nie wiedziałeś/aś jak możesz go pokonać, to takim komputerem była tutaj Danielle. Oczywiście - słabszy drugi serwis Igi, który był bezwzględnie wykorzystywany, tylko to podpalał, ale naprawdę przez te chyba nawet kilkadziesiąt, a nie kilkanaście minut, Amerykanka praktycznie się nie myliła. Równe zero błędów z returnu, którym przecież cały czas ryzykowała. Jej backhand czasami zresztą jest wręcz gargantuiczny. Nie wiem co tutaj więcej napisać, bo 30-latka była naprawdę perfekcyjna i tak można sobie wyobrażać ten moment gry. Iga próbowała powalczyć, ale nie były to zbyt skuteczne próby, a czasami nawet bardziej deprymujące. Bo mam odczucie, że ten stan wpłynął trochę negatywnie na morale i pewność siebie Polki. Strach było podawać z drugiego serwisu, bo prawdopodobieństwo, że wróci armata było ogromne. Nie wiem. Może Iga powinna wtedy próbować trochę bardziej szukać kick-serwis? Czy to by coś dało? Trudno mi powiedzieć. Raczej niezbyt dużo wynikowo, ale może troszkę by stopowało trans w jakim była Danimal. Ale co ciekawe, ten set był jeszcze nawet do wyrównania, bo 5 wygranych gemów to nie 6. Przy stanie 5:1 komputerowa Danielle stanęła. I to w momencie kiedy miała już 40:15 i piłki setowe. Ogólnie w tym gemie miała 4 takie piłki, z czego 2 zaprzepaściła prostymi błędami serwisowymi. Później Iga co prawda nie bez problemów (obrona kolejnej setowej) wygrała swój serwis i mieliśmy 3:5 w sytuacji kiedy wydawało się, że Iga rośnie, dzięki czemu w kolejnym gemie serwisowym może spokojnie zagrozić lekko irytującej się i popełniającej wreszcie błędy Danielle. To jednak nie miało miejsca, ponieważ kolejna gem zawodniczka z Florydy wygrała do 0 i nie ma co ukrywać, że stosunkowo proste błędy Igi w tym pomogły. Panie udały się na przerwę toaletową przy stanie 1:1 w setach. Pewnie większość z nas zresztą też, bo emocji było już wtedy nad stan, a potem nadszedł czas na trzeci, dedykujący set.
SET 3
Cieszyłem się, że Danielle pod koniec drugiego seta wyszła z transu, bo jego utrzymanie mogło sprawić, że szybko zyska sobie przewagę w trzecim secie, a nie jest łatwy wtedy gonić wynik. Tak jak wspomniałem już wyżej, moim zdaniem Danielle w trzecim secie nie grała oszałamiającego tenisa, a przez dużą jego część prezentowała się po prostu dobrze. Do “Naszej Dumy” przejdę za moment, ale najpierw skupię się na tym jak gra przekładała się na wynik. 1 gem i wygrana po naprawdę ofensywnej, fajnej grze Polki swojego serwisu. 2 gem i wygrana Danielle, choć Iga mogła w nim spokojnie powalczyć (szkoda piłki na 15:40, bo powinno być 30:30, a wtedy wszystko mogłoby się potoczyć inaczej). Potem było źle. Późniejsze 3 gemy wygrała Amerykanka i wynik stał się skrajnie niepokojący, ponieważ na tablicy wyników widniało 4:1 dla rywalki z 2 przełamaniami. A niestety najgorsze w tym było, że Iga w tym czasie popełniała naprawdę sporo błędów. Często jeszcze w momentach, gdzie najlepiej gdyby się w ogóle nie przytrafiały. Nastroje fanów na trybunach w tych chwilach nie napawały optymizmem. Podobnie pewnie zresztą nasze w łóżkach, czy też innych miejscach, gdzie oglądaliśmy spotkanie. Jeden z komentatorów nazwał tą sytuację katastrofalną. Może i słusznie, choć generalnie narracja tego Pana w tym meczu była według mnie niefajna, a piszę to mimo, że doceniam większość komentatorów tenisowych Eurosportu. 6 gem to game-changer. Na początku idealny return w linię końcową Igi, potem świetne odegranie serwisu budujące przewagę, prosty błąd w siatki Danielle oraz podwójny serwisowy. Robi się 2:4 i światełko w tunelu światła z napisem III runda zaczęło jakby ponownie świecić. Najważniejsze co jednak zobaczyliśmy w tym gemie, to że pojawiła w nim się nowa Iga, której wcześniej nie oglądaliśmy - nawet w pierwszym secie. Ryzykująca, przejmująca inicjatywę, zadziorna, skuteczna, wybierająca lepsze kierunki i pewna siebie. Ja nie wiem ile zawodniczek w tourze byłoby w stanie dokonać takiej metamorfozy w takim momencie. I piszę to świadomie teraz mimo, że kolejny gem zaczął się od stanu 0:40, a więc Danielle miała 3 break-pointy na 5:2 ze swojej perspektywy. Co wtedy zrobiła Iga? Ano zaproponowała świetny wygrywający serwis, zagrała piękny bakchand po linii, a potem cyk - kolejny wygrywający serwis i mamy równowagę. Gdybym miał wskazać największy pozytyw pierwszych dwóch rund, to mój wybór padłby właśnie na poprawę pierwszego serwisu. Ale tutaj były jeszcze 2 piłki do wygrania, bo przecież stanęliśmy na deuce. Kolejna z nich to może lekko szczęśliwa wymiana, bo piłka przechodzi po siatce, a Iga demonstruje swoją bajońską motorykę i dobiega. Potem znowu cyk, piękny serwis i już tylko 3:4 patrząc oczami Igi, ale jeszcze z jednym przełamaniem, więc wyzwaniowo. Dalej wszystko szło w dobrym dla Igi kierunku i nie chcę już tutaj poświęcać słów każdej wymianie, aby nikogo nie zanudzić. Napiszę tylko, że Iga grała dużo bardziej ofensywnie i skutecznie, a Danielle zaczęła popełniać coraz więcej błędów. Tutaj już regularnie pojawiały się świetne winnersy i tak było do końca tego epickiego pojedynku. Jak się pewnie domyślasz (pamiętasz) Iga odłamała po raz drugi swoją rywalkę i doprowadziła do wyrównania, a potem nie trwał długo jej świetny gem serwisowy i mieliśmy już 5:4 dla Polki, będącej na fali pewnie większej niż te na australijskich plażach. Mocno wierzyłem, że kolejny gem przy serwisie Amerykanki będzie decydujący, bo chociaż tenisowo stan przełamań był wyrównany to, przebieg meczu wskazywał Polkę na jego faworytkę. Tutaj już wszystko szło zgodnie z planem do stanu 15:40 z perspektywy serwującej, czyli momentu pierwszych 2 piłek meczowych dla Igi. I faktem jest, że pierwszą z nich Iga mogła spokojnie wykorzystać, ponieważ 2 razy uderzała z powietrz a te piłki lepiej uderzone zakończyłyby mecz. Później dobry serwis Danielle i równowaga, a więc dalsze emocje. Następnie Amerykanka poszła za ciosem i miała przewagę. Iga jednak doprowadziła do stanu równowagi po co by nie mówić prostym błędzie przeciwniczki. Już powoli kończymy. Kolejny punkt to dobry return na ciało “Naszej Dumy” i wyrzucony backhand Danielle. 3 meczowa. Bardzo dobra, długa wymiana z lekką przewagą serwującej 30 latki. Iga broni się doskonale, a Danielle decyduje się zagrać dość sensowny skrót. Nasz fenomen motoryczny dobiega do piłki i odgrywa niełatwą piłkę, jako kończącą. Najbardziej emocjonujący mecz Igi w ostatnich miesiącach staje się historią z happy endem. Iga wygrała go przeciwko trudnościom, dostarczając nam kolejnych wspaniałych emocji. III runda jest Twoja, a dzięki temu też nasza, ponieważ będziemy ją przeżywać wspólnie!
Przemyślenia ogólne
Niekoniecznie polecam Ci oglądać całą powtórkę, ale 3 set jako case study walki kiedy nie idzie, to dlaczego nie? Było w nim wiele tego, co w tenisie najpiękniejsze. Analizując już jednak bliżej poranka - nie wiem czy bardziej na chłodno czy pod wpływem zmęczenia, dochodzę jednak do wniosku, że Iga musi trochę poprawić swoją grę, aby walczyć tutaj o tytuł. Te 2 mecze obnażyły trochę jej mankamenty i wyglądała w nich jednak czysto sportowo jednak nieco gorzej niż podczas United Cup. Oczywiście poprawa może nastąpić już od trzeciej rundy i bardzo w to wierzę. Wszyscy zapewne pamiętamy US Open 2022, gdzie do IV rundy nie grała dobrze, a później wkroczyła na nieosiągalny dla innych w tourze poziom. W Australian Open 2024 lekka poprawa w dalszych rundach będzie konieczna, aby osiągnąć coś wielkiego. Kto jednak miałby to zrobić jeśli nie Iga? A nam pozostaje czekać do soboty i pojedynku z Lindą Noskovą, który mam nadzieję, że będziemy mogli oglądać dużo spokojniej. Iga, jesteś wielka!
PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie/polecenia na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16
I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!
Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJ: https://twitter.com/z_kortu
Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJ: https://www.facebook.com/groups/178960806040159
Myślę też, że kanał na YouTube oraz profil na Instagramie Australian Open mogą być również dobrym miejscem dla Ciebie.
Komentarze
Prześlij komentarz