#DailyRaportAO (dzień 4) - Wielka Magda! Grande Marta! Super dzień!

To był zdecydowanie najciekawszy do tej pory dzień w kobiecym turnieju. Może to kwestia drugiej rundy, a może po prostu tak się ułożyło? Myślę, że prawda jest gdzieś pośrodku. Najważniejsze, że tenisowe święto w Melbourne rozkręca się na dobre, a my jako Polacy mieliśmy kolejne powody do radości. W zasadzie nie mogło być lepiej, a ja zapraszam Was na raport z 4 dnia turnieju w którym opisuję dość dużo spotkań, ponieważ uważam, że sporo pojedynków, a w zasadzie ich bohaterek na to zasługuje.

PAP/EPA

Magdalena Fręch vs Caroline Garcia 6:4, 7:6

Ależ przyjemnie zaskoczyła mnie Magdalena! Bez bicia przyznaję się, że jako wielką faworytkę tego meczu uważałem Caroline Garcię. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że dla mnie to największa niespodzianka w turnieju Pań. Powód? Francuzka wyglądała naprawdę dobrze na początku sezonu, a w poprzednim meczu w dobrym stylu pokonała Naomi Osakę, w czasie gdy Polka miała bardzo intensywną przeprawę z Darią Saville. Na jej korzyść przemawiało też doświadczenie i znajomość kortów. Kiedy Francuzka szybko przełamała Magdę, to wszystko zdawało się potwierdzać moje przemyślenia. I tak doszliśmy do stanu 4:2 kiedy nagle coś się zmieniło. Nie zmieniło się oczywiście samo, a to dzieło pewnej Łodzianki, która zaczęła coraz skuteczniej neutralizować atuty świetnej tenisistki z Francji. Na jeszcze większe uznanie zasługuje, że przełamanie powrotne nastąpiło po zmianie piłek, czyli w teoretycznie najtrudniejszym na to momencie (ze względu na ich szybkość) i wynikało ze znakomitej gry defensywnej Polki. Później wygrała spokojnie swój serwis na 5:4, a następnie mieliśmy bardzo wyrównany gem przy serwisie zawodniczki z Lyonu, gdzie jednak to Magda wytrzymała lepiej presję i wygrała gema, a co za tym idzie całego seta. W tym momencie 30-latka wydawała się już lekko zdenerwowana, ale to zasługa świetnej i cierpliwej gry Polki, która osiągnęła tutaj najlepszy wynik w swojej karierze. Zanim przejdę do opisu drugiego seta, to chciałbym właśnie się skupić na kluczu do zwycięstwa wedle moich obserwacji. To zdemotywowanie Caroliny Garcii do swojej gry poprzez cierpliwie neutralizowanie jej zagrań. Irytacja narastała u Caro kiedy robiła swoje, ale to nie przynosiło efektu. 19 rakieta świata nie jest najbardziej nerwową zawodniczką w tourze, a w tym meczu parę razy zdarzyło jej się wyżyć na swojej rakiecie czy powiedzieć kilka słów w ostrej intonacji pod nosem. A przecież swoją grę opierała na podobnych atutach jakie przynosiły 2 dni wcześniej efekty z Naomi Osaką. Drugie wyznanie. Po pierwszym secie nadal nie byłem przekonany czy Magdalena utrzyma ten poziom, bo to był najskuteczniejszy sposób, aby wygrać ten mecz. Mam wrażenie, że Magda grała jeszcze celniej, walecznej i mądrzej. Pozwoliło to na doprowadzenie do tie-breaka. Najbardziej trzeba docenić, że 2 razy przewagę przełamania wywalczała jej rywalka, ale już w następnym gemie Magda odłamywała. Idealny przykład. Caroline Garcia przełamuje Magdalenę Fręch na 6:5, a za chwilę Polka doprowadzała do wyrównania i tie-breaku. W tym momencie Francuzka miała już chyba lekko dość, bo w TB popełniła wiele niewymuszonych błędów i szybko znaczną przewagę w nim osiągnęła nasza rodaczka, wygrywając tą odsłonę aż 7:2. Pierwsza wygrana z zawodniczką top 20 stała się faktem. Myślę, że “wejście do głowy” rywalce były tutaj niesamowicie ważne. Na koniec trochę “naj” o Magdzie, bo na to zasługuje. 26-latka wyrównuje swój najlepszy wynik wielkoszlemowy w karierze, najprawdopodobniej po zakończeniu AO będzie miała najlepszy ranking w karierze, a nie pompując balonika - w trzeciej rundzie czeka ją spotkanie z przeciwniczką, która “na papierze” wygląda znacznie gorzej od jej dotychczasowych rywalek, a ewentualne zwycięstwo sprawiłoby, że Magdalena Fręch stanie się rankingowo rakietą numer 2 w Polsce. Cóż za wspaniały początek sezonu tej pracowitej dziewczyny Niech ta chwila trwa.


Alycia Parks vs Leylah Fernandez 7:5, 6:4

Chyba jednak niespodzianka, co? Biorąc pod uwagę formę w ostatnich miesiącach, to na pewno. Patrząc na ich starcia w pierwszej rundzie - również. Alycia nie była faworytką, ale wygrała w dwóch setach. Nie jestem fanem statystyk, ale w tym miejscu muszę przytoczyć jedną, a jest nią liczbą asów serwisowych. W tym zestawieniu Alycia wygrała 13:0. Oczywiście. Amerykanka to jedna z najlepiej serwujących zawodniczek w tourze, a u Leyli to nie jest największy atut, jednak często potrafi kąsać serwisem. Jeśli nie asem, to chociażby jego sprytem i techniką, które sprawiają, że jest deprymujący dla rywalek. Myślałem, że tak to będzie działać przeciwko Alycii, która często przecież lubi się spieszyć i to powoduje popełnienianie błędów między innymi z returnu. To się oczywiście zdarzało, ale niezbyt często. A przecież początek meczu należał do Leyli. Miała w pierwszym secie nawet 4:1 i 5:2. Alycia pokazała charakter przy stanie 5:3 i serwisie Kanadyjki kiedy ją odłamała i to był kluczowy moment seta. Fajne jest to, że wygrała go odważnym graniem, bo nie bała się podejść do siatki czy zagrać mocnego forhendu w niekoniecznie łatwej sytuacji. Drugi set wyglądał już inaczej, ponieważ 23-latka z Atlanty szybko przełamała rywalkę i trzymała pewnie swoje podanie do końca meczu. Leylah nie potrafiła zmienić swojej gry żeby chociażby wybić z rytmu swoją rywalkę. Nie zrobiła tego, co potrafiła dokonać Magdalena Fręch, bo myślę, że to dobry przykład. Zabrakło mi właśnie trochę prób arytmii i zmuszania Amerykanki do błędów. U Alycii mocno doceniam, że zagrała solidnie w każdym elemencie, a o jej potężnym serwisie już wspomniałem. Dodam tylko, że jak na siebie popełniła niewiele podwójnych błędów serwisowych (5), co też było pomocne. W nagrodę pojedynek z Coco Gauff w trzeciej rundzie. Ależ tam może być strzelane jeśli u obu Pań będzie funkcjonował serwis. I z pewnością mająca duże aspiracje Alycia będzie chciała pokazać bardziej utytułowanej rywalce z kadry, że ma w kraju silną konkurencję w podobnym wieku. A co do Leyli, po której w tym sezonie spodziewam się poprawy wyników względem zeszłego roku, mam jeszcze jedno przemyślenie. Wydaje mi się, że musi trochę bardziej kombinować i być bardziej nieprzewidywalna podczas gry, aby zaskakiwać rywalki, którym dużo wychodzi danego dnia. Z jej techniką jest to możliwe i to atut, który może skutecznie je wybijać z rytmu, czego dziś brakowało w starciu z Alycią Parks.

PAP/EPA


Beatriz Haddad Maia vs Alina Korneeva 6:1, 6:2

Byłem bardzo ciekawy tego meczu i żałowałem, że ze względu na warunki pogodowe długo nie było wiadomo o której się zacznie (został przeniesiony na inny kort). Nie chcę na to zrzucać słabszej dyspozycji Rosjanki, ale w pierwszym secie zagrała na pewno gorzej niż w pojedynkach III rundy kwalifikacji czy I rundy z Sarą Sorribes Tormo. Ma jeszcze taką tendencję, aby popełniać kilka prostych błędów w krótkim czasie i na pewno jest to do dopracowania. Powtórzę jednak jeszcze raz, że Alina jest wielkim talentem i uważam, że duże, a raczej wielkie sukcesy przed nią. Jestem fanem jej stylu gry i będę z pewnością obserwował dalszą karierę, bo debiut w top 100 i większych turniejach lada miesiąc jest dla pewnikiem. A Beatriz Haddad Maia zarówno w pierwszym, jak i drugim secie grała swoje. Dobrze serwując, ofensywnie i ochoczo wybierając się do siatki, gdzie jest świetna. Widziała, że rywalka po drugiej stronie siatki popełnia nieco więcej błędów i mądrze ich wyczekiwała. A statystyka jest nieubłagana, ponieważ staff z Australii naliczył ich Rosjance aż 35. Nie spodziewałem się, że było ich aż tyle, ale nie wykluczam. Drugi set był lepszy w wyrównaniu Aliny, a pokuszę się o stwierdzenie, że jego wynik nie do końca odzwierciedla przebieg.16-latka z Moskwy powinna wygrać gema przy stanie 2:3 (choć można też powiedzieć, że gdyby powinna to by wygrała, bo nie została tam w żaden sposób skrzywdzona przez sędziego) i serwisie Brazylijki w drugim secie. Później podobna sytuacja w swoim gemie serwisowym, który również przegrała, choć miała piłki na jego zakończenie. W ten sposób zrobiła się 2:5 z jej perspektywy. Ostatnim gem był serwisowym Beatriz i świetnie wykonała zadanie, zwyciężając w nim i dając znak do słów “gem, set, match”. Niepotrzebne było lekkie zamieszanie na końcu spotkania dotyczące tego czy Alina dotknęła przy siatce piłkę, która leciała na aut, gdzie Pani sędzia zmieniła decyzję, ale obyło się bez żadnych hard feelings. Zasłużone zwycięstwo Brazylijki, która moim zdaniem może tutaj się liczyć i zrobić dobry wynik. A Alina nie ma się co martwić, ponieważ to była dla niej pierwsza seniorska wielkoszlemowa przygoda (nawet w kwalifikacjach) i zaprezentowała się w Melbourne doskonale. Żniwa zebrane na korcie mogą dziś i we wcześniejszych meczach szybko przynieść plony.


Paula Badosa vs Anastasia Pavlyuchenkova 6:2, 6:3

Czy to już ta Paula Badosa, która była jedną z najlepszych tenisistek świata? Jak dla mnie jeszcze nie, ale pierwszy raz od dawna mam wrażenie, że idzie drogą w tym właśnie kierunku, a nie odwrotnym. Po czym poznaję, że Hiszpanka jest w gazie? Jednym ze znaków jest to jak potrafi z mocną kontrą wyjść z defensywny i trafia soczyście w piłkę. Do tego jeszcze dobrze funkcjonujący serwis i “dryg” do siatki. Dziś to wszystko było i w obu setach szybko przejmowała kontrolę nad ich przebiegiem. Będąc szczerym na korcie wyglądała na co najmniej klasę lepszą od rywalki. Nie popełniała przy tym zbyt dużo błędów i była pewna siebie. Co też bardzo istotne, nie widać niepokojących oznak dotyczących przygotowania fizycznego, choć tutaj jeszcze może przyjść weryfikacja. To dopiero początek sezonu, a zarówno ten mecz, jak i z Taylor Townsend nie był pod tym względem jakoś wymagający. Nie wiem z kolei co tu więcej napisać o Anastasii Pavlychenkovej. W sumie najbardziej ciekawi mnie czy będzie w stanie jeszcze wrócić do formy z 2021 roku. Jest już w zaawansowanym jak na tenisistkę wieku, a w ostatnim czasie kontuzje jej nie omijały. Na razie nawet jeśli prezentuje się solidnie, to nie ma w jej grze na tyle polotu, aby była w stanie nawiązać do swoich największych sukcesów. Dziś też zagrała co najwyżej średnio. Na koniec jeszcze słówko o Pauli. Bardzo doceniam jej pozytywne nastawienie. Niezależnie od wszystkiego, zawsze stara się pokazywać uśmiech i znaleźć czas dla fanów, których na całym świecie ma mnóstwo. Oby zdrowie i pasja do gry się utrzymywała, bo Hiszpanka w czołówce rankingu to dobra wiadomość dla touru. Trochę podobna sytuacja jak wracająca Emma Raducanu, która również w Australii zaskakuje pozytywnie swoją grą mimo obaw jakie można było co do tego mieć.


Coco Gauff vs Caroline Dolehide 7:6, 6:2

Popularny typ pojedynku w którym udział biorą jedna z faworytek turnieju i dobra zawodniczka, która ma argumenty żeby “się postawić”, ale potrzebuje przy tym zyskania przewagi - idealnie w postaci seta. Jeśli to się nie dzieję, to drugi jest zdecydowanie trudniejszy. To sytuacje, które są bardzo częste w tenisie. Tak było chociażby w pojedynku Igi Świątek z Sofią Kenin czy Eleny Rybakiny z Karoliną Pliskova. Myślę, że takie zjawisko zasługuje nawet na swoją nazwę, a może taką ma. lecz jej nie znam. W każdym razie chętnie poznałbym Wasze propozycje. Ale już wracając typowo do meczu Coco z Caroline. Był fajny do oglądania. Dziewczyny grały szybko i odważnie. Podobało mi się, że obie wyrównywały w nim stan mimo wcześniejszych przełamań. Zasłużony z perspektywy jego przebiegu tie-break miał już jedną bohaterkę, a była nią młodsza z Amerykanek. W nim zdecydowanie skuteczniejsza była Coco, która trafiała pewnie trudne piłki, a jej niżej notowana koleżanka pierwsze zagrała gorzej i szybko oddała inicjatywę. No właśnie, a drugi set był już konsekwencją tie-breaku i opisywanego przeze mnie na początku zjawiska. Ok, Caroline wygrała swój pierwszy gem serwisowy, drugi też był bardziej wyrównany i wygrany, ale od stanu 2:2 wygrywała już tylko Coco. I jedynie ostatni gem był jeszcze wyrównany, ponieważ Caroline Dolehide przy serwisie zwyciężczyni US Open dzielnie walczyła, aby pozostać w meczu. To się nie udało, jednocześnie myślę, że Caroline może odczuwać lekki niedosyt po tym spotkaniu (mam na myśli chociażby wygrania 1 seta, ponieważ miała jednak 6:5 i serwis, wtedy m.in.zrobiła bolesny podwójny serwisowy), ale zagrała niezłe zawody i pokuszę się o stwierdzenie, że w pierwszym secie najbardziej zabrakło jeszcze ogrania w takich turniejach. Uważam też, że ono przyjdzie, bo ta dziewczyna w tenisa grać potrafi na fajnym poziomie. Głośniej zaczęło być o niej dopiero po Guadalajarze w zeszłym roku, a teraz ma fajną sytuację do budowania rankingu i nie będę zaskoczony jeśli już w tym sezonie zobaczymy ją w pierwszej 30. Na koniec jeszcze chwila o Coco. Podoba mi się jak skutecznie gra w ważnych momentach i wykorzystuje swoje już niemałe doświadczenie kiedy trzeba to zrobić. Tenisowo gra na razie dobrze, a mam wrażenie, że może wejść na jeszcze wyższy poziom. Ciekawe kiedy przyjdzie jej gorszy mecz i jak sobie z tym poradzi ona, jak i rywalka. Natomiast po 2 meczach potwierdziła dla mnie, że jest jedną z głównych faworytek turnieju. 


Maria Timofeeva vs Caroline Wozniacki 1:6, 6:4, 6:1

Zaczynam coraz bardziej doceniać umiejętności Marii Timofeevej. Zawodniczka trochę w cieniu swoich koleżanek z kadry, a gra naprawdę fajnie. Nie ma jakichś super warunków fizycznych czy imponujących uderzeń, ale w każdym elemencie jest co najmniej solidne, a backhand i forhand z głębi kortu mogą się podobać szczególnie kiedy odgrywa je nieprzyjemnie z pozycji defensywnej. Szacunek dla niej za to spotkania, ponieważ takie zwycięstwa są ważne dla młodych zawodniczek. Zdaję sobie sprawę, że w tym spotkaniu Caroline Wozniacki nie wyglądała jakoś dobrze, ale jednak był moment kiedy wszystko wskazywało na jej wygraną w dwóch setach. W pierwszym secie było lepsza, choć wynik może być mylny. 6:1 nie jest do końca adekwatny, a najlepiej niech o tym świadczy, że tylko 2 z 7 gemów nie była w nim rozgrywana na przewagi. To była charakterystyczne dla pierwszej części tego meczu. Gemy trwały i trwały, co paradoksalnie mogło wymęczyć zwycięzczynie większości z nich. Dunka co prawda wyglądała w 1 secie nieco lepiej, a początek drugiego seta z szybkim przełamaniem wskazywał, że będzie to krótki mecz. W tym momencie nie mająca mojego zbyt dużego szacunku (może dlatego się do nie odwołam w tej sytuacji) sztuczna inteligencja dawała Rosjance raptem 6% szans na zwycięstwo. Później jednak Maria, która przechodziła tutaj kwaliikacje poprawiła swój poziom gry. To przy gorszej grze - moim zdaniem spowodowanej trochę brakami fizycznymi Caro, pozwoliło na jego odwrócenie. Fajnie, że Maria walczyła o każdą piłkę i szła za ciosem mimo, ze wiele razy mogła żałować, bo przegrywała gemy, które mogła spokojnie wygrać. Rosjanka swoją grę przypomina mi trochę Jasmine Paolini i fajna jest ta jej zadziorność. 


Marta Kostyuk vs Elise Mertens 5:7, 6:1, 7:6

Ależ to był znakomity i emocjonujący mecz! Dla mnie najlepszy do tej pory w turnieju. Nie wiem co robiły w okresie treningowym Marta Kostyuk z Sandrą Zaniewską, ale wiem że motorycznie trenowały doskonale, ponieważ zawodniczka z Kijowa wyglądała dziś pod tym względem naprawdę wybitnie. Szkoda, że nie ma (chyba) statystyk ile obie zawodniczki zrobiły kilometrów podczas tego spotkania, ale stawiam w ciemno, że Ukrainka jakoś co najmniej 50% więcej. Na końcu było już widać zmęczenie, ale to były blisko 3 godziny często wręcz morderczej walki, a Marta wolą walki dała radę wytrzymać i go wygrać. I tutaj drugi duży plus przy nazwisku zawodniczki z Kijowa. Kto uważniej śledzi jej karierę, pewnie zdaje sobie sprawę, że zdarza jej się dość często popełniać stosunkowo proste błędy w ważnych momentach. Tutaj nie licząc jednego podwójnego przy stanie 5:5 w 3 secie, takie rzeczy nie miały miejsca. Wręcz przeciwnie! Marta niejednokrotnie w trudnych momentach grała naprawdę dobrze i wychodziła z opresji świetnymi zagraniami. Świetnie mijała Elise Mertens kiedy ta znalazła się przy siatce, a przecież tam Belgijka potrafi grać jak mało kto. Oczywiście to nie jest tak, że Marta nie popełniała błędów, a w pierwszym secie było ich sporo, ale momenty kiedy miały miejsce były często lepsze dla niej. Mnie cieszy, że Panie praktycznie w każdym gemie prezentowały nam znakomite wymiany - często właściwie na wyniszczenie, a 21-latka, która z reguły biegała w nich dużo więcej, po ich zakończeniu często słaniała się na nogach, a mimo to zaraz grała dalej świetny tenis. To wola walki i pasja. Zresztą emocję też jej towarzyszyły, ponieważ w super tie-breaku pojawiły się łzy na jego początku kiedy przegrywała już 1:4, a było to w dużej mierze efektem wymian, gdzie malutko brakowało żeby zdobyć punkt. Tym bardziej szacunek, że wyciągnęła jeszcze tego tie-breaka. U Marty Kostyuk chciałbym jeszcze wyróżnić bardzo dobre trafienia po linii, które pozwoliły jej wywalczyć przewagę w wielu punktach. W tym sezonie planuję jej spotkania oglądać jeszcze częściej między innymi ze względu na postać Sandry Zaniewskiej w boksie i cieszę się, że widać zmiany w jej zachowaniu, takie jak jak mniejsze podłamywanie się czy niepotrzebne błędy. Jeśli tak będzie dalej, to top 30, a pewnie nawet top 20 jest kwestią czasu. Tak jednak, jak polska trenerka powiedziała w wywiadzie, który miałem okazję z nią przeprowadzić - w tym sezonie skupiają się na rozwoju gry. To jeszcze nie czas na oceny, ale chyba o to co dziś widzieliśmy w tym chodziło. Pokuszę się o stwierdzenie, że rok temu Marta Kostyuk nie wygrałaby tego meczu. Tyle o Marcie do której nie ukrywam sympatii, przez co bardzo cieszę się z tego jak wyglądała w tym starciu, a czas na chwilę dla drugiej bohaterki tenisowego tanga, ponieważ bez dobrej gry Elise Mertens nie mielibyśmy takiego widowiska. Belgijka akurat słynie ze swojej stabilności i tutaj też od początku pokazywała dobrą grę. Pozwoliło to na wygranie pierwszego seta, a w drugim gdzie fale złapała Ukrainka, to Elise jednak wyglądała słabiej. W trzecim secie jednak ponownie grała naprawdę bardzo dobrze i jeśli mój opis Cię zachęcił, ale co naturalne nie chcesz oglądać całego meczu, to ostatnia jego odsłona jest warte do obejrzenia, bo tam obie Panie zostawiły kawał serducha i tyle samo umiejętności. U Elise podobało mi się jak zmuszała rywalkę do biegania i potrafiła wypracowywać sobie przewagę na korcie kiedy tylko Marta zagrała nieco lżej czy krócej. Do tego bardzo solidny serwis i mądrą, cierpliwa gra zgodnie z założeniami taktycznymi. Nie wierzę do końca w statystyki na stronie Australian Open, które pokazują jej 37 błędów niewymuszonych przy 38 Marty. Marta bardziej ryzykowała i myślę, że różnica tutaj była większa. Szczególnie, że Ukrainka ma na swoim koncie aż 50 winnerów (w to wierzę) a Elise 25. Belgijka miała kilka momentów gdzie mogła zyskać większą przewagę w trzecim secie i niewiele brakło, aby wynik poszedł w drugą stronę, bo to był niezwykle wyrównany mecz. To się nie udało, a Marta nie poddała się i walczyła za co została nagrodzona. Takie ogląda się niezwykle przyjemnie.

Takie emocje przynosi tenis!


Mirra Andreeva vs Ons Jabeur 6:0, 6:2

6:0, 6:2. Pierwszy set trwający 20 minut. LOL. To był istny pogrom zawodniczki rozstawionej z numerem 6. Wynik nie kłamie, ponieważ Mirra po prostu była w tym meczu zdecydowanie lepsza. Nie lubię używać takich słów, ale Ons w tym meczu grała fatalnie. Zero energii, mało ciekawych, skutecznych zagrań i niewidoczna chęć do zmian. A Mirrzie należy się olbrzymi szacunek, ponieważ w wieku 16 lat wychodzi na słynne Rod Laver Arena i nie czuje żadnej presji grając wobec utytułowanej rywalce. Bo to raz, że Ons grała słabo, ale mecz sam się nie wygrał. Nie w przypadku takiego wyniku. Mirra Andreeva pokazała swój ogromny repertuar i potencjał. U niej praktycznie wszystko działało podczas polskiej nocy dobrze, a kolejne wygrane punkty i zwiększająca się przewaga tylko ją napędzały. Nie wiem co mógłbym wskazać jako główną zaletę tenisową w tym spotkaniu Rosjanki, ale na pewno doceniam mistrzowski mental jaki zaprezentowała. Po raz kolejny udowadnia, że jest stworzona do dużych rzeczy. Jestem coraz bardziej ciekawy gdzie jest sufit jej możliwości, ale cieszy że nastolatki tak przebojowo wkraczają w dorosły tour. Teraz czeka ją spotkanie z Diane Perry, gdzie będzie faworytką. Rocznik 2007. Kiedy zaczynałem oglądać pierwsze turnieje w Australii, to jej jeszcze nie było na świecie, a dalej wmawiam sobie, że jestem młodym chłopakiem. Rocznik 2007, a ćwierćfinał Australian Open bardzo blisko. Wielki szacun Mirra. 



Aryna Sabalenka vs Brenda Fruhvirtova 6:3, 6:2

Aryna wygląda tutaj bardzo pewnie i na zawodniczkę, która wie po co tutaj jest. Widać, że chce z jak największym zapasem sił przejść do drugiego tygodnia turnieju bez sprawiania sobie zbędnych problemów. To nie jest stara Aryna, która lubiła sobie sama robić psikusy. Chyba też docenia przyjemną drabinkę jaka jej się trafiła i chcę ją wykorzystać. Na razie gra z zawodniczkami, które tylko lekko naciągając fakty można nazwać juniorkami. Dziś grała z Brendą Fruhivtovą, która bez dwóch zdań jest jedną z najzdolniejszych nastolatek na świecie. Oglądając pierwszego seta miałem w głowie myśl “Brenda jeszcze nie teraz, ale już pewnie niedługo”. Myślę, że Czeszka ma wszystko, aby stać się czołową zawodniczką świata na przestrzeni 2-3 lat. Wtedy pewnie może będzie nawet w stanie nawiązać walkę z takimi zawodniczkami jak Aryna (nie wiem czy peak Brendy to miejsca top 3 rankingu, ale top 20 na pewno) chociażby w pojedynczych meczach. Dziś były nawet ku temu przebłyski, bo nie przestraszyła się utytułowanej rywalki i pierwszym secie była praktycznie równorzędną rywalką. Zdecydowało przełamanie w 8, wyrównanym gemie. To są te detale cytując klasyka, bo Aryna wiedziała kiedy włączyć piąty bieg. Te tempo utrzymała na początku drugiego seta, gdzie 16-latka była dodatkowo jakby lekko zdekoncentrowana przez co wynik szybko uciekł. Nie było w tym meczu zbyt wiele emocji, ale ogólnie w całym spotkaniu było kilka naprawdę fajnych wymian, które wynikają z faktu, iż obie zawodniczki lubią grać ofensywnie. Białorusinka może się cieszyć, bo poziom jej rywalek zdaje się, że powoli idzie w górę dzięki czemu może przyzwyczajać się do kortów płynnie. Brenda też może się cieszyć, bo takie doświadczenia jak gra w wielkim szlemie z jego mistrzynią nawet jeśli się przegra, to mogą profitować w przyszłość. A Czeszka pokazała, że jest przyszłość wygląda w świetlanych barwach i nie powinna mieć sobie wiele do zarzucenia za dzisiejszy występ.


Elina Avanesyan vs Maria Sakkari 6:4, 6:4

Pamiętacie kultową scenę z filmu “Psy”, kiedy Bogusław Linda mówi “Czasy się zmieniają, ale Pan zawsze jest w komisjach”. Czasy w tenisie też się zmieniają, ale nie zmienia się to, że Maria Sakkari zawodzi w wielkim szlemie. Może to troszkę złośliwe, ale czyż nie prawdziwe? Bo jej gra w dzisiejszym meczu to zawód bez względu na co to pokazywała rywalka, o czym napiszę w dalszej części tekstu. To totalnie niezrozumiałe jak wiele łatwych błędów popełniła dziś Greczynka z returnu przeciwko zawodnicze dysponującej tak słabym serwisem. Oprócz tego dużo błędów w big pointach oraz czasami jakby brak energii do biegania. Nie, nie był to nawet solidny mecz Greczynki. Za to niezwykle opanowana młoda Rosjanka pojawiła się na korcie z wiarą w zwycięstwo i miękkie piłki jakie je wysyłała Maria, szybko pozwoliły jej w to uwierzyć jeszcze bardziej. Elina zagrała dobre zawody i to dziś wystarczyło na Marię Sakkari. 21-latka to ciekawe zawodniczka o fajnej technice, dobrym zmyśle na korcie, ale też chyba jednym z najsłabszych serwisów w tourze. Tutaj mam zagwozdkę na ile będzie w stanie go poprawić lub ile może osiągnąć bez jego znaczącej poprawy. Chętnie poznam Wasze opinie. Ogólnie Rosja ma teraz wysyp młodych i szalenie zdolnych zawodniczek. 3 z nich wywalczyły dziś awans do III rundy, a czwarta (Alina Korneeva) też pewnie za niedługo będzie osiągać takie sukcesy. Nieco starsza generacja (Veronika Kudermetova, Ludmilla Samsonova, Ekaterina Alexandrova i dodajmy już tutaj Anastasię Potapovą) na tym turnieju zawiodła, ale kolejne Next Gen imponuje. Chętnie kiedyś popełnię tekst na temat młodych zawodniczek z Rosji i Czech, bo robi to wrażenie ile zawodniczek z tych krajów regularnie wchodzi do touru i robi w nich małą lub większą furorę.




Co jeszcze się wydarzyło 4 dnia?

Tak oto uzbierało się 10 spotkań, które przełożyły się na nieco dłuższy czas twórczy, ale uważam, że każde z nich na to zasłużyło, a analizowanie, rozkminianie i opisywanie ich dało mi dużo funu. Były jednak inne spotkania dla których z szacunku do zawodniczek chciałbym poświęcić akapit. Bardzo pewne zwycięstwa odniosły Barbora Krejcikova (to już raczej nie była ta Bora co w pierwszym meczu), Amanda Anisimova, Lesia Tsurenko czy Anastasia Zakharova. Dla tej ostatniej to największy sukces w karierze, a teraz będzie mierzyć się z naszą Magdaleną Fręch. Żałuję, że moim oczom nie było jeszcze dane spotkać się z Storm Hunter, która złapała chyba najlepszą formę w karierze. Teraz pojedynek ze wspomnianą Barborą Krejcikovą, który już czuję się w obowiązku, aby zobaczyć. 

---------

Godne odnotowania

Sensacje: Wygrana Magdaleny Fręch z Caroline Garcia, rozmiar wygranej Mirry Andreevej z Ons Jabeur

Niespodzianki: Wygrana Eliny Avanesyan z Marią Sakkari, Marii Timofeevej z Caroline Wozniacki, Alycii Parks z Leylah Fernandez i rozmiar wygranej Anastasii Zakharovej z Kają Juvan.


Co ciekawego jutro?

Iga Świątek vs Danielle Collins
Sloane Stephens vs Daria Kasatkina
Qinwen Zheng vs Katie Boulter
Jelena Ostapenko vs Alja Tomljanovic
Clara Tauson vs Victoria Azarenka


PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16


I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!

Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJhttps://twitter.com/z_kortu

Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJhttps://www.facebook.com/groups/178960806040159

Myślę też, że kanał na YouTube oraz profil na Instagramie Australian Open mogą być również dobrym miejscem dla Ciebie.

---------

Poznaj mój Skarb Kibica WTA!

Zapraszam Cię serdecznie do zapoznania się z moim "Skarbem Kibica WTA 2024". To 139 stron pasji do tenisa i być może interesujących dla Ciebie informacji. Znajdziesz go klikając poniżej.


Komentarze

  1. Super post! Od 17 sprawdzałam czy już jest nowe podsumowanie dnia 😊

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Odejście Tomasza Wiktorowskiego i moje opinie o sztabie Igi na przyszłosć

Sandra Zaniewska: Tenis na przestrzeni lat stał się bardziej agresywny, ale korty wolniejsze

Skarb Kibica WTA 2024