#DailyRaportAO (dzień 10) - Będzie starcie wielkich faworytek
Choć mieliśmy dziś już tylko 2 mecze, to mój codzienny raport powstaje nieco później z 2 powodów. Po pierwsze to już ten etap, gdzie zagorzale śledzę również turniej mężczyzn, a to powoduje, że niekoniecznie mam więcej czasu na zabawę w pismaka. Po drugie, to dziś przyszedł u mnie ponownie dzień lekkiego kryzysu, co spowodowało, że musiałem się nieco dłużej przespać w ciągu dnia, a więc dokończenie pisania tekstu trochę się przedłużyło. I drugie ogłoszenie parafialne. Opisy spotkań są nieporównywalne do siebie jeśli chodzi o objętość, ponieważ znacznie więcej przestrzeni poświęciłem jednemu ćwierćfinałowi, ale miałem ku temu kilka powodów - działo się w nim dużo więcej, występowały bardziej interesujące mnie zawodniczki, a dodatkowo zapewne ze względu na porę oglądało go mniej z Was. Zapraszam jednak do przeczytania obu i podzielenia się swoimi przemyśleniami.
Coco Gauff vs Marta Kostyuk 7:6, 6:7, 6:2
Szalony mecz. To pierwsze co mi przychodzi do głowy nawet po kilkunastu godzinach od jego zakończenia - kiedy emocje już znacznie opadły. Umówmy się, nie był najładniejszy mecz na tym turnieju i daleko mu do takiego było miana, ale jeśli chodzi o skalę emocji, to śmiało można go zaliczyć do czołówki turnieju. Jego ranga i przebieg ewidentnie wprowadziły nerwowość u obu Pań. W przypadku Marty było to nieco mniej zaskakujące, ale u bardziej doświadczonej w tak ważnych spotkaniach Amerykanki nieco tak. To jednak pokazywało specyfikę tego meczu. A jak ten mecz zatem przebiegał? Wydaje mi się, że postawa nastoletniej faworytki z USA została zdefiniowana przez to jak Ukrainka prezentowała się na początku pierwszego seta, ponieważ odniosłem wrażenie, że zaskoczyła trochę swoją grą Coco Gauff. To ciekawe, gdyż nie zmieniła swojego stylu, a po prostu nie bała się i grała odważnie. Nie przestraszyła się, ale to nie ten typ zawodniczki. Stwierdzenie, że Marta powinna 1 seta nie jest nadużyciem, a już na pewno nie będzie nim napisanie, iż miała swoją przeciwniczkę “na widelcu”. Tak bowiem należy nazwać prowadzenie 5:1. Coco doprowadziła jednak do stanu 5:5, a następnie tie-breaku, broniąc w tym czasie jedną piłkę setową. Drugą obroniła w decydującym gemie seta, który był niezwykle wyrównany. Statystyki co do przebiegu seta są nieubłagane, ponieważ pokazują, że dominowały w nim niewymuszone błędy. Ja mam trochę mieszane odczucia. Oczywiście błędy były, ale mało bym się doszukał takich “kardynalnych”. Sam do końca nie wiem jak to zdefiniować, ale wyglądało jakby Panie nie radziły sobie zbyt dobrze z kąśliwymi udrzeniami rywalki - szczególnie tymi crossowymi. U Coco klasycznie większe problemy generował forehand. Tak się zastanawiam jaka jest główna przyczyna tego, że Marta Kostyuk nie wygrała pierwszego seta i trudno mi znaleźć racjonalną odpowiedź. Miałem odczucie, że 22-latka chciała za szybko kończyć pojedyncze wymiany żeby go domknąć. Wychodziło trochę gorzej - może przez nerwy, może przez kwestie czysto techniczne, a może po prostu przez brak szczęścia. Coco nie zmieniła przy odrabianiu strat jakoś specjalnie swojego stylu gry, choć rzeczywiście w tym momencie jej uderzenia były trochę bardziej soczyste niż wcześniej. Starała się też grać głębiej i przez to Marta nie miała w ważnych momentach zbyt wielu prostych piłek do skończenia. Winnery Ukraince słabo wchodziły, a nie pomagał też serwis. Jak tak sobie myślę to zabrakło też może nieco więcej kalkulacji i grania na forehand. Mam też wrażenie, że nie zawsze wprowadzała w życie sugestie boksu, skąd płynęły wskazówki między innymi o wspomnianym forehandzie. Natomiast szacunek należy się Coco Gauff, że była w stanie tego seta odwrócić, ponieważ sytuacja była nie do pozazdroszczenia. Zwyciężczyni US Open nie poddała się i doceniam to nawet nie ze względu na wynik, bo takie powroty są znane, ale musiała być przecież świadoma, że w tym secie wiele jej nie wchodzi i to nie jest czas w którym gra tak jak potrafi. Mimo to ciągle się bardzo starała, doprowadzając do wyrównanego tie-breaka. W nim piłkę na rakiecie, aby wygrać seta miała ponownie Marta Kostyuk i tego momentu może żałować chyba nawet jeszcze bardziej. Bo najpierw zagrała świetny return na 6:5, a następnie podawała na wygraną. W wymianie miała na rakiecie stosunkowo niezłą piłkę do ataku z forehandu, ale ta poleciała w siatkę. Myślę, że na treningu znacznie więcej niż połowa takich uderzeń weszłaby dobrze w kort, ale to jednak ćwierćfinał wielkiego szlema. Kolejne 2 punkty to odpowiednio niewymuszony błąd Ukrainki oraz pokaz umiejętności deblowych Amerykanki przy siatce, które pozwoliły jej wygrać seta trwającego 1 godzinę i 13 minut. Myślę też, że w tym secie było niestety trochę więcej niż podczas turnieju tej gorszej wersji Marty, gdzie stres i emocje nie są dobrym doradcą. Na pewno będzie miała po nim niedosyt, choć to nie jest tak, że gdyby go wygrała, to drugi potoczyłby się tak samo, a co za tym idzie Ukrainka wygrałaby w 2 setach. Jestem przekonany, że wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej, więc takie dywagacje nie mają sensu. Scenariusz mógłby być inny w obie strony, ale zawsze mieć 1:0 z przodu niż 0:1 w plecy.
Jeśli zakładaliście, że drugi set będzie wyglądał inaczej, to zawodniczki dość
szybko sprowadziły Was pewnie na ziemię - chyba, że leżeliście w łóżku tak jak
ja, to wtedy zmiana pozycji nie była konieczna czy też możliwa. Może
delikatnie poprawiły jakość gry, ale na pewno nie jakoś specjalnie mocno.
Zasadniczo serwis nie miał w nim (w całym meczu też niewiele bardziej) dużego
znaczenia, co dobitnie pokazuje jego początek kiedy obie nawzajem łatwo się
przełamywały. W dalszej części seta, sytuacja się powtarzała. Nie działał
pierwszy serwis, a u Coco nawet jak funkcjonował, to nie robił dużej krzywdy
rywalce. A to przecież jedna z najlepiej serwujących zawodniczek świata. W tej
partii zaimponowała mi tenisistka z Kijowa, ponieważ wyszła ze stanu 3:5,
doprowadzając do tie-breaka. To nie jest takie proste kiedy grasz z faworytką,
a przegrałaś pierwszego seta, więc jesteś już jedną nogą poza turniejem.
Ogólnie miałem wrażenie, że momenty w których trzeba odrabiać straty były
czasem kiedy motywowała się do lepszej gry. Zadziorność i niepoddawanie się w
trudnych momentach Marty jest czymś, co zapamiętam na długo z tego turnieju -
tak samo jak jego efekt. To była ta wersja tej utalentowanej zawodniczki,
którą chcę zawsze oglądać i która ma wszystko żeby w tym roku zrobić kamień
milowy w swoim rankingu i zagościć w okolicach top 10. Wracając do przebiegu
końcowej części seta, Marta Kostyuk mimo strat doprowadziła do tie-breaku, a
dodatkowo w nim szybko przejęła inicjatywę. Naprawdę fajnie go rozpoczęła i
dobrą grą doprowadziła do końca. Oprócz początkowej części meczu, był to
najlepszy okres w jej grze, która jednak była bardzo nierówna na przestrzeni
setów. Coco Gauff za to w jego końcówce drugiego seta była bez iskry.
Zazwyczaj wygrywa w 2 setach spotkania, gdzie wynik układa się jak się układał
w tym pojedynku.
O trzecim secie napiszę najmniej, ponieważ mój opis tego spotkania i tak zapewne będzie rekordowy. Drugim ku temu powodem jest, że był on też najmniej ciekawy, bo wynik szybko stał się jednostronny na rzecz Coco Gauff. Jest ku temu zasadniczy powód. Opadła z sił Marta Kostyuk, którą dopadł spory kryzys energetyczny. Nie jest to duże zaskoczenie, ponieważ dobrze wiemy jaką moc ma australijskie słońce, a Panie miały w nogach ponad 2 godziny gry w jego “primie”. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że Ukrainka wcześniej spędziła na korcie dużo więcej czasu od swojej rywalki. A jej rywalka jest jedną z najbardziej atletycznych zawodniczek w tourze i różnica w tym niezwykle ważnym aspekcie była widoczna. Fajnie zresztą powiedziała Coco Gauff, że jest dziewczyną z południa Stanów Zjednoczonych i żadna wysoka temperatura jej nie straszna. Pewnie jest tam nieco cieplej niż w Kijowie:) Niemniej jej atletyzm oraz fizyczność trzeba docenić, bo to ścisły top w tourze, a to jest intrygujące kiedy w trzecim secie długiego meczu ktoś ciągle wygląda świeżo. Wcześniej celowo użyłem słowa kryzys, a nie napisałem, że całkowicie opadła z sił Marta, bo to w moim odczuciu dwie różne kwestie, które szczególnie są zauważalne w meczach Panów z racji ich dłuższego dystansu. Tutaj Reprezentantka Ukrainy fizycznie nie dawała rady przez około 20 minut, ale takie kryzysy mają przecież ogromne konsekwencje. Tą konsekwencją był wynik 5:0 na rzecz Coco Gauff. Później nastąpił zryw ambitnej podopiecznej Sandry Zaniewskiej, który pozwolił na wygranie 2 gemów po naprawdę fajnej grze. W tym czasie Coco - co nawet zrozumiałe, lekko się rozluźniła, ale też odpowiednio w porę skoncentrowała przy stanie 5:2 i swoim podaniu. Wygranie go do 0 sprawiło, że Amerykanka po tym szalonym, trwającym ponad 3 godziny meczu wywalczyła po raz pierwszy w swojej karierze awans do najlepszej 4 turnieju wielkoszlemowego w Melbourne.
Coco Gauff ocenia swój występ w tym meczu na 4 w skali 1-10. Myślę, że to dość obiektywna ocena mając świadomość jak olbrzymim talentem dysponuje, Również gra Marty była daleka od oceny 10/10. Przyjąłem zasadę, że zawsze w podsumowaniach staram się szukać więcej plusów niż minusów, dlatego to też postaram się uczynić. Ogólnie w tym spotkaniu podobało mi się jak Marta radziła sobie przy siatce - szczególnie z backhandu kończyła ładnie dość trudne piłki. Patrzyłem i widziałem, że grają 2 deble deblistki. Kiedy wszedł serwis - zwłaszcza do wewnątrz, to fajnie grała akcję z kolejnym zagraniem na zewnątrz. Idealny przykład tego mieliśmy w drugim tie-breaku przy stanie 2:0. A Coco? Niezła defensywa i opanowanie w trudnych momentach. Napisałbym, że trzymanie się planu, ponieważ przyniósł efekt mimo, że miała ewidentnie gorszy dzień. Natomiast nie mam pewności czy to dobre, ponieważ jednak uważam, że zawodniczki powinny próbować czegoś nowego. Może Coco tego dnia nie czuła się na siłach, aby kombinować? To dobre pytanie na które nie znam odpowiedzi. Tutaj chciałbym nawiązać do wspomnianej kwestii dyspozycji dnia. Moim zdaniem nie jest mitem, że zawodniczka podczas turnieju ma gorszy dzień. Taki miała dziś Coco. I dlatego nie wyobrażam sobie, aby w półfinale z Aryną Sabalenką zagrała na takim samym poziomie. Myślę też, że doskonale wie co by to oznaczało, a 19-latka ma determinację, by robić wielkie rzeczy. Wiecie, że ona od Wimbledonu 2023 przegrała tylko 4 spotkania? 2 razy Igą Świątek i 2 razy z Jessie Pegulą. A to nie jest tak, że w tym czasie zmagała się z kontuzją czy miała przerwę w grze. Na przestrzeni ostatniego pół roku Coco Gauff jest po prostu wybitną tenisistką.
Aryna Sabalenka vs Barbora Krejcikova 6:2, 6:3
Chciałbym nawet napisać o tym pojedynku nieco więcej, ponieważ mam więcej
miejsca z racji ilości meczów, lecz nie mam ku temu zbyt wielkiego contentu :)
To był dla kibiców oczekujących wyrównanego, emocjonującego spotkania,
najgorszy możliwy “scenariusz dyspozycyjny” zawodniczek.
W skrócie. Aryna Sabalenka rozegrała kolejne kapitalne zawody, a Barbora
Krejcikova zagrała znacznie poniżej tego jak potrafi. Pierwsza część poprzedniego zdania jest czymś, czego się akurat spodziewałem,
ale nie ukrywam, że liczyłem na znacznie lepszą postawę Bory, która lubi
wchodzić na wyższy poziom w ważnych pojedynkach. Powtórzę też, że jej sufit
możliwości jest moim zdaniem na poziomie porównywalnym do tego jaki ma Aryna -
z tym, że w przeciwieństwie do niej, to zawodniczka z Brna w ogóle go dziś nie
pokazała. Zwróciła moją uwagę w tym meczu jedna paradoksalnie błaha rzecz.
Aryna Sabalenka zagrała bardzo wiele piłek, które lądowały bardzo blisko linii
końcowej lub bocznej, ale w korcie. Z kolei Barbora bardzo dużo takich, które
lądowały za tymi liniami na aucie. Ok, w przypadku pojedynczych takich zagrań
można mówić o niefortunnym ułożeniu rakiety czy nawet szczęściu. Ale przy
takiej skali, to nie są przypadki, a efekt doskonałej gry i formy okraszonej
precyzją. A w tenisie też często jest tak, że jak “siada” to “siada” wszystko.
Trochę jak w skokach narciarskich, gdzie kiedy zawodnik jest w gazie, to nawet
znacznie gorsze warunki atmosferyczne mu nie straszne i nawet wtedy
przeskakuje rywali. Imponuje mi właśnie, że Aryna przy swoim stylu gry tak
mało wyrzuca. Dla ścisłości, choć to mały szczegół, jeśli już popełnia błąd,
to częściej uderza w siatkę niż na aut. Mam też przemyślenie, że gdybym nie
znał deblowego świata w ogóle, to zapytany, która z nich jest obecnie czołową
deblistką globu, wskazałbym pierw na Białorusinkę. Oczywiście wiem, że
świadomie zrezygnowała z gry w nim, a w parze z Elise Mertens swego czasu
radziła sobie świetnie, ale to taki lekki kamyczek do ogródka Bory. Liczyłem,
że wykorzysta swoje nieprzeciętne umiejętności w tym zakresie jakoś bardziej.
Będąc szczerym to 2 gemy wygrane w pierwszym secie to jak najbardziej
odpowiedni wymiar kary jaki wymierzyła Aryna starszej o 3 lata koleżance. Była
w nim dużo lepsza i rozdawała karta, a właściwie rozrzucała Czeszkę po korcie
od początku do jego końca. Aryna Sabalenka prezentuje się tutaj POTĘŻNIE.
Forhend imponuje i być może porównywalną krzywdę rywalkom robi nim w tym
turnieju jedynie Dayana Yastremska. Serwis jest doskonały, gra z linii
również. Kiedy pojedzie do siatki - nie zawodzi. Dalej uważam, że rywalki nie
zmusiły jej do gry na innych warunkach, ale póki co nie ma czegokolwiek w jej
dyspozycji, do czego można się przyczepić. Przechodząc jeszcze na chwilę do
drugiego seta, ponieważ był on jednak ciekawszy. Barbora Krejcikova zagrała w
nim trochę lepiej. Tutaj “niewiele lepiej, ale lepiej” to jednak jest za mało.
Podobało mi się, że próbowała bardziej stosować arytmię gry i zmuszać rywalkę
do większego biegania do zagrań forhendowych, ale niezbyt wiele, by odwrócić
przebieg spotkania. Ten set również szybko potoczył się po myśli 2 zawodniczki
świata, gdyż wypracowała sobie przewagę 4:1 z 2 przełamaniami. Następnie był
moment zrywu Bory, która w tym momencie zaczęła grać naprawdę fajnie i chyba
nawet lekko zaskoczyła Arynę, która została zepchnięta bardziej do defensywy i
zaczęła popełniać błędy. 28-latka doprowadziła dzięki temu do stanu 4:3 i
ciekawym momentem było dla mnie kiedy Aryna wtedy serwowała, a Bora miała już
nawet 30:15 dzięki fajnej, głębokiej i mądrej grze. Co dalej? Klasa Aryny
Sabalenki, której zaczął doskonale działać pierwszy serwis. Nie był
wygrywający, ale blisko, ponieważ każdym z nich wypracowywała sobie dużą
przewagę. To był jedyny moment szansy na podjęcie walki i powrót do meczu. W
kolejnym gemie Barbora Krejcikova przegrała już do 0 przy swoim serwisie, co
ustaliło finalny wynik spotkania na 6:2, 6:3. Tutaj naprawdę trudno pisać o
Arynie inaczej niż w samych superlatywach mimo, że delikatnie pisząc - nie
należy do moich ulubionych zawodniczek. Nawet mimo tego, że z czasem zacząłem
się powoli do niej przekonywać. Dalej mnie jednak irytuje kiedy generuje
głębokie okrzyki gdy wyjdzie jej dobra piłka, a rywalka ma lepszy moment
swojej gry. W tym meczu bodajże raz miała miejsce taka sytuacja. Zobaczymy jak
poradzi sobie Aryna Sabalenka w meczu z Coco Gauff, choć po tym co pokazała do
tej pory nie ma się co dziwić, że jest uważana jako główna faworytka do
zwycięstwa w Australian Open 2024. Dobra, w sumie wyszło, że to też nie jest
krótki opis.
Kto faworytką półfinału?
Przekornie napiszę, że faworytką półfinału nadal jest dla mnie Coco Gauff mimo, że gdyby obie grały tak jak dziś, to Amerykanka nie wygrałaby z Białorusinką pewnie więcej niż 5 gemów. To jest jednak tenis, a w tenisie mecz meczowi zawsze nierówny. Brad Gilbert dziś ma nowe case study jak wygrywać brzydko, ale to człowiek który wie co zrobić, aby wyciągać wnioski i grać lepiej. Jestem przekonany, że odpowiednio przygotuje swoją podopieczną do kolejnego spotkania. Podkreślę również, że Aryna Sabalenka nadal nie została zweryfikowana pod kątem wytrzymywania presji, a półfinał to nie jest łatwy czas na taką próbę - zwłaszcza przeciwko rywalce, gdzie poprzedni prestiżowy mecz (finał US Open 2023) przegrałaś głównie na tej płaszczyźnie.
Jeszcze na koniec jedna ważna rzecz, która nada półfinałowemu spotkaniu dodatkowego prestiżu. Coco Gauff może po tym turnieju zostać po raz pierwszy w swojej karierze numerem 2 na świecie, a wszystko jest w jej rękach. Musi wygrać najbliższe 2 mecze, a co za tym idzie oczywiście całe Australian Open. To dodatkowa motywacja dla 19-latki, ale może dodatkowa presja? I z tym ciekawym pytaniem chciałbym Was zostawić na koniec tego dzisiejszego, klasycznie dość długiego wywodu. Jak sądzicie, która z Pań będzie miała za sobą w czwartek większą presję? Chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat :)
I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!
Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJ: https://twitter.com/z_kortu
Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJ: https://www.facebook.com/groups/178960806040159
Myślę też, że kanał na YouTube oraz profil na Instagramie Australian Open mogą być również dobrym miejscem dla Ciebie.
Komentarze
Prześlij komentarz