#DailyAO (finał) - Aryna Sabalenka mistrzynią Australian Open 2024

 “To już jest koniec, nie ma już nic. Jesteśmy wolni. Możemy iść”. Te zapewne dobrze znane Wam słowa przyszły mi do głowy jako wytchnienie po tych niezwykle intensywnych 2 tygodniach Australian Open w turnieju singla Pań. Jutro jeszcze czekają nas 2 świetnie zapowiadające się finały (singiel mężczyzn i debel kobiet), ale dla mnie jako fana WTA to już moment nieco większego emocjonalnego luzu. Zresztą, biorąc pod uwagę godziny spotkań chyba już wszyscy możemy spokojnie odetchnąć  i zastanowić się ile snu jest nam potrzebne. Bo najgorszą rzeczą związaną ze snem jest, że nie da się wyspać na zapas. Wracając jednak typowo do naszego ukochanego sportu. Będę pewnie jak na siebie dość krytyczny w ostatnim raporcie z Australian Open, ale chyba przyznacie, że mamy większe oczekiwania względem finałów wielkiego szlema? W poprzednim sezonie najmniej emocji dostarczył nam ten na Wimbledonie gdzie Marketa Vondrousova wygrała z Ons Jabeur, ale mimo, że nie stał on na zbyt wysokim poziomie, to jednak był ciekawszy wizualnie i emocjonalnie od dzisiejszego. Tutaj mieliśmy pełną kontrolę faworytki, która potwierdziła, że jest najlepszą zawodniczką tegorocznego turnieju. Tak. Myślę, że temu nie można zaprzeczyć. Aryna Sabalenka zwyciężyła w Australian Open 2024 w 100% zasłużenie. Mocno doceniam, bo obronić tytuł jest przecież dużo łatwiej niż go zdobyć. 

PAP/EPA

Aryna Sabalenka vs Qinwen Zheng 6:3, 6:2

Pierwszy prosty wniosek jaki mi się nasunął podczas finału. Grając podobnym stylem jak Aryna Sabalenka, lecz mając jednak mniej argumentów w zanadrzu, nie możesz mieć więcej od niej przestojów jeśli chcesz zwyciężyć. Chinka miała. W siłowaniu się na rękę nie wygrasz meczu z będącą w takiej dyspozycji Białorusinką. Szczerze, to doszukując się przewag Qinwen w tym meczu przeciwko Arynie, to nie potrafiłem doszukać się na korcie ani jednego. Miała nim być motoryka, ale nie było tego jakoś widać na korcie. Co więcej, kilka razy 21-latka nie startowała do piłek do których myślę, że można było spróbować pobiec. Nie istniał specjalnie backhand, który robił fajną robotę w ostatnich meczach. I ten wywołujący mieszane odczucia serwis. Z jednej strony zaserwowała kilka asów i wiele dobrych pierwszych podań, ale z drugiej 3 podwójne w jednym gemie w spotkaniu gdy przełamanie kosztuje potężnie dużo, jest niejako gwoździem do setowej trumny. Nie chcę tutaj specjalnie krytykować Qinwen, ponieważ jest młoda, a to jej pierwszy finał wielkoszlemowy i zapewne wiele dobrego przed nią, ale nie ma co ukrywać, że to nie był rewelacyjny mecz w jej wykonaniu. Natomiast co do Aryny Sabalenki. Za szybko grała dla Chinki. Fajne było to, że na dobre uderzenie Qinwen odpowiada jeszcze lepiej (czyt.mocniej i celniej). Karciła też niemiłosiernie każdą krótszą piłkę jaką dostała, przechodząc zazwyczaj do skutecznych ataków. Była wyjątkowo skuteczna w ważnych punktach w pierwszym secie, gdzie w moim odczuciu kluczową rolę odegrały 2 gemy na jego początku - ten drugi i trzeci. Na początek Aryna przełamała Qinwen, a przyczyniły jej błędy plus oczywiście znakomite returny Aryny. Jeszcze ważniejsza rzecz wydarzyła się natomiast w kolejnym gemie, kiedy 21-latka miała 40:0 przy serwisie “Saby” głównie po jej prostych błędach. Wtedy jednak Białorusinka wzniosła się na rewelacyjny poziom grając ryzykowanie, ale przy tym doskonale trafiając. To jak wyciągnęła tego gema pokazało, że jest silna i skupiona i jak się okazało było dobrym zwiastunem w jakim kierunku pójdzie widowisko w kolejnych minutach. Generalnie w tym secie Chinka fajnie pracowała serwisem (na pewno lepiej niż w drugim) nie licząc owego gema oraz ostatniego, który jednak fajnie wyciągnęła. A Aryna Sabalenka klasa sama w sobie. Oprócz słabego początku gema serwisowego przy 2:0 serwowała rewelacyjnie, w żadnym gemie nie dając zdobyć rywalce więcej niż 1 punktu. Wyjątkowa pewność i ograniczenie emocji - dla nas kibiców. To był mecz siłowy - taki już zbliżony do ATP, gdzie strata podania waży dużo bardziej. Co jeszcze można napisać o tym secie? Niesamowicie mała liczba dłuższych (nie mam na myśli nawet takich długich, załóżmy +12) uderzeń w wymianach. Oczywiście nie spodziewałem się, że będzie to sól tego spotkania, ale to, że takie właściwie w ogóle nie miały miejsca, jakoś rzuciło mi się w oczy. Gra zawodniczek o podobnym stylu, ale w którym jednak lepszy forehand, return, intuicje bądź doświadczenie ma jedna z zawodniczek. To było widać. Nie potrafiła specjalnie niczym na dłużej zagrozić Białorusince Chinka. Lekki pozytyw widziałem w końcówce 1 seta, Trochę starała się wtedy kombinować w wymianach - grać więcej crossem czy nawet skracać. Nawet mam wrażenie, że podaniem próbowała trochę mieszać stawiając bardziej na technikę. Ale wiele to nie przyniosło. Zawsze jednak jestem zwolennikiem prób zmian.

Drugi set rozpoczął się dla kibiców najgorzej jak mógł. Od razu przełamana została Qinwen Zheng i to właściwie sama się przełamała, bo tak trzeba nazwać 3 podwójne błędy w jednym gemie. To było brutalne wobec siebie. I niestety to przełamanie ustawiło już cały mecz. Fajnie jeszcze, że wygrała Qinwen kolejne swoje podanie przy którym też miała kłopoty, ale Aryna Sabalenka wciąż prezentowała się wybitnie na serwisie. Naprawdę tak dobrze serwować w finale wielkiego szlema to chapeau bas. I tak sobie przebiegał ten set. Aryna konsekwentnie i mądrze pilnowała swojego podania, nie dopuszczając do break-pointów i przejęcia inicjatywy przez Chinkę. Robiła to skutecznie, szczególnie dzięki świetnemu forehandowi za linii. Przełamywała siłowo, jak się okazało w tym meczu - jeszcze znacznie słabszą pod tym względem Chinkę. Poza tym czekała mądrze na okazję przy serwisie rywalki, czyli zachowywała się podobnie jak mistrzowie gatunku z ATP - czytaj Novak Djoković. Tak w zasadzie doszliśmy szybko do stanu 5:1 (po drodze wiceliderka jeszcze raz przełamała Qinwen). Wtedy pojawiły się lekkie nerwy i coś dziwnego, ponieważ Aryna prowadziła 40:0 (więc 3 piłki mistrzowskie) i nagle jakby się zdekoncentrowała, a nawet zaczęła denerwować gdy z tego stanu zrobiło się po 40:40. W porę jednak schowała emocje do kieszeni i wygrała całego seta. To kolejny pokaz siły - zwłaszcza tej mentalnej Aryny, która w tym aspekcie udźwignęła ten turniej, a pamiętajmy, że miała przecież do obrony 2000 punktów. Może i szczęście jej sprzyjało, ponieważ średnia rankingu jej rywalek była poniżej 100 miejsca w rankingu (tutaj trochę mylący jest ranking Amandy Anisimovej), ale zawodniczka z Mińska była w stanie doskonale temu szczęściu pomóc. 

Jeszcze chwila o drabince i drodze Aryny Sabalenki do triumfu. Straciła tutaj 31 gemów i jest to wynik więcej niż imponujący. Liczby fajnie pokazują jej dominację podczas tego turnieju. Iga tylko raz w drodze do wielkiego szlema straciła mniej gemów i było to w 2020 roku kiedy poznaliśmy jednostkę czasową “1 Iga” wynoszącą godzinę i 15 minut. To pokazuje jak doskonały był to turniej w wykonaniu wiceliderki rankingu. Natomiast faktem jest, że drabinka ułożyła się w ten sposób, że tylko jedna zawodniczka była w stanie nawiązać z nią równą walkę i zagrać dobry tenis - w półfinale Coco Gauff. Zawiodły w swoich spotkaniach przeciwko niej Barbora Krejcikova i Qinwen Zheng. Do czwartek rundy Białorusinka miała świetną drabinkę i tutaj można mówić o szczęśliwym losowaniu. Oczywiście to nie jej wina, a ważne, że to wykorzystała. Ja bardzo doceniam (pewnie coraz bardziej) jak wielką jest tenisistką, ale nie mogę napisać, że przekonuję się do niej pod względem zachowania.

Tak więc chyba tutaj chyba wszyscy się zgodzimy, że mieliśmy niezbyt atrakcyjny do oglądania finał wielkiego szlema. Nie było w nim wielu pięknych akcji, emocji, zwrotów akcji czy zaskoczeń. Godzina z hakiem to na pewno nie jest marzenie kibiców kupujących za wielkie kwoty bilet na mecz finałowy turnieju na Rod Laver Arena (aż boje się pomyśleć jakie to sumy). Aryna Sabalenka udowodniła szybko, że poprzedni sezon nie było pojedynczą eksplozją formy i ma wielkie aspiracje, aby ten był jeszcze lepszy. Qinwen Zheng turniej ten również powinna wspominać rewelacyjnie, bo jest przełomem w jej karierze, który pozwoli awansować na 7 miejsce w rankingu. Lepszego początku sezonu nie mogła sobie wymarzyć. I myślę, że nie musi znacząco poprawiać swojej gry, aby zostać w top10 na długo. Niemniej jestem przekonany, że wraz ze sztabem mają jeszcze większe ambicje. Nie wiem do końca jaki jest sufit możliwości Chinki. Moim zdaniem wysoki, ale nie taki jak Igi, Coco czy Mirry Andreevej, lecz bardzo chętnie poznam Wasze opinie na ten temat. To zawodniczka, która powinna nam się przez lata przewijać wysoko w głównych drabinkach, dlatego warto obserwować jej rozwój. 

To koniec!

To wszystko! W ten sposób moja przygoda z #DailyAO dobiegła końca. Mam nadzieję, że znaleźliście tutaj dla siebie coś ciekawego, a Australian Open minęło Wam przyjemnie i dało radość. To oczywiście nie koniec bloga, ponieważ będą tutaj się pojawiać nowe treści. Nie chciałbym deklarować konkretnej regularności, ale śledźcie mojego Twittera, a będziecie na bieżąco. Plan minimum jest taki, aby pojawił się jeden tekst w tygodniu, ale wszystko zależy od wielu czynników. Na pewno są wizje i pomysły, dlatego liczę, że uda mi się zrobić coś ciekawego!


---------

PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16


I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!

Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJhttps://twitter.com/z_kortu

Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJhttps://www.facebook.com/groups/178960806040159

Myślę też, że kanał na YouTube oraz profil na Instagramie Australian Open mogą być również dobrym miejscem dla Ciebie.

---------

Poznaj mój Skarb Kibica WTA!

Zapraszam Cię serdecznie do zapoznania się z moim "Skarbem Kibica WTA 2024". To 139 stron pasji do tenisa i być może interesujących dla Ciebie informacji. Znajdziesz go klikając poniżej.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odejście Tomasza Wiktorowskiego i moje opinie o sztabie Igi na przyszłosć

Sandra Zaniewska: Tenis na przestrzeni lat stał się bardziej agresywny, ale korty wolniejsze

Skarb Kibica WTA 2024