#DailyAO (dzień 9) - Teraz już tylko sky is the limit

Tak więc mamy to. Nadszedł dzień, w którym poznaliśmy wszystkie ćwierćfinalistki Australian Open 2024. Powiedzieć, że w górnej połówce drabinki mieliśmy sensacje, to jakby nie powiedzieć nic. Ja zaś klasycznie napiszę kilka słów na temat spotkań decydujących o tym, które 4 zawodniczki jako ostatnie wywalczyły sobie awans do tego niezwykle prestiżowego etapu zawodów. Bo do ćwierćfinału wielkiego szlema dostać się to żaden przypadek, a konsekwencja 4 wygranych spotkań. Teraz się zreflektowałem, że to mój ostatni raport w którym opisuję 4 spotkania, bo od jutra mamy już maksymalnie 2 pojedynki singlowe w ciągu dnia. Cóż, może będzie troszkę łatwiej, ale nawet się przyzwyczaiłem do większych ilości :) Dobra, koniec ogółów. Poniżej znajdziecie podsumowanie 4 spotkań (ehh, ale bym chciał żeby to było 4 pełne) jakie mieliśmy okazję zobaczyć w nocy i rano. Sky is the limit - to stwierdzenie, które pasuje do Pań, które zostały w grze o finał z tej połówki. Bo skoro każda z nich już osiągnęła największy wynik w karierze podczas wielkiego szlema, to czemu nie mierzyć jeszcze wyżej?

PAP/Marcin Cholewiński

Dayana Yastremska vs Victoria Azarenka 7:6, 6:4

Oglądając to spotkanie miałem często myśl, że Ukrainka jest typem zawodniczki, która może wygrać ten turniej, ale potem przez cały sezon nie notować żadnych bardzo dobrych wyników. Trochę jak Jelena Ostapenko kiedy wygrała Rolanda Garrosa czy z nowych przykładów Marketa Vondrousova. Oczywiście ani jednego, ani drugie nie musi mieć miejsca (a tego drugiego to w ogóle jej nie życzę), ale są powody, które mogą kreować takie myśli. Przeciwko Victorii Azarence zawodniczka z Odessy nie grała ofensywnie. Grała ultra-ofensywnie. Cały czas dążyła do tego by mieć tylko trochę czasu i niezłą piłkę na forehandzie, a wtedy boom boom, czyli atakująca piłka, która ma celu jeśli nie dać winnera, to chociażby zmusić rywalkę do głębokiej defensywy. Bardzo spodobały mi się słowa Dayany, które idealnie podsumowują przebieg meczu, ponieważ wielokrotnie byliśmy w nim świadkami takiej sytuacji. Powiedziała mniej więcej, że czuła się jakby spóźniała się na pociąg, a później musiała go gonić. Tak było kilka razy w tym meczu, a pociąg niekiedy był już bliziutko przystanku pod nazwą “wygrany set”, bo przecież Vika miała w nim nawet 2 piłki setowe. Skupię się w moim opisie bardziej na Ukraince, która jest bohaterką dzisiejszego spotkania, ponieważ to ona rozdawała swoim stylem gry karty w tym pojedynku. To tym bardziej godne podziwu jeśli wziąć pod uwagę, że Vika potrafi i lubi grać ofensywnie, a że potrafi radzić sobie z innymi bighitterkami, potwierdziła doskonale chociażby rundę wcześniej z Jeleną Ostapenko. Tutaj to nie jest tak, że była mistrzyni turnieju grała jakoś źle, ale mam wrażenie, że miała plan, który uważała, że spełni swoje zadanie, a to się nie wydarzyło. Return Dayany robił cały czas dużą krzywdę Vice, która przy nieco lżejszym zagraniu od razu wydawała na siebie wyrok skazujący na grę co najmniej kilkadziesiąt centymetrów za linią końcową. Imponuje mi bardzo jak skutecznie uderza piłkę Ukrainka nawet kiedy ta nie odbija się wysoko i niekoniecznie “jest z czego” zaatakować. Polecam też zwrócić uwagę jak zwinna i sprawna na nogach jest ta dziewczyna, która przypomnę, że przechodziła tutaj kwalifikacje. Wiem, że to już robiłem w poprzednich raportach, ale takie rzeczy warto utrwalać. Gra z kolan, skrót do siatki czy odegranie po dobiegu z backhandu? Do zrobienia. Polecam Wam zobaczyć piłkę w tie-breaku przy stanie 6:6 kiedy świetnie returnuje pod jej nogi Białorusinka, a Dayana odpowiednio wycofuje się do tego i zagrywa z tej trudnej piłki piękny forehand w linię. Oczywiście, nie obyło się też bez prostych błędów, ale stosunek 38 winnerów do 37 niewymuszonych jest naprawdę niezły przy jej dzisiejszym, wręcz szarańczym stylu gry, który był nastawiony na atak. Poza tym mam wrażenie, że tych winnersów było jakby więcej (w sensie większa różnica), a w ważnych punktach tym bardziej. Kiedy Vika chciała coś skończyć, to musiała grać ryzykownie, bo cierpliwość niekoniecznie popłacała. Dayana tylko liczyła na jedno gorsze zagranie. Nie uważam żeby to był jakiś słaby mecz Białorusinki. Problemem był serwis, który we wcześniejszych spotkaniach działał lepiej. Dziś by się na pewno przydał. Fajnie atakowała też krótsze piłki i pokazywała swoje umiejętności technicznie, ale nie tworzyła sobie ku temu za bardzo okazji. Mam wrażenie, że gdyby najsłynniejszy polski bezrobotny - Ferdynand Kiepski oglądał tutaj mecze Ukrainki w kwalifikacjach (gdzie na każdym etapie miała jakieś trudności, a grała na przykład z tenisistką numer 565 na świecie), a później te w turnieju głównym, to potem podczas sąsiedzkich spotkań mówiłby o grze Dayany w Australian Open, że są na świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły. To jest naprawdę imponujące jak zmieniła swoją grę na przestrzeni kilkunastu dni Ukrainka. Jest już w ćwierćfinale wielkiego szlema, a nie ma w tym żadnego przypadku, a jest nagroda za doskonałą postawę. Drabinka była normalna. Nasuwa się pytanie czy to najlepszy tenis w karierze tej dysponującej świetnymi warunkami fizycznymi zawodniczki. Mam wrażenie, że tak i teraz w pojedynku z Lindą Noskovą znacznie więcej zależy w moim odczuciu od dyspozycji Ukrainki, ponieważ jeśli zagra tak jak z Viką czy Marketą, to ma więcej argumentów na awans do półfinału.


Linda Noskova vs Elina Svitolina 3:0 i krecz Eliny Svitoliny

Oprócz opisu porażki Igi, to najsmutniejszy mecz na jakiego temat piszę słowa. Ze względów zdrowotnych z turnieju zmuszona była się wycofać zawodniczka, której w danej fazie turnieju kibicowałem najbardziej (zresztą pewnie wielu z Was też), a poza tym tak po ludzku - nikomu nie życzę kontuzji i konieczności skreczowania w takich spotkaniach. Zwłaszcza, że biorąc pod uwagę to jak przebiegał turniej i układała się drabinka, to Elina Svitolina miała realne szanse, aby po raz pierwszy w karierze zagrać tutaj w wielkoszlemowym finale. Nie przesadzam. Szkoda, szkoda i jeszcze raz smutno. Oczywiście teraz przede wszystkim mam nadzieję, że to nic poważnego (wygląda na kontuzję odcinka lędźwiowego), a Ukrainka jeszcze w tym sezonie będzie święcić wielkie sukcesy. Linda Noskova staje się katem moich faworytek. Jeżeli chodzi o mecz, to mogę się odnieść tylko do pierwszego gema, w którym Czeszka przełamała Elinę grając agresywnie, a przy tym bardziej jakościowo i czysto. Słowa uznania za to i za to, że nie pękała na początku. Ale co to za ocena na podstawie jednego gema? Ocena 2 kolejnych, jak i zresztą ogólnie czegokolwiek w tym meczu byłaby nie fair wobec obu Pani. Nie zmienia to jednak faktu, że Linda jest już w najlepszej 8 turnieju i nie znalazła się tam przypadkiem. Każdy obserwujący tenis wie jak dużym jest talentem i było kwestią czasu kiedy będzie osiągać duże wyniki. Ten czas zdaje się, że nadchodzi. W tej szalonej drabince nie będzie żadną niespodzianką jeśli awansuje do finału, a tam to przecież wszystko możliwe zważywszy na to, że ta dziewczyna specjalnie się nie boi nikogo. Mam wątpliwości czy jej potencjał jest obecnie aż tak duży, ale ważne że się nie boi, bo mental to klucz do dużych wyników. Inne elementy, jak przygotowanie fizyczne, taktyczne czy umiejętności tenisowe nie budzą zastrzeżeń. Dodatkowo jest Czeszką, a nasi południowi sąsiedzi odnoszę wrażenie, że są w posiadaniu jakiejś tajnej subskrybcji gwarantującej potężny wynik wielkoszlemowy w każdym sezonie w WTA. Choć tutaj w grze jeszcze jest Bora Krejcikova. Ostatnia zdania są oczywiście żartobliwe, ale to, że Linda Noskova może w Australii osiągnąć jeszcze lepszy wynik, a może nawet wygrać turniej - już nie. Bo dlaczego niby trudno w to uwierzyć? Kończąc nieco przekornie uważam, że wyższy sufit możliwości do tej pory w turnieju głównym Australian Open zaprezentowała Dayana Yastremska i to Ukrainka będzie dla mnie lekką faworytką ich ćwierćfinałowego starcia. Ciekaw jestem z jaką taktyką Linda Noskova wyjdzie na Dayanę, która swojego stylu na pewno nie zmieni. Sam nie wiem czy lepszą opcją jest wdanie się w potężne wymiany, co oczywiście potrafi czy jednak bardziej asekuracyjną grę, zmuszając rywalkę do ryzyka. Szykuje nam się fajny meczyk, dwóch niezwykle utalentowanych, młodych tenisistek w walce o śrubowanie największego sukcesu w karierze.


Anna Kalinskaya vs Jasmine Paolini 6:4, 6:2

Mimo, że bardzo dużo czasu poświęcam na kobiecy tenis podczas tegorocznego Australian Open, to jest to pierwszy mecz Jasmine Paolini w Melbourne, który mogłem na spokojnie obejrzeć. Okazało się, że również ostatni. Warunki fizyczne Anny robiły w tym spotkaniu dużą przewagę i decydowały o tym kto będzie miał większy wpływ na jego przebieg - nie mylić z byciem faworytką/zwyciężczynią, bo często nie jest to samo. Jednocześnie tutaj mimo wyższej pozycji w rankingu Włoszki, lekką faworytką wydawała mi się być właśnie Rosjanka. Trochę przypomina mi Elenę Dementievą, Anna Kalinskaya. Może ma gorszy serwis, ale to jaka jest bystra i jak radzi sobie na linii, plus sylwetka i nacja wywołuje takie skojarzenia. Dziś podobało mi się jak ładnie częstowała rywalkę forhendem po linii, który był trudny do odegrania nawet do świetnie biegającej rywalki. Myślałem, że Jasmine może zaskoczy ją grą kombinacyjną, ale nic takiego nie miało miejsca. Popełniała też Włoszka stosunkowo proste błędy, jak złe ataki kończące przy siatce, które powinny być formalnością. Na pewno widziałem lepsze mecze w wykonaniu Włoszki niż ten dzisiejszy i to też w pojedynkach z przeciwniczkami, które mają nawet lepsze warunki fizyczne od Rosjanki. Tak w największym uproszczeniu. W aspektach, gdzie większe atuty ma Anna, to je dokumentowała, a w aspektach bardziej technicznych, gdzie powinna brylować Jasmine, mieliśmy podobny poziom jakości gry. Tak to widziałem. Na spory minusik dla Jasmine bardzo duża liczba niewymuszonych błędów. Przeciwnie za to zawodniczka z Moskwy, która w tym turnieju w każdym kolejnym spotkaniu prezentuje się naprawdę mądrze. To nie jest tak, że jej wszystko wchodzi i ma szczęście przy swoich zagraniach. To przemyślane ataki, cierpliwość i obserwacja tego jak zachowuje się rywalka. Mam wrażenie, że taktycznie świetnie odrabia lekcje przed każdym spotkaniem. Nagrodą dziś była w pełni zasłużona wygrana Rosjanki w godzinę i 20 minut. Teraz nieco o czym innym. Obie zawodniczki mają już kilka lat w tourze za sobą, dlatego ta statystyka to jest dla mnie hit i kolejny dowód nieprzewidywalności tenisa, za którą między innymi go kocham. Zatem czytajcie. Do Australian Open 2024 obie Panie nigdy nie przeszły tutaj pierwszej rundy. Mało? To jeszcze jedno. W żadnym z 4 wielkich szlemów do tej pory nie przeszły 2 rundy! Tutaj już przed meczem było wiadomo, że jedna z nich zamelduje się w ćwierćfinale, czyli osiągnie najlepszy wynik wielkoszlemowy w karierze. Teraz wszystko wskazuje, że przed nią również najlepszy sezon w karierze. Tym bardziej, że w poprzednim miało ponad 3-miesięczną przerwą spowodowaną kontuzją i nie wystąpiła podczas Rolanda Garrosa czy Wimbledonu. Jest więc gdzie zdobywać “nowe” punkty, a potężny fundament na początku sezonu został wylany. To jak wysoki będzie dom (to znaczy ranking, a może lepiej punkty) zależy co na tym zbuduje, a mianowicie czy utrzyma swoją formę w dalszej części sezonu. Zresztą obie zanotują najlepszy ranking w karierze, ponieważ Jasmine z przyczyn oczywistych również tutaj sporo zyskała, a nagrodą będzie awans w okolice 25 miejsca (w najlepszym wypadku 24, w najgorszym 28). Mimo, że dziś nie wyszło to może traktować tegoroczne Australian Open jako bardzo udane. 


Qinwen Zheng vs Oceane Dodin 6:0, 6:3

Przyznaję, że był to pojedynek 1/8 finału na który czekałem najmniej. Nie jestem fanem stylu gry Francuzki, a Qinwen Zheng nie przekonywała mnie jakoś swoją grą podczas tego turnieju. Celowo piszę w czasie przeszłym, ponieważ dziś zagrała lepiej i pewniej. Wcześniej miałem zastrzeżenia, ponieważ grała dość mocno zero-jedynkowo, skupiając się na korzystaniu bardzo ryzykownie swoich atutów, co nie jest potrzebne przy takim dużym warsztacie możliwości jakie posiada. W dzisiejszym meczu zagrała jednak inaczej, bo lepiej i rozsądniej co przyniosło efekt w postaci pewnego zwycięstwa. Jak zatem wyglądał sam mecz? W sumie nudnie. Pierwsze 7 gemów wygrane przez Qinwen Zheng, gdzie właściwie tylko w jednym jej rywalka nawiązała walkę. Cieszy jej pozytywna reakcja po wygranej pierwszego gema (na 1:1) w drugim secie. Bo z pierwszego seta to utkwiła mi w pamięci zaskakująco słaba mowa ciała Francuzki. Osiąga życiowy sukces, nic nie musi, a ma do siebie duże pretensje i za bardzo skupia się na swoim boksie względem tego co dzieje się na korcie. Momentem dającym nadzieję na walkę u Oceane było odrobienie straty przełamania w drugim secie (na 2:3). Nadzieja nie trwała jednak długo, bo Chinka włączyła szybszy bieg, a 27-latka z Lille nie poradziła sobie z tym. 21-letnia faworytka była bardzo skoncentrowana w tym ważnym momencie. Do tego dobrze serwowała. Mam wrażenie, że po niej bardziej było widać po co tu dziś jest. Ciekawy jestem czy dociera do niej, że stała się główną faworytką do finału z tej połówki drabinki, bo zakładam, że przed turniejem czułaby się bardziej jako underdog dostając się do tej części turnieju. Ale nie ma już Igi Światek, Eleny Rybakiny, Jessici Peguli czy nawet Jeleny Ostapenko. Chinka za to jest i ma się dobrze, bo zagrała prawdopodobnie swój najlepszy mecz na tym turnieju. W jej grze była mądrość i był spokój. Sportowo to prócz wspomnianego serwisu, mocny forehand i gra przy siatce były głównymi atutami. Podobały mi się momenty kiedy wybierała się do siatki, co świadczyło również o jej dobrym przygotowaniu do meczu. Do bólu wykorzystała wszystkie swoje przewagi. Niestety trudno doszukać mi się elementu w którym wyróżniała się Oceane Dodin, bo tego meczu na pewno nie zaliczy do udanych. W poprzednich spotkaniach potrafiła bardzo mocno returnować i wykorzystywać swój silny forehand. Do tego serwis też robił dużo większą szkodę rywalkom. Tutaj wyszło również, że nie jest typem zawodniczki, która potrafi mocno rotować swoim stylem gry. Okazało się więc, że na koniec mieliśmy najbardziej jednostronne spotkanie ze wszystkich odbywających się w IV rundzie mimo tego, że w drugim secie należy docenić, iż Francuzka próbowała jeszcze do końca powalczyć. Niestety na nic to się zdało i po godzinie bez jednej minuty można było rozejść się do domów czy odejść sprzed telewizora.


Najlepsza 8 już znana!

Mamy zatem komplet ćwierćfinalistek. Nie będę pytał czy jest to dla Was zaskoczenie, ponieważ to jest obecnie pytanie retoryczne. Za to chętnie poznam Wasze odczucia względem walki o półfinał między Dayaną Yastremską z Lindą Noskovą oraz Qinwen Zheng z Anną Kalinskayą. Ja w tym pierwszym jako faworytkę widzę Dayanę Yastremską, a w drugim jeszcze przed ćwierćfinałowym meczem Chinki, stawiałbym na Annę. To jak fajnie i pewnie wyglądała Qinwen dziś na korcie sprawia jednak, że bardziej uwierzyłem w to, iż pójdzie za ciosem. Ale tak asekuracyjnie napiszę, że żaden wynik nie będzie tutaj dla mnie zaskoczeniem. Dajcie znać co Wy sądzicie o dzisiejszych pojedynkach oraz faworytkach pojedynków, które czekają nas za 2 dni.

---------

PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16


I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!

Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJhttps://twitter.com/z_kortu

Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJhttps://www.facebook.com/groups/178960806040159

Myślę też, że kanał na YouTube oraz profil na Instagramie Australian Open mogą być również dobrym miejscem dla Ciebie.

---------

Poznaj mój Skarb Kibica WTA!

Zapraszam Cię serdecznie do zapoznania się z moim "Skarbem Kibica WTA 2024". To 139 stron pasji do tenisa i być może interesujących dla Ciebie informacji. Znajdziesz go klikając poniżej.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odejście Tomasza Wiktorowskiego i moje opinie o sztabie Igi na przyszłosć

Sandra Zaniewska: Tenis na przestrzeni lat stał się bardziej agresywny, ale korty wolniejsze

Skarb Kibica WTA 2024