#DailyAO (dzień 6) - 16-latka autorką niemożliwego comebacku!

Małe wyznanie na początek. Mój organizm powiedział “Kamil NIE” przez co dopiero około 5:00 rozpocząłem oglądanie spotkań. Te 7 godzin stałego snu było mu/mi na pewno potrzebne. Pokutą jaką musiałem odbyć było przede wszystkim konieczność oglądania meczu Pauli Badosy z Amandą Anisimovą z odtworzenia. Na szczęście dziś miałem sporo czasu, dzięki czemu mogę podzielić się swoimi przemyśleniami dotyczącymi wszystkich 8 dzisiejszych spotkań. Lojalnie też uprzedzam, że jutro to zapewne nie będzie możliwe (chociażby ze względu na przygotowanie opisu dedykowanego Idze), ale od niedzieli tempo turnieju spada (nie mylić z emocjami) do 4 spotkań dziennie, a to wydaje się już bardzo przyjazną liczbą do kompleksowej analizy. Na razie jednak zapraszam Was do raportu ze spotkań dolnej połówki III rundy rozgrywek. Działo się naprawdę dużo!


PAP/EPA


Magdalena Fręch vs Anastasia Zakharova 4:6, 7:5, 6:4

Wiem, że to banał, ale moim zdaniem postawa Magdaleny Fręch w tym turnieju jest doskonałym przykład jak praca popłaca. Podwójny przykład. Po pierwsze od lat Polka ma opinię bardzo pracowitej, sumiennej zawodniczki, która poświęca mnóstwo czasu, aby stawać się lepszą. Efekt widać chociażby po rankingach. Po drugie, walczy o każdą piłkę w każdym spotkaniu, a jej gra w defensywie i zaangażowanie przynosi skutek. Efektem jest kilka wygranych punktów i co ważniejsze - wymuszanie na rywalkach coraz bardziej ryzykownej gry, a często też “wchodzenie jej do głowy” czym zresztą wygrała dla mnie z Caroline Garcią. Dziś Magdalena zasługuje na uznanie, poniewaz przegrała pierwszego seta, a w ostatnim Anastasia Zakharova miała przewagę przełamania. Nie złamało to Magdy, która cały czas robiła to potrafi. I co najważniejsze wierzyła w wygraną, bo bez tego nie byłoby nic. Finalnie Polka okazała się odporniejsza psychicznie i pojedyncze piłki w końcówce 3 seta sprawiły, że jej wspaniała historia trwa. W rankingu live plasuje się obecnie na 49 pozycji i jest duża szansa, że po Australian Open zadebiutuje w czołowej 50 rankingu. Teraz czas na starcie z Coco Gauff - która nie ma się co oszukiwać, że będzie wielką faworytką tego pojedynku, ale możemy być pewni, że Magda zostawi kawał serducha. Patrząc jeszcze stricte sportowo - największą zaletą Magdy jest defensywa i świetne poruszania się po korcie. Czy Wam też pod tym względem przypomina trochę Agnieszką Radwańską? Do tego podejmuje też często słuszne decyzje i mocno stara się unikać prostych błędów. Ma też naprawdę solidny backhand, co kilkukrotnie pokazała w tym meczu. A co można powiedzieć o dzisiejsze rywalce Polki? To był pierwszy jej pierwszy mecz jaki oglądałem i nie powiedziałbym, że jest to tenisistka z końcówki drugiej setki rankingu. Jeśli ten turniej nie był pojedynczą eksplozją formy, to już niebawem musi być wyżej. Dysponuje świetnym serwisem i potrafi grać bardzo dobrze w ofensywie. Jest też młoda, bo ma dopiero 21 lat, a karierę z zawodowym tenisem rozpoczęła stosunkowo późno i może to też pozwoli jej się rozwinąć w późniejszych latach? To pytania do ludzi którzy na tenisie znają się lepiej niż ja. 


Mirra Andreeva vs Diane Parry 1:6, 6:1, 7:6

Wiecie co jest najlepsze w tym zwycięstwie Mirry Andreevej? To, że nastolatka wyciągnęła mecz ze stanu 1:5 mimo, że Diane Parry nie powinna mieć sobie nic do zarzucenia. To piekielnie dobra gra młodej Rosjanki sprawiła, że wygrała ten pojedynek. Nie popieram zachowań takich jak złamanie rakiety, ale jakoś wyjątkowo byłem w stanie zrozumieć kiedy zrobiła to Francuzka. W moim podsumowaniu skupię się na trzecim secie, a na początek jego drugiej połowie. W tej części gry, Mirrze wychodziło wszystko - trochę jak Danielle Collins przez większość drugiego seta z Igą. Moment był jednak nieporównywalnie bardziej imponujący. Żeby to wybrzmiało. To była decydującą część trzeciego seta w meczu III rundy turnieju wielkoszlemowego. A spektakularnego powrotu dokonuje 16-letnia dziewczyna. Czy mój ekscytujący ton jest przesadzony? Może trochę, ale ciężko jest być sędzią we własnej sprawie. Chciałbym też podkreślić, że wynik 5:1 na korzyść Diane na początku też nie był efektem jakiejś jej słabej gry Mirry. Ofensywnie dysponowana Francuzka grała świetnie i bardzo podobał mi się jej “wznoszący”, skuteczny forehand. Trafiała też bardzo solidnie po bokach kortu, a Mirra mimo, że próbowała odgrywać, to często po prostu bardzo trudno było przebić z powrotem coś dobrego. Kiedy jednak Diane lekko obniżyła poziom swojej gry (już przy powyższym stanie), to Rosjanka bezwzględnie zaczęła to wykorzystywać. Mało tego - miałem wrażenie, że ujrzenie malutkiej szansy tylko ją napędziło. To jak w biegu odgrywała świetne backhandy (niejednokrotnie po linii) czy dobiegała do piłek przy siatce, odgrywając je rywalce jeszcze trudniej, było godne podziwu. W każdym elemencie zagrała na wysokim poziomie 4 gemy broniąc przy tym piłki meczowej. W ten sposób doprowadziła do tie-breaka, ponieważ po drodze 21-latka z Nicei zdołała jeszcze wygrać jednego seta. A w nim wydarzyło się już to co musiało się wydarzyć. Będąca wciąż na fali Mirra wygrała go bez większych problemów, nie popełniając oczywiście praktycznie błędów w ważnych momentach. To był naprawdę spektakularny comeback, bo wynikał z umiejętności sportowych, a takie doceniam najbardziej. Nieco z obowiązku wspomnę jeszcze o dwóch wcześniejszych setach, bo nie ma co o nich pisać dużo, gdyż nie miały większej historii. Solidarnie w jednym z nich dużo lepiej prezentowała się jedna z zawodniczek, a druga grała słabiej, a w kolejnym odwróciły się rolami. Tak jakby chciały całe show zachować na trzeci set i jest to mecz i to się im udało. Uwaga, Mirra notuje po raz drugi 4 rundę w swoim 4 turnieju wielkoszlemowym. Kosmiczny wynik pokazujący, że ta dziewczyna jest stworzona do wielkich rzeczy. Sam jestem ciekawy gdzie jest sufit jej możliwości. Chętnie poznam na ten temat Wasze opinie. A Diane Parry? Jeśli będzie w tym sezonie regularnie prezentować się tak jak w tym turnieju, to będzie dla niej na pewno dobry rok. Ma naprawdę sporo argumentów, aby być więcej niż tylko solidną zawodniczką. Na razie zostanie jeszcze poza top 50, ale stawiam, że już niedługo.


Coco Gauff vs Alycia Parks 6:0, 6:2

Na tyle co udało mi się zobaczyć napiszę co myślę. Coco Gauff wygląda tutaj bardzo pewnie niezależnie od stylu gry przeciwniczki. No nie dała się rozkręcić koleżance. Alycii na pewno nie pomógł serwis, ponieważ jak na nią 2 asy w meczu to  nic. Za to 8 błędów serwisowych przeciwko Coco kosztuje. Planem Alycii Parks na ten mecz było żeby ryzykować i zobaczyć co będzie. Tylko zazwyczaj nie było nic dobrego. Rozumiem oczywiście ryzyko serwisowe, ponieważ przy tak doskonale returnującej rywalce, lekkie podanie jest wystawianiem się na ścięcie. Natomiast spieszenie się w wymianach nie było tak potrzebne, ponieważ od początku to nie działało. Trochę się mądrze, bo nie wiem za bardzo jaki inny plan mogła przy swoim stylu gry wdrożyć Alycia, ale faktem jest, że nie trafiała i szybko uciekały punkty przez co cały mecz trwał tylko godzinę i 3 minut. Zawodniczka z Atlanty ugrała w nim tylko 2 gemy. Może nieco krytycznie o Alycii, ale rozbudziła apetyty fajną grą przeciwko Leyli Fernandez. Teraz jeszcze chwila o młodszej z Amerykanek od której przecież zacząłem tekst. Bardzo pewnie dziś wyglądała na korcie. Jej backhand nigdy chyba nie przestanie mi imponować, a jeszcze przez lata również dojrzałość, ponieważ wciąż jest nastolatką. Jej dzisiejszym przykładem jest chociażby 100% skuteczność przy break-pointach, a nie było to jedno przełamanie a 5. Skuteczna do bólu. Przypominam, że Amerykanka w tym roku nie przegrała jeszcze meczu. Zresztą (piszę to z głowy) od US Open uległa chyba tylko Idze Świątek (2-krotnie) i Jessie Peguli w Cancun, a poza tym same zwycięstwa. To będzie już ponad 20 spotkań. Oj, zadanie z cyklu tych najtrudniejszych w niedzielę czeka Magdaleną Fręch. 


Marta Kostyuk vs Elina Avanesyan 2:6, 6:4, 6:4

Pewne rzeczy w tenisie są praktycznie pewne, a jedną z nich jest dużo emocji podczas spotkań Marty Kostyuk. Ekspresja jest ich nieodzowną częścią, ponieważ Marta regularnie pokazuje jak bardzo jest temperamentną dziewczyną. Dziś oglądając rano jej pojedynek z Eleną Avanesyan zastanawiałem się czy tak duża ilość reakcji w kierunku boksu i kierowanie tam swoich odczuć daje więcej korzyści czy jednak przeciwnie i wybija z rytmu. To pytanie oczywiście na które odpowiedzieć musiałaby sama bohaterka, ale jeśli dla niej jest to pomocne, to niech robi to dalej. Trochę inne mam odczucia względem uderzenia rakietą w udo czy gryzienia rakiety. Marta, szkodą ząbków! Choć może to właśnie samomotywacja i nakręcanie się sprawiają, że jest w stanie podnieść jakość swojej gry podczas meczu gdzie na tablicy wyników rezultat nie jest korzystny? Nadal się zastanawiam. Niemniej pod tym względem Marta cały czas jest podobna do swojej dawnej wersji, ale ogólnie tegoroczna gra i wyniki wyglądają na razie lepiej. Ukrainka w Australian Open melduje się w IV rundzie po raz pierwszy w karierze (ogólnie po raz drugi w wielkich szlemach), więc to duży wynik. Nawiązując jednak do zmian, to bardzo podoba mi się gra defensywna w tym turnieju 22-latki. Potrafi odegrać kilka dobrych piłek z rzędu będąc w nienajlepszej sytuacji, czym kilkukrotnie zmusiła dziś swoją młodszą rywalkę do błędu. Fajne jest też to, że wygrywa gemy, które rozpoczyna słabo przy swoim serwisie. Takie punkty fajnie budują. Oczywiście zdarzają się jeszcze proste błędy, ale jeśli proporcję big pointów tenisistki z Kijowa będą szły w kierunku winnerów, a ponadto będzie radzić sobie z presją - szykuje się dla niej najlepszy sezon w karierze. To jak mija rywalki przy siatce i trafia winnery po linii, cieszy oko. Dziś zwyciężyła mimo, że w pierwszym secie dużo lepiej na korcie prezentowała się jej rywalka. Nie ma się co oszukiwać, że Ukrainka grała w nim dobrze, bo tak nie było. Jej przeciwniczka za to przypominała to jak prezentowałą się przeciwko Marii Sakkari (a chyba nawet lepiej), czyli co najmniej nieźle i to pozwoliło na spokojnie wygranie seta. W drugim Marta Kostyuk najpierw męczyła się przy swoich serwisach, ale później poprawiła ten element, jak i return co pozwoliło na wypracowanie przewagi 5:2. Niestety z jej perspektywy dała się odłamać rozgrywając słaby gem serwisowy. Kiedy przy 5:4 wydawało się, że może dojść do pełnego wyrównania i kierunku na tie-break. Ukrainka wygrała jednak bardzo wyrównanego gema w którym wykorzystała 3 piłkę meczową. Trzeci set był jeszcze bardziej sinusoidalny. Ukrainka objęła prowadzenie 4:0, lecz kilkanaście minut później było już 4:4. Przyczyniła się do tego oczywiście większa ilość błędów Marty, ale na uwagę zasługuję Elina, która próbowała grać odważniej, niejako zmuszając tym rywalkę do błędów. Dla mnie Rosjanka jest jednym z objawień turnieju. Fajnie wykorzystuje przestrzeń na korcie, stale się grać kombinacyjnie i ma przyjemny do oglądania forehand. Szkoda, że praca nad serwisem jest w tenisie jednym z najbardziej trudnych do wypracowania elementów, ponieważ braki w nim muszą jej się odbijać czkawką. Prawdopodobnie po Australian Open awansuje na najlepsze miejsce w karierze (w rankingu live jest 60, a najwyższa pozycja rankingowa to 62). Co zabawne, podobna jest sytuacja Marty Kostyuk (ranking live to 31 pozycja, a do tej pory najwyżej była 32). Jeśli jednak wygra w kolejnym spotkaniu z Marią Timofeevą, to stanie się to pewnikiem. 


PAP/EPA


Maria Timofeeva vs Beatriz Haddad Maia 7:6, 6:3

Patrzę na początek meczu i pewna siebie Bia skutecznie spycha do defensywy Marię. Ta nie radzi sobie z jej “siło-precyzją”.a i backhand nie funkcjonuje. Ale taki przebieg mają tylko około 4 gemy, bo potem jakby Rosjanka oswaja się z grą rywalki i staje równorzędną przeciwniczką. Bardzo fajne jest to jak potrafi uderzenie po uderzeniu zyskiwać przewagę sytuacyjną w wymianie, dzięki czemu przy dłuższych punktach wielokrotnie rozrzucała Brazylijkę po korcie, a potem spokojnie zagrać winnera przy dość otwartym korcie. Bardzo lubię oglądać jak Beatriz Haddad Maia gra przy siatce, ale tutaj również przyjemnie oglądało mi się jak umiejętnie 20-latka jest w stanie ją przy niej mijać. Naprawdę może się podobać styl gry Rosjanki, która ma fajną umiejętność przechadzania się po różnych strefach kortu przez co wydaje mi się, że jest bardzo nieprzyjemną przeciwniczką. Musisz kombinować i ciągle zachować czujność. Do tego w Australii wygląda bardzo fajnie kondycyjnie, a przypomnę, że ma w nogach 3 spotkaniach więcej, ponieważ przedzierała się przez kwalifikacje. Wracając jeszcze do przebiegu pierwszego seta, to w jego drugiej części wynik cały czas był - powiedzmy remisowy i przyszła pora tie-break. Kolejny pokaz charakteru Rosjanki, która przegrywała 1:4 i 3:5, ale mimo tego zdołała odrobić straty i wygrać do 7. Nie wytrzymała w nim nerwowo faworytka o czym najlepiej świadczy, iż przegrała pierwszego seta podwójnym błędem serwisowym. Drugi set i już w pierwszym gemie serwisowym Brazylijki, Maria przełamuje ją do zera na 2:0. Brazylijka coraz więcej wyrzuca. Maria niczym taki “wampir tenisowy” (nie odbierajcie tego negatywnie) wysysa kolejne pomysły na zdobywanie punktów przez Beatriz. Robi to wrażenie. Bez problemu radzi sobie w swoich kolejnych gemach serwisowych, czego nie można powiedzieć o Beatriz. 4:1 i kolejna porażka przy swoim podaniu. Potem lekki zryw (a może stres Marii, bo miała meczówki - sam nie wiem) i doprowadzenie do stanu 5:3 na rzecz Rosjanki, ale to byłoby na tyle. 5 piłką meczową 20-latka z Moskwy kończy ten mecz. W pełni zasłużone zwycięstwo, bo pokazała, że ma pomysł na bardzo dobrą tenisistkę i potrafi go wdrażać w życie. Coś luźnego na koniec. Dopiero przy siatce uświadomiłem sobie jak wielka jest różnica wzrostu między tymi zawodniczkami. Mam wrażenie, że nawet większa niż 18cm jakie pokazuje internet. Niemniej filigranowa Rosjanka pisze tu swoją piękną, wielką historię. Są takie turnieje, które sprawiają, że tenisistka z dalszych miejsc wchodzi na wyższy poziom i potem na nim zostaje. Tak może być z Marią i chciałbym żeby tak było, bo gra tutaj naprawdę znakomicie i totalnie się nie zniechęca.

Zawsze miło posłuchać wywiadu młodej, szczęśliwej po meczu dziewczyny, które po meczu może powiedzieć o swoich wrażeniach całemu światu :)


Barbora Krejcikova vs Storm Hunter 4:6, 7:5, 6:3

Lubię pojedynki australijskich tenisistów w sesji wieczornej ich lewy szlema. Niepowtarzalny klimat - dla mnie jest najlepszy na świecie. Co prawda mam wrażenie, że u Storm Hunter doping jest mniejszy niż chociażby u Ajli Tomjlanovic mimo, że mamy piątkowy wieczór, ale jednak kibice niosą. Przed meczem miałem wyrzuty sumienia, że wcześniej nie było mi dane zobaczyć żadnego spotkania Storm, dlatego bardzo się cieszę, że teraz nareszcie mogą Wam opisać swoje odczucia. Cieszyłem się, że mamy w drabince mecz wybitnych deblistek, bo to duża szansa na efektowne dla oka spotkania. Nie ukrywam też, że jest dla mnie zaskakujące, iż zawodniczka zaczyna tak dobrze pokazywać się w singlu w wieku 29 lat (nigdy wcześniej nie była w top 100), bo zazwyczaj dzieje się przeciwnie i w późniejszym etapie kariery tenisistki bardziej skupiają się na grze podwójnej, gdzie tylko wspomnę, że Australijka jest obecnie numerem 1. Ale tym oto sposobem Storm po raz kolejny pokazuje piękno tenisa. Natomiast faworytką tego meczu była dla mnie zdecydowanie Bora. Pierwszy set to duża liczba przełamań, które zaskakują in minus szczególnie u Czeszki. Nie grała w nim swojego tenisa i dość niespodziewanie, ale zasłużenie wygrała go leworęczna Australijka. Popełniała mniej błędów i regularnie kąsiła swoją rywalkę kąśliwym forehandem i świetnym returnem. Ciężko strasznie szło Borze przy swoim serwisie. Nie pomagał, a jest to problemem przeciwko rywalce dobrze znającej jej specyfikę gry. Drugi set jest generalnie podobny. Bora wciąż nie gra super meczu, a Storm która zdaje sobie sprawę, że to szansa na życiowy sukces stara się krok po kroku robić swoje. Jego końcówka była inna mimo, że Storm już praktycznie mogła witać się z gąską w ogródku. Przy stanie 5:5 i serwisie Bory miała 30:0, ale nie wystarczyło to do wygrania seta, ponieważ przegrała tego gema, a później również okazała się gorsza przy swoim podaniu. W trzecim secie pierwszy serwis Australijki zaczął działać nieco słabiej, a returny Czeszki przy drugim były często zbyt mocne. Generalnie bardziej doświadczona singlistka poprawiła jakość swojej gry. To plus słabsza gra Storm Hunter sprawiło, że wynik dość szybko poszedł w 1 stronę. Pojawił się uraz uda u Australjki, który zawaużalnie ograniczył jej mobilność. Mimo tego walczyła i starała się, ale Bora nie wpuściła ją ponownie do meczu utrzymując do końca przełamanie. Po nie najłatwiejszym meczu to faworytka przechodzi dalej. Niewiele jednak brakowało Storm do wywalczenia awansu, a kluczowa była końcówka drugiego seta. Przykład tego, że zawodniczka może mieć niedosyt, ale oceniając sytuację na spokojnie ma za sobą świetny turniej w którym pokazała się z bardzo dobrej strony singlowemu światu.

Aryna Sabalenka vs Lesia Tsurenko 6:0, 6:0

Nie planowałem oglądać, ale poświęciłem więcej czasu aby obejrzeć dłuższy skrót. Trzeba sobie powiedzieć jasno, że Aryna wygląda w Australian Open póki co świetnie. Wiem, że miała bajeczną drabinkę, a nawet Lesię Tsurenko uważam za gorszą na tych kortach twardych w Melbourne niż Sofia Kenin czy Danielle Collins. Ale 25-latka przegrała 6 gemów w 3 spotkaniach, a dziś nie straciła ani jednego przeciwko zawodniczce z top 30! To znaczy nie tylko, że gra dobrze, ale jest bardzo skupiona i nastawiona na cel. Nie wierzę, aby u Aryny cel był inny w Australii niż obrona tytułu. Białorusinka przypomina tutaj swoją świetną wersję z początku poprzedniego sezonu. Gra bardzo pewnie i nie rozluźnia się ani na moment, eksponując swoje główne tenisowe atuty, które wszyscy znamy. Może Wam się nie spodobać co napiszę, ale Aryna Sabalenka i Coco Gauff na daną chwilę lepiej w tym turnieju niż Iga Świątek. Nie uważam, żeby to wiele znaczyło, ponieważ “Nasza Duma” potrafi doskonale poprawiać swoją grę w trakcie turnieju, ale taki jest według mnie suchy fakt, a przynajmniej moje zdanie, Losowanie pierwszych rund zawodniczka z Mińska miała cudowne, ale nie deprecjonujmy tego jak doskonale to wykorzystuje. Ciekawe co będzie kiedy pojawia się wyzwania, bo się pojawią. To zawsze inne gra i może być nieprzyjemny kubeł zimnej wody (przykład Igi z Jeleną Ostapenko na zeszłorocznym US Open).  Teraz starcie z Amandą Anisimovą, która ma z “Sabą” imponujący bilans 4:1, ale byłbym ostrożny traktując go jako jakikolwiek wyznacznik. Te spotkania odbywały się na innym etapie karier obu Pań. Bardzo prawdopodobne jednak, że Amerykanka będzie w stanie postawić większy opór drugiej rakiecie świata niż jej dotychczasowe rywalki.


Amanda Anismisova vs Paula Badosa 7:5, 6:4

Obejrzane z odtworzenia, ale w całości :) Tego meczu nie mogłem przegapić. I tak zabolało mnie, że Eurosport nie transmitował go z polskim komentarzem. Tak w ogóle też macie wrażenie, że kobiecy tenis stawiają niżej od męskiego mimo, że na daną chwilę jest ciekawszy? Dobra, ale przechodząc do konkretów, a nie narzekania. Przypomnę, bo warto żeby to wybrzmiało. Amanda Anisimova przez blisko rok nie grała w tenisa, ponieważ zmagała się ze swoim zdrowiem psychicznym i wypaleniem. Przypomnę też, że kiedy miała 18-lat zmarł jej tata, który był dla niej ogromną tenisową inspiracją od dziecka  Do tego kontuzje podczas kariery 22-latki. W czasie wyżej wspomnianej przerwy odnalazła swoją miłość w sztuce, a cytat do którego odnosi się na swojej strony internetowej „Nie możemy pomóc każdemu, ale każdy może pomóc komuś” jest naprawdę głęboki. Pewnie lekko go upłycę kolejnymi zdaniami, ale myślę, że Amanda pomaga i nam swoją wolą walki oraz siłą charakteru. W Australii pokazuje go doskonale, ponieważ w drugim turnieju po powrocie gra świetny tenis. Wygrała już z Ludmilla Samsonovą, Nadią Podroską i Paulą Badosą nie tracąc w tych spotkaniach nawet seta. Pojedynek z Hiszpanką był naprawdę ładny do oglądania. Obie klasycznie starały się przebywać blisko linii końcowej i odgrywać rywalce możliwie w głąb kortu. Początkowo przewagę miała Paula Badosa, ale ważny był gem przy 4:2 i jej serwisie. Przy stanie 30:30 Amerykanka zagrała 2 świetne forehandy, odłamując swoją przeciwniczkę. Ten jej forehand potrafi serop robić olbrzymią krzywdę. Mająca możliwości czasowe na spokojne uderzenie (wystarczy, że niezbyt niskiej piłki) jest zabójczo niebezpieczna. W tym secie pozwoliła jezscze Pauli wrócić do gry, bo ogólnie to był naprawdę wyrównany set. Nawet kiedy Amanda przełamała Paulę przy stanie 5:5, to kiedy serwowała na wygranie seta było właśnie najciekawiej. Polecam zobaczyć tego gema, a powody są dwa. Pierwszym z nich jest oczywiście wysoki poziom, a drugim dodatkowe emocje jakie mu towarzyszyły w postaci prośby o lekarza i medical out po zakończeniu tego gema, który finalnie wygrała. Amerykanka zgłosiła potrzebę pomocy medycznej ze względu na problemy z brzuchem (chyba żołądkiem). Były łzy i dość niepokojące obrazki, gdyż zdrowie u pechowych zawodniczek zawsze bardziej mnie niepokoi. Finalnie jednak Amanda otrzymała pomoc (chyba leki? nie dostrzegłem) i w drugim secie nadal prezentowała się dobrze. Do stanu 3:3 Panie bez problemów wygrywały swoje serwisy, ale lacostowski 7 gem okazał się kluczowy dla jego przebiegu i decydujący dla rozstrzygnięcia. Nie popisała się w tym gemie Paula. Łatwy wyrzucony forehand, podwójny błąd, później szczęśliwe zagranie po siatce Amandy i zrobiło się w zasadzie z niczego 0:40. Na koniec znak meczu, czyli świetny forehand Amandy i jedyne w tym secie przełamanie, które załatwiło sprawę wyniku. Znakomicie w tym 2 odsłonie serwowała Amerykanka, tylko raz pozwalając zdobyć przy swoim podaniu 2 punkty rywalce. Jeszcze parę słów o Pauli. Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawy jak będzie radzić sobie w tym sezonie, ponieważ poprzedni wysyłał wiele niepokojących znaków w którą stronę zmierza kariera utalentowanej Hiszpanki. Ten turniej napawa sporym optymizmem, bo była to już Paula Badosa bliższa okolic 30 rankingu niż obecnego miejsca. O zgrozo, będzie ona po tym turnieju w okolicach 80 miejsca. Natomiast głęboko wierzę, że to chwilowa sytuacja, bo Paula nie ma do obrony jakichś ogromnych punktów i jeśli będzie grała tak jak tutaj, a zdrówko dopisze to step by step powinna czynić postępy. Rywalki w pierwszych rundach turniejów na pewno nie będą chciały trafiać na sympatyczną Hiszpankę. 



Sensacje: brak
Niespodzianki: Wygrana Marii Timofeevej z Beatriz Haddad Maią.

Co ciekawego jutro?

Iga Świątek vs Linda Noskova
Emma Navarro vs Dayana Yastremska
Anna Blinkova vs Jasmine Paolini
Jelena Ostapenko vs Victoria Azarenka


To tyle!

Cieszę się, że mogłem zrobić podsumowanie wszystkich spotkań i bardzo chętnie poznam Wasze opinie dotyczące dzisiejszych spotkań, a także dalszych zmagań. Mamy wyłonioną już najlepszą 8, która wywalczyła awans do IV rundy. Tam pojedynki zapowiadają się bardzo fajnie, a czekam na nie tak niecierpliwie, że bonusowo wspomnę już o nich króciutko poniżej:

Marta Kostyuk vs Maria Timofeeva: Bardzo ciekawie zapowiadający się pojedynek z podtekstem politycznym. Patrząc po wcześniejszych meczach myślę, że Maria może skutecznie swoim stylem wyprowadzać Martę z równowagi i zmuszać do błędu. Ciekawe jak Ukrainka sobie z tym poradzi.

Coco Gauff vs Magdalena Fręch: Magda powinna do tego podejść w sposób, że nic nie musi. Nie ma się co oszukiwać, że dużą faworytką będzie Coco, ale gdzie robić niespodzianki jak nie w naszej ukochanej dyscyplinie i podczas turnieju wielkoszlemowego? 

Mirra Andreeva vs Barbora Krejcikova: hit tej połówki w moim odczuciu. Szanse oceniam 50/50. Może z leciutkim wskazaniem na Mirrę, która dziś szalenie mi zaimponowała. Dyspozycja dnia będzie kluczowa i to jak najbardziej analityczna w tourze Bora będzie w stanie przygotować się do spotkania, aby skutecznie wytrącić jak najwięcej argumentów z rąk młodziutkiej rywalki.

Aryna Sabalenka vs Amanda Anisimova: Mimo 4:1 dla Amandy w bezpośrednich meczach, to dużą faworytką jest jednak Białorusinka biorąc pod pod uwagę mikro (ten turniej), jak i makro (ostatni rok) czas. Niemniej może to być ciekawe starcie, bo Amerykanka “nie pęka” i jeśli będzie dobrze dysponowana, to może skutecznie zniechęcić swoją rywalkę do gry. 

Grafika ze strony WTA

Dajcie znać jakie są Wasze opinie, bo to fajna motywacja do dalszego tworzenia :)) 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odejście Tomasza Wiktorowskiego i moje opinie o sztabie Igi na przyszłosć

Sandra Zaniewska: Tenis na przestrzeni lat stał się bardziej agresywny, ale korty wolniejsze

Skarb Kibica WTA 2024