#DailyAO (dzień 12) - Skuteczność ważniejsza od estetyki

 Napiszę poprawnie politycznie. Oba spotkania półfinałowe nie miały takiego przebiegu jaki sobie wymarzyłem. Nie było jednak w nich też pechy czy zjawisk przelewających gorycz, ponieważ w obu wygrały zawodniczki, które podczas meczu wyglądały pewniej. Tak więc w pierwszej odsłonie wielkiego szlema w 2024 roku mamy finał w którym zmierzą się obrończyni tytułu sprzed roku - Aryna Sabalenka i największy tenisowy talent z Azji, czyli Qinwen Zheng. Zapraszam do przedostatniego już raportu z Melbourne, w którym opisuje 2 spotkania półfinałowego jakie mieliśmy okazję dziś obejrzeć.

PAP/EPA


Aryna Sabalenka vs Coco Gauff 7:6, 6:4

Aryna Sabalenka okazała się lepsza w spotkaniu nazywanym przez wielu “przedwczesnym finałem”. Nie powiem, że mnie to cieszy, ale trzeba jej oddać na co zasługuje. Niewiele zawodniczek w ostatnich latach podczas turnieju wielkoszlemowego prezentowało się tak dobrze w drodze do finału jak robi to Białorusinka a Australian Open 2024. I choć w dzisiejszym spotkaniu, Coco Gauff sprawiła, że mieliśmy dość wyrównany pojedynek, to jednak Aryna wygrała go w pełni zasłużenie. Po raz drugi z rzędu wystąpi więc w wielkoszlemowym finale, a także po raz drugi z rzędu w finale w Melbourne. No i po raz szósty z rzędu w wielkoszlemowym półfinale. Piszę to celowo na początku, aby wybrzmiało, bo mocno doceniam, to czego dokonuje w tych prestiżowych turniejach Białorusinka. To duży wyczyn. A co do meczu. Myślę, że obie Panie stać, aby grać jeszcze lepiej niż dzisiaj, a wynik spotkania rozstrzygnął się w dużej mierze w sferze mentalnej, która szczególną rolę odgrywa w ważnych punktach. Tych było w tym meczu całkiem sporo, ponieważ mieliśmy wiele gemów “na styku” i szans wykreowanych (czy też zmarnowanych) przez obie zawodniczki. Były również przełamania, bo obie świetnie returnują, a z serwisem bywało różnie. Ten bardziej pomagał Arynie Sabalence. Może to Amerykanka miała więcej asów i zaserwowała w tym meczu jako pierwsza kobieta podczas tego turnieju 200 km/h (nawet 201!), ale nie pomógł w kilku ważnych momentach. Właściwie przypominam sobie tylko jedną taką pomocną sytuację w pierwszym secie. Świadectwem, iż serwis nie funkcjonował już od początku niech będzie to, że pierwszego seta zaczęła od dwóch podwójnych błędów, co w zasadzie doprowadziło do przełamania (ogólnie zanotowała 8 “podwójnych”). Coco jest na tyle klasową zawodniczką, że słaby początek nie załatwił sprawy seta, bo później grała dobrze i odłamała szybko Białorusinkę. To było optymistycznie, ponieważ pokazała w tym czasie jak doskonale potrafi mijać rywalki czy grać w defensywie czy przy siatce. Lekki offtop. Jedną z rzeczy, którą mógłbym oglądać w tenisie bez końca jest gra przy siatce Coco Gauff. Ależ ona tam się prezentuje! Wybitny talent w tym elemencie. Koniec offtopu. Ten set ogólnie miał taki falowy przebieg, bo raz jedna z tenisistek zdobywała przewagę, a potem druga nadrabiała zaległości. Coco, która zazwyczaj była tą goniącą wynik miała jednak tutaj swój moment, który moim zdaniem mógł wpłynąć na wynik meczu. 19-latka prowadziła 6:5 i 30:0 przy swoim serwisie, ale nie zdołała domknąć seta. Był to ponadto fragment meczu w którym swoje gorsze momenty miała Aryna Sabalenka. Zaznaczę tylko, że chwilę wcześniej dała się przełamać, wyrzucając prostą piłkę przy siatce daleko w aut. To był jeden moment kiedy mogliśmy sobie przypomnieć dlaczego “Saba” przez kilka lat nie dochodziła daleko w wielkich turniejach. Coco szczególnie boleć może prosta piłka zagrana z forhendu w połowę siatki, która dałaby jej piłki setowe. To był moment jej szansy w tym meczu. Warto też wspomnieć, że wcześniej Aryna Sabalenka miała jedną piłkę setową przy serwisie Coco Gauff (przy 5:4), ale wtedy doskonale poradziła sobie turniejowa czwórka. Finalnie ten emocjonujący set zakończył się tie-breakiem, który miał jedną bohaterką. Wiceliderka rankingu grała w nim skutecznie od początku, a Coco popełniła stosunkowo proste błędy po których błyskawicznie dużą przewagę zyskała zawodniczka z Mińska. Oczywiście nie wypuściła już tego seta. Takich szans obecna wersja Aryny Sabalenki nie marnuje. Gdy poczuła w tie-breaku krew to już nie było odwrotu. 

Drugi set był trochę w stylu ATP, ponieważ zawodniczki dobrze serwowały i ustawiały sobie tym elementem grę. Amerykanka może miała w nim czasami kłopoty, ale paradoksalnie to jak z nich wychodziła nawet napawało mnie optymizmem. Myślałem, że w ten sposób może podirytować lekko Arynę, jednocześnie budując swój mental. W ten sposób doszliśmy do stanu 3:3, który był kluczowy dla wyniku meczu. Następne 2 gemy przechyliły bowiem sprawę finału na rzecz turniejowej “dwójki”. Najpierw przy swoim serwisie wyszła ze stanu 0:30 (wywołanego jej dość prostymi błędami). Zagrała kilka niezłych piłek, odwracając stan gema - właściwie tylko w ostatnim punkcie ryzykując mocniej. Nie podpaliła się i to się opłaciło. Zachowała zimną krew. Czy Coco w tym momencie mogła zrobić więcej? Mogła oczywiście więcej zaryzykować, ale przyjęła technikę cierpliwego podejścia do wymian, licząc, że Aryna będzie ryzykować, bo to był logiczny trop. Trudno mieć o to pretensje i gdybać. Paradoksalnie myślę, że większą szansę na wygranie seta miała w pierwszej odsłonie przy piłce, którą wyżej opisywałem. Potem stan 4:4, gem przy serwisie Coco, który jak możecie się domyślać z opisu - Aryna Sabalenka wygrała. Ewidentnie zabrakło wtedy pierwszego serwisu (choć Coco zaserwowała raz asa z drugiego). Z tego gema zapamiętam akurat doskonałe returny oraz backhand Białorusinki. Ponadto, grała dość cierpliwie kiedy było trzeba. Innym elementem jaki doceniam u 26-latki jest to jak rozwinęła swoje tenisowe IQ. To wyszło w tym meczu. Później (9 gem) jeszcze ambitna nastolatka z USA nawiązała walkę kiedy Aryna Sabalenka serwowała na mecz, ale przy najważniejszych piłkach swoją kapitalną dyspozycję pokazała tenisistka z Mińska. Były w tym gemie piłki po 30 (świetny serwis Aryny) i po 40 (świetny serwis Aryny). I była też pierwsza i ostatnia piłka meczowa. Jak wyglądała? Wygrywający serwis Aryny. Czy można lepiej pokazać swoją formę? Chyba nie.


Tak jednym zdaniem. Coco wygrywała piękniejsze, ale Aryna ważniejsze piłki. To pokazuje co jest w tenisie ważniejsze. Aryna Sabalenka udowodniła klasę, ponieważ tutaj już miała rywalkę z najwyższej półki i były momenty w których mogła “spuchnąć”. Może nawet po części to się zdarzyło, ale jednak w wielu ważnych momentach Białorusinka uniosła ten mecz. Robi dokładnie to co wprowadziła do swojego repertuaru w styczniu 2023 roku, a więc gra świetnie i wytrzymuje presję. Nie wiem czy jest to sens pisać dużo więcej o jej tenisie, bo zakładam, że większość z Was to widzi. Strzela z forehandu doskonale, a return i serwis pracują znakomicie. Przy siatce spisywała się może nieco gorzej, ale dla lekkiego balansu siatka jej sprzyjała. Nie doszukuję się specjalnie minusów w jej grze, a może próbuję je znaleźć, a nie potrafię? Jeśli zatem widzicie mankamenty, które mogą stanowić punkt zaczepienia dla Qinwen Zheng w finale, to chętnie je poznam. Ja największe szanse upatruję w tym, że Aryna Sabalenka nie poradzi sobie z presją w finale, ale jest to coraz mniej prawdopodobne. Żeby nie było lukrowo to 2 zdania, które chcę napisać być może ze względu na moją gorycz wynikającą ze składu finału. Mimo, że z czasem zacząłem trochę przychylniejszym okiem patrzeć na wypowiedzi i zachowanie Aryny Sabalenki, właściwie zapominając o akcjach takich jak podczas ceremonii w Stuttgarcie z 2022 roku, to są rzeczy które nadal mi się nie podobają, a które chociażby dziś widziałem. Mam nieodparte wrażenie, że Białorusinka z premedytacją i pełną świadomością, iż demotywuje to rywalkę głośno krzyczy po wygranych punktach w ważnych momentach. To niefajne i chętnie usłyszałbym odpowiedź na pytanie czy jest tego świadoma. Pamiętam, że na Danielle Collins kiedyś spadł duży hejt za takie zachowania, choć fakt faktem - była w stanie to robić również po nieudanych zagraniach rywalki. Druga kwestia to te szpileczki w stronę publiczności (cyt.”Wczoraj mi nie kibicowaliście, ale dziś było ok”). Oczywiście jest to lekko żartobliwe, ale komu potrzebne? Czy wyobrażacie sobie takie słowa wypowiedziane przez Igę Świątek, Coco Gauff, Elenę Rybakinę czy Jessie Pegulę? Ja nie bardzo. 

I jeszcze słowo do Coco Gauff, aby tą huśtawkę skończyć emocjonalnie u górze, a nie dole. Lubię Cori, bo uważam, że jest fajną dziewczyną dźwigającą ogromne obciążenie medialne. Bardzo przykro oglądało mi się jej smutną twarz kiedy opuszczała Rod Laver Arena. W tym meczu pokazała, że jeśli chodzi o skalę talentu, to nie jest gorszą zawodniczką od Aryny Sabalenki, ale tenis to taka gra w której sam warsztat tenisowy jest ważną częścią składową, ale na pewno nie wszystkim. Natomiast jestem przekonany, że przed nią jeszcze wiele dobrego najpewniej w najbliższych miesiącach. Tym bardziej, że potrafi grać dużo lepiej i pewnie nie pokazała nam jeszcze pełnej skali swojego talentu, a i tak osiągnęła bardzo dobry wynik.

Jimmie48/Tennis Photography


Qinwen Zheng vs Dayana Yastremska 6:4, 6:4

Ja wiem, że faworytką tego meczu była Qinwen Zheng, ale naprawdę nie tylko sercem, ale też rozumem stawiałem na Dayanę Yastremską, która rozegrała znakomity turniej. Już po 2 setach ręce do gry w geście triumfu mogła wznieść Chinka, która po 10 latach będzie kolejną po Na Li Reprezentantką Kraju Środka w finale Australian Open. A co samego meczu. Zaczęła go lepiej Dayana Yastremska. Uwielbiam oglądać jej grę kiedy trafia. Robi to w niezwykle efektowny dla oka sposób. Pamiętacie Robina Soderlinga? Szwed i jego słynne gwoździe również siały spustoszenie w podobny sposób, choć technika uderzenia była zupełnie inna. W pierwszych 2 gemach Dayanie wychodziło praktycznie wszystko, a potem przyszedł 3 gem któremu chciałbym poświęcić chwilę. Na początku słabiutka gra i proste błędy Ukrainki, które doprowadzily do stanu 0:40 przy jej serwisie. Potem zryw i doprowadzenie do równowagi, a nawet przewagi dzięki grze takiej jak w dwóch pierwszych gemach. Huśtawka jednak dalej wciąż w ruchu i nie domknęła tego gema, ponieważ ryzykowała nadal, ale już z gorszym efektem. Pobudziło to Qinwen, która zaczęła grać bardziej pewnie. Jej skuteczność oraz błędy Dayany doprowadziły do odłamania. I tak zaczęło nam się fajne, wyrównane widowisko - powiedziałbym z lekkim wskazaniem na Chinkę, które trwało do 6 gema 1 seta, w którym przy dobiegu do jednej z piłek coś chyba naderwała w okolicach pachwiny Dayana. Chwilę później nastąpił medical time-out przy stanie 4:3 (z przełamaniem) dla wyżej notowanej zawodniczki. Ukrainka wróciła na kolejne 2 gemy w których wyglądała nawet ok - może niewiele gorzej niż na początku seta. Sam nie wiem czy była to przyczyna urazu czy tak po prostu. 24-latka nadal ryzykowała i grała w swoim stylu, ale niezbyt dobrze czuła się poruszając po korcie, do czego Chinka sprytnie ją zmuszała. Tutaj właśnie Qinwen zrobiła coś, czego za bardzo nie potrafiły zrobić poprzednie przeciwniczki Ukrainki - zmusić ją do biegania wzdłuż linii nieprzyjemnymi długimi uderzeniami. 

Zagadką było jak Dayana będzie prezentowała się w drugim secie, ponieważ w przerwie między setami udała się ponownie do szatni, aby skorzystać z pomocy medycznej. Wróciła jednak, a po jej mimice twarzy nie było widać grymasów bólu czy dyskomfortu. Niestety nawet po meczu nie jestem w stanie ocenić w jakim stopniu (czy nawet w ogóle) pachwina dokuczała jej w tym pojedynku. Drugi set był dla mnie trochę dziwny. Niby zawodniczki potrafiły wykorzystywać fajnie swój serwis, ale w ich grze pojawiały się przestoje i dziwne błędy. Ogólnie trochę tak jak w meczu Aryny Sabalenki z Coco Gauff. Więcej pięknych zagrań było po stronie Dayany, ale więcej skutecznych w ważnych momentach już po stronie Qinwen - to główna analogia oprócz zwyciężczyń, które nie były moimi preferowanymi jakie wyobrażałem sobie w tych 2 spotkaniach. I taki lekki metaforyczny off-top. Nieważne co na zewnątrz, a ważne co w środku, bo tak jakoś skojarzyło mi się te porównanie. Co jeszcze o drugim secie? Był pełen ofensywnych zagrań i błędów, co nie jest jakimś wybitnym zaskoczeniem przy stylu gry obu zawodniczek. Forehandy po linii Dayany Yastremskiej są przecudowne do oglądania. Przyznaję jednak, że te z backhandu grywane przez Qiwnen też są wizualnie niczego sobie. To jest dla mnie nowy element w jej grze którego jakoś specjalnie nie zapamiętałem z poprzednich sezonów. W tym miejscu jedno przemyślenie dotyczące trenera. Uważam, że Pere Riba świetnie przygotowuje taktycznie swoją podopieczną do spotkań. Mam wrażenie, że ich współpraca może przynieść lepsze efekty niż ta z Wim Fissetem. Oboje mają ku temu fajny, dodatkowy ambicjonalny powód, bo zarówno Qinwen, jak i Pere zostali nieco “na lodzie” w niespodziewanych okolicznościach przy poprzednich współpracach, które z boku mogą wyglądać na budzące wątpliwości. Oczywiście nie znam szczegółów, ale widzę tutaj lekki smaczek. A, że Pere Riba jest świetnym trenerem nie mam złudzeń od dawna. Najnowszym na to dowodem jest jak świetnie odrobił lekcję przed półfinałem, poświęcając zapewne sporo czasu na analizę gry Dayany. Jedną z najlepszych decyzji Qinwen na korcie było ryzykowanie przy drugim serwisie zawodniczki z Odessy. Dzięki temu miała okazję wybijać ją trochę z rytmu i toteż robiła. Ograniczyła na tyle ile się da (bo nie da się całkowicie) dopuścić do sytuacji w których jej rywalka szybko przejmuje pełną kontrolę w wymianie. Tego też trochę żałuje, ponieważ oglądać jak 96 (choć od najbliższego poniedziałku już 29) zawodniczka świata potrafi z imponującą lekkością przejmować kontrolę w wymianie było godne podziwu. Chinka pokazała w tym meczu za to jak wciąż się rozwija jeśli chodzi o wszystkie elementy gry. Jej rozwój jest wręcz podręcznikowy i nadszedł moment w którym zapewne wejdzie do ścisłej elity. Rozumiem przez to, że jest to jedna z głównych kandydatek do zakończenia sezonu w top 10 i zdecydowanie nie piszę tego tylko z powodu punktów jakie wywalczy sobie w Australii. Po prostu dokona progresu w grę, a już wcześniej niewiele brakowało do tych miejsc. 

Jimmie48/Tennis Phography

Myślę wciąż o sytuacji z urazem Dayany. Nie chcę jej usprawiedliwiać - tym bardziej, że pamiętam dość kontrowersyjne krecze w jej karierze, ale tutaj jakbym widział lekki brak energii i tego błysku z poprzednich spotkań. Myślę, że mogło jej coś doskwierać. Pamiętajmy też, że to był 9 mecz Ukrainki podczas Australian Open. Na pewno był on najgorszy w turnieju głównym. Zastanawiam się właśnie czy było to wywołane kondycją, problemami zdrowotnymi powstałymi podczas meczu czy też kwestią dyspozycji dnia. Odrzucam opcję, że Dayana Yastremska nie wytrzymała presji. Pod tym względem Ukrainka udźwignęła ten turniej, co jest bardzo ważne na przyszłość. 

Ten mecz przyniósł mi jedno zagadnienie. Czy Dayana Yastremska jest w stanie wdrażać w swoją grę plan B? Dziś mam wrażenie, że byłoby to przydatne chociażby po to, aby zaskakiwać rywalkę i zmuszać ją do większej analityki sytuacji podczas spotkania. To ważne i pomocne. Uważam, że to czy to potrafi lub czy ewentualnie będzie się w stanie tego nauczyć w najbliższym czasie może okazać się kluczowe dla jej kariery. Szalenie trudno będzie jej cały sezon utrzymać taką skuteczność gry przy stylu jaki prezentuje, a okazjonalna większa gra kombinacyjna byłaby bardzo przydatna mogąc przechylić kilka zwycięstw na jej korzyść. Na pewno takie urozmaicenie sprawiłoby też, że będzie groźniejsza od rywalek. W innym przypadku wszystko będzie oparte na jednym z najbardziej ryzykownych (i efektownych) stylów w tourze. Dla oglądania fajne, ale dla wyników niekoniecznie zawsze. Chyba, że jej celownik będzie cały czas tak precyzyjny, ale to by znaczyło, że mamy fenomenalną zawodniczkę w tej materii. Dobrym pojedynczym przykładem braku kombinacji w grze jest wynik 5:4 (30:30) dla Qiwnen w drugim secie dzisiejszego spotkania. Ten atomowy return wtedy nie był potrzebny, a dobrze rozegrana akcja mogłaby dać break-pointa. Po serwisie Chinki miała piłkę, którę śmiało mogła mniej ryzykować, a zagrać tak żeby zdobyć przewagę sytuacyjną w akcji. Mam wrażenie, że w kilku momentach mogła zrobić to co robiła Qinwen, czyli lekko przeczekać - nawet nie oddawać inicjatywy, ale pograć crossem i pozwolić Chince popełnić błąd lub zaczekać na lepszą piłkę do ataku. Po cichu marzy mi się, aby Dayana poszła za ciosem stawiając na rozwój, a nie spoczęła na laurach, bo to jej czas. Może dobrą opcją byłoby dołączenie do sztabu kogoś z wizją? Pamiętam jednak, że jej współpracą z Saschą Bajinem trwała niecały rok, a to facet z wielką wiedzą i charyzmą. W sumie to ja chętnie w jej sztabie zobaczyłbym doskonałego analityka jakim jest Maciej Synówka. Trochę puściłem wodzę fantazji, ale ciekawi mnie jaki byłby efekt. W każdym razie to był turniej, z którego może być bardzo dumna i szczęśliwa, co zresztą napisała dziś na swoim Instagramie. Ułatwi też jej zdecydowanie udział w turniejach, gdzie gra się o największą stawkę, ponieważ zdobyte tutaj punkty dają komfort rankingowy na dobrych kilka miesięcy. Jest już w pierwszej 30 i ma fajną pozycję do ataku wyżej. Ja liczę, że w tym sezonie po raz pierwszy wkroczy do elitarnego grona top 20, ponieważ do tej pory jej najwyższy ranking to 21 pozycja. Najlepszy ranking w karierze będzie miała przy swoim nazwisku od kolejnego notowania również Qinwen Zheng, ponieważ w zależności od wyniku finału będzie to odpowiednio 6 lub 7 lokata. Wielkie chwile dla zawodniczki z Chin, jak i całego kraju, który przecież nie ma zbyt wielkich tenisowych tradycji, bo jeśli Qinwen wygra Australian Open, to z automatu może stać się drugą najbardziej utytułowaną po Na Li zawodniczką pochodzącą z kraju o największej populacji na świecie.


Został tylko finał

To wszystko w tym przedostatnim podsumowaniu, a ostatnim które dotyczy więcej niż jednego meczu. Sam jestem zaskoczony, że biorąc pod uwagę ich przebieg byłem w stanie napisać blisko 5 stron, ale cieszę się, że utrzymuję wydolność prawie do samego końca (zobaczymy jak to wyjdzie przy ostatnim meczu). Jestem ciekaw Waszych opinii na temat dzisiejszych półfinałów - między innymi czego zabrakło Coco Gauff, czy problemy zdrowotne utrudniły grę Dayanie Yastremskiej czy też oczywiście - jak według Was będzie wyglądał mecz finałowy. Ogólnie wszystkiego co myślicie, bo dyskusje na merytorycznym poziomie o tenisie są czymś wspaniałym. Nie ukrywam, że dla mnie dużą faworytką meczu o trofeum jest Aryna Sabalenka, ale tenis już wiele razy potrafił zaskoczyć.


---------

PS A jeśli doceniasz moje teksty, mam prośbę o zaobserowanie na “X”. Będę tam wrzucał regularnie artykuły, a nie ukrywam, że zasięgi (a może dopaminy z nimi związane) są sporą motywacją do tworzenia nowego contentu! Link TUTAJ : https://twitter.com/Kamilku16


I jeszcze polecajki 2 miejsc, które szczerze rekomenduję wszystkim fanom tenisa!

Profil na X “Z kortu - informacje tenisowe | Tennis news”, gdzie znajdziesz na bieżąco wszystkie informacje o tym co dzieje się w tenisie. Mateusz jest dla mnie takim Łukaszem Bokiem z KiKŚ dla tenisa, a jego informacje są zawsze rzetelne i błyskawiczne. Link TUTAJhttps://twitter.com/z_kortu

Grupa na Facebooku “Nie Śpię, bo oglądam tenis”, gdzie możesz przeżywać tenisowe emocje wspólnie z innymi miłośnikami w zdrowej i kulturalnej atmosferze na bieżąco. A tenisowych freaków w Polsce jest już naprawdę dużo. Link TUTAJhttps://www.facebook.com/groups/178960806040159

Myślę też, że kanał na YouTube oraz profil na Instagramie Australian Open mogą być również dobrym miejscem dla Ciebie.

---------

Poznaj mój Skarb Kibica WTA!

Zapraszam Cię serdecznie do zapoznania się z moim "Skarbem Kibica WTA 2024". To 139 stron pasji do tenisa i być może interesujących dla Ciebie informacji. Znajdziesz go klikając poniżej.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Odejście Tomasza Wiktorowskiego i moje opinie o sztabie Igi na przyszłosć

Sandra Zaniewska: Tenis na przestrzeni lat stał się bardziej agresywny, ale korty wolniejsze

Skarb Kibica WTA 2024