Co nas czeka w deblu i mikście w najbliższym sezonie?
Sezon tenisowy 2024 zapowiada się niezwykle interesująco również w grach podwójnych. Główne powody są dwa: po pierwsze u schyłku sezonu 2023 rozpadło się kilka par bardziej lub mniej dominujących na „szerokich kortach” w ostatnich latach, a po drugie mamy Igrzyska Olimpijskie w Paryżu. Ten ostatni aspekt pozwoli wyjść z cienia również grze mieszanej i – jak to bywa raz na cztery lata – na moment pozbyć jej się łatki quasi-pokazówki.
To "gościnny" artykuł na moim blogu autorstwa Jarka Kolasińskiego, który
posiada ogromną wiedzę na ten temat tenisa, a swoją wiedzę potrafi przelać
na papier w bardzo intrygujący sposób. Jest mi bardzo miło, że zgodził się
napisać tekst na potrzeby tego projektu, który przeczytacie poniżej.
Rozwody i nowe związki
Liczne rozwody renomowanych par zaowocowały (zaowocują?) pojawieniem się debli bardziej lub mniej nowych. Typowym „mniej nowym” jest ten zgłoszony do Australian Open belgijsko-tajwański Elise Mertens/Hsieh Su-Wei. Elise rozstała się ze Storm Hunter, Hsieh zaś miała o tyle „łatwiej”, że Czeszka Barbora Strycova zakończyła karierę, z młodej Chinki Tajwanka po prostu musiała zrezygnować, skoro „stara” partnerka z Leuven była akurat „na wydaniu”. W ten sposób powstał nowy/stary duet, który ma na swoim koncie spore sukcesy (wygrany Wimbledon 2021) i z pewnością odegra sporą rolę w największych turniejach roku 2024.
Największą „rozwodową” sensacją kończącego się sezonu było rozstanie (grającej razem już w juniorskich czasach) znakomitej pary Barbora Krejcikova/Katerina Siniakova. Niezwykle utytułowane Czeszki (złoto olimpijskie w Tokio, karierowy Wielki Szlem i mnóstwo innych sukcesów) roku 2023 nie zapiszą sobie w CV jako sezonu szczególnie udanego. O ile zaczęły po swojemu (wygrana w AO oraz Indian Wells), to później na zmianę kontuzjowane i ewidentnie coraz gorzej się dogadujące mistrzynie – przegrywały. I to czasem w sposób mocno zaskakujący, czego przykładem jest klęska w Cancun. W finałach Billie Jean King Cup gołym okiem było widać ewidentny brak chemii między zawodniczkami, co przełożyło się na wynik w spotkaniu z Kanadą. To debel pozbawił reprezentację Czech awansu do finału. Barbora i Katerina rychło po tej klęsce oświadczyły, że kończą współpracę, choć nie wykluczają wspólnego startu na Igrzyskach Olimpijskich. Siniakova w 2023 grać będzie z Australijką Storm Hunter, a Krejcikova z Niemką Laurą Siegemund. Z tą ostatnią grywać próbowała swego czasu dawna gwiazda czeskiego kobiecego debla – Lucie Hradecka, która wyraziła niedawno przypuszczenie, że lekko nie będzie, ponieważ Laura ma w zwyczaju dyrygować na korcie w taki sposób, że nie pozostawia partnerce przestrzeni na cokolwiek własnego. Ciekawie będzie to sprawdzić, tym bardziej że Barbora również pełniła w swoich deblach rolę dyrygentki.
Listę rozwiedzionych należy uzupełnić o cenione Japonki Enę Shibaharę i Shuko Aoyamę. Ta pierwsza grać będzie w Melbourne z Desirae Krawczyk (USA), ta druga z Serbką Aleksandrą Krunic. Japońskiego rozwodu nie trakowałbym jednak zbyt serio – z uwagi na Igrzyska. Wspomniana D. Krawczyk „rzuciła” natomiast Holenderkę Demi Schuurs, która zgłosiła się do turnieju w Melbourne) wspólnie z Laurą Stefani z Brazylii.
Niestety nie zobaczymy w nowym sezonie znakomicie i efektownie grającego duetu Taylor Townsend (USA)/ Leylah Fernandez (Kanada). Kanadyjka ewidentnie skupić się zamierza na singlu (nabrała wiatru w żagle po zdobyciu BJKC?). Amerykanka stworzy niezwykle interesujący debel z Beatriz Haddad Maią z Brazylii. Nie zdziwiłbym się, gdyby para ta okazała się sensacją nadchodzącego sezonu. Papiery na to posiada i to porządne.
Kto jeszcze powinien być mocny w wyjątkowym, bo olimpijskim sezonie?
Oprócz duetu amerykańsko-brazylijskiego oraz wspomnianego na początku belgijsko-tajwańskiego, a także obu nowych duetów stworzonych przez K. Siniakova i B. Krejcikovą, za faworytki do najważniejszych tytułów można uważać „stare” deble takie jak Gabriela Dabrowski (Kanada)/Erin Routliffe (NZL), Nicole Melichar-Martinez (USA)/Ellen Perez (Austraalia), Ludmiłą Kiczenok (Ukraina)/Jelena Ostapenko (Łotwa). Nie wolno zapominać o Coco Gauff i Jessice Peguli, chociaż czy ta para przetrzyma coraz bardziej zdecydowane parcie Coco do sukcesów singlowych, to rzecz do dyskusji ze szklaną kulą.
Skoro mowa o najlepszych obecnie amerykańskim deblu - mimo zbliżających się igrzysk w Paryżu - par narodowych zbyt wiele w czołówce nie widać - zapewne pojawi się ich więcej na mączce. Warto jednak zauważyć kolejną próbę reaktywacji francuskiego duetu Kiki Mladenovic/Caroline Garcia, który swego czasu przeciwniczki wolały omijać szerokim łukiem, ale dziś przesadnie się go już nie obawiają. Czy należy się obawiać ewidentnie szykujących się na Paryż Węgierek Timei Babos i Anny Bondar? Też niekoniecznie. A czy bać się Elise Mertens? Z kim stworzy olimpijska reprezentacyjna parę? Tego nie wiadomo. Oczywiście „w okolicach” Igrzysk pojawi się wiele ciekawych par, więc fani debla zacierają ręce, licząc na to że jakieś duety „jednokrotnego użytku” (złożone z niegrających zwykle ze sobą deblistek lub singlistek z wysokiej półki) wywrócą medalowy stolik. Na przykład kanadyjska para reprezentacyjna Gaby Dabrowski/Leylah Fernandez, która w finałach BJKC’23 pokazała deblowy tenis wręcz znakomity. Jaką grę zaprezentują w 2024 Magda Linette (ponownie z Bernardą Perą USA) i Katarzyna Piter (z Lidziya Marozawą)? Oby podobną do pokazanej w kończącym się roku. Czy obie panie zagrają razem na Igrzyskach? Czy któraś z nich wystąpi w mikście z Janem Zielińskim? Tego nie wiedzą nawet ci dziennikarze, którzy Igę Świątek pytają o olimpijskiego debla wspólnie z Magdą, choć wszyscy wiemy, że go nie będzie.
Dzieje się również u mężczyzn i w mikście
Również w ATP mieliśmy na przełomie 2023 i 2024 roku nieco rozwodów. Rozpadło się kilka par w najwyższej półki: Wesley Koolhoof (Holandia)/Neal Skupski (Wielka Brytania), Jean-Julier Rojer/ Marcelo Arevalo (i kilka innych, mniej liczących się w stawce). Wesley grać teraz będzie z Chorwatem Nikolą Mekticiem, Neal z Santiago Gonzalezem z Meksyku, a J.-J. z Llloydem Glaspoolem z Wielkiej Brytanii. Natomiast Salwadorczyk Arevalo z Mate Paviciem z Chorwacji. Nie rozpadły się na szczęście takie renomowane deble jak Rajeev Ram (USA)/Joe Salisbury (Wielka Brytania), Ivan Dodig (Chorwacja)/Austin Krajicek (USA) oraz Rohan Bopanna (Indie)/Matthew Ebden (Australia). Wszystkich wyżej wymienionych zaliczyłbym do faworytów nadchodzącego sezonu – nie licząc igrzysk olimpijskich. Miejmy nadzieję, że grono to uzupełnią Jan Zieliński z Hugo Nysem, a nie wolno zapominać o Marcelu Granollersie (Hiszpania) z Horacio Zeballosem (Argentyna) czy „gotowych do igrzysk” Niemcach Kevinie Kravietzu i Timie Puetzu, a także nowo-starej parze francuskiej.
W sezonie 2023 bardzo brakowało mi będących w dobrej formie Nicolasa Mahuta z Pierrem-Huguesem Herbertem, wielce utytuowanych francuskich mistrzów. Niestety – to już raczej melodia przeszłości. Próbowali się zejść ponownie – niezbyt to wyszło. Natomiast zaskakująco dobrze grał Edouard Roger-Vasselin i prawdopodobnie to właśnie on z Mahutem stworzą w 2024 debel, który powinien się liczyć – być może również w walce o olimpijskie medale.
Niemcy. Francuzi, Argentyńczycy (Maximo Gonzalez/Andres Molteni, Federico Cerundolo/Tomas Matthias Etcheverry), Australijczycy (Rinky Hijikata/Jason Kubler, Thanasi Kokkinakis/Aleksy Popyrin, nadto Matthew Ebden, Jordan Thompson, John Peers…), cały tłum gotowych do gry na igrzyskach Włochów (Lorenzo Sonego, Simone Bolelli, być może Jannik Sinner). A kto z Amerykanów? Co oznacza zgłoszenie się do Australian Open pary Christopher Eubanks/Ben Shelton? A nasi? Czy w Paryżu Hubert Hurkacz zagra debla z Janem Zielińskim? Byłoby to wielkie wyzwanie z uwagi na występ w singlu i mikście.
Ta ostatnia konkurencja jak zwykle sypnie niespodziankami, a jak ma być inaczej, skoro wystąpi sporo par egzotycznych, które na największych turniejach wspólnie pojawiają się jedynie na party lub w restauracji? Iga z Hubertem, Beatriz Haddad Maia z Marcelo Melo, a być może Felix Auger-Aliassime z Leylah Fernandez? Interesujący byłby wspólny występ Kateriny Siniakovej z Tomasem Mahacem, którzy już oficjalnie rozpoczęli ścisłą współpracę poza kortem… Jeśli do listy dopisać Jessikę Pegulę z którymś z rodaków może Coco, a może i Paulę Badosę (kto wie…), to od razu widać, że turniej mikstowy w Paryżu będzie niezwykle ciekawy i zapewne pełen niespodzianek, będących znakiem rozpoznawczym gier podwójnych, a w roku olimpijskim szczególnie.
Tak więc będzie co obserwować i rozgrywki deblowe oraz mikstowe powinny nam przynieść wiele emocji i jak to bywa w tenisie - dużą liczbę niespodzianek.
Dziękuję Jarek Kolasiński za napisanie tego tekstu!
PS Mam do Ciebie małą prośbę! Jeśli doceniasz mój wkład w tworzenia tego bloga i wydaje Ci się interesujący, zaobserwuj mnie proszę na platformie "X" gdzie chce regularnie rozwijać swój profil dzieląc się z Tobą swoimi tenisowymi przemyśleniami, jak i informując o nowych tekstach czy nowych materiałach. Mój profil znajdziesz TUTAJ: https://twitter.com/Kamilku16
Komentarze
Prześlij komentarz