Nasza duma - dotychczasowa kariera
Moje pierwsze skojarzenia z Igą Świątek nie wiążą się z jakimś wyjątkowym momentem. Ot młoda Polka, zaczęła dobrze prezentować się dobrze na turniejach juniorskich, co wewnętrznie kazało mi zanotować sobie w głowie jej nazwisko. Nie była to jednak tak ścisła obserwacja jak chociażby kiedy jako dzieciak bardzo cieszyłem się mogąc oglądać początki Agnieszki Radwańskiej na Wimbledonie. To czasy kiedy transmisje były trudniej dostępne, a oglądanie juniorek były czymś trudno osiągalnym. A Isia jako juniorka radziła sobie doskonale. Pamiętam kiedy zaczęła robić pierwsze niespodzianki i wraz siostrą walczyły z potężnym wtedy duetem Agnes Szavay i Victoria Azarenka. Agnieszka już wtedy była świetna na trawie, co potwierdziła wygrywając turniej juniorski Wimbledonu w 2005 roku. Isia miała później jeszcze kapitalne wspomnienie z rozgrywek seniorskich na trawie - jak zresztą całą karierę. A my kilkanaście lat później mogliśmy przeżyć coś w rodzaju deja vu. To dzięki pewnej dziewczynie z Raszyna, która kiedy Agnieszka Radwańska wygrywała juniorski Wimbledon miała tylko 4 latka. Kilkanaście lat później sama powtórzyła sukces swojej utytułowanej koleżanki, wygrywając ten sam turniej. A to były pierwsze sukcesy dziewczyny, która ma dopiero 22 lata, a już osiągnęła wyniki, które można traktować jako legendarne.
Ten tekst ma pozwolić Ci “przejść” w dużym skrócie i poznać dotychczasową historię Igi Świątek. Mam nadzieję, że choć w części spełni swoje zadanie.
Spokojne początki jako nastolatka
Iga Świątek na początku zaczęła odnosić w wielkich szlemach sukcesy deblowe. Momentem kiedy baczniej zacząłem śledzić jej rezultaty były chyba jej zwycięski juniorski Wimbledon. I nieskromnie przyznam, że analizując mecze szybko dostrzegłem naprawdę duży potencjał i błysk w grze, który nie jest wcale tak charakterystyczny nawet dla doświadczonych zawodniczek. 2018 rok kiedy łączyła jeszcze karierę juniorską z seniorską dawał już dużo takich znaków. Bo mniej więcej w tym czasie zbierała też pierwsze większe doświadczenia w seniorskim tourze, Wtedy również w nim odnosiła pierwsze sukcesy jakimi dla 17-latki są wygrane w turniejach z pulą 60 000 dolarów, które pozwoliły jej zakończyć sezon w najlepszej 200 rankingu.
Kolejny rok to podręcznikowy rozwój, w którym Polka weszła na dobre do gry w seniorskich. Miała też coraz częściej możliwość spotkania się z najlepszymi zawodniczkami w tourze podczas turniejów. I radziła sobie w nich od początku całkiem nieźle. Pierwszy raz w top 100 zadebiutowała 15 kwietnia 2019 roku, czyli 1,5 miesiąca przed osiągnięciem pełnoletności. Miało to miejsce po finale WTA 250 w Lugano, gdzie uległa w trzech setach Polonie Hercog. Ten wynik można uznać za pierwszy większy sukces Raszynianki w głównym tourze. Kolejny nastąpił na przełomie maja i czerwca kiedy sprawiła sobie prezent na “18-tkę” grając w tym czasie Rolanda Garrosa, gdzie doszła aż do IV rundy. Na tym etapie nie miało jeszcze zbyt wiele do powiedzenia w starciu z wielką mistrzynią Simoną Halep, która dała jej srogą lekcję. Myślę jednak, że to zaprocentowało w przyszłości, ale o tym później. Bo Iga w 2019 odnosiła wygrane godne odnotowania dla każdego interesującego się tenisem. To w tym roku odniosła zwycięstwa z tak uznanymi nazwiskami w tourze jak Bernarda Pera, Ons Jabeur, Shelby Rogers, Caroline Garcią, a przede wszystkim Caroline Wozniacki.
Osobiście pamiętam dobrze kiedy oglądałem z Tatą mecz II rundy US Open 2019 przeciwko Anastasji Sevastovej. Powiedziałem wtedy mu, że jestem przekonany, że Iga ma papiery aby być wybitną tenisistką. Podczas tego spotkania popełniła jeszcze wiele błędów - szczególnie serwisowych, ale sportowo w dużej części meczu prezentowała się lepiej niż bardzo dobra w tym okresie Łotyszka, która była rozstawiona w turnieju z numerem 12. Iga Świątek zakończyła sezon na 60 pozycji, a jedyną młodszą tenisistką, która uplasowała się wyżej od niej była Amanda Anisimova. Jako ciekawostką podam zaś, że w “setce” znalazła się jeszcze jedna młodszą zawodniczka. To Coco Gauff.
Początek bajki - 2020
Ogromna ilość argumentów przed sezonem 2020 przemawiała, że będzie on jeszcze lepszy. Lecz zapewne pamiętasz jaki to był rok na świecie. Wirus covid skutecznie zatrzymał również tenisowy świat, a od okolic lutego-marca zdecydowana większość turniejów była odwoływana i tak było działo się właściwe do końcówki sierpnia. Tak więc jedynym większym testem do tej pory było w zasadzie Australian Open, które było dobre, ponieważ “Nasza duma” odpadła w IV rundzie po wyrównanym meczu z Anett Kontaveit oraz występ w Doha gdzie było gorzej, bo przegrała w drugim meczu. Tutaj znowu zatrzymam się na mały off-top. Ależ jestem szczęśliwy, że mogę być dumnym posiadaczem piłki z autografem Igi po meczu III rundy Australian Open z Donną Vekic z tamtego sezonu. Wylicytowałem ją na aukcji charytatywnej organizowanej przez członkinię grupy “Nie Śpię, bo Oglądam Tenis”. Mam nadzieję, że dzięki temu komuś pomogłem. Bo radości jaką mi dała trudno jest opisać. To wartość porównywalna dla mnie dla niektórych moich organów, które z pewnością są bardziej zaniedbane niż spoczywająca na półce kortówka :)
Nie będę tu pisał więcej o pandemii, bo to smutny okres, a Iga jest zbyt pozytywna, aby lokalizować ją w jednych zdaniach z niefajnym czasami. Tym bardziej, że dzięki niej nasza szara i ponura jesień stała się jakby bardziej kolorowa i piękniejsza. Nastąpiło to po paradoksalnie smutnym lecie, ponieważ bodajże po raz pierwszy w powojennej historii nie mieliśmy tenisowych rozgrywek latem. Te wyjęte ze sportowego życia kilka miesięcy było bardzo kłopotliwe dla oceny dyspozycji zawodniczek. Dopiero pod koniec sierpnia tour wrócił do życia i to od razu w Stanach Zjednoczonych. Początek Igi nie był tam może najlepszy, ponieważ Polka przegrała z Christiną McHale w pierwszym spotkaniu po powrocie, ale w kolejnym turnieju jakim było US Open - było już dużo lepiej. Raszynianka odpadła w trzeciej rundzie, ale jej mecz z Wiktorią Azarenką naprawdę mógł się podobać. Mimo, że wynik tego nie odzwierciedla (4:6, 2:6), to przez dużą część pojedynku była naprawdę równorzędną rywalką dla Białorusinki, która finalnie doszła do finału turnieju. Zresztą Wika po meczu wypowiadała się o młodej Polce w samych superlatywach.
Później tour już praktycznie jesienią przeniósł się z Europy, gdzie Iga w pierwszym spotkaniu przegrała z Holenderką Arantxą Rus (Rzym WTA 1000). Niezbyt udany europejski debiut, a po nim był już czas na Roland Garros, który był dla Polki ostatnim turniejem w sezonie. Ten turniej dzięki Idze już na zawsze zapisał się w historii polskiego tenisa. Przy pustych trybunach (mogło na nich zasiąść maksymalnie 1000 widzów, przez co duże obiekty świeciły pustkami) Iga od początku szła jak burza, tornado, dynamit (wybierz odpowiednie słowo). Już zwycięstwo w pierwszej rundzie było bardzo dobrym prognostykiem, ponieważ pokonała finalistkę z ubiegłego roku - Marketą Vondrousovą. Ale prawdziwy pokaz mocy nastąpił w czwartej rundzie kiedy to po znakomitym spotkaniu pokonała doskonałą przecież na ziemi Simonę Halep (6:1, 6:2). Rumunka w Paryżu była rozstawiona z numerem 1 będąc przez bukmacherów uważaną za główną faworytkę do zwycięstwa w całym turnieju. W moim odczuciu mimo wielu doskonałych spotkań “Naszej dumy” jest to nadal jedno z jej 5 najlepszych spotkań w jej dotychczasowej karierze. Była przecież w nim właściwie bezbłędna i zdominowała znakomitą Rumunkę. Od tego meczu do mojego słownika przy meczach Igi dodałem stwierdzenie “killer instinct”, ponieważ wtedy był naprawdę odczuwalny.
Drabinka turniejowa ułożyła się tak, że w ćwierćfinale i półfinale Iga miała stosunkowo łatwiejsze rywalki z którymi poradziła sobie bez większych kłopotów. W finale czekała na nią już zaprawiona w ważnych bojach Sofia Kenin. Przebieg meczu jednak nie różnił się specjalnie od poprzednich spotkań. Co prawda w pierwszym secie Amerykanka walczyła (doprowadziła m.in. do remisu ze stanu 3:0), ale w najważniejszych momentach nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Rozsądna, dojrzała i skuteczna gra Igi pozwoliła wygrać to spotkanie 6:4, 6:1 i tak oto powstała historia! Coś co wydawało się niemożliwe, stało się możliwe. Niezwykle utalentowana Polka pokazała, że ma nie tylko umiejętności, ale też imponujący zwycięski mental i siłę charakteru. Kiedy wznosiła do góry puchar imienia Phillipa Chartier po raz pierwszy podczas oglądania tenisowego spotkania łzy spłynęły po mych policzkach. Dziewczyna zajmująca 54 miejsce na świecie wskoczyła do najlepszej 20, ale ważniejsze w tym wszystkim było, że zapisała się w historii, a najważniejsze, iż mogliśmy się przekonać jak wielką jest mistrzynią. Byłem przekonany, że słowa które wtedy padły - że “nic się nie skończyło, a to się dopiero zaczyna” było jedynym możliwym proroctwem. Wtedy też powstała po “1 Wencie - 16 sekund” powstała “1 Iga”, czyli nowa jednostka czasu dla Polaków, która wynosiła 1 godzinę i 15 minut, ponieważ mniej więcej tyle zajmowało Idze pokonywanie kolejnych rywalek w drodze po pierwszy tytuł.
2021 - ustabilizowanie w elicie i kroczki do przodu
Co by nie pisać rok 2021 mógł być niewiadomą, ponieważ historia zna przypadki mistrzyń jednego turnieju, które następnie prezentowały się poniżej oczekiwań. Jelena Ostapenko, Emma Raducanu czy Bianca Andreescu to pierwsze przykłady z brzegu, Szczególnie, że w przypadku ich zwycięstw można doszukać się kilku podobieństw do sukcesu Igi. Wielki sukces w młodym wieku jako przebojowa, nierozstawiona zawodniczka. Potem przychodził jednak brak nadzwyczajnych wyników. Na to nakładał się kolejny czynnik godny odnotowania. Zainteresowanie i głód tenisowy po 2020 roku były na tyle duże, że trudno było z zaciekawieniem nie śledzić jak Polka poradzi sobie w pierwszym sezonie, gdzie będzie uważana jako zawodniczka z czołówki.
Iga nie zawiodła, ponieważ był to sezon w którym zrobiła kolejny progres jeśli chodzi o repertuar gry, a przede wszystkim zadomowiłą się w czołówce. Godne docenienia jest, że grała bardzo równo przez cały rok. Jako jedyna w każdym z turniejów wielkoszlemowych doszła do co najmniej IV rundy, W Rolandzie Garrosie o rundę dalej co oznaczało jednak, że nie obroniła tytułu. Przyznaję, że byłem lekko zaskoczony porażką Polki z Marią Sakkari, ponieważ we wcześniejszych meczach turnieju prezentowała się bardzo dobrze. Zresztą nie tylko tam, ponieważ swój największy jak się miało okazać sukces w 2021 roku osiągnęła w turnieju poprzedzającym French Open, a mianowicie WTA 1000 w Rzymie. Jakie inne wyniki Polski w tym sezonie były godne odnotowania? Przede wszystkim mało “wpadek” ze słabszymi zawodniczkami, bo chyba za taką można uznać jedynie przegraną z Aną Konjuh w Miami. Na wyróżnienie zasługują też wygrany turniej w Adelajdzie (WTA 500) i debiut w finałach Masters, który był jednak słodko-gorzki. Sam w sobie był oczywiście dużym osiągnięciem, ale niestety po porażkach w dwóch pierwszych meczach było wiadomo, że przygoda zostanie zakończona po fazie grupowej. Były łzy smutku w spotkaniu z Marią Sakkari, która w tamtym sezonie była zmorą Polki (3 porażki). Jednak ten smutek świadczył głównie o ambicji, ponieważ Iga zagrała naprawdę dobry sezon. Jako 20-laka zajęła na koniec sezonu 9 miejsce, będąc najmłodszą zawodniczką w czołowej 10 rankingu.
2022 - największa dominacja ostatnich lat
Rok 2022 z perspektywy czasu można nazwać burzą, a właściwie huraganem (wybierz odpowiednie według Ciebie słowo) powstałym w Raszynie, który zdominował cały tenisowy świat. Zacznę jednak nietypowo, bo nie od Polki. Chciałbym na początku wspomnieć o Ashleigh Barty, która była wcześniej numerem 1 i prawdopodobnie najlepszą tenisistką świata w latach 2020-2021. Na początek 2022 ponownie udowodniła swoją siłę kiedy to w świetnym stylu wygrała w Australian Open, ale to był ostatni turniej w jakim do tej pory wystąpiła. O Australijce jeszcze kilka słów później, a teraz wróćmy do Igi. Prestiżowy turniej w Melbourne był bardzo dobry także dla niej, ponieważ zakończyła swoją przygodę na półfinale, gdzie lepsza okazała się Danielle Collins. Dla Polki do dziś jest to najlepszy wynik na kortach w Melbourne.
W kolejnych dniach czy tygodniach (dokładnie nie pamiętam) miały miejsce 2 wydarzenia, które nazwałbym kamieniami milowymi nie tylko 2022 roku dla światowego tenisa. Od turnieju w Doha, który odbywał się w połowie lutego Iga Świątek weszła w jakiś trans podczas którego grała na wyjątkowo skutecznym, świetnym poziomie i wyniszczała po kolei kolejne rywalki sportowo oraz fizycznie niejednokrotnie wybijając im tenis z głowy. Iga wygrała WTA 1000 w Doha, po czym udała się do Indian Wells, gdzie pokazywała wielokrotnie charakter przegrywając pierwsze sety, ale wygrywając spotkanie po spotkaniu. W tym momencie z Australii gruchnęła bardzo ważna wiadomość. 26-letnia Ashleigh Barty zdecydowała się zakończyć karierę. Co to oznaczało? Zapanowanie bezkrólewia w kobiecym tenisie. Pań mających aspirację, aby zająć miejsce na szczycie było kilka. Aryna Sabalenka, Paula Badosa, Anett Kontaveit, Karolina Pliskova i oczywiście Iga Świątek. Po wygraniu przez Igę turnieju w Indian Wells, wszystko miało się rozstrzygnąć w Miami przed którym Iga miała doskonałą sytuację, ponieważ wystarczyło jej zwycięstwo w meczu II rundy z Viktoriją Golubic, aby zastąpić Australijkę na fotelu liderki. Iga nie tylko wykonała te zadanie, ale ponownie wygrała cały turniej. Tym samym jako czwarta w historii po Stefii Graf, Kim Clijsters i Wiktorii Azarence wygrała Sunshine Doybles. A my 4 kwietnia 2022 byliśmy świadkami historii, ponieważ Polka po raz pierwszy w historii objęła prowadzenie w rankingu WTA! Czy potem Iga spuściła z tonu? Nic z tych rzeczy. Cudowny huragan Iga pędził nadal i miał się dobrze. 21-letnia wtedy dziewczyna wygrywała tak jak wcześniej kolejne spotkania i turnieje. Dobrze, aby to wybrzmiało w jednym zdaniu. Iga Świątek triumfowała w 6 prestiżowych turniejach z rzędu, zwyciężając w Doha (WTA 1000), Indian Wells (WTA 1000), Miami (WTA 1000), Stuttgarcie (WTA 500), Rzymie (WTA 1000) i na końcu w Paryżu wygrywając po raz drugi wielkoszlemowego Rolanda Garrosa! Finalnie wygrała 37 spotkań z rzędu, tym samym bijąc wszelkie rekordy serii zwycięstw w XXI wieku. Takiej serii nie miała nawet Serena Williams. W tym czasie Polka przegrała raptem 5 setów. To były himalaje tenisa i pisanie historii po której o Idze Świątek musiał usłyszeć każdy kto choć w niewielkim stopniu interesuje się tym sportem. W pewnym momencie sezonu przewaga Polki nad drugą w rankingu zawodniczką była większa, niż między drugą a ostatnią notowaną! A w sieci można znaleźć wiele innych imponujących statystyk z tego okresu. I podobną liczbę memów.
W czerwcu nadszedł czas gry na trawie, gdzie Polka nie radziła sobie już tak dobrze. To musiało zresztą nastąpić. W III rundzie Wimbledonu pogromczynią polskiej historii została Alize Cornet zatrzymując licznik zwycięstw na magicznej liczbie 37. Później miała miejsce być może lekko niespodziewana jeszcze wtedy porażka z Caroline Garcią w Warszawie (jak się miało jednak okazać był to czas w którym Francuzka złapała wybitną formę) i tour przeniósł się do Stanów Zjednoczonych. W pierwszych turniejach Iga prezentowała tam mieszaną formę, ale każdy czekał na zwieńczenie tego okresu sezonu, a mianowicie US Open. Iga raczej nie była jedną z głównych faworytek i w pierwszych meczach nie błyszczała nadal formą do jakiej przyzwyczaiła nas w wyżej wspomnianej części sezonu. W IV rundzie Niemka Julia Niemeier przez 1,5 seta była bardzo realnym zagrożeniem do wyeliminowania Polki. Wtedy jednak “Nasza duma” po raz kolejny pokazała jaką jest wielką mistrzynią, przestawiając się ponownie na mistrzowski i nieosiągalny dla nikogo w tamtym sezonie tryb, jaki pozwolił na wygraną w 3 setach. Świetny mecz w 1/4 finału z Jessicą Pegulą, doskonały pojedynek półfinałowy z Aryną Sabalenką, a następnie wygrana w finale z Ons Jabeur po bardzo mądrym i równie dobrym spotkaniu. Tym samym Iga wygrała swój drugi wielki szlem w sezonie, a trzeci w karierze. I to nie na ziemi, gdzie gra jest stosunkowo wolna, ale na prawdopodobnie najszybszych kortach świata w Nowym Yorku. Chyba nie można było w lepszy sposób potwierdzić swojej dominacji i pokazać jaki to był wybitny sezon w jej wykonaniu.
Później ciśnienie mogło na szczęście nieco opaść, ale nadal miały miejsce prestiżowe turnieje, gdzie Iga bynajmniej nie zawodziła. Wygrana w San Diego (WTA 500), finał w Ostrawie (WTA 500), gdzie po doskonałym widowisku lepsza okazała się Barbora Krejcikova i przyszedł czas na drugie podejście do Mastersa - tym razem odbywającego się w Fort Worth koło Dallas. Tam Iga w znakomitym stylu, bo z kompletem zwycięstw przeszła fazę grupową, lecz w półfinale lepsza okazała się Aryna Sabalenka. W ten sposób zakończył się sezon Iga Świątek. Sezon na który trudno znaleźć odpowiednie sformułowania. Chyba najbardziej odzwierciedlały go liczby, dlatego za potwierdzenie niech posłuży, że Iga Świątek zdobyła w nim 11085 punktów, a druga Ons Jabeur 5055. Tak. Ponad 2 razy mniej. To było coś absurdalnie imponującego. Sezon historia.
2023 - utrzymanie dominacji
Nie będę tutaj za dużo pisał o ostatnim sezonie, ponieważ wiele o nim możesz przeczytać w innych miejscach. W największym jednak skrócie Iga znowu to zrobiła. Mam tutaj na myśli rozegranie spektakularnego sezonu w którym utrzymała na jego koniec pozycję numer 1 światowego rankingu. Zrobiła to mimo imponującej formy Aryny Sabalenki, która przez znaczną cześć sezonu znakomicie walczyła o tytuł najlepszej tenisistki, a przez kilka tygodniu była nawet numerem 1. Zrobiła to też mimo urazów, które wyeliminowały ją z udziału w turniejach w Miami oraz zmusiły do oddania walkowerem meczu ćwierćfinałowego w Rzymie, który przecież 2-krotnie wcześniej wygrywała. Iga Świątek jako jedyna zawodniczka w tourze wygrała 6 turniejów. Triumfowała w zawodach każdej rangi. Jej skalpy pochodzą z Paryża, gdzie po 3 zwycięstwach jest już chyba oficjalnie Królową Rolanda Garrosa, Pekinu (WTA 100), Stuttgartu (WTA 500), Doha (WTA 500), Warszawy (WTA 250) czy też nareszcie Cancun, gdzie odbył się Masters na koniec sezonu i w trzecim podejściu Polka tutaj też spełniła swoje marzenie o zwycięstwie. Wspaniała gra, doskonała forma fizyczna i mentalna sprawiła, że 22-latka wygrała ten turniej w znakomitym stylu. A wyzwanie nie było łatwe, ponieważ w wyścigu po numer 1 przed Cancun w dużo lepszej sytuacji była Aryna Sabalenka. Iga Świątek pokonała jednak Białorusinkę w półfinale, a w finale musiała pokonać Jessicę Pegulę, aby zakończyć sezon po raz drugi z rzędu jako no.1. Iga to zrobiła. Zresztą powiedzieć, że Iga Świątek wygrała turniej w Cancun to jakby nie powiedzieć nic. Polka totalnie zdominowała te zawody tracąc w 5 spotkaniach tylko 20 gemów. Oczywiście bez straty seta i bijąc w ten sposób rekord Justine Henin, która w drodze po tytuł Masters straciła 32 gemy. Taka wygrana na koniec sezonu pokazała jak silną jest zawodniczką. Dla przypomnienia były to przecież zawody w których występuję 8 najlepszych tenisistek na przestrzeni całego sezonu.
Tak pamiętam już zapisaną historię
Tak w skrócie wygląda moja perspektywa wspaniałych kart historii jakie zapisała już Polka. Historia, który ma się dopiero tworzy i ma przed sobą wiele rozdziałów. W wieku 22 lat ma na swoim koncie sukcesy, które pozwalają ją swobodnie stawiać w jednym rzędzie z wielkimi tenisistkami. A przed nią przecież jeszcze zapewne wiele lat wspaniałej kariery w których dostarczy nam multum emocji. Kolejne z nich czekają nas już w najbliższym sezonie, który zapowiada się równie emocjonująco i na który nie mogę się doczekać. Jestem przekonany, że Iga zrobi wszystko, abyśmy znowu mieli wiele powodów do radości. Pozostaje czekać.
Napisz co Ty najbardziej pamiętasz z kariery Igi i czy masz kamień
milowy związany z historią naszej wspaniałej tenisistki.
Komentarze
Prześlij komentarz