Pokolenie mam wraca do gry!
Ależ to może być fajny, rodzinny rok w tourze! Nie pamiętam kiedy ostatnio zbliżał się sezon w którym do cyklu, wracało po przerwie macierzyńskiej tyle wybitnych zawodniczek, jak będzie to miało miejsce w zbliżającym się wielkimi krokami starcie sezonu na Antypodach. Część z nich już co prawda dała o sobie znać w połowie tego sezonu, ale dopiero teraz wracają na dobre. Część powrotów mistrzyń dopiero nadchodzi. Bogate o nowe doświadczenia tenisistki będą chciały pokazać, że mama też potrafi zrobić rzeczy wielkie. Tym bardziej, że to Panie które potrafią na korcie bardzo wiele i nie ukrywam, że będę dopingował!
Już zaczęły grozić palcem!
Na początek skupię się na dwóch zawodniczkach, które odpowiednio polską wiosną i latem wróciły do touru. To oczywiście Elina Svitolina oraz Caroline Wozniacki, które zdążyły już wywołać radość i podziw u wielu kibiców.
Przede wszystkim na uwagę zasługuje 29-letnia Ukrainka, której wyniki jako mama są doprawdy imponujące. Wróciła do gry w marcu, a już w maju wygrała turniej rangi 250 w Strasbourgu. Następne wyniki były jeszcze bardziej imponujące, ponieważ w pierwszych 2 wielkich szlemach osiągnęła odpowiednio ćwierćfinał i półfinał! Mało tego, bo tutaj warto wspomnieć o nazwiskach. Na rozkładzie w tych turniejach miała takie zawodniczki jak Daria Kasatkina, Victoria Azarenka czy Iga Świątek. Takie wyniki kilka miesięcy po urodzeniu dziecka to kosmos! Imponować mógł też styl gry Eliny, która nadal porusza się po korcie jak w czasach najlepszej formy, wykorzystuje swoje duże tenisowe IQ, a przy tym potrafi grać bardzo cierpliwie, prowokując skutecznie rywalki do błędów. Tak więc jak za dawnych lat. Elina jest w moim odczuciu jedną z najlepszych tenisistek w XXI wieku, która nie ma w swojej kolekcji wielkiego szlema.
Kiedy rozgrywki przeniosły się do USA, wyniki tenisistki z Odessy były już
nieco gorsze, a na korcie pojawiła się po raz ostatni raz w Nowym Yorku, co
nie przeszkodziło Elinie żeby zakończyć sezon na znakomitym 25 miejscu. Wynik
godny podziwu, ponieważ grała przecież de facto nieco przez ponad pół sezonu
po roku przerwy. Teraz jednak ma rozpocząć rozgrywki od początku 2024 roku i
jeśli zdrowie dopiszę, to powrót do top 20 zdaje się być formalnością. A
kto wie, może nawet wygrana w wielkim szlemie jest wciąż realna? To dopiero
byłaby wspaniała historia. Z Gaelem oraz Skyiem Monfilsem u boku i flagą
Ukrainy ze sobą. Trudno nie trzymać kciuków, bo wydarzenie byłoby to
spektakularne.
Sympatię może wzbudzać również nasza polska Caroline Wozniacki, która wróciła do cyklu po jeszcze dłuższej przerwie. Caro po Australian Open 2020 oficjalnie zakończyła karierę. Bez profesjonalnego tenisa wytrzymała ponad 3 lata, a w tym czasie wydarzyło się u niej wiele wspaniałych rzeczy. Wraz z byłym zawodnikiem NBA - Davidem Lee zostali szczęśliwymi rodzicami dwójki dzieci - Olivii i Jamesa. Powrót w wieku 33 lat budził wielu pytań, jednak Caroline szybko zdołała uciszyć wszystkich sceptyków. Była liderka światowego rankingu co prawda podczas pierwszych swoich turniejów (w Montrealu i Cincinnati), gdzie grała dzięki dzikiej karcie, nie zaimponowała może jeszcze formą, lecz jej wyniki i gra podczas US Open już tak, ponieważ zagrała tam znakomicie. Pokonała w kapitalnym stylu Petrę Kvitovą oraz Jennifer Brady i uległa dopiero w czwartej rundzie późniejszej triumfatorce turnieju - Coco Gauff. Był to jednak pojedynek stojący na bardzo wysokim poziomie w którym Amerykanka musiała mocno się nagimnastykować, aby pokonać Dunkę. Niepokoić może jedynie brak występów w ostatniej części sezonu, jednak po jej mediach społecznościowych widać, że intensywnie ćwiczy, aby być gotowa z formą na nowy sezon.
Jestem przekonany, że jeśli złapie w pełni swój rytm i rozegra pełny sezon, to miejsce w 50 rankingu na koniec sezonu 2024 jest planem minimum. Natomiast dużo lepszy ranking, jak i drugie tygodnie wielkiego szlema czy wygranie 31 (sic!) turnieju w karierze są czymś jak najbardziej realnym.
Z Puszczykowa do Australii
Zostając przy wątku polskich korzeni, chciałbym poświęcić kilka akapitów na
tenisistkę, której dziadkowie pochodzą z Puszczykowa spod Poznania. To właśnie
tam trenowała w dzieciństwie, jak i w ostatnich miesiącach była liderka
światowego rankingu oraz zwyciężczyni wielkoszlemowa -
Angelique Kerber. 25-latka w lutym 2023 urodziła córeczkę Lianę, a w
lipcu ogłosiła, że planuje powrót na kort w 2024 roku i ma niego wyznaczone
cele, ponieważ planuje między innymi wystąpić w Igrzyskach Olimpijskich w
Paryżu. Do tego nieco skomplikowana droga i potrzeba regularnych występów,
dlatego liczę, że zobaczymy “Angie” już na początku sezonu w kraju kangurów.
Jej dyspozycja może być zagadką, ponieważ w wieku 36 lat będzie jedną z
najstarszych zawodniczek w tourze. Nie ma się co oszukiwać, że o powtórkę tak
znakomitych wyników jakie ma w CV będzie niezwykle trudno, ale powrót
reprezentantki Niemiec do najlepszej 50 rankingu wydaje się być jak
najbardziej realnym celem. A może Angie zaskoczy nas czymś więcej? Byłaby to
kolejna cudowna historia za którą oczywiście trzymam kciuki.
To może być potężny comeback
Jako czwartą z mam do prezentacji, pozostawiłem tą najmłodszą i zdaje się, że dysponującą również obecnie największymi argumentami na wielkie wyniki. Naomi Osaka ostatni mecz w tourze rozegrała w Tokio w 2022 roku, ale wszyscy pamiętamy 25-latkę głównie z nieco wcześniejszych miesięcy, a nawet lat kiedy to wygrywała 4-krotnie wielkie szlemy. 2022 rok nie był jednak dla niej najlepszy, dlatego powrót Naomi do touru jest pewną niewiadomą. Tenisistka zapowiedziała, że planuje grać już na początku 2024 roku, a przecież na Antypodach już dwukrotnie wznosiła do góry wielkoszlemowe trofeum. To jaką wersją tej popularnej i barwnej zawodniczki ujrzymy jest dla mnie trudne do przewidzenia, ale co do jednego jestem przekonany. Jeśli reprezentantka Japonii będzie w optymalnej formie, to szybko powinna wrócić do czołówki rankingu. Liczę na doskonałe wyniki, a być może nawet wygrany szlem już w tym roku. Moim argumentem na to jest mistrzowski mental tej dziewczyny, bo z nim jest trochę jak z jazdą na rowerze. Myślę, że wykorzystała również ten czas, aby wyciągnąć wnioski z ostatnich, trudniejszych doświadczeń. Zdrowa i będąca w optymalnej formie Naomi Osaka, to tenisistka która może być w czołówce touru jeszcze przez lata.
Zmiana ról, a więc damy których nie zobaczymy
Są jednak także tenisistki, których ze względu na błogosławiony stan nie zobaczymy prawdopodobnie w tym roku na kortach. Najbardziej znanym nazwiskiem w tym gronie jest Belinda Bencic, która na początku listopada pochwaliła się w mediach społecznościowych dobrą nowiną. Szwajcarka po dość udanym początku sezonu (przecież oprócz Aryny Sabalenki i Igi Świątek jako jedyna znajdowała się w nim na 1 pozycji w rankingu live WTA), z czasem zaczęła pojawiać się w cyklu coraz rzadziej. Kiedy już na dobre zaczynałem się zastanawiać jaka jest przyczyna, wszystko wyjaśniło się dzięki mediom społecznościowym Belindy. 26-latka jest w ciąży i nie mamy co się nastawiać na jej grę w 2024 roku. Rodaczka Rogera Federera będzie za to prawdopodobnie idealną kandydatką na bohaterkę takiego artykuły w przyszłym roku. A, że świat nie znosi próżni na jej miejsce udadzą się inne Panie.
Warto tutaj wspomnieć również o naszej zasłużonej deblistce -
Alicji Rosolskiej, która również w tym roku ogłosiła, że jest w ciąży,
a także o Serenie Williams oraz Ashleigh Barty, które będą
realizować się jako mamy. Możemy się zastanawiać czy za około 20 lat ponownie
nie usłyszymy o tych nazwiskach biorąc pod uwagę wybitne tenisowe geny i
pozostaje życzyć wiele szczęścia w pełnieniu tej wspaniałej roli!
Komentarze
Prześlij komentarz