Podsumowanie sezonu 2023, czyli coś co wydawało się niemożliwe
Uważaj! To zdecydowanie najdłuższy artykuł na tym blogu, który może Ci się wydać nudny i banalny. Jest to prawdopodobne jeśli uważnie śledziłaś(-eś) poprzedni sezon, a Twoja wiedza o obecnych rozgrywkach jest spora i nie jesteś nostalgiczną osobą. Wtedy po prostu go pomiń go, a ja nieśmiało odsyłam Cię do innych tekstów na blogu, gdzie znajdziesz być może mniej pospolite teksty. Jeśli jednak tenis jest dla Ciebie fajnym sportem i chcesz dowiedzieć się więcej o ostatnich miesiącach (i nie tylko), to może być niezły materiał do poszerzenia swojej wiedzy, która pozwoli Ci na lepsze przygotowanie się do sezonu 2024, który nadchodzi wielkimi krokami.
Niezależnie od grupy do której należysz, zerknij i dokonaj słusznej dla Ciebie decyzji. Jeśli zdecydujesz się na lekturę to mam nadzieję, że mój blog będzie dla Ciebie fajnym dodatkiem do herbaty, cappuccino czy czegokolwiek co preferujesz.
Zapewne dobrze Ci znany komentator tenisowy Marek Furjan smutnej, bo wirusowej jesieni 2020 roku 3-krotnie wypowiedział na koniec meczu piękne słowa “Coś co wydawało się niemożliwe”. Wypowiadał je oczywiście po ćwierćfinale, półfinale oraz finale Rolanda Garrosa, w czasie kiedy ręce do góry w geście triumfu wznosiła 54 wówczas rakieta świata. A ja cytowałem sobie je następnie wielokrotnie i stały się dla mnie kultowe praktycznie niczym sceny z "Kilera". Te słowa również dobrze pasują jednak do tego co Iga Świątek wyczyniała w 2022 roku oraz 2023, gdzie po raz kolejny zapisała wspaniałe karty w historii tenisa. Piszę to słowa 2 dni po finałach z Cancun, gdzie zakończył się wyścig w którym 22-latka z Raszyna ponownie okazała się najlepsza. Był to jednak niezwykle emocjonujący wyścig, w którym swoją moc pokazało wiele tenisistek. I który jest bardzo optymistycznym prognostykiem na kolejne lata dla żeńskiego tenisa.
Raj dla koneserów
Zakończony właśnie sezon dla większości neutralnych fanów tenisa był zapewne znacznie ciekawszy od poprzedniego. W 2022 od momentu zakończenia kariery przez Ashleigh Barty mieliśmy do czynienia z dominacją Igi Świątek i już w okolicach okresu wakacyjnego było praktycznie pewne, że zostanie numerem 1 na koniec sezonu. Seria 37 zwycięstw zapisała się w historii kibiców i sprawiła, że liczba sympatyków tego pięknego sportu w Polsce znacznie wzrosła. Ale jeśli to nie był pierwszy czy drugi sezon, w którym oglądasz uważnie tenisa, to zapewne doskonale wiesz sobie, że takie sezony zdarzają się bardzo rzadko i trudno było sobie wyobrażać, że następny będzie wyglądał tak samo. Ja oczywiście liczyłem, że dostarczy nam równie dużo radości i Iga ponownie będzie dominować, ale byłem świadomy jak trudne to wyzwanie. Z drugiej strony uważałem, że fajnie by było żeby rywalki poprawiły swoją grę, co sprawi, że będziemy mieli wiele kapitalnych pojedynków i kalkulacji rankingowych czy drabinkowych, które są przecież olbrzymim smaczkiem podczas sezonu. Nie zawiodłem się i mam nadzieję, że Ty też. Bo nawiązując do mojego drugiego dużego zamiłowania, czyli NBA w tenisie również “where amazing happens”.
Młoda legenda z Raszyna
Zapewne nie tylko w Polsce wielu sympatyków tenisa zadawało sobie pytanie, jak będzie wyglądał kolejny sezon Raszynianki po fantastycznym Anno Domini 2022. I choć może nie był on finalnie tak bogaty w sukcesy jak poprzedni, to określenie "wspaniały" wobec 2023 roku jest moim zdaniem odpowiednim. Opiekunka Grappy powodów do emocji dała nim w co niemiara, choć zdarzyły się również nieco gorsze wyniki. Już początek był dość trudny, ponieważ wyraźne porażki z Jessicą Pegulą podczas United Cup czy Eleną Rybakiną w Melbourne były bolesne dla rozpieszczonych wygranymi Polaków. Nie ma jednak co zakłamywać rzeczywistości. Takie sytuacje to normalna kolej rzeczy, a szkoda jedynie, że jej wybitne wyniki z 2022 roku sprawiły, że każda porażka w kolejnym roku była mocno podkreślana i analizowana. Może to jest właśnie główne piętno bycia numerem 1? W Polsce na pewno jest odczuwalne o czym Iga mogła się przekonać.
Był to też sezon trudniejszy z powodów zdrowotnych, ponieważ z powodu urazów Iga musiała się wycofać z turniejów w Miami czy Madrycie, a przez chwilę (o zgryzo) pojawiła się wątpliwość czy wystąpi na Rolandzie Garrosie, gdzie przecież broniła tytułu. Na paryskich kortach "nasza duma" się pojawiła i potwierdziła do kogo należą obecnie obiekty Phillipa Chartier czy Suzanne Lenglen. 3 zwycięstwo to kolejny krok w kierunku budowania swojej legendy i pracowania na tytuł “Królowej Ziemi”, niczym jej idol Rafael Nadal, który jest niepodważalnym królem mączki.
To był największy sukces w sezonie Polki, ale wyników godnych odnotowania było przecież znacznie więcej, a najwięcej radości kibicom mogły przynieść 2 ostatnie turnieje - w Pekinie oraz Masters w Cancun, gdzie Iga nie zaznała smaku porażki i które pozwoliły jej wrócić na szczyt. Najpiękniejsze w tej historii jest, że wywalczyła go sobie pokonując w półfinale turnieju mistrzyń wcześniejszą liderkę, a w finale wytrzymała presję, ponieważ tylko zwycięstwo z Jessicą Pegulą pozwalało na realizację tego celu. To był sezon, w którym Iga jako jedyna wygrała aż 6 turniejów oraz była minimum w ćwierćfinale wszystkich turniejów rangi 1000 w których wystąpiła. Rezultaty te świetnie obrazują być może nie kosmiczny, ale bardzo dobry i równy poziom, który prezentowała w tym trudnym sezonie. Za gorszy rezultaty można natomiast uznać 4 rundy Australian Open oraz US Open, gdzie jej główna rywalka w tym sezonie - Aryna Sabalenka poradziła sobie znacznie lepiej. Zakończę jednak wątek wielkich szlemów optymistycznym wątkiem, jakim jest moim zdaniem ćwierćfinał Wimbledonu, bo wcześniej Polka radziła sobie tam znacznie gorzej. Jestem jednak przekonany, że w Londynie w przyszłości jej nazwisko zostanie wygrawerowane dla trofeum dla zwyciężczyń. Już sobie wyobrażam jak "Miss I.Świątek" będzie wyglądało tam wspaniale. Inne godne odnotowania występy Igi, to wygrana w domowym turnieju w Warszawie czy kolejne triumfy w Doha oraz Stuttgarcie, gdzie ciekawe czy konstruktorzy Porsche mają już jakieś pomysły co zrobić, aby nie zanudzić Igę swoimi nagrodami w przyszłości. Zdobyte 9295 punktów to wynik naprawdę znakomity przy zestawieniu wszystkich czynników. Iga Świątek znalazła się tym sposobem w elitarnym towarzystwie obok Chris Evert, Martiny Navratilovej, Steffi Graf, Moniki Seles, Martiny Hingis, Lindsey Davenport, Justine Henin, Caroline Wozniacki, Serena Williams, Simony Halep i Ashleigh Barty., które 2 razy z rzędu kończyło sezon jako liderki rankingu. Absolutnie cudowne towarzystwo. W innych najważniejszych rankingach wcale nie jest gorsze. Polka jest obecnie 10 zawodniczką z największą ilością tygodni jako numer 1, czy 10 najmłodszą w historii, która nią została.
Myślę, że nie jest już żadnym nadużyciem stwierdzenie, że Iga w wieku 22 lat jest jedną z najwybitniejszych tenisistek XXI wieku oraz najbardziej utytułowaną, która występuje obecnie w tourze. A wszystkie znaki na niebie i ziemii wskazują, że jeszcze bardzo wiele dobrego przed nią. Czasami sam zastanawiam się czym Polska zasłużyła na taki tenisowy skarb.
Lwica z Mińska pokazała ogromną moc
Aryna Sabalenka mimo swojego ryzykownego stylu gry ma najdłuższy staż w pierwszej 10 rankingu. Do światowej czołówki dołączyła w 2018 roku jako 20-latka i od tego czasu jest w niej stale od 5 lat. To nie jest łatwa sztuka, a Białorusinka mimo bardzo ofensywnego usposobienia i czasami ogromnej liczby błędów w każdym sezonie pokazywała potencjał, który pozwalał jej na zdobywanie dużej ilości punktów. Osobiście trudno było mi odpowiedzieć na pytanie jak duży jest jej potencjał, choć doskonałe pojedynki z Ashleigh Barty były znakomitym świadectwem jej umiejętności. Potrafiła z nią między innymi wygrać w finale turnieju w Madrycie w 2021 kiedy Australijka była przecież w świetnej formie. Aryna jednak cały czas falowała i kiedy wydawało się, że to będzie stała sytuacja - zmieniło się w 2023 roku.
Antoni Dubrov, trener Białorusinki stwierdził, że nie trzeba było zmieniać wiele, aby 25-latka weszła na najwyższy poziom i trzeba przyznać mu rację. Od początku zeszłego roku mieliśmy okazję oglądać inną “Sabę”, która nie popełniała serii błędów w kluczowych meczach, a niejednokrotnie wręcz przeciwnie, bo wznosiła się w nich na wyżyny umiejętności. Jej forma w styczniu na Antypodach była imponująca, ponieważ wywiozła z kraju Aborygenów blisko 2500 punktów, a co najważniejsze spełniła tam marzenie o zwycięstwie w wielkim szlemie, pokonując w finale tego pięknego turnieju Elenę Rybakinę.
Później nie radziła sobie wcale wiele gorzej. Cały czas grała regularnie na dobrym poziomie i potrafiła wygrać między innymi z Igą Świątek w finale wcześniej wspomnianego madryckiego turnieju. A wpadek takich jak z Sofią Kenin w Rzymie było naprawdę niewiele przez cały sezon. Imponować może przede wszystkim gra w wielkich szlemach Białorusinki, ponieważ w każdym z nich dotarła co najmniej do półfinału. Do tego z reguły solidne występy w 1000. Wydawać by się mogło, że tak powinien wyglądać sezon liderki rankingu, którą Sabalence było dane być jedynie przez 8 tygodni.
Jeśli lubisz skoki, to zapewne możesz kojarzysz sezon 2006/2007 kiedy to furorą dołączyli do walki o najwyższe cele wybitnie zdolny Austriak Gregor Schlienzauer oraz Norweg Anders Jacobsen. Ten drugi przez znaczną część sezonu był liderem i zdawać by się mogło, że zdobędzie kryształową kulę. Pod koniec tego sezonu powiedział jednak słowa: “Co Wy ode mnie chcecie? Ja robię wszystko dobrze, tylko ten mały facet z wąsem jest po prostu poza zasięgiem.” - takie mniej więcej słowa wypowiedział Norweg kiedy w końcówce sezonu wyprzedził go nasz wielki Adam Małysz. Dlaczego o tym piszę? Uważam, że podobne słowa mogłaby wypowiedzieć Aryna Sabalenka, mówiąc o Idze Świątek przy podsumowaniu tego sezonu.
Białorusinka udowodniła w nim swoje ogromne umiejętności oraz ambicje, rozgrywając zdecydowanie najlepszy sezon w karierze. Przez 43 tygodnie była liderką rankingu live uwzględniającego tylko wyniki z 2023 roku, a na drugie miejsce spadła dopiero ze względu na bezbłędny występ Igi w Cancun, której uległa w półfinałowym spotkaniu, które można uznać za kluczowe dla tego rankingu.
Warto jednak oceniając jej sezon docenić olbrzymi rozwój. Przede wszystkim ten mentalny, ponieważ nie popełniała serii niewymuszonych błędów i praktycznie zawsze była przygotowana taktycznie do meczu. W poprzednich latach nie zawsze tak to wyglądało i efektowało mniejszą ilością zgromadzonych punktów oraz większymi nerwami. Myślę, iż ze względu na swoją ambicję Aryna zapewne odczuwa pewien niedosyt, ponieważ nie otrzymała trofeum dla najlepszej zawodniczki sezonu, ale spełniła w nim 2 swoje marzenia - była światową jedynką oraz wygrała swój pierwszy turniej wielkoszlemowy.
Mi podobało też, że “Saba” jakby zaczęła się również nieco inaczej zachowywać. Było w niej mniej nerwów, a stanowiska jakie zajmowała (np. wobec wojny w Ukrainie podczas Roland Garros) czy krytyka WTA jako numer 1 podczas finałów wymagały odwagi. Godne uznania są również słowa, które wypowiadała podczas sezonu o swojej konkurentce z Polski w którym można było wyczuć dużo szacunku.
Rywalizacja Igi Świątek z Aryną Sabalenką w 2023 roki była wybitna. Aryna Sabalenka naprawdę zasłużyła, aby występować w tym sezonie przez pewien czas również jako numer 1. Jest piekielnie ambitna, dlatego jestem pewien, że będzie dążyła, aby wrócić na szczyt, choć zadanie to na pewno nie będzie łatwe. Powodów jest bardzo wiele, a znaczna część z nich ma nazwiska, które dały się poznać światu w ostatnich sezonach.
Silna grupa pościgowa
W drugiej połowie sezonu, bardzo ciekawa rywalizacja toczyła się nie tylko o pozycję numer 1, ale też o miejsce na najniższym stopniu rankingowego podium. Na różnych etapach sezonu można było typować inną faworytkę, aby na nim się znaleźć. Opiszę tą historię chronologicznie czasowo, dlatego zacznę od tej urodzonej bardziej na wschodzie, aby potem skupić się nieco na duecie/dublu/deblu zza oceanu.
Pierwsze 3-4 miesiące roku były doskonałe w wykonaniu Eleny Rybakiny. To za jej zasługą w tym czasie mówiliśmy bardziej o wielkiej trójce niż dwójce. Finał Australian Open, wygrana w Indian Wells i wynik, który mnie najbardziej zaskoczył, czyli wygrana w Rzymie sprawiły, że 24-latka przez długi czas w rankingu live była na drugim miejscu. Druga część sezonu była jednak znacznie gorsza, a przyczyn można doszukiwać się w problemach zdrowotnych i chyba jednak również fizycznych. Odniosłem jednak wrażenie, że urodzona w Moskwie mistrzyni Wimbledonu z 2022 nie wytrzymała do końca trudów tego niezwykle intensywnego roku. W drugiej połowie sezonu pojedynki takie jak z Aryną Sabalenką, którą pokonała w Pekinie były już znacznie rzadsze, jednak Elena cały czas była oczywiście niebezpieczna dla wszystkich rywalek. Potężnie serwująca Kazachszka finalnie zakończyła sezon na 4 miejscu, które jest zdecydowanie najlepsze w jej karierze. Według mnie może ocenić go podobnie jak Aryna Sabalenka, ponieważ z jednej strony to był naprawdę świetny sezon, ale z drugiej poczucie niedosytu również jest zrozumiałe.
Elena Rybakina miejsce na podium rankingu live straciła po US Open ku radości gospodarzy ostatniej lewy wielkiego szlema. Na kortach Flushing Meadows do ekscytacji amerykańskich kibiców doprowadziła najmłodsza zawodniczka w czołówce, czyli Coco Gauff, który wygrała nie tylko w Nowym Jorku, ale też wcześniej w Cincinnati (WTA 1000) oraz Waszyngtonie (WTA 500). Podczas US Swing zdobyła blisko 4000 punktów. W tym miejscu trzeba wspomnieć o postaci Brada Gilberta - doskonałego trenera, który sprawił, że jej talent eksplodował na dobre. A pierwsza część sezonu wcale na to mocno nie wskazywała. Żadna zawodniczka nie zdobyła w okresie 1,5 miesiąca tak pokaźnej ilości punktów w żadnej części sezonu, jak Coco w sierpniu wraz z początkiem września.
Imponująca passa zwycięstw została przerwana w półfinale turnieju w Pekinie przez Igę Świątek. Polka jest zmorą Coco, ponieważ obecnie bilans ich spotkań to 9-1 na korzyść naszej rodaczki. Spodziewam się jednak, że te liczby będą się zmieniać, bo obie tenisistki mają wszelkie argumenty, aby znajdować się w czołówce rankingu przez wiele lat. Ich rywalizacja to może być creme de la creme kobiecych rozgrywek na lata.
W tym sezonie cieszy natomiast, że udowodniła sobie, a przy okazji wszystkim jak ogromny ma talent, zamykając usta malkontentom. W przypadku jej umiejętności “Sky is the limit” i ta bystra dziewczyna powinna mieć tego świadomość, a przypomnieć może o tym odtworzenie na ekranie doskonałych wyników z Cincinnati czy Nowego Yorku.
Nadszedł moment, w którym należy koniecznie poświęcić kilka zdań deblowej partnerce Coco, która jednak od lat znajduję się w jej cieniu. Paradoksalnie myślę, że może być to dobre zarówno, dla jednej jak i drugiej. Dla Coco, bo ma wsparcie starszej i bardziej doświadczonej zawodniczki, z którą może rywalizować i wymieniać się spostrzeżeniami. Dla Jessici Peguli, ponieważ ta może skupić się bardziej na aspekcie sportowym, unikając presji amerykańskich mediów (która bywa bardzo szkodliwa) i robić swoje, co wychodzi jej doskonale o czym świadczą ostatnie lata.
A Jessica Pegula to tenisistka wzbudzającą ogromną sympatię. Posiada prawdopodobnie największy dystans do siebie spośród wszystkich zawodniczek z czołówki. Najfajniejsze jest jednak, że jej gra jest na tak dobrym poziomie jak jej energia. To był kolejny bardzo dobry rok w wykonaniu 29-latki, która zdaje się być jak wino - im starsza tym lepsza i przy tym bardziej wytrzymała. Nie ma chyba drugiej zawodniczki, która rozegrała tyle trudnych spotkań w ostatnim sezonie biorąc pod uwagę jej aktywność deblową (wraz z właśnie wyżej wspomnianą Coco Gauff) i mikstową. Łączna liczba rozegranych spotkań to 136! Brzmi kosmicznie! Mająca koreańskie korzenie reprezentantka Team USA zakończyła go ostatecznie na 5 pozycji w singlu i 3 w deblu (wraz z Coco), jednak do ostatniego spotkania sezonu walczyła o miejsce o 4 lokatę, a i do miejsca w top 3 nie zabrakło dużo, bo nieco ponad 500 punktów. Trudno nie trzymać kciuków za jej dalszy rozwój i nie życzyć jeszcze lepszych wyników. Przede wszystkim w wielkich szlemach, które są jej piętą achillesową, gdyż do tej pory Jessie nie udało się jeszcze przekroczyć w nich bariery ćwierćfinału. Może być to zaskakujące jeśli mowa o zawodniczce, która potrafiła tylko w tym roku wygrać w 2 setach z Aryną Sabalenką, Igą Świątek, Eleną Rybakiną czy Cori Gauff. Tak więc przyczyna na pewno nie leży w braku umiejętności, bo tą dziewczynę z Buffalo z pewnością stać na wielkie wyniki.
Czeska fala ciągle zalewa czołówkę
Jeśli Igę Świątek i Arynę Sabalenkę nazwać liderkami wyścigami, a Cori Gauff, Elenę Rybakinę oraz Jessicę Pegulę za grupę pościgową, to kolejną grupę wypadałoby nazwać peletonem. Może niezbyt wielkim, ale bardzo silnym, który gdybyśmy ubrali w barwy narodowe przede wszystkim wyróżniałby się niebieskim trójkątem i kolorem oraz białym oraz czerwonym. To oczywiście nawiązanie do czeskiej flagi, ponieważ to był kolejny rok w którym kiedy nasi południowi sąsiedzi mieli wiele powodów do dumy. To za sprawą aż kilku zawodniczek, które na różnych etapach sezonu pokazywały się ze znakomitej strony. Na pozycjach 6-15 znalazły się bowiem 4 tenisistki z tego kraju, a zatem czeska fala po raz kolejny zalała czołówkę WTA. Choć może słowo fala nie jest odpowiednie biorąc pod uwagę kraj, który nie posiada dostępu do morza. Lepszym słowem jest czeski fenomen, ponieważ ten 10 milionowy kraj ma dodatkowo wiele tenisistek o których jeszcze nie było bardzo głośno, ale zapewne będzie.
Teraz skupię się jednak na kwartecie, który sezon 2023 zakończył w top 15. Najwyższe, bo 7 miejsce zajęła Marketa Vondrousova. Był to roku w którym “odpaliła na dobre”, a stało się to w momencie, kiedy raczej nikt się tego specjalnie nie spodziewał. W lipcu wygrała Wimbledon, a wcześniejsza część sezonu zupełnie nie wskazywała, że może się to wydarzyć. W lutym wypadła nawet z pierwszej 100 rankingu, Zaś do największego turnieju na trawie przystąpiła jako 42 zawodniczka świata. Wywalczone tam punkty pozwoliły jej awansować do pierwszej 10, dzięki czemu różnica pomiędzy jej najniższym a najwyższym rankingiem w sezonie wyniosła prawie 100 pozycji. Najważniejsze jednak, że miejsce w ścisłej czołówce utrzymała do końca roku, kilkukrotnie prezentując się z bardzo dobrej strony, a deserem na jaki zasłużyła był występ w Masters, gdzie jednak nie odniosła sukcesu. Dla Markety był to jednak bezdyskusyjnie przełomowy rok, który na zawsze zapisze się w pamięci jej oraz kibiców. Czy należy traktować go jako coś sensacyjny? Zdecydowanie nie, ponieważ 24-latka ma całkiem dobre CV, w którym znajdują się takie skalpy jak finał Igrzysk Olimpijskich w Pekinie czy Rolanda Garrosa z 2019 roku. Ten sezon był opatrzony nie tylko większym sukcesem, ale też bardziej regularny. Sam jestem ciekaw jaki będzie dla niej kolejny - zwłaszcza, że jej styl, który skutecznie utrudnia rywalkom grę, dodaje nieco kolorytu czołówce.
Drugą Czeszką w najlepszej 10 jest Karolina Muchova. W tym roku mogliśmy nareszcie doczekać się przełożenia jej pięknej gry na doskonałe wyniki. Wystąpiła w finałach Rolanda Garrosa oraz Cincinnati. W obu jednak musiała uznać wyższość rywalek. Imponowała w tych turniejach doskonałą grą (w półfinałach obu pokonała Arynę Sabalenkę) i jedynym niedosytem sportowym w tym sezonie można uznać brak dużego turniejowego zwycięstwa. Praktycznie w każdym turnieju, w którym grała Karolina prezentowała się dobrze, a o zawodzie może mówić głównie na trawie, jednak to nieco bardziej złożony temat. Cieszyło za to, że w końcu mogliśmy przez większość sezonu Karolinę, która może skupić się na tenisie.
I gdybym pisał ten tekst jeszcze 2 miesiące temu, to mógłbym ze szczerą radością napisać, iż był to sezon w którym nareszcie nie przeszkadzało Czesce zdrowie. Niestety jednak urazy sprawiły, iż nie było jej dane wystąpić w Pekinie oraz Masters Cancun. To drugie jest szczególnie smutne, ponieważ bardzo zasłużyła, aby spędzić czas wśród tenisowej elity. Nawet jeśli tegoroczne Cancun organizacyjnie, niekoniecznie było dobrym miejscem na debiut. 27-latka zakończyła sezon na 8 miejscu. Po raz pierwszy w top 20, zatem to sukces, ale mimo wszystko można mówić o niedosycie. To wszystko dlatego, że jej talent oraz imponujący styl gry pozwalają myśleć o jeszcze o lepszych wynikach.
Dużo podobieństw nasuwa się u trzeciej Czeszki znajdującej się w top 10, a mianowicie Barborze Krejcikovej Wybitna technika, bardzo przyjemny do oglądania styl gry czy imponująca analityka sytuacji na korcie to atuty które sprawiają, że jest groźna dla każdego i potrafi wygrać wszystko i z wszystkimi. W tym roku jej największym sukcesem było zwycięstwo w Dubaju (WTA 1000).
To nie był największy sukces w jej karierze, ponieważ w 2021 wygrała Rolanda Garrosa, ale jedno z lepszych osiągnieć już tak. Szczególnie, że po drodze pokonała dwie zawodniczki na które poświęciłem ze względu na ich pozycje, najwięcej miejsca w tym tekście powyżej. Żeby nie było jednak tak różowo, trzeba zwrócić uwagę, że był to stosunkowo nierówny sezon w jej wykonaniu i podobnie jak w przypadku Karoliny Muchowej, zdrowie nie zawsze zdawało się być jej przyjacielem. A szkoda, bo gdy te nie zawodzi, a Bora złapie formę to jest tenisistką wybitną, a jej gra to istne delicje dla oczu. Mi na zawsze w pamięci pozostanie jej pojedynek z Igą Świątek w Ostrawie 2022, gdzie wspólnie stworzyły fenomenalne widowisko.
Z czwartą Czeszką w czołówce rankingu… też trudno nie sympatyzować chociażby ze względu na jej historię. Tylko jeśli masz mocne nerwy, to sugeruję wpisać w Google frazę “Petra Kvitova hand”, ponieważ możesz wtedy łatwo zobaczyć jak wyglądała dłoń 2-krotnej zwyciężczyni wielkiego szlema po napadzie jakiego była ofiarą w grudniu 2016 roku, który zatrzymał na jakiś czas jej karierę. W tym roku swój najlepszy moment miała w Miami kiedy to wygrała turniej WTA 1000, w finale pokonując będącą w tym czasie przecież w znakomitej formie Elenę Rybakinę. Wygrała również silnie obsadzone zawody w Berlinie na trawie, gdzie wciąż wygląda imponująco. Poza tym było solidnie, ale zabrakło jeszcze może z 2-3 dobrych akcentów, aby ponownie zakończyć rok w top 10. Godnym odnotowania jest jednak fakt, że Petra Kvitova jest zdecydowanie najstarszą zawodniczką w czołowej 20 rankingu. Druga w tym gronie Caroline Garcia jest od niej ponad 3 lata młodsza, co w tenisie jest pokaźną różnicą.
Międzynarodowa część peletonu
Koniec o Czeszkach, a czas na inne zawodniczki, które w 2023 roku pokazały się z bardzo dobrej strony i udokumentowały to rankingiem. Na szóstym miejscu sezon zakończyła zawodniczka, które w kategorii najbardziej lubianych w tourze, byłaby na pewno jedną z głównych faworytek. Zagrajmy. Czy w tym momencie przyszła Ci do głowy Ons Jabeur? Bo właśnie ją mam na myśli. Osobiście zamykając oczy i wyobrażając sobie Ons widzę zawsze przyjazne spojrzenie na jej twarzy, a pierwsze skojarzenia jakie mi przychodzą to uśmiech, ekspresja, fenomenalne drop shoty i szczere gratulacje dla rywalki po meczu, zazwyczaj zakończenie przytuleniem. Skupiając się jednak na tenisie. Jej styl gry jest jednym z najbardziej efektownych w tourze, a gdyby ktoś wpadł na pomysł założenia Harlem Globetrotters w wersji tenisowej, to powinien w pierwszej kolejności skontaktować się z 29-letnią Tunezyjką. Czy jednak byłaby zainteresowana? Śmiem wątpić, ponieważ jej gra to nie tylko efektowność, ale też efektywność. Dowodem jest sezon zakończony na 6 pozycji. Pokuszę się jednak o stwierdzenie, że może mówić o lekkim niedosycie. Mam tutaj na myśli głównie Wimbledon, gdzie po pokonaniu Aryny Sabelanki i Eleny Rybakiny była dla mnie dużą faworytką finału, gdzie jednak nie sprostała wyzwaniu. Być może była to dla niej największa szansa na życiowy sukces i spełnienie marzenia większości tenisistów. Patrząc tylko liczbowo zanotowała w nim spadek z pozycji wiceliderki. Spoglądając jednak na pełną połowę szklanki, był to trzeci rok z rzędu, który zakończyła w najlepszej 10 na świecie. Oprócz niej taką “doskonałą stabilizacją” mogą pochwalić się jedynie Aryna Sabalenka (dla niej jako jedynej to już 4 taki sezon), Iga Świątek oraz Maria Sakkari. Teraz linika przerwy, w którym przekroczymy Morze Śródziemne i udamy się na północ pozostając przy tym w ciepłym klimacie.
To idealny moment, aby poświęcić kilka zdań ostatniej z zawodniczek z top 10, którą powyżej wywołałem do tablicy - Marię Sakkari. Wiele osób może być zaskoczonych jej miejscem i ja to rozumiem, ponieważ Maria nie osiągnęła ostatnio zbyt wiele spektakularnych wyników i nie był to sezon, w którym o Greczynce mówiło się dużo szczególnie przy okazji prestiżowych turniejów. Jednocześnie punktacja tenisowa w moim odczuciu jest dopracowana naprawdę bardzo fajnie, a 25-latka zdobyła w niej 3620 punktów, co pozwoliło zakończyć sezon na 9 lokacie, które przy kontuzji Karoliny Muchowej pozwoliło wystąpić w finałach Masters. Niewątpliwie największym osiągnieciem i przy tym życiowym sukcesem jest wygrana we wrześniu "tysiączki" w Guadalajarze. Wcześniej zazwyczaj trudno było jej przekroczyć barierę cwierć i półfinałów ważnych zawodów. Tak wiec ten turniej może być przełamaniem, jak miało to miejsce niejednokrotnie w sportach indywidualnych. W moim odczuciu musiałaby jednak do tego poprawić swoją grę i czeka ją sporo pracy, jednak w tym przypadku możemy być spokojnie, ponieważ zawodniczka z Aten jest znana ze swojej pracowitości.
O tych Paniach również było głośno
Udajemy się do kolejnego ciepłego, a przy tym przepięknego kraju w celu napisania następnych słów uznania. Brazylijczycy mają kolejny dobry powód, aby polubić liczbę 11. Oczywiście nawiązuję do futbolu, który w tym kraju jest religią. Można doszukać się jednak argumentu tenisowego, ponieważ 11 tenisistką świata jest obecnie pochodząca z Sao Paolo Beatriz Haddad Maia. U 27-latki może się podobać, że żadna rywalka oraz sytuacja nie jest jej straszna i jest bardzo niewygodną do gry przeciwniczką. W tym roku osiągnęła ogromny sukces, jakim jest zwycięstwo w Elite Trophy (turniej dla najlepszych zawodniczek niezakwalifikowanych do Masters). W 2022 jej forma eksplodowała, ale tenisowa historia zna wiele przypadków, w których ktoś pokazuje się znakomicie przez rok, a nawet tylko jego część, a później kiedy przychodzi do obrony dużej ilości punktów, zaczynają się kłopoty. Nie było tak w przypadku Bii. Ameryka Południowa ma w osobie Beatriz prawdopodobnie najwybitniejszą zawodniczkę z kontynentu w XXI wieku. I zawodniczkę, która zdaje się, że w swoim rozwoju nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i mimo różnych sytuacji w swojej karierze, teraz stała się niezwykle cenioną tenisistką.
W czołowej 15 sezonu rankingu znalazły się jeszcze Madison Keys, Jelena Ostapenko oraz Qinwen Zheng. Pierwsza i druga z nich to jedne z najbardziej nieobliczalnych zawodniczek w całym tourze. Amerykanka potrafiła zagrać absolutnie fenomenalnie między innymi podczas US Open, gdzie zdominowała Jessicę Pegulę, a następnie wygrała pierwszego seta z Aryną Sabalenką 6:0, po czym… przegrała mecz. Poprzednie zdanie chyba najlepiej podsumowuje przebieg ostatnich lat Madison. Genialne występy są przeplatane bardzo rozczarowującymi. Takie wyniki pozwalają na pojedyncze dobre wyniki i zapadnięcie w pamięć kibicom, ale z perspektywy zameldowania się w ścisłej czołówce, istotna jest regularność, której 28-latce od lat brakuje. Podobnie rzecz ma się z Jeleną Ostapenko. Najbardziej kolorowo ubrana i najmniej kalkulująca zawodnicze w tourze ma za sobą niezły, ale jednak nierówny sezon. Przykład? Najlepszym będzie też US Open, gdzie w 4 rundzie wygrała 3:6, 6:3, 6:1 z Igą Świątek po świetnym spotkaniu, by rundę później ulec Coco Gauff 0:6, 2:6. Ale w tym sezonie wpadek było stosunkowo mniej, niż dobrych wyników. Wygrana na trawie w Eastbourne, czy cwierćfinały Australian i US Open oraz półfinał 1000 w Rzymie, to wyniki godne docenienia.
Rzutem na taśmę do najlepszej 15 świata zawitała Qinwen Zheng. Chinka systematycznie pnie się w górę rankingu i ten rok był kolejnym kamieniem milowym w jej karierze. Podobnie jak Coco Gauff może być szczęśliwa, ponieważ największe sukcesy osiągnęła w swoim kraju. Jej 2 ostatnie turnieje to zwycięstwo w WTA 500 w Zhengzhou oraz finał Elite Trophy, gdzie uległa wcześniej wspomnianej Beatriz Haddad Mai. Godne docenienia, że to kolejny sezon, w którym ta bardzo uzdolniona Chinka odnotowała spory progres. Widać, że systematycznie rozwija swoje atuty i pracuję nad poprawą niedoskonałości w bardzo przemyślany sposób. Chińczycy pierwszy raz od czasów Na Li mają zawodniczkę, która ma wszelkie atuty, aby niebawem osiągać duże rzeczy. Tym bardziej, że ma dopiero 21 lat, a cała kariera jest przed nią otworem.
Analizując kolejne miejsca w rankingu można tym bardziej dojść do wniosku, że regularność w tenisie jest bardzo istotna, aby cieszyć się miejscem w ścisłej czołówce. Praktycznie w każdym tygodniu cyrku WTA (nie nawiązuje tutaj do organizacji, a do potocznej nazwy zapożyczonej z Formuły 1 ;)) bardzo często pojawiały się zawodniczki, które pokazały się ze znakomitej strony. Wtedy można było się zastanawiać, dlaczego nie są rozstawione, ale na to potrzebne są z reguły częstsze dobre występy.
Zaczynając od początku, czyli polskiej zimy, a australijskiego lata. Podczas sezonu na Antypodach błysnęły chociażby nasza Magda Linette czy Victoria Azarenka, dochodząc do półfinału Australian Open. Bardzo obiecująco sezon rozpoczęły też Linda Noskova czy Belinda Bencic. Na Sunshine Doubles swoje 5 minut miała Sorana Cirstea, która w Indian Wells odpadła z Igą Świątek w ćwierćfinale, a w kolejnym turnieju sprawiła jedną z największych niespodzianek w sezonie, pokonując na tym samym etapie Arynę Sabalenkę. Dopiero rundę później uległa późniejszej zwyciężczyni, Petrze Kvitovej.
Kiedy u nas wiosna zaczęła dawać się we znaki, promienie słoneczne w postaci punktów i sukcesów zaświeciły mocniej dla Veroniki Kudermetovej, która w najważniejszych “tysiączkach” na ziemi awansowała dwukrotnie do najlepszej 4 turnieju. Sezon ziemny był też lepszym okresem w tym nieco gorszym sezonie dla Darii Kasatkiny, czyli najlepszej YouTuberki w historii WTA (polecam mocno jej kanał jeśli nie znasz, a chcesz poznać piękny tenisowy świat od kulis).
Nasze lato i wczesna jesień to z kolei czas, w którym tenisowemu światu
bardziej pokazała się zdolna Ludmilla Samsonova (dwa finały 1000 - w Montrealu
oraz Pekinie), a także Sofia Kenin, która zdaje się powoli wracać do formy
sprzed lat. To też cieszy, ponieważ jej zadziorny styl gry i ambicja jest
cenna dla touru.
Być może powinienem na tym etapie wspomnieć też o Elinie Svitolinie, jednak jej sytuacja jest bardziej filmowa i dlatego uznałem, że zasługuje na więcej słów, które znajdziesz w innych artykułach.
Kto zagrał gorszy sezon?
Było jednak kilka zawodniczek, które poprzedniego sezonu zapewne nie zaliczą do udanych, ponieważ ich wyniki były dla kibiców rozczarowujące. Przede wszystkim przychodzą mi tutaj do głowy 2 nazwiska, a mianowicie Caroline Garcia i Paola Badosa. Ta pierwsza w drugiej części sezonu 2022 była przecież jedną z 2-3 najlepszych zawodniczek w tourze. W tym sezonie zanotowała spadek z 4 na 19 pozycję, a spektakularne turnieje zastąpiła głównie spektakularnymi pojedynczymi spotkaniami. Zdarzyło się też wiele więcej rozczarowań zwłaszcza w pierwszej części sezonu, gdzie broniła stosunkowo niewielu punktów i miała dobrą sytuację aby jeszcze poprawić wtedy swój najlepszy ranking w karierze. Hiszpanka natomiast zanotowała jeszcze większy spadek, ponieważ z 13 na 66 pozycji. Dla Pauli Badosy to najgorsze miejsce od 2020 roku. Ciężko znaleźć jednoznaczną przyczynę, ale zdrowie na pewno nie pomagało, ponieważ kiedy wracała do lepszej formy, to nagle coś zaczynało się sypać. Warto przecież zwrócić uwagę, że ta niezwykle utalentowana tenisistka finalnie nie wystąpiła w 3 z 4 wielkich szlemów.
Pokaźne spadki w rankingu zanotowały również zwyciężczynie US Open z 2021 i 2022, czyli Bianca Andreescu i Emma Raducanu. W przypadku tych dwóch Pań problemy zdrowotne po raz kolejny dawały o sobie znać, ale szczególnie w przypadku Brytyjki temat wydaje się bardziej skomplikowany i trudniejszy do zdiagnozowania. I już naprawdę kończąc. Bardzo żałuję, że na zakończenie kariery z powodu przedłużających się problemów (przewlekła kontuzja pleców) zdecydowała się Anett Kontaveit. Sympatyczna Estonka podjęła taką decyzję w wieku zaledwie 27 lat. W pamięci zapadnie mi jej doskonała seria 15 zwycięstw z rzędu na hali. To jednak była piękna kariera, w której zapisała się w historii swojego kraju jako zawodniczka, która posiadała zaszczytne drugie miejsce w rankingu WTA.
A jakie są moje 3 główne życzenia na 2024 roku? Jako fanboy Igi,
marzę o jej kolejnym fantastycznym sezonie, eksplozji talentu wielu
zawodniczek oraz, że zdrowie i obciążenia fizyczne nie będą dokuczać
zawodniczkom. Lets go!
Komentarze
Prześlij komentarz